Nie tak często można spotkać się z sytuacją, kiedy bez mała dziesięć lat jest się przy władzy w europejskim, demokratycznym kraju, w którym jest wolna prasa i wolne wybory. Urho Kaleva Kekkonen, Helmut Kohl, może ktoś tam jeszcze… W każdym razie ci, którym udało się utrzymać na szczycie władzy przez tyle lat, są wyjątkami. Micheil Saakaszwili – to jeden z tych właśnie wyjątków. Został on prezydentem dzięki Rewolucji Róż w 2003 roku. Będąc głową państwa, wypełnił on dwie pełne „pięciolatki”. To sukces polityczny.
Obecnie brakuje informacji o tym, jak i dlaczego zakończyła się „epoka Saakaszwilego”. W zależności od politycznych nastrojów, można przewidzieć, jakie zabarwienie emocjonalne będą miały komentarze na ten temat. Jedni twierdzą, że karta historii z jego nazwiskiem została przerzucona na zawsze. Drudzy zaś są przekonani, że, jak na 45-letniego mężczyznę, to zbyt wcześnie na odejście z wielkiej areny politycznej. Wydaje się, że ci ostatni mają rację.
Ostatnie dni Saakaszwilego
Ulica Barnowa, miasteczko Bake. To właśnie tam przeprowadzają się Micheil i Sandra. Pakują rzeczy, dziecięce zabawki, wynoszą kartonowe pudła z odzieżą i książkami, klatkę z królikiem. Będą mieć nowych sąsiadów – tych, którzy głosowali przeciw Saakaszwilemu i przeciw jego partii. „Młody emeryt” będzie miał teraz wystarczająco dużo czasu, by zrozumieć ten fenomen.
Dwa miesiące temu zapytany, czym się będzie zajmować, kiedy opuści pałac prezydencki, odpowiedział, że mimo wszystko pozostanie w polityce, gdyż ma wielu zwolenników i dysponuje niewykorzystanym potencjałem. Był pełen optymizmu. Nawet powiedział, że nie ma nic przeciwko wróceniu do rządu, aby zaproponować radykalne reformy. Jeden z jego zaufanych współpracowników, Giga Bokeria, nie ma żadnych wątpliwości – Saakaszwili pozostanie w polityce. W końcu partia Saakaszwilego „Zjednoczony Ruch Narodowy” – mimo licznych represji – otrzymała o dwa razy więcej głosów, niż przewidywali socjologowie.
Wybór słabego prezydenta
Tegoroczne wybory prezydenckie znacznie odróżniały się od wszystkich poprzednich Po pierwsze, zmiany w Konstytucji sprawiły, że Gruzja stała się republiką parlamentarną, w której kluczowym elementem jest silny organ ustawodawczy, wyznaczający premiera. Prezydent nie może, na przykład, rozwiązać parlamentu. Były minister ds. koordynowania reform, Kakha Bendukindze, przyrównuje zakres obowiązków prezydenta Gruzji do zakresu prezydenta RFN. Po drugie, społeczeństwo oceniało wybory w kategoriach przejścia władzy w ręce koalicji „Gruzińskie Marzenie”.
Wątpliwe jest, że przeciętny czytelnik zna słowo „kohabitacja”, z francuskiego – „współzamieszkiwanie”. Jeszcze lepiej jego sens oddaje nowomowa radziecka – „współżycie”. W leksykon polityki Gruzji weszło ono tuż po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych, kiedy partia miliardera Iwaniszwilego zdobyła mandat do parlamentu.
Saakaszwili miał pełne prawo konstytucyjne, by wybierać ministra obrony, spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych. Oznaczałoby to jednak wojnę w rządzie, dlatego dał swoim rzecznikom prawo, aby to oni obsadzali stanowiska swoimi ludźmi, mając tym samym nadzieję na uwzględnienie praw mniejszości i samego prezydenta – lidera „ Zjednoczonego Ruchu Narodowego”.
