Dwa lata temu zadzwonił do mnie pracownik z wrocławskiego Instytutu Pamięci Narodowej, że natrafiono na ślad mojego brata. Potem otrzymałem drugi telefon, żebym był przygotowany, bo zostanie mi pobrany materiał DNA.
Przysłowie mówiące, że – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – w życiu zawodowym Stanisława Nowaka sprawdziło się całkowicie. Był bezrobotny przez trzy miesiące, ale za to aż do emerytury, na którą przeszedł na początku lat dziewięćdziesiątych, pracował niemal w warunkach luksusowych.
– Gdy Komitet Miejski zatwierdził mnie do pracy na kopalni, przez pierwszych sześć tygodni zjeżdżałem na dół – W tym czasie skończyłem kurs BHP i zacząłem pracować na stanowisku zaproponowanym mi przez dyrektora Pielewicza. Pracowałem w tej kopalni 20 lat. Wspominam ten okres jako najszczęśliwszy okres w życiu. Miałem znakomite układy ze wszystkimi przełożonymi. Dyrektorzy mnie szanowali. Podobnie sekretarze partii. Z jednym się nawet przyjaźniłem. Znakomicie zarabiałem, co najmniej 50 proc. więcej niż na tej zasranej stacji okręgowej. Kupiłem działkę, zbudowałem dom.
Skrwawiona ziemia
Moje dzieci wyrosły na porządnych ludzi. Wnuczek jest już lekarzem chirurgiem, droga wnuczka kończy aplikację i za rok zostanie adwokatem. Cieszę się z każdego dnia życia. Mam tylko od kilku lat problem z żoną, która jest sparaliżowana. Stać mnie jednak na to, żeby wynająć gosposię. Mam bowiem dobrą emeryturę. Działam też w śląskim środowisku byłych żołnierzy KWP, choć zostało już nas tylko kilku, a za parę lat wszyscy odejdziemy. Czas biegnie przecież nieubłaganie. Udało mi się też wykonać wolę rodziców i zorganizować pogrzeb mojemu bratu. Oczywiście symboliczny i na koszt państwa. Zbudowałem pomnik na cmentarzu w Kraszewicach i umieściłem w nim urnę z ziemią pobraną z Cmentarza Osobowickiego we Wrocławiu. Na nim bowiem chowano ofiary komunistycznych mordów. Przy pomocy księży usiłowałem ustalić miejsce, w którym wraz z innymi mógł spoczywać mój brat. Początkowo istniała wersja, ze mogą być pochowani w jednym z grobów. Otworzyliśmy go, ale był on pusty. Ksiądz, który mi towarzyszył powiedział, że na tym cmentarzu cała ziemia jest skrwawiona. Pobrałem więc ziemię obok tego grobu i włożyłem do urny.
Test DNA
– Przy okazji zorientowałem się, że na Cmentarzu Osobowickim leżą też dwie osoby, na których brat wykonał wyrok. Po przewiezieniu urny do Kraszewic, urządziłem bratu symboliczny pogrzeb. Przyjechało na niego sporo ludzi, w tym delegacje szkoły w Bakowej Górze, noszącej imię żołnierzy KWP i wzniesionej za środki naszego środowiska. Po symbolicznym pogrzebie zorganizowałem dla jego uczestników przyjęcie w remizie strażackiej. Dwa lata temu zadzwonił do mnie pracownik z wrocławskiego Instytutu Pamięci Narodowej, że natrafiono na ślad mojego brata. Potem otrzymałem drugi telefon, żebym był przygotowany, bo zostanie mi pobrany materiał DNA. Pojechałem do Wrocławia z kolegą Zdzisławem Wodzisławskim, obecnym sekretarzem naszego środowiska byłych żołnierzy KWP, gdzie pobrano mi ślinę. Okazało się, że w toku tych czynności udało się ustalić miejsce pochówku 19 osób, na których wykonano kary śmierci. Przeprowadzili ekshumacje i na podstawie zachowanej dokumentacji określili tożsamość szczątków.
Seria z pepeszy
– Złożyli je do trumien, a następnie zorganizowali im uroczysty pogrzeb. Wcześniej otworzono mi trumnę ze szczątkami brata. Pracownik IPN, który mi towarzyszył powiedział, że na dziewięćdziesiąt dziewięć procent są to kości mojego brata. Nie zginął od strzału w tył głowy, ale został najprawdopodobniej rozstrzelany z pepeszy. W jego szczątkach tkwiły bowiem cztery kule z tej broni. Po uroczystym pogrzebie tych 19 ofiar, wśród których był mój brat, otrzymałem zawiadomienie, że szczątki, które do tej pory w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach należały do mojego brata, z całą pewnością były jego. Badania DNA to potwierdziły. Brat spoczywa więc w drugim rzędzie na pierwszym miejscu, w kwaterze ofiar reżimu komunistycznego na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu. Są na nim urządzone dwie takie kwatery.
Brat ma dwa groby
– Tak się więc ułożyło, że brat ma dwa groby. Symboliczny w rodzinnych Kraszewicach, a drugi właściwy we Wrocławiu. Stan zdrowia nie pozwolił mi jednak, by w tym roku pojechać na niego w uroczystość Wszystkich Świętych. Jestem bardzo wdzięczny pracownikom wrocławskiego IPN za to, że odnaleźli szczątki mojego brata. Jak im się to udało, nie wiem. Może został pochowany w trumnie i w oznaczonej mogile, co zostało zapisane w jakimś dokumencie. Dowiedziałem się tylko, że szczątki brata ekshumowano bardzo blisko miejsca, z którego pobrałem ziemię do jego symbolicznego grobu. Tak jak mówił mi ksiądz, naprawdę była skrwawiona.
Koniec
Marek A. Koprowski






