Włączając się do geopolitycznej walki o Ukrainę, Rosjanie muszą koniecznie najpierw udowodnić, że Ukraina to odwiecznie ruska ziemia. A jej podbój i kontrola nad nią – to nie podbój, ale jej ochrona. No i że nie jest to żadna Ukraina, tylko Małorosja.
Moje rodzinne miasto to Krzywy Róg, stolica Krywbasu (Zagłębie Rudy Żelaza w Krzywym Rogu). To tak jak Donbas (Donieckie Zagłębie Węglowe) tylko po drugiej stronie Dniepru, bliżej centrum. Oni wydobywają węgiel, my – rudy żelaza, oni mają czarny smog, my mamy rudy. W Krzywym Rogu są piękne zachody słońca gdy dym z tlenku żelaza i zachodzące słońce malują chmury na delikatny rubinowy kolor. Wydobywany żelazo, wzbogacamy żelazo, wytapiamy żelazo, walcujemy żelazo i sprzedajemy żelazo. Jeśli ktoś nie wie, główną pozycją ukraińskiego eksportu jest metalurgia.
Drogi polne posypane są żwirem z rudy i od tego są czerwone, z fioletowym odcieniem. W jesiennych czerwonych kałużach odbija się czerwone niebo. Cotygodniowe wycie syreny na obrzeżach – ostrzega o planowanych eksplozjach w kopalni. Pionowe domy, poziome rury grzewcze, prawie 700.000 ludzi. W skrócie, normalne, duże radzieckie „miasto pracy”. W 90% rosyjskojęzyczny region.
Po obrzeżach narodowego dawnego imperium jest rozproszonych wiele takich ośrodków przemysłowych. One są takie same od Kazachstanu aż do Mołdawii, lokalny koloryt można odnaleźć tylko w ogromnych socrealistycznych mozaikach, ożywiających płaską architekturę. My mamy monumentalne dziewczęta w ogromnych ukraińskich wieńcach z gigantycznymi kolcami i sztucznymi satelitami Ziemi.
Kwestia rosyjska
Osobliwość i główny paradoks charakteru imperium rosyjskiego polega na tym, że Rosjanie, podbijając obce ziemie, zawsze się tego jakby wstydzą. Jeżeli Europejski rycerz chwalebnie wyrusza w odległe krainy by tam dokonać swoich wyczynów, to rosyjskiemu witiaziowiprzystało chwalebnie rozlewać krew na rosyjskiej ziemi, chroniąc ją przed najeźdźcami.
Pozycja obrony, poza poczuciem posiadania absolutnej prawdy, daje poczucie niemal mistycznego nieprzezwyciężenia. Wszyscy, poczynając od Polaków w XVII wieku i na Niemcach w XX kończąc przychodzą dobrać się do Moskwy, zdobyć ją, dostają po głowie i się wycofują. Kiedy Rosja gwałtownie rosła na wszystkie strony, rozłożyła się na pół Eurazji, a nawet wzięła kawałek Ameryki Północnej, głównym wydarzeniem tego genialnego okresu cesarskiego, które Rosjanie przeżywają do tej pory, najbardziej ze wszystkich, nie są fantastyczne podboje ani ujarzmienie egzotycznych ludów, tylko wojna obronna przeciwko Napoleonowi.
Jak pisał Puszkin w patriotycznym porywie: “Może nas mało? Mała ta ojczyzna? / Zali od Permu do Taurydy, / Od chłodnych fińskich skał / Po skwarny brzeg Kolchidy, / Od wstrząśniętego Kremla wrót / Po Chin znieruchomiałych ściany / Stalową szczecią rozbłyskany / Nie dźwignie sie rosyjski lud?” (fragment wiersza “Oszczercom Rosji” w tłumaczeniu Juliana Tuwima – przypis KRESY.PL). Wstanie i nigdzie nie pójdzie. Będzie, jak zwykle, stać do śmierci. Dlatego włączając się do geopolitycznej walki o Ukrainę, Rosjanie muszą koniecznie, w zasadniczy sposób najpierw udowodnić, że Ukraina to odwiecznie ruska ziemia. A jej podbój i kontrola nad nią – to nie podbój, ale ochrona. No i że nie jest to żadna Ukraina, tylko Małorosja.