Iwaniszwili, mimo francuskiego obywatelstwa, nie bawił się w delikatną europejską politykę jak to czynili Mitterand czy Chirac. Osadzono w aresztach wielu bliskich Saakaszwilemu polityków jak na przykład Iwane Merabiszwilego, niegdyś sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Próba wprowadzenia w gruzińską politykę praktyki współistnienia kilku antagonistycznych sił nie powiodła się. Zwolennicy Saakaszwilego robili mu wyrzuty, iż ten „poddał się”, pozwolił, aby przy władzy byli „bandyci” i „agenci rosyjscy”. Zwolennicy Iwaniszwilego też nie byli zadowoleni. Dla nich Saakaszwili jest „tyranem” i „przestępcą”, i nie może być mowy o porozumieniu z nim na polu władzy politycznej.
Jak ma się rzecz z motywacjami głównych partii politycznych? Jedni chcą zlikwidować dualizm i przekazać władzę w ręce premiera Iwaniszwilego. Drudzy, mimo represji, podkreślają swoje istnienie i dalej pozostają główną partią opozycyjną w kraju.
Koniec kampanii wyborczej
Tbilisi sprzed wyborów niezbyt przypomina na przykład Kijów, w którym odbędą się kolejne wybory prezydenckie. Nie ma agitacji, nie ma namiotów agitacyjnych, które stały się znaną częścią ukraińskiej sceny politycznej. Nie drukuje się gazet czy kart z programami polityków, a zatem, na próżno nam ich szukać w skrzynkach pocztowych jak to było do tej pory.
Są natomiast plakaty na ulicach, które rozklejane są wszędzie. Plus spoty wyborcze. Tutaj wszystko zależy od zebranych środków. W tej kampanii najlepiej wyszli lider partii rządzącej „Gruzińskie Marzenie”, Giorgi Margwelaszwili oraz lider partii „Demokratyczny Ruch-Zjednoczona Gruzja”, Nino Burdżanadze.
Pewien bloger obliczył, że jeden procent głosów „kosztował” Dawita Bakradzego 7506 lari (około 4,5 tys. dolarów). Tymczasem partia Iwaniszwilego powinna wypłacić ponad 69 300 lari. Agitacja i propaganda Burdżanadzego była jeszcze droższa: jeden procent to 98 866 lari.
Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 23 kandydatów. Można ich podzielić na dwie grupy – tych, którzy chcieli zwycięstwa i tych, którzy kierują się zasadą: „najważniejszy jest udział, a nie zwycięstwo”.
Nino Burdżanadze – jedna z przywódców Rewolucji Róż. Nie urządzało ją to, że jest pominięta przy wpływach na charakter polityki, a do tego nie były uwzględnione kwestie ekonomiczne jej męża (głównego komendanta straży granicznej). Burdżanadze zdecydowała się zagrać va banque – po wojnie w roku 2008 złożyła wizytę Władimirowi Putinowi. Uważana jest za polityka prorosyjskiego.
Przez wiele lat Burdżanadze była na uboczu, nie brała udziału w wyborach lokalnych i parlamentarnych. Wielu politologów nazywało Burdżanadze „wypalonym politykiem”. Pomylili się. Teraz przyszedł jej czas. Część społeczeństwa gruzińskiego, która zawiodła się na wczorajszych „idolach” z „Gruzińskiego Marzenia”, nie będzie jednak głosować na Saakaszwilego. Mówiąc dosadnie, są to tzw. dawni sowieci, których wybór jest uwarunkowany czystą postradziecką nostalgią.
Środki, jakimi dysponowała Burdżanadze i jakie pojawiły się nie wiadomo skąd, dały jej możliwość zajęcia mocnego trzeciego miejsca – najpierw w rankingach socjologicznych, a następnie na kartach wyborczych. Plakaty z jej twarzą są wszędzie – w metrze, na żółtych ukraińskich autobusach „Bogdan”, które są popularnym środkiem transportu w Tbilisi, na bilbordach, na wystawach sklepowych.
Dawit Bakradze – po tym, jak Merabiszwili znalazł się w więzieniu, zostały przeprowadzone prawybory, w których wygrał były marszałek, Bakradze. Ma on niezłą reputację – był przewodniczącym Komitetu Integracji Europejskiej, a następnie Rady ds. Alternatywnych Metod Rozwiązywania Konfliktów, a także ministrem spraw zagranicznych.
Margwelaszwili – minister w rządzie Bidziny Iwaniszwilego i właśnie to otworzyło drogę doktorowi filozofii, by zasiąść w fotelu prezydenckim. Nie doświadczył ani wzlotów, ani upadków. Szara mysz, która dość przypadkowo znalazła się w nietypowej dla siebie roli, ale tak zdecydował Iwaniszwili, i to wystarczy.
Obok Iwaniszwilego o wiele bardziej silny kandydat – 40-letni, charyzmatyczny, mówiący po angielsku, minister obrony Irakli Alasania. Lider partii „Nasza Gruzja – Wolni Demokraci”. Samowystarczalny, z dobrymi kontaktami w Waszyngtonie i Brukseli. Między innymi przez to Alasania nie otrzymał „błogosławieństwa” od Iwaniszwilego, a niejaki Margwelaszwili – od razu.
Frekwencja: Gruzini bojkotują wybory
46,6%. Tak niskiej frekwencji jeszcze nigdy nie było. Połowa wyborców zbojkotowała wybory. Rekord był osiągnięty w dwóch regionach – Gurii i Racza-Leczchumi, frekwencja sięgała tam 58,9%. Natomiast w regionie Kwemo Kartli z prawa głosu skorzystało mniej niż 38%. Jak można się było tego spodziewać, największą aktywność przejawili mieszkańcy gminy Saczchere (64,7%). To przecież tereny, z jakich pochodzi Iwaniszwili.
Nie osądza się zwycięzcy. Zwyciężonego – można
Sondaże, które zostały podane do wiadomości publicznej kilka minut po zamknięciu lokali wyborczych, prawidłowo przedstawiły rozmieszczenie kandydatów w końcowym głosowaniu, a także ogromną różnicę między pierwszym i drugim miejscem. Prawie 40-procentową.
Margwelaszwili, który za miesiąc będzie czwartym prezydentem Sakartwelo, otrzymał 62% głosów. Dawit Bakradze – 21,7%. Nino Burdżanadze – 10,16%. Burdżanadze, mimo iż mówiła o
wynikach wyborów z fałszerstwami, miała szczęście. Według prawa gruzińskiego partia, której lider otrzymał więcej niż 10% głosów, otrzyma z budżetu milion lari na swoją działalność polityczną. Prorosyjska polityka w Gruzji będzie mieć prawo głosu nawet po wyborach.
Iwaniszwili skoncentrował całą władzę w swoich rękach. Teraz nie ma na kogo zwalać problemów i niepowodzeń. Margwelaszwili był oczywiście zadowolony, ale wiedział też, gdzie jest jego miejsce. Podczas brifingu był zmuszony poczekać dopóki wypowie się premier.
Pewien znajomy obserwator z zagranicy powiedział, że szokiem były dla niego słowa Iwaniszwilego, który wyraził ubolewanie, iż wyborcy oddali ponad 20% głosów na Dawita Bakradze. „Źle, przecież są obywatelami!” – Europejczyk prawdopodobnie zapomniał, gdzie się znajduje.
Natomiast Bakradze, podobnie jak rok temu Saakaszwili, nie czekał na ogłoszenie oficjalnych wyników wyborów i pogratulował rywalowi zwycięstwa. Zaproponował także współpracę. Ten cywilizowany gest nie został jednak zauważony. Kwestia stoi pod znakiem zapytania.
„Jestem głęboko przekonany, że Gruzja zmierza ku Europie i wyborcy popierają to… Wszyscy ci, którzy nie są zadowoleni z wyników wyborów nie powinni poddawać się, taka sytuacja jest tylko tymczasowa. Gruzja ma przed sobą świetlaną przyszłość.” – powiedział Micheil Saakaszwili.
Szlachetne słowa, tylko pojawia się pytanie – czy partia, która zwyciężyła jest gotowa zatrzymać koło zamachowe represji, które grożą obecnej głowie państwa. Sygnały alarmowe już słychać.
Wszczęto dochodzenie w sprawie śmierci byłego szefa parlamentu, jednego z czołowych postaci Rewolucji róż, Zuraba Żwanii. Prasa pisze, że to dobry moment, by oskarżyć o to Saakaszwilego. Czekać pozostanie nam niedługo.
Wahtang Kipiani
argumentua.com
Tłumaczenie: Anna Wilczyńska
