Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko uznał się za zwycięzcę wyborów parlamentarnych jeszcze zanim zostały policzone wszystkie głosy. “Ostatni dyktator Europy” mocno siedzi w siodle i w całej pełni korzysta z rozdrobnienia opozycji – pisze Benjamin Bidder w materiale opublikowanym na witrynie “Der Spiegel”.
W niedzielę, zaraz po obiedzie, przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Białorusi Lidija Jermoszyna, występując przed przedstawicielami mediów, oświadczyła, że “i w 2012 roku niespodzianek nie będzie”. “Jednak do zamknięcia punktów wyborczych było jeszcze daleko a liczenie głosów nawet się jeszcze nie zaczęło” – ironicznie zauważa Bidder.
Zgodnie z konstytucją Białorusi do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych kandydat musi zebrać absolutną większość głosów w jednym z 110 okręgów wyborczych. W przypadku, jeżeli frekwencja jest niższa niż 50% wybory są uznawane za nieważne. W praktyce zaś, jak pisze autor, wynik wyborów zależy tylko od woli jednego człowieka – prezydenta Aleksandr Łukaszenki, wprost kontrolującego 102 ze 110 okręgów. Pozostałe osiem mandatów, informuje „Der Spiegel”, rozdzielone zostały między wiernych Łukaszence deputowanych z Partii Komunistycznej.
Aleksander Łukaszenko dla poprawy swojego wizerunku przybył na głosowanie wraz ze swoim siedmioletnim synem Kolą, ale w kraju dziennikarze i opozycjoniści byli poddawani represjom: w Mińsku w zeszłym tygodniu zatrzymano ekipę zdjęciową niemieckiego kanału TV ZDF i dwóch fotografów agencji informacyjnych AFP i AP. Wszyscy dokumentowali akcje protestacyjne, wymierzone przeciwko prezydentowi. Natomiast według białoruskiego lidera “tchórzliwa opozycja nie potrafi nic zaproponować”.
Szereg białoruskich partii opozycyjnych wezwało obywateli do zbojkotowania wyborów mając nadzieję na ich powtórzenie. Społeczny ruch o nazwie “Mów Prawdę” pod wodzą białoruskiego poety i byłego kandydata na prezydenta Uładzimira Niaklajeua postąpił inaczej i odmówił wycofania swoich kandydatów, obawiając się, że w ten sposób utraci swoich przedstawicieli w punktach wyborczych – informuje „Der Spiegel”. W czasie kampanii wyborczej ruchowi “Mów Prawdę” udało się ujawnić szereg manipulacji. Opozycjoniści obliczają na przykład, że frekwencja w punkcie numer 104 miasta Mińska wyniosła od 30 do 40% a nie jak podaje się oficjalnie – 52-55%.
“Wyniki wyborów parlamentarnych, na które Łukaszenko będzie się teraz powoływać, byłyby zwyczajnym zjawiskiem dla takich krajów, jak Chiny albo Korea Północna, – uważa Bidder. – Wyborcza farsa po raz kolejny pokazała prawdziwą twarz despoty, który czasem kokietuje Zachód by otrzymać nowe kredyty”.
Wybory na Białorusi wyraźnie też zademonstrowały, że “ludność nie ma ochoty, by cokolwiek zamieniać”. “A przeciwnicy Łukaszenki powinni być bardziej skonsolidowani” – uważa autor.
W opinii zachodnich obserwatorów jeszcze żadne wybory na Białorusi po 1995 roku nie były uczciwe i sprawiedliwe. “Według wszelkich sygnałów obecne wybory parlamentarne nie są ostatnimi w karierze Aleksandra Łukaszenki, którymi białoruski prezydent samodzielnie manipuluje. Do tego, według danych niezależnej Instytutu Badań Społeczno-Ekonomicznych i Politycznych, coraz więcej Białorusinów ufa „Baćce”. Jeżeli w czasie kryzysu poparcie dla Łukaszenki spadło do historycznego minimum 24,5 %, to teraz, dzięki pomocy finansowej z Rosji, Chin i Iranu, która wzmocniła pozycję Białorusi, ustabilizowało się i poparcie dla Łukaszenki” – przyznaje dziennikarz.
“Gdyby tej niedzieli Białorusini wybierali prezydenta, to Łukaszenka dostałby 30%, a jego główny przeciwnik Nieklajeu – tylko 6,8% – podsumowuje Benjamin Bidder. – Tak więc Europa nieprędko pożegna się ze swoim ostatnim dyktatorem”.
Źródło: „Der Spiegel”, oprac. KRESY.PL
[link=http://www.spiegel.de/politik/ausland/weissrussland-lukaschenko-gibt-sich-bei-parlamentswahl-als-sieger-a-857498.html]
