Rosja cały czas prowadzi politykę “zbierania ziem sowieckich”, a jej główne przesłanie do sąsiadów brzmi: “podporządkujcie się nam, bo bez nas nigdzie nie dojdziecie”.
20 listopada znany rosyjski komentator telewizyjny Michaił Leontiew opublikował w czasopiśmie „Odnako” artykuł: „Armenia swoje obecne położenie zawdzięcza Rosji”. Artykuł zawiera wiele historycznych zniekształceń i drażliwych dla naszego kraju stwierdzeń. Na stronie internetowej otrzymał on setki komentarzy. Większość z nich, poza małymi wyjątkami, była utrzymana w wielkomocarstwowym duchu, który bardzo często zamienia się w czystą nienawiść, zwiększając liczbę zniewag i kłamstw.
Opinie Ormian były powściągliwe i uargumentowane.
Przez kilka dni próbowałem dokonać własnej oceny, ale nie wiedziałem gdzie. Pierwszą myślą było wyrażenie opinii na tej samej stronie. Podkreślenie mojego zdziwienia wobec ślepoty Rosjan, którzy nie zdają sobie sprawy, że nikt ich nie lubi. Liczba turystów zmniejsza się w tym kraju z roku na rok. Rosjanki są prawie wszędzie postrzegane jako łatwy seksualny towar. Imię „Natasza”, stało się powszechnym synonimem kobiety lekkich obyczajów, czyli po prostu prostytutki. Wszyscy, u których pojawia się taka możliwość, wyjeżdżają z Rosji. Dyrektor domu mody Chanel Karl Lagerfeld, oświadczył rok temu w Moskwie, że rosyjscy mężczyźni są najbrzydsi na świecie, i doradził „najatrakcyjniejszym kobietom na świecie” – Rosjankom – zmienić płeć.
Na tym tle rosyjscy mężczyźni (a wraz z nimi kobiety) próbują poradzić sobie z migrantami z sowieckich peryferii, których opłakany stan został wywołany krachem rosyjsko-bolszewickiego projektu polityczno-ekonomicznego.
Wszystkie komentarze dawały mocno do zrozumienia, że Rosjanie nie chcą widzieć Ormian w swoim kraju. Armeńscy uczestnicy dyskusji nie reagowali na tę prowokację. Wszyscy wiemy, że obywatele Armenii jeżdżą do Rosji nie dla przyjemności, ale tylko dlatego, że nie mają innego wyjścia, gdyż pragną żyć godnie i przyzwoicie.
Po długich rozmyślaniach postanowiłem niczego nie pisać w legowisku rosyjskich szowinistów, ponieważ jakikolwiek pogląd tylko zwielokrotniałby ich brednie. Tym bardziej, że w odróżnieniu od optymistów, uwzględniając mojego przyjaciela Ara Shiriniana, który pracował w ostatnich latach w ramach umowy jako specjalista w Moskwie, przekonałem się, że Leontiewowski punkt widzenia jest charakterystyczny dla znacznej większości populacji zamieszkującej Rosję. Celem przemówienia wygłoszonego przez Putina-Leontiewa nie było wyjaśnienie prawdy, ale wygłoszenie przesłania do Armenii, abyśmy posłusznie podporządkowali się eurazjatyckiemu planowi „zbierania ziem sowieckich” (jakbyście nie byli temu przeciwni), tylko dlatego, że „bez nas donikąd nie dojdziecie”.
Pierwszą lekcją jaką wyciągnąłem z opublikowanego artykułu w „Odnako”, było dla mnie to, że musimy konieczne zrobić wszystko, aby Ormianie przestali jeździć do Rosji. W warunkach obecnej emigracji z Armenii, prezydent powinien czuwać dniami i nocami na lotnisku „Erewań”, i na przykład – na dworcu autokarowym, w celu przekonania wyjeżdzających, że zmiany w naszym kraju nastąpią szybko, a z nimi pojawią się perspektywy lepszego życia.
Ale główną lekcją artykułu w „Odnako” było dla mnie to, że kolonialne dążenia Rosji pozostały niezmienne i że trzeba na nie odpowiedzieć. Przede wszystkim, w przestrzeni informacyjnej. Rosyjski komentator zamieścił swoją opinię w dostępnym dla nas miejscu, dzięki temu możemy na to jakoś reagować. 13 lat temu, kilka dni po ataku terrorystycznym z 27 listopada 1999 roku w armeńskim parlamencie, Michaił Leontiew poinformował w „Odnako”, że posądza za dokonane morderstwa prezydenta Roberta Koczariana. W Armenii wywołało to kolosalne skutki. Parę takich przekazów w rosyjskiej telewizji mogło doprowadzić do dymisji prezydenta. Jednakże Putin zadeklarował swoje poparcie dla Koczariana w Erewaniu. Nie chodzi o to czy Koczarian był winien, ale o to, że przy naszym bezbronnym eterze rosyjska telewizja mogła zmienić prezydenta Armenii, który później przekazał Rosji państwowy majątek wart kilka milionów dolarów, w zamian za „umorzenie długu”. Nasuwa się pytanie: co to był za „dług”? Stłumienie Leontiewowskiego ataku?
Artykuł Leontiewa wywołał duży rozgłos w armeńskiej prasie i na facebooku. Według Arama Abrahamiana (główny redaktor gazety „Aravot”), „Rosja jako pierwsza powinna odrzucić eurazjatycki plan”, ponieważ oprócz bólu głowy nie może niczego innego zagwarantować państwu i narodowi. Zaczynam dostrzegać pewien irracjonalizm, ponieważ władza rosyjska nie przestaje obstawać przy tym pomyśle, który, niestety, obowiązywał już w tym państwie na różnych etapach jego historii. Inaczej Rosja by zrozumiała, że i ten sojusz zostanie na papierze”.
Uważam, że powinniśmy dostrzec ten irracjonalizm i przedsięwziąć odpowiednie kroki. Przede wszystkim, nie pozwolić, żeby „robili nam pranie mózgów”, i by nasz odzew brzmiał tylko w armeńskich górach.
Istnieje inna niedorzeczność: najbardziej czułą raną Ormian jest ich rusofilia… „nasi pracownicy oczekują od Rosjan tylko dobrego… choćby był to satrapa samodzierżca, czy to biały, czy to czerwony…”. Te słowa należą do premiera Pierwszej Dasznackiej Republiki Armenii Amazaspa Ogandzhaniana, które wygłosił w 1920 roku, w czasie kiedy Rosjanie powinni byli wybawić od katastrofy znajdującą się na granicy upadłości Armenię.
Wydarzenia 1920, 1999 roku mogą powtórzyć się w każdym momencie. W związku z tym, trzeba ograniczyć w armeńskim eterze swobodny „przelot” propagatorów kolonializmu, szczególnie rosyjskiego. Należy to uczynić w sieciach telewizyjnych, powiedzmy, U!TV Select, w którym 15 z 38 kanałów jest rosyjskich. Nie wolno stawiać priorytetów biznesowych nad państwowymi.
Jednocześnie trzeba zrobić wszystko co możliwe, aby nasza telewizja zrzuciła z siebie niewolniczą psychologię i niewolniczy gust.
Wagram Martirosjan
Źródło: „Llagir” / Armenia
Tłumaczenie za inosmi.ru: Karolina Białek
