Czy Polska zyska na umowie swapowej z Ukrainą?

Podpisana umowa swapowa pomiędzy Polską a Ukrainą to jedno z ważniejszych wydarzeń w polskiej polityce wschodniej w ostatnim czasie. Mimo tego, że większość szczegółów pozostaje nieznana, a dostępne informacje są bardzo skromne, portal Kresy.pl przyjrzał się umowie zawartej pomiędzy bankami centralnymi Polski i Ukrainy.

We wtorek Narodowy Bank Polski podpisał tzw. ramową umowę swapową z Narodowym Bankiem Ukrainy.Wcześniej o tym, że tego rodzaju umowa zostanie zawarta, informowano m.in. przy okazji niedawnej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie. To wówczas publicznie padła kwota 4 mld złotych. Nie było jednak wiadomo, o jaką dokładnie umowę chodzi. W jednym z wywiadów mówił o tym również minister Krzysztof Szczerski, który sprecyzował, że chodzi o umowę pomiędzy bankami centralnymi Polski i Ukrainy. O tym, że sprawa dotyczy umowy swapowej, dowiedziano się w zasadzie w dniu jej podpisania.

Swap, czyli co?

Transakcja swap polega na wymianie pewnej sumy pieniędzy między dwoma bankami centralnymi. Odbywa się to po określonym kursie i na określony okres. „Z finansowego punktu widzenia transakcja ta składa się z dwóch kredytów: jeden bank centralny udziela kredytu w swojej walucie drugiemu bankowi centralnemu i równocześnie otrzymuje kredyt od tego drugiego banku centralnego w jego walucie”– tłumaczył niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” członek zarządu NBP, prof. Andrzej Raczko.

Umowa podpisana we wtorek dotyczy kwoty miliarda dolarów. Prace nad nią trwały już od lutego tego roku. Jak wyjaśnia dyrektor biura prasowego NBP Przemysław Kuk, kwota ta – czyli w przeliczeniu ok. 4 mld złotych (a zarazem ok. 23,6 mld hrywien), to górny limit umowy. Podpisanie umowy nie oznacza jednak, że jakieś środki finansowe zostały już wymienione. W ramach umowy Ukraińcy mogą uzyskać od Polski kredyt w złotych, w zamian jednocześnie NBP otrzyma kredyt nominowany w ukraińskich hrywnach, w ramach czego obie strony wymieniają się oprocentowaniami. „Za pociągniętą walutę ‘płaci się’ w oprocentowaniu danej waluty”– tłumaczy Przemysław Kuk. W pewnym uproszczeniu, w takim przypadku rozliczenie polega na spłacie różnicy odsetek pomiędzy oprocentowaniami. „Zgodnie z umową swapową, w momencie „pociągnięcia” waluty umawiamy się na odkup po ustalonym kursie”– mówi Kuk. Podobne umowy z Ukrainą podpisały również Szwecja i Chiny.

Umowa została zawarta na okres sześciu miesięcy. Oznacza to, że w tym czasie Ukraina może liczyć na pozyskiwanie złotówek w zamian za ich równowartość w hrywnach. Może ona zostać jednak przedłużona. W tym czasie może dojść do różnej liczby działań finansowych. Ich łączna wartość nie może jednak przekroczyć ustalonego limitu – tj. miliarda dolarów.

Kwestia ryzyka

Obecnie, podstawowa stopa procentowa NBP wynosi 1,5%, z kolei na Ukrainie: 22%. Jednak w przypadku tego rodzaju działań dochodzi jeszcze kwestia tzw. ryzyka kursowego. Dotyczy to szczególnie hrywny, która od czasu Majdanu bardzo straciła na wartości, a jeszcze na początku roku doszło do gwałtownego tąpnięcia jej notowań. Choć obecnie sytuacja została, jak się wydaje względnie opanowana, to nie można wykluczyć, że w obecnej sytuacji gospodarczej Ukrainy w ciągu najbliższych miesięcy nie dojdzie do wahnięć kursu hrywny. W tym również do spadku jej wartości. Choć w przyszłym roku Bank Światowy prognozuje 2-proc. wzrost gospodarczy na Ukrainie, to jednocześnie spadek PKB w tym roku ma wynieść łącznie nawet 12 proc. Ratingi dotyczące Ukrainy również znajdują się na bardzo niskim poziomie, a jej obligacje notowane są jako śmieciowe.

Ze względu na to, że ukraińska gospodarka jest słabsza od naszej, większe ryzyko ponosi Polska. Przemysław Kuk podkreślił jednak, że umowa została tak skonstruowana, żeby to ryzyko, w tym także kursowe, minimalizować. Dodaje również, że w czasie negocjacji ryzyko walutowe zostało przeanalizowane.

Kuk zauważa, że pomijając kwestię ryzyka kursowego, z uwagi na wyższy poziom stóp procentowy na Ukrainie niż w Polsce, to umowa byłaby dla Polski pozytywna. Jednak tego rodzaju ryzyko istnieje i należy się z tym liczyć. „Tak jak przy każdej transakcji finansowej, jeśli coś jest wyżej oprocentowane, to jest zawsze bardziej ryzykowane”– powiedział. Jak zaznacza, umowa podpisana pomiędzy NBP a NBU jest obwarowana pewnymi dodatkowymi warunkami. Te jednak nie zostały podane do publicznej wiadomości. „Każdy kredyt jest obarczony ryzykiem. Jest to kwestia tego, na ile to ryzyko zostało wycenione w tym kredycie i w warunkach jego udzielenia”– powiedział prezydent Centrum im. Adama Smitha, Andrzej Sadowski. Zaznaczył jednak, że w tym przypadku podane informacje są dość skromne, przez co trudno komentować, jaki faktycznie potencjał ma ta umowa dla Polski.

Co z tego wynika?

Pozostaje kwestia tego, jak umowa pomiędzy NBP a NBU wpłynie na pozycję Polski względem Ukrainy i na jaki zysk można w takim układzie liczyć. „Tego rodzaju kredyt to element realizacji polityki danego państwa”– komentuje Andrzej Sadowski. „To, na co taki kredyt ma być przeznaczony, zależy od szczegółów umowy”– dodaje ekonomista.

Warunki te nie zostały jednak podane do publicznej wiadomości. Co prawda prof. Belka mówił podczas konferencji prasowej o możliwości pozytywnego wpływu tej umowy na polskich przedsiębiorców, m.in. poprzez wykorzystanie „polskich” hrywien na specjalnym koncie w celu zakupu przez nich ukraińskich towarów. Stąd jest to obecnie jedynie pewna możliwość, nie wynika to bowiem z treści umowy.

NBP zaznacza, że podpisano na razie umowę ramową. Tym samym nie oznacza to, że doszło już do jakichś transakcji. Ponadto, może ona jeszcze zostać doprecyzowana. „Możemy mieć nadzieję, że jest to działanie realizowane w interesie Polski. Zwykle pożyczki udzielane przez rząd za pośrednictwem banku centralnego, lepiej lub gorzej, realizowały politykę w tym zakresie”– uważa Andrzej Sadowski.

Zdaniem Kuka, dzięki umowie miałaby zostać pogłębiona współpraca gospodarcze pomiędzy Polską a Ukrainą. Przypomniał przy tym, że prezes NBP Marek Belka i gubernator NBU Wałerija Hontarewa mówili, że na zawartą umowę należy patrzeć jak na chęć wspierania Ukrainy przez Polskę i „eksportu stabilności”. Zaznacza, że swap walutowy pomaga Ukrainie stabilizować sytuację finansową, zaś polski złoty trafia do „elitarnego klubu walut, które pełnią rolę waluty rezerwowych czy quasi-rezerwowej”. „Do tej pory to NBP podpisywał umowy swapowe z innymi bankami centralnymi, aby „importować” stabilność. Teraz „eksportujemy” stabilność – podobnie jak EBC, czy inne wiodące banki centralne”– tłumaczy.

Zdaniem Andrzeja Sadowskiego z CAS, władze Ukrainy mają szansę dokonania fundamentalnej zmiany systemu gospodarczego swojego kraju, a także wyeliminowania korupcji poprzez wprowadzenie wolności gospodarczej. “Korupcja jest konsekwencją regulacji, które przyjmuje rząd, a Ukraina jest krajem, w którym jest ich wyjątkowo dużo oraz braku niezależnego i sprawnego wymiaru sprawiedliwości”– uważa ekonomista. Dodaje również, że Ukraina ma potencjał, by tak jak niegdyś Polska, rozwijać się w tempie dwucyfrowym. Zauważa, że posiadanie jako sąsiada kraju rozwijającego się i będącego partnerem gospodarczym Polski, na podobnych zasadach gospodarki rynkowej, jest korzystniejsze, niż w przypadku kraju, w którym problemy stanowią przeszkodę we współpracy gospodarczej. „Lepiej, żeby kraje i ich obywatele doświadczali dobrobytu u siebie na miejscu, niż mieliby go szukać tysiące kilometrów od miejsca urodzenia”– stwierdza Sadowski.

Marek Trojan / Kresy.pl

forma płatności