“Redaktorom Telewizji Republika z pewnością nie można odmówić potencjału intelektualnego. Stworzenie programu satyrycznego na tak wysokim poziomie wymaga szczególnie wysokich kwalifikacji. Tytani intelektu stworzyli dobry dowcip o Ukrainie broniącej nas przed kagiebowskimi hordami, warto więc oglądać ich program w oczekiwaniu na kolejną porcję dobrego humoru”.
Stała się rzecz dramatyczna – w rok 2015 Rzeczpospolita weszła jako państwo graniczące z Federacją Rosyjską. Co więcej, ta sama granica istniała także w roku 2014, a nawet i w 2013. Wszystko wskazuje na to, że III Rzeczpospolita graniczy z Rosją od momentu rozpadu Związku Sowieckiego. Ten stan rzeczy trwa nieprzerwanie od blisko 24 lat, jednak tragizm tej sytuacji sprawia, że niektórzy postanowili wyprzeć ją ze swojej świadomości. Inni z kolei, jak np. Krzysztof Kossowski czy Michał Rachoń z Telewizji Republika, próbują poradzić sobie z tym faktem, uciekając się do wysublimowanego dowcipu. Redaktorzy telewizji twierdzą bowiem, że dzięki wojnie na Ukrainie „sowieckie kagiebowskie hordy” [prawdopodobnie chodziło o wojska rosyjskie] nie stoją po drugiej stronie naszej granicy.
Redakcyjni koledzy odznaczonego przez spadkobierców ukraińskiej części „kagiebowskich hord” Tomasza Sakiewicza (nagrodzonego medalem przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy – bezpośredniego kontynuatora ukraińskiej części sowieckiego KGB) sprawiali wrażenie osób będących w znakomitych humorach, czemu nie można się dziwić. Najwyraźniej naprawdę uwierzyli, że Polska z Rosją nie graniczy, a województwo warmińsko-mazurskie, dajmy na to, należy do Ukrainy, która stanowi „bufor” przed Federacją Rosyjską.
Fakty są jednak nieubłagane – po drugiej stronie 210-kilometrowego odcinka granicy Rzeczypospolitej znajduje się Federacja Rosyjska czy też – jak kto woli – „sowieckie kagiebowskie hordy”. Co zrobić z tym faktem?
Najlepiej spróbować przyjąć go do wiadomości i spróbować jakoś z nim żyć. Gdy redaktorzy Michał Rachoń i Krzysztof Kossowski zabiorą się kiedyś do tworzenia jakiegoś poważnego programu, być może będą potrzebowali zmierzyć się z rzeczywistością. A ta jest niestety nieubłagana.
Jak czytamy na łamach „Dziennika Zbrojnego”, jednostki lądowe na terenie Obwodu Kaliningradzkiego tworzą zgrupowanie o sile słabej dywizji. W obwodzie stacjonuje też Flota Bałtycka, której dowództwo mieści się w Bałtyjsku. Na wyposażeniu tej ostatniej znajdują się uzbrojone niszczyciele oraz okręty desantowe (regularnie ćwiczone jest ich użycie). Jakkolwiek to niesympatycznie brzmi – Ukraina nas przed nimi nie obroni. Broń ofensywna znajduje się także na wyposażeniu maszyn wchodzących w skład części Sił Powietrznych Federacji Rosyjskiej stacjonujących w obwodzie (bazy w Czerniachowsku i Czkałowskim). Jak pisze wspomniany „Dziennik Zbrojny”, ważnym elementem systemu militarnego są bazy przechowywania sprzętu, w których znajduje się pokaźna ilość uzbrojenia. Obrona przed tego typu uzbrojeniem wykorzystanym ewentualnie przez „sowieckie kagiebowskie hordy” również nie będzie spoczywać na barkach Ukraińców.
Rosja utrzymuje też swoje siły ofensywne na Białorusi. W Baranowiczach od dawna stacjonują 24 myśliwce Su-27, kolejna baza rosyjska – jak informowały media – powstanie w 2016 w Bobrujsku. Tak dalekie umiejscowienie od granic polskich rosyjskiej bazy spowodowane jest prawdopodobnie uzbrojeniem w pociski JASSM polskich myśliwców F-16, początkowo mówiło się o bazie w Lidzie niedaleko granicy z Litwą i Polską, a więc 200 kilometrów bliżej. Znowu – to nie Ukraina oddala od nas „sowieckie kagiebowskie hordy”, lecz sama Polska.
Redaktorom Telewizji Republika z pewnością nie można odmówić potencjału intelektualnego. Stworzenie programu satyrycznego na tak wysokim poziomie wymaga szczególnie wysokich kwalifikacji. Tytani intelektu stworzyli dobry dowcip o Ukrainie broniącej nas przed kagiebowskimi hordami, warto więc oglądać ich program w oczekiwaniu na kolejną porcję dobrego humoru.
Marcin Skalski
Fragment programu poniżej:
