“Co dobre dla Brukseli i dla Waszyngtonu nie musi koniecznie służyć Ukrainie. Władze ukraińskie muszą sobie zdać jasno sprawę z ceny, jaką przyjdzie im zapłacić, jeśli zrezygnują z członkostwa w Unii Celnej z Rosją na korzyść strefy wolnego handlu z “Europą”” – pisze analityk z American Institute in Ukraine.
Od redakcji portalu Kresy.pl: tez zawartych w poniższym tekście nie należy utożsamiać ze stanowiskiem redakcji; w rzeczywistości mamy diametralnie odmienne poglądy, ale uznaliśmy, że zawarta w artykule argumentacja powinna być szeroko znana i w konsekwencji pomocna w aktualnej dyskusji na temat roli Ukrainy w Europie.
—
Niedawny szczyt Partnerstwa Wschodniego w Warszawie, określony przez brukselski portal informacyjny EurAktiv mianem ”dyplomatycznego fiaska”, powinien skłonić Kijów do przemyślenia swojej polityki w stosunku do Europy.
Trzydziestu dwóch przedstawicieli państw członkowskich Unii Europejskiej i krajów partnerskich potępiło brak przestrzegania praw człowieka,demokracji i rządów prawa na Białorusi. Wyrazili przy tym nadzieję, że ich wschodni partnerzy – Ukraina, Armenia, Azerbejdżan, Gruzja i Mołdawia – okażą swoją solidarność z Europą w stosunku do reżimu w Mińsku. Jednak zamiast owej solidarności byłe republiki sowieckie okazały poczucie wspólnoty jedynie w stosunku do siebie samych – pod deklaracją końcową zabrakło ich podpisów.
Unia Europejska nie zaproponowała swoim wschodnioeuropejskim partnerom żadnych korzyści w zamian za udział w krucjacie na rzecz obrony demokracji. Nie przedstawiła również żadnej z byłych republik sowieckich jakichkolwiek perspektyw na otrzymanie w przyszłości zaproszenia do członkostwa, pomimo że na szczycie w Warszawie kraje te wychwalano za ich ”europejskie aspiracje… i wybór europejskiej ścieżki” – na tych słowach poprzestano.
W rzeczywistości Unia nie jest w stanie zaproponować nic więcej. UE jest zaniepokojona kryzysem zadłużenia w Grecji i w całym południowym obszarze euro. Kryzys ten jest na tyle poważny, że stawia on pod znakiem zapytania istnienie Unii nawet w obecnej formie.
Ze względu na kluczową pozycję Ukrainy i na negocjacje prowadzone między Brukselą a Kijowem na temat umowy o powołaniu strefy wolnego handlu (co bynajmniej nie oznacza członkostwa w UE), znaczna uwaga na warszawskim szczycie poświęcona była właśnie temu krajowi.
Tym niemniej Europejczycy udzielili prezydentowi Janukowiczowi reprymendy za prześladowanie Julii Tymoszenko, które Bruksela uważa za polityczną manipulację. Wicepremier Wielkiej Brytanii – Nicholas Klegg oskarżając Kijów o schodzenie z demokratycznej ścieżki podkreślił, że warunkiem podpisania porozumienia o wolnym handlu jest “zagwarantowanie przez Kijów zaniechania prześladowań oponentów rządu (ukraińskiego) za wyrażanie swoich poglądów”. Innymi słowy – macie ustąpić w sprawie Julii, w przeciwnym razie nie ma szans na porozumienie.
Przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy przyjął inną postawę. Przyznał, że prześladowanie Tymoszenko to “poważna sprawa”, po czym – jak relacjonuje New York Times – powiedział, że UE nadal ma nadzieję na zakończenie negocjacji z Ukrainą w sprawie umowy jeszcze przed końcem roku. Innymi słowy – aczkolwiek potępiamy prześladowanie Timoszenko, fakt ten nie stanie na przeszkodzie dalszej integracji Europy.
Z punktu widzenia autora artykułu postawa Van Rompuya weźmie górę. Potęgi polityczne w Brukseli i Waszyngtonie pragną przyłączyć Ukrainę do grona uległych Zachodowi państw. Takie podejście nie jest bynajmniej motywowane miłością do tego kraju i jego mieszkańców, lecz szansą na skomplikowanie sytuacji politycznej Moskwy. Zmartwienia urzędników UE losami Julii nie mogą stać się przyczyną powstrzymania osaczania Rosji. Umowa o wolnym handlu mogłaby zniweczyć próby Moskwy wciągnięcia Ukrainy do unii celnej, co zupełnie odpowiada Brukseli, a tym bardziej Waszyngtonowi.
