Bohaterowie Majdanu, demokraci, reformatorzy, którzy mieli zmienić oraz zmodernizować Ukrainę oraz wprowadzić ją do “Europy”… Gdzie dziś oni są? Co robią? Czym się zajmują? Z kim się zadają?
Wybory, wybory, no i (prawie) po wyborach na Ukrainie. Miejsca w ukraińskim parlamencie zostały rozdane, głosy wyborców (prawie) przeliczone, oceny i komentarze ekspertów – głównie krytyczne odnośnie pewnych „standardów” – dotyczące przebiegu kampanii wyborczej i samego głosowania, wygłoszone. Jedne frakcje polityczne cieszą się bardziej (Swoboda i UDAR – bo są po raz pierwszy reprezentowane w parlamencie), inne cieszą się nieco mniej (Zjednoczona Opozycja – bo nie odsunęła od władzy znienawidzonego wroga, Partia Regionów – bo nie pognębiła znienawidzonego wroga), a o innych – w ogóle – wszelki słuch i ślad zaginął. I właśnie tym ostatnim poświęcony będzie ten tekst, zwłaszcza, że jeszcze nie tak dawno temu byli na ustach całej Europy, poruszając się swobodnie po szerokich torach i drogach polityki europejskiej, a także światowej, jako bohaterowie Majdanu, demokraci, reformatorzy, którzy mieli zmienić oraz zmodernizować Ukrainę oraz wprowadzić ją do „Europy”. No a dziś gdzie oni są? Co robią? Czym się zajmują? Z kim się zadają? Za „studium przypadku” niech posłuży nam absolwent Instytutu Finansowo-Gospodarczego w Tarnopolu, były prezes Narodowego Banku Ukrainy, lubiany na Zachodzie za profesjonalizm i poglądy rynkowe, były premier oraz prezydent Ukrainy w latach 2005-2010, Wiktor Andrijowicz Juszczenko. Cóż, przyznać trzeba, że po zakończonych dla niego ogromną klęską w 2010 roku, wyborach prezydenckich, Wiktor Andrijowicz uniknął – w sobie tylko znany sposób – konieczności współdzielenia smutnego losu „więźnia politycznego” wraz ze swoją „koleżanką” z Majdanu, byłą premier Julią Tymoszenko. Jednakże, w myśl zasady, „że kto raz był królem, ten na zawsze zachowa majestat”(lub przynajmniej takie mniemanie o sobie), Wiktor Andrijowicz nie przestaje zgłaszać swych ambicji, których celem jest powrót na ukraińską scenę polityczną. Problem polega jednak na tym, że chcąc zrealizować swoje cele „powrotu do gry” w polityce, zatrzymał się on na „(bardzo) wąskim torze” ukraińskiego nacjonalizmu.
Oczywiście, w sytuacjach kryzysowych każdy sojusznik jest na wagę złota, lecz Kongres Ukraińskich Nacjonalistów wydaje się być dla człowieka, jeszcze nie tak dawno hołubionego w Polsce i Europie, bardzo ślepą uliczką, w dodatku strasznie wąską i krętą. No chyba, że takie poglądy były i są bliskie sercu Wiktora Andrijowicza, wtedy też taki wybór sojuszników politycznych wydaje się być niejako naturalny. Aby zobrazować nieco sytuację w jakiej obecnie znajduje się były premier i prezydent Ukrainy, prześledźmy jego aktywność na łamach partyjnej gazety Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów „Naród i Państwo”[„Nacija i Derżawa”] z października tego roku, a więc tuż przed wyborami parlamentarnymi. Przede wszystkim „Nasza Ukraina”, czyli partia Wiktora Juszczenki (oraz on sam) otrzymała przed wyborami oficjalne poparcie KUN i reklamę na łamach ww. gazety. W numerze 41 poświęconym siedemdziesiątej rocznicy powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii, Wiktor Andrijowicz Juszczenko w liście gratulacyjnym pisze m.in. tak: „Pozwólcie ze szczerego serca przywitać Was w święto Wniebowstąpienia Najświętszej Bogarodzicy. W tym światłym dniu ukraińskiego kozactwa i Ukraińskiej Powstańczej Armii witamy patriotów naszego państwa i czcimy wszystkich walczących za wolną Ukrainę, oddając daninę pamięci walce naszego narodu za swoje państwo, wolę i godność. Pragnąc być godnymi naszych bohaterów, hartujemy ducha i siły, idąc do wolności, mądrości i duchowego bogactwa. (…) Wierzę w Was, naszą siłę, oddanie w tworzeniu naszego modelu państwa Ukraińskiego. I wierzę, że zwyciężymy”. Swoje przemyślenia, komentarze i analizy na temat bieżącej sytuacji panującej na Ukraine rozwija on w artykule pt. „Szirka” – ce w nich, u mene „Nasza Ukraina”. Zwrócił on uwagę, że pięć lat jego prezydentury było najlepszym okresem rozwoju demokracji i wolności na Ukrainie, a dziś nadszedł czas by „rozpocząć nowy rozdział ukraińskiej demokracji”. Stwierdza, że w najbliższym czasie w ukraińskiej „fałszywej” polityce „wydzieli się kilka sił, które staną się <<ukraińskimi koczubejami>>, <<piątą kolumną>>”. Przełomowymi momentami dla tego faktu mają być wybory parlamentarne w 2012 roku oraz wybory prezydenckie w 2015 roku.
Wiktor Andrijowicz na określenie swoich oponentów z narodowo-demokratycznej części sceny politycznej używa słowa „koczubeizacja”. Wg. niego wszystkie partie polityczne nie są projektami narodowymi, a ich wspólnym mianownikiem jest hasło „jak zdobyć i utrzymać władzę”. Oczywiście, przeciwstawić może się im tylko partia „Nasza Ukraina”, która zrzesza dodatkowo wokół siebie trzydzieści osiem organizacji społeczno-politycznych (w tym i KUN – dop. J.D) mających być odzwierciedleniem szerokiego poparcia społecznego dla idei przez nią głoszonych. W całym zastępie polityków Zjednoczonej Opozycji i Partii Regionów (Swobodę, komunistów i UDAR pomija milczeniem) dostrzega tylko jedną pozytywną postać – Arsenija Jaceniuka. Za największe pomyłki swojej prezydentury uznał mianowanie Julii Tymoszenko na premiera, Aleksandra Turczynowa na szefa SBU oraz Jerzego Łucenki na ministra spraw wewnętrznych. Swoją przyszłość Wiktor Andrijowicz wiąże konsekwentnie z polityką, pragnąc rozwijać swój polityczny projekt, gdyż sądzi, że nadchodzi czas i szansa dla „patriotycznych, konstruktywnych polityków”. A skoro tak, skoro nadchodzi „czas patriotów” to z kim aktualnie przystaje i kogo widzi w tej roli były prezydent Ukrainy. W numerze 42 gazety „Naród i Państwo”poświęconym – a jakże – dwudziestej rocznicy powstania Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, odnajdujemy relację z uroczystości jakie odbyły się z okazji siedemdziesiątej rocznicy powołania Ukraińskiej Powstańczej Armii, w kompleksie muzealnym „Sztab UPA-Południe” na Tarnopolszczyźnie. W uroczystościach obok byłego prezydenta uczestniczył również przewodniczący KUN Stefan Bracjun. Były prezydent stwierdził, w słowie do zgromadzonych przy tej okazji ludzi, że „to święto oddaje jak najbardziej istotę wyzwoleńczego ruchu Ukraińców (…) Był czas kiedy Ukraina podzielona była pomiędzy różne imperia, które odebrały nam język, cerkiew, kulturę, narzucano nam cudzych bohaterów. Mojemu pokoleniu wmawiano, że bohaterem jest Pawlik Morozow, a Mazepa – zdrajca, Bandera – zdrajca, Petlura – zdrajca. Potrzeba było dziesięcioleci żebyśmy mogli czcić własnych bohaterów (…) Problem polega też na tym, że do władzy doszli politycy reprezentujący <<średnią linię>>. Tylko zmiana narodowego kursu, może przynieść uznanie zapomnianych bohaterów ukraińskiej historii.
Dla tego też w wyborach 28 października należy poprzeć idee i narodowy kurs. 28 października musi się stać dniem sił patriotycznych, jakie są w stanie zapewnić państwu jego narodowe interesy oraz zabezpieczyć dobrobyt Ukraińców”. Ponadto były prezydent przywitał mieszkańców rejonu, dla których Ukraińska Powstańcza Armia to „pamięć, życie i tradycja jaka dotyczy każdej rodziny. Witam świadków naszego najdonioślejszego ruchu patriotycznego, żołnierzy UPA, życząc im zdrowia i długich lat. A do tych, którzy są już u naszego Pana niech dotrą nasze modlitwy. Pamiętamy o naszych bohaterach, ci ludzie zasłużyli na ogólnopaństwowe uznanie”. Jak podkreślił w swoim wystąpieniu przewodniczący Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów „Prezydent Juszczenko był jedynym ukraińskim prezydentem, który na płaszczyźnie państwowej uznał zasługi żołnierzy UPA oraz członków OUN dla państwa ukraińskiego. W 2010 roku, prezydent Juszczenko wydał Dekret Prezydenta Ukrainy <<O poszanowaniu uczestników ukraińskiej walki o niezależność w XX wieku>>, a także nadał tytuł Bohatera Ukrainy głównemu dowódcy UPA Romanowi Szuchewyczowi i przewodniczącemu OUN(b) Stiepanowi Banderze. Ale dzisiejsza, złodziejska władza skasowała ten dekret, lecz mimo tego, ukraiński naród dobrze pamięta swych bohaterów. Jestem przekonany, że 28 października Ukraińcy dokonają mądrego wyboru i oddadzą swój głos na prawdziwych patriotów Ukrainy, którzy są w stanie zatrzymać upadek państwa i jego niezależności”.
Pewnym potwierdzeniem związków Wiktora Juszczenki z polityczną linią Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów może być wywiad jakiego udzielił przewodniczący tejże organizacji w latach 2003 – 2010, „trójka” na ogólno ukraińskiej liście wyborczej „Naszej Ukrainy”, Ołeksij Iwczenko. Na pytanie dlaczego startuje on z listy wyborczej partii byłego prezydenta, Ołeksij Iwczenko stwierdza, że „Nie widzę żadnej innej ukraińskiej formacji politycznej, z którą chciałbym i mógłbym iść na wybory. Prezydent Juszczenko był pierwszym prezydentem jaki podniósł problemy ukraińskiego narodu na forum państwowe, wprowadził do polityki pojęcie „ukraińskości”, jaki postawił sobie za cel powiązanie Ukrainy z Europą i jakiemu w znacznej mierze się to udało”.
Ponadto dodaje, że „podobnie jak w 2010 roku, społeczeństwu Ukrainy zaproponowano wybór pomiędzy dwoma moskiewskimi projektami”(Partia Regionów i Zjednoczona Opozycja-Batkiwszczyna, dop. J.D.), a winną klęski, jaką poniósł obóz „pomarańczowych” jest Julia Tymoszenko, która zdradziła Wiktora Juszczenkę, doskonale dogadując się i znajdując wspólne nici porozumienia z Władimirem Putinem. Koalicja pod przewodnictwem Wiktora Juszczenki proponuje zaś Ukrainie „plan odrodzenia Ukrainy – odrodzenia duchowego bezpieczeństwa, jaki mogą wprowadzić w życie patrioci. Jestem głęboko przekonany, że na państwowych posadach muszą się znaleźć nie tylko zwykli profesjonaliści, ale także prawdziwi patrioci”.
Pewną wskazówkę odnośnie tego do jakich to wzorców mogą odnosić się „prawdziwi patrioci” promowani przez Wiktora Juszczenkę, daje nam 43 numer tygodnika „Naród i Państwo”. Przynosi on relację z uroczystej akademii, która odbyła się 22 października w Kijowie z okazji dwudziestolecia poswatania Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów. W przemówieniu powitalnym, wygłoszonym przy tej okazji do zebranych, lider „Naszej Ukrainy” stwierdza, że „Ukraińska samodzielna, niepodległa państwowość – to marzenie wielu pokoleń Ukraińców. W walce za tę idee płaciły życiem dziesiątki tysięcy Ukraińców. Rozstrzelani, uwięzieni, zmuszeni do emigracji uczestnicy wyzwoleńczych zmagań lat 20-50-tych XX stulecia. Na dziesięciolecia wykreśleni przez radziecką władzę z historii Stiepan Bandera, Roman Szuchewycz, Jarosław Stecko, żołnierze OUN-UPA. Miliony zmarły w czasach radzieckich w wywózkach, głodzie, wojnach. Zginęli nie mając wolności, nie mając wolnej Ukrainy, bez żadnych kompromisów wybierali walkę do śmierci. W naszej historii zdobywaliśmy niepodległość sześć razy i pięć razy Ukraina ją traciła. Teraz obchodzimy dwudziesty pierwszy rok naszej niezależności. Ale zagrożenia dla naszej suwerenności wzrastają. Godnym przeciwstawieniem się imperialnym zapędom dotyczącym Ukrainy, jest dwudziestoletnia działalność Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów.
Idea ukraińskiego nacjonalizmu, wcielona we współczesną praktykę polityczną, potwierdzona wychowaniem młodych pokoleń – jest potężnym fundamentem dla budowy państwa ukraińskiego na wieki. Zaraz po ogłoszeniu deklaracji niepodległości Sława Stecko powróciła do ojczyzny biorąc na siebie wielką odpowiedzialność: konsolidację sił narodowych, utworzenie – jednych z pierwszych – ukraińskich struktur partyjnych, określając priorytety – silna, narodowa państwowość, a nie post-radziecka Ukraina. Założycielka Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów godnie wykonała te zadania. Swoim przykładem wzmocniła ona wiarę w Ukrainę w dziesiątkach tysięcy współpracowników na Ukrainie oraz poza jej granicami. Narodowe uczucia – patriotyzm – mają swoje znaczenie. Każdy nasz dzień poświęcamy więc narodowej konsolidacji, wzmocnieniu naszych granic przed humanitarną okupacją (sic – J.D), formułowaniu narodowych priorytetów. Tylko taką drogą Ukraina przyjdzie do domu, do Europy. Rozbudowa państwa narodowego, była dla nas celem najważniejszym. Wielkie cele ukraińskich patriotów, jakie stały na początku działalności dwadzieścia lat temu, muszą być nadal godnie kontynuowane. Sądzę, że osiągniemy nasze cele. Sława Ukrainie!!!”.
Jak więc widać, najwyraźniej były premier i prezydent Wiktor Juszczenko postawił w swych kombinacjach politycznych na „patriotyczną kartę”. Po ogłoszeniu wyników wyborów przeprowadzonych w październiku tego roku, wiemy już jednak, że ukraińskie społeczeństwo nie chce powrotu byłego lidera „pomarańczowej rewolucji”. Jednoprocentowy wynik wyborczy, jaki osiągnęła jego partia, powinien także zmusić go do głębszej refleksji nad własną przyszłością. Wyjścia z sytuacji wydają się być trzy. Po pierwsze Wiktor Juszczenko może przyłączyć się i poprzeć, którąś z liczących się obecnie na Ukrainie sił politycznych (być może byłaby to mocno „patriotyczna” Swoboda). Po drugie może całkowicie zaprzestać prowadzenia wszelkiej działalności politycznej, ograniczając się do swoistej „celebrytyzacji” własnej osoby oraz przysłowiowego „odcinania kuponów” od raz zdobytej sławy, dyskontując ją np. na zachodzie Europy. No i po trzecie, Wiktor Juszczenko może nie zechcieć w żaden sposób zrezygnować z polityki, zaostrzając jeszcze bardzie swoje poglądy i retorykę oraz poszukując jeszcze bardziej ekstremalnych i egzotycznych sojuszników niż Kongres Ukraińskich Nacjonalistów. Być może ciągle wierzy w to, że w końcu nadejdzie na Ukrainie upragniony przez niego „czas patriotów”.
Jacek Drozd
