Władze na Kremlu nie są już takie pewnie siebie jak kiedyś. Doskonale pokazuje to ich reakcja na sprawę Pussy Riot.
Trwający już trzecią kadencję atak na wolność słowa i prawa obywatelskie wkroczy jutro w nową erę. Erę absurdu. Jutro [artykuł pochodzi z niedzieli, 29 lipca – przyp. KRESY.PL] właśnie przed sądem staną trzy młode kobiety oskarżone o ,,chuligaństwo”. Jaką zbrodnię popełniły? W lutym tego roku dały występ w jednej z moskiewskich cerkwi, śpiewając psalm wymierzony przeciwko Putinowi.
Deklaracja była jawnie polityczna, ale występ był lekki i pełen humoru. Kobiety są jednymi z członkiń 10-osobowej grupy, która każe się nazywać Pussy Riot. Samo w sobie musi to być wyzwanie dla Putina, największego macho w świecie polityki. Pussy Riot nie wyglądają na dysydentki. Zakładają jaskrawe barwy i kominiarki. Ich protesty to nie slogany i plakaty, przypominają bardziej połączenie tańca i performance. Putin i jego poplecznicy wiedza, jak radzić sobie ze zwykłymi protestującymi, których tysiące wyszły na ulice przez ostatnie osiem miesięcy. Natomiast w sprawie tych kobiet, są mniej pewni siebie. Sytuacja jest absurdalna. Wygląd to, jakby Pussy Riot zapędziły Putina do swojego wywrotowego i psotnego świata. Zapłaciły jednak za to wysoką cenę.
Trzy członkinie Pussy Riot – Nadieżda Tolokonnikowa, 22, Maria Alechina, 24, i Jekaterina Samucewicz, 29 – który dały występ w cerkwi, są w więzieniu od pięciu miesięcy. Odmówiono im możliwości wyjścia za kaucją, nie mogą także zobaczyć swoich dzieci. Ich pokazowy proces zaczyna się jutro, grozi im wiele lat więzienia.
Proces odbędzie się w tym samym miejscu, w którym sądzono oskarżonego o oszustwo i miliardera Michaiła Chodorowskiego, byłego szefa koncernu Jukos i przeciwnika politycznego Władimira Putina. Brutalne traktowanie Chodorowskiego wywołało burze na arenie międzynarodowej. Rosjanie, którzy uważali go za pazernego oligarchę, wykazywali mniej współczucia. Inaczej jest w przypadku Pussy Riot. To, jak traktowane są zwykłe, figlarne i ,w gruncie rzeczy, nieszkodliwe młode kobiety i matki zszokowało przeciętnych Rosjan.
Kobiety z Pussy Riot zainspirował undergroundowy, amerykański ruch Riot Grrrl, który powstał w latach 90. Poruszał on sprawy, takie jak przemoc domowa, gwałty, patriarchat. Jak pisze Carole Cadwalladr w dzisiejszym New Review, Rosjanki są wykształcone, elokwentne i mają jasny przekaz. W jednym z wywiadów, członkini Pussy Riot wyjaśniła, że grupa powstała po tym, jak Putin ogłosił, że chce ponownie zostać prezydentem. Kobiety chcą: ,,zmobilizować tłumy, i ich energię przeciwko oszustom z junty Putina, poruszyć tematy nieobecne dotąd w opozycji, problem konformizmu […] oraz dominacji mężczyzn na wszystkich płaszczyznach dialogu społecznego”.
Do niedawna ta deklaracja nie byłaby dla Putina problemem. Jego image łowcy tygrysów, który bez koszulki idzie łowić ryby w rzece, wraz ze wzrostem standardu życia, zapewniały mu poparcie w okolicach 80%. Ta liczba drastycznie się zmniejszyła. Złożyło się na to wiele czynników, takich jak: niechęć do elity rządzącej, pogłębiające się różnice pomiędzy bogatymi a biednymi, problemy systemu ubezpieczeń społecznych, spadek cen ropy, oraz, cytujące magazyn ,,Forbes”: ,,wielka ucieczka” inwestorów z Rosji.
Dla Putina to niebezpieczne czasy. Dopóki na czele protestów stali studenci i inteligencja, Kreml mógł ich ogłaszać agentami Zachodu. Ale kiedy sytuacja ekonomiczna uderza w klasę średnią, świat biznesu i oligarchowie robią się nerwowi.
Zgubą Putina jest fakt, że w zmieniającej się Rosji jest jedynym elementem niezmiennym. Nie rozumie wpływu Internetu, który określił jako ,,w 50% pornografię”. Tymczasem dociera on do 70% ludzi w Moskwie, i 50% na terenie całego kraju. Nie rozumie ani Arabskiej Wiosny, ani rewolty w Syrii. Jest jak gracz, który używa przestarzałych zasad. Ale one już nie działają.
Czasami najbardziej znaczące symbole zmian można dostrzec w najdziwniejszych miejscach. Tak było w listopadzie zeszłego roku, kiedy Putin oglądał pokaz sztuk walki na moskiewskim stadionie olimpijskim. Wydarzenie to transmitowano na żywo. Gdy tylko Putn doszedł do mikrofonu, widownia zaczęła buczeć. Jeszcze parę miesięcy przedtem byłoby to nie do pomyślenia.
Ale wtedy władza użyła starych sposobów. Z późniejszych relacji ze stadionu usunięto bucząca widownię. Zapomniano jednak o youtubie: w przeciągu paru minut pojawiło się kilkanaście klipów ze stadionu i stały się one sensacją. Również blogerzy, tacy jak np. Aleksiej Nawalny, są ekspertami w obchodzeniu cenzury.
Na dzień dzisiejszy Putin wydaje się nie do ruszenia. Odpowiedzią na niepokoje w kraju są dalsze represje. Parlament uchwalił nowe ustawy, które dają prezydentowi więcej sposobów na stłamszenie opozycji min. cenzurę Internetu.
Represję będą trwały dopóki niezadowolenia i złość ogarną całego rosyjskiego społeczeństwa. Tak się jeszcze nie stało. Władza polityczna jest oparta na zaufaniu. To delikatny system, który może się załamać, jeśli rządzący przymkną oko na niepokojące symptomy. Jak pokazuje sprawa Pussy Riot, władze na Kremlu nie są już tak pewne siebie. Byłoby ironią, gdyby grupa elokwentnych, młodych kobiet stała się początkiem końca największego macho na świecie.
„The Guardian” / Wielka Brytania
Tłumaczenie: Szymon Dolata
