Umowa stowarzyszeniowa Unii Europejskiej z Ukrainą została parafowana, ale zanim wejdzie ona w życie minie jeszcze kilka lat. Na razie nie ma ustalonej daty podpisania i ratyfikacji dokumentu – Wspólnota uzależnia to od przestrzegania demokratycznych standardów przez ukraińskie władze.
Parafowanie odbyło się bez udziału mediów. Unijni eksperci tłumaczyli, że to zwykła procedura techniczna, ale też nie chcieli nadawać temu wydarzeniu zbytniej rangi. Zaognione są bowiem relacje na linii Bruksela – Kijów w związku z wyrokiem skazującym byłą premier Julię Tymoszenko na 7 lat więzienia. Proces, zdaniem Wspólnoty, był motywowany politycznie.
Pod znakiem zapytania stało nawet samo parafowanie umowy. Zabiegała o to Polska jeszcze podczas ubiegłorocznego przewodnictwa w Unii, bo uważała, że będzie to zachęta dla Kijowa do przeprowadzenia pozytywnych zmian. A Ukraina istotnie wiąże duże nadzieje z umową stowarzyszeniową. „To naprawdę dobry dzień. Parafowanie kończy 5-letnie, trudne prace nad umową, która pomoże zreformować Ukrainę i zbliżyć ją do Unii Europejskiej” – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Pawło Klimkin. Podkreślił też, że umowa jest potwierdzeniem europejskiej przyszłości Ukrainy, mimo że nie ma w niej wzmianki o ewentualnym wejściu tego kraju do Unii Europejskiej. Wśród krajów członkowskich nie ma bowiem zgody na składanie takich obietnic.
Umowa stowarzyszeniowa liczy ponad 1000 stron, dziś parafowano tylko jej fragment. Główna część dokumentu to porozumienie o utworzeniu strefy wolnego handlu, które przewiduje stopniowe otwieranie unijnego i ukraińskiego rynku na towary, regulujące przepływ kapitału i między innymi kwestie współpracy energetycznej.





