Teoretycznie, wszystko to da się przeprowadzić. Język ogłosić dialektem, już dobrze osadzone pojęcie “bratniego narodu” zamienić na “szczep jednego narodu”, a tych którzy się nie zgadzają – nazwać Galicjanami. Teoretycznie to wszystko nie jest trudne, zwłaszcza, że ?prace w tym kierunku prowadzone są od dawna. A praktycznie? W ostatnich wyborach partia “Rosyjski Blok” zdobyła 0,31% głosów. A to i tak jest jeszcze niezły wynik, najnowsza ukraińska historia pamięta mrok takich organizacji; ledwo pojawiły się na politycznym horyzoncie, zaraz znikały z cichym sykiem. Samym gadaniem nie wskrzesi się rosyjskiego nacjonalizmu na Ukrainie.
W ogóle, nacjonalizm – to nie jest ideologia, i tym bardziej, broń Boże, program polityczny. Nacjonalizm – to świadome przeżycia ojczyzny i siebie. To jest żywe poczucie irracjonalnej prawie mistycznej więzi z ziemią, w której się urodziłeś, i miłość do niej. Nie ma rosyjskiego nacjonalizmu. Rosja – to nie Ruś. Ruś – to brzozy, złote kopuły, Kreml, drewniane izby, kwas, bania i wódka. Ruś – to delikatna melancholia, która ogarnia rosyjskiego chłopca kiedy usiądzie żeby odpocząć na wzgórzu gdzieś na przedmieściach, i usłyszy bicie dzwonów.
Niech dla nikogo nie będzie tajemnicą – “rosyjski duch” na Ukrainie bez wątpienia jeszcze jest, ale faktem jest, że właściwą Rusią tu dawno nie pachnie. Istnieją tylko dwa miasta, w których niewidzialnie, ale wyraźnie obecna jest Rosja (podkreślam – nie Ruś, tylko Rosja) – to Sewastopol i Odessa. Tu wciąż słychać głos wielkiej historii Rosji, historii imperialnej, bez azjatyckości i smutku Jesienina. A co z resztą Ukrainy, którą zazwyczaj uznaje się za “rosyjską”?
Naszym rosyjskim przyjaciołom trudno zrozumieć, na ile mieszkańcom południowo-wschodniej Ukrainy obca i daleka jest współczesna rosyjska rzeczywistość, a także wszystkie jej symbole: „trzy kolory”, dwugłowy orzeł, podwójny prezydent i inne. Wszystko to pojawiło się jednocześnie z trójzębami i żółto-niebieskimi flagami, pojawiło się nie u nas, wydarzyło się nie razem z nami, nie dotyczyło nas i nie dotyczy nas od dwudziestu lat. I sądząc po wiadomościach zza granicy północno-wschodniej – dużo na tym nie straciliśmy. Bez wątpienia południowy-wschód Ukrainy uważa się za oddzielny region, ale co mają do tego rosyjskie „trzy kolory”? Jeśli spojrzeć z dystansu i pod pewnym kątem, to niechęć do mówienia po ukraińsku można uznać za rosyjską tożsamość narodową. Ale to jest błąd.
Kwestia sowiecka
W ogóle, kwestia narodowa na południowym-wschodzie poważnie nie wyglądała nigdy. Początkowo cała ta okolica nosiła wymowną nazwę “Dzikie Pola”, i była najbardziej zachodnią częścią tzw. Wielkiego Stepu. Ukraińcy stworzyli tutaj nie państwo narodowe, a obóz wojskowy. Rosjanie tutaj budowali imperium, bolszewicy – “nową wspólnotę historyczną”. Jeśli ktoś tu tworzył pełnowartościowe struktury narodowe, to byli to Żydzi, za co zresztą byli regularnie bici.
W ostatnich wyborach południowy-wschód głosował na „Regiony” i komunistów.Szczególnie wszystkich zaskoczyli komuniści – zdobyli 13,18% głosów, chociaż z roku na rok wieszczy się im śmierć polityczną. Nagły wzrost ich popularności wyjaśniany jest fenomenem Ukraińskich Nacjonalistów ze „Swobody”, którzy nagle głośno o sobie przypomnieli, powodując na południowym wschodzie odpowiednią reakcję.
Idee marksizmu-leninizmu, są obce miejscowej ludności (jak zresztą wszystkie inne idee społeczno-polityczne). Tylko że poza radziecką tożsamością tutaj w istocie nie ma żadnej innej. Pamięć historyczna składa się ze zwycięstwa w II wojnie światowej, Jurija Gagarina, i “zimnej wojny”. Dalej już nikt nie “kopie”. Dlatego, że na poziomie obywatelskim zaczyna się “groch z kapustą”: petlurowcy, machnowcy, Denikin. Pierwotny chaos, nie ma o co się zaczepić. Kiedyś na tych ziemiach przygotowywano się do powołania Doniecko-Krzyworoskiej Republiki Radzieckiej – proletariackiej, rewolucyjnej. Ale na początku XX wieku, świadomych rosyjskich robotników w stepach Ukrainy było zbyt mało, żeby bronić własnej państwowości. A kiedy ich przybyło – przestało to mieć znaczenie.
Związek Radziecki przegnił i upadł. NATO przyniosło McDonald i Internet. Ludzie głosują na komunistów, wiedząc, że nikt żadnego komunizmu nie ma zamiaru budować. Przeciętne stanowisko polityczne wygląda tutaj tak: nie zmuszajcie nas do nauki ukraińskiego; nie chwalcie zwolenników Bandery; nie wpuszczajcie tutaj NATO. Zostawcie nas w spokoju.
Kwestia Ukraińska
Carskie nazwy administracyjne, takie jak “Małorosja” i “Noworosja”, którymi kochali się bawić domorośli geopolitycy, zawsze wydawały mi się wątpliwe, choćby dlatego, że z bogatym ukraińskim folklorem nigdy się nie spotkali. Słowo “Ukraina” też jest wątpliwe. Powszechnie zaczęto o niej mówić w XX wieku, a wcześniej tożsamość mieszkańców była nie tyle narodowa co kastowa (Prawie co druga pieśń ludowa była o tym jak młoda dziewczyna tęskni za Kozakiem. Czasami można było odnieść wrażenie że kobiety w ogóle nie kochały miejscowych rolników czy kowali).
Aż do XX wieku, rosyjskojęzyczne miasta były wyspami na morzu ukraińskim. Potem przyszła fala industrializacji, potem głód, potem II wojna światowa, a następnie kolejna industrializacja – i krajobraz zmienił się całkowicie.
Opuszczając wieś i przenosząc się do pracy w mieście, Ukraińcy rusyfikowali się, kiedy wszystko wokół było ukraińskie. W lokalnym języku rosyjskim mocno zakorzeniło się szczelinowe “g”, a także niektóre zwroty, takie jak “Muljaka” czy “burjak”. Dwujęzyczność zrodziła słynny “surzik” a także pełną obojętność wobec końcówki swojego nazwiska: „ko” czy „ow”. Wierzcie mi bądź nie, ale zanim po raz pierwszy wróciłem do domu z uczelni, tak naprawdę nie zauważyłem, że moi rodzice mówią w różnych językach. Moja mama jest z Uralu, ojciec – ze wsi Sawro, z obwodu Dniepropietrowskiego.
Rosjanom trudno zrozumieć, że “śmieszny” ukraiński dla nas brzmi zupełnie normalnie. Nie, on jest nadal postrzegany jest jako “niski gatunek” z ukraińskim tłumaczeniem spotykamy się w kreskówkach i komediach. To wciąż jest język wsi – ludzi z wyższym wykształceniem, mówiących po ukraińsku, na południowym-wschodzie można policzyć na palcach. Ale wszystko płynie, wszystko się zmienia. Po dwudziestu latach niepodległości, widzieliśmy nawet “Titanica” po ukraińsku i nic się nie stało, nie płakaliśmy. I tego właśnie Rosjanie nie rozumieją w ogóle – z ich moskiewskiej wymowy dosłownie ryczymy.
Najbardziej delikatny moment wewnętrznej ukraińskiej geopolityki – to nasze stosunki z zachodnią Ukrainą. Jeśli dogłębna rosyjska analiza nie kłamie, gdzieś między nami i nimi właśnie się rozpoczyna się krwawa Jugosławia z powodu niekompatybilności kulturowej.
Mieszkałem na wsi na Bukowinie (oficjalnie – najbiedniejszym regionie Ukrainy), składającym się wyłącznie z domków dwupiętrowych. Mieszkańcy – to dziedziczni budowlańcy, na ślub kolejnych krewnych starają się postawić dom nowożeńcom, chociaż o pół cegły wyższy niż u sąsiadów. Widziałem, zamki, prawdziwe ukraińskie zamki. I ja dobrze sobie przemyślałem, że nie zamierzam walczyć z tym wszystkim. Co więcej – chcę żeby schludne wioski, a także piękne miasta, a nawet stare zamki (z których większość nie została zbudowana przez Ukraińców, ale jako ochrona przed Ukraińcami) były częścią mojej historii.
Dmitrij Razniczenko
“Argument”
tłumaczenie: Aleksandra Myszka