Ale co dobre dla Brukseli i dla Waszyngtonu nie musi koniecznie służyć Ukrainie. Władze ukraińskie muszą sobie zdać jasno sprawę z ceny, jaką przyjdzie im zapłacić, jeśli zrezygnują z członkostwa w unii celnej na korzyść strefy wolnego handlu z “Europą”.
Niektórzy eksperci twierdzą, że “Europa” balansuje na krawędzi krachu finansowego i całkiem prawdopodobnego rozpadu wspólnej waluty. Czas pokaże. Pewnym jest to, że “Europę” już przed obecnym kryzysem finansowym charakteryzował niski wzrost gospodarczy, którego przyczyn należy doszukiwać się w niesprawnie działających strukturach unijnych. Zbyt uregulowana, nakładająca za wysokie podatki i posiadająca przesadnie rozbudowany system redystrybucji Unia Europejska przekształciła się zdaniem brytyjskiego dziennikarza Jamesa Delingpola w ”ekonomicznie martwą strefę na wzór komunistycznego modelu. Przedstawiciele przedsiębiorstw produkcyjnych i usług finansowych od dawna opuścili strefę europejską na rzecz bezpieczeństwa, jakie zapewniają im kraje Dalekiego Wschodu.
Nie na próżno europejscy bloggerzy często określają Unię Europejską jako EUSSR. Wydaje się mało prawdopodobnym, aby taka Europa mogła służyć jako siła napędowa w procesie ekonomicznej transformacji Ukrainy.
Kijów powinien poważnie przeanalizować korzyści płynące z przystąpienia do unii celnej z Rosją, Białorusią i Kazachstanem. Należą do nich:
- bezcłowy dostęp do rynku liczącego 200 mln mieszkańców, który jest nienasycony niemalże w każdej dziedzinie,
- językowa i kulturowa wspólnota między przedstawicielami ukraińskich firm i ich partnerami z unii celnej,
- zwiększenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych w ukraiński przemysł i infrastrukturę, jako że firmy zagraniczne będą rozszerzać swoją obecność fizyczną na terytorium unii celnej, aby uniknąć dyskryminacji taryfowej (takie zjawisko obecnie nie ma miejsca i jest mało prawdopodobne, że zaistnieje w przyszłości w strefie wolnego handlu).
- korzyści ze stosunkowo wysokiego tempa wzrostu gospodarczego Rosji (4% w porównaniu z 1.7% w UE). Podczas gdy w całej Europie (z wyjątkiem Albanii) odnotowuje się gwałtowny spadek ludności, Ukraina i Rosja w stosunku do swoich obszarów ekonomicznych cieszą się nadmiarem siły roboczej. Europa natomiast stoi przed problemami związanymi z zasobami ludzkimi, które mogą być pokonane jedynie przez masowy napływ imigrantów – taka alternatywa jest jednak krytykowana przez coraz większą część Europejczyków. Istnieją więc przeszkody o charakterze kulturowym na drodze do europejskiego wzrostu ekonomicznego, które są obce dla Ukrainy i Rosji.
- cena za gaz według wewnętrznych taryf rosyjskich. To daje dużo korzyści, w tym złagodzenie trudnych decyzji finansowych związanych ze wzrostem cen gazu dla gospodarstw indywidualnych i redukcję kosztów systemu emerytalnego przez podniesienie wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę.
Ekonomia ukraińska potrzebuje pomocy i to natychmiast. Podczas gdy unia celna zaczyna działać już niebawem – od stycznia 2012 – umowa w sprawie wolnego handlu z UE, nawet jeśli jej parafowanie zakończy się przed końcem grudnia, zostanie podpisana dopiero w połowie 2012 roku, krótko przed wyborami do parlamentu. Na ratyfikację umowy stowarzyszeniowej przez państwa członkowskie Unii Europejskiej trzeba czekać kolejne 18 -24 miesięcy.
Jednak stosowanie nacisków ze strony UE na zadowalające rozwiązanie sprawy Tymoszenko jako warunku wstępnego podpisania umowy, będzie niewątpliwie prowadzić do jeszcze większego opóźnienia jej ratyfikacji i wdrożenia.
Ukraina nie może tak długo czekać. Pogłębianie integracji z borykającą się z wieloma problemami Europą może być nie najlepszym wyborem dla tego państwa. Na szczęście ma ono inne, bardziej atrakcyjne oferty i to o krok od swojego domu.
Anthony T. Salvia
Autor jest dyrektorem wykonawczym w American Institute in Ukraine
źródło: “Global Security News”
tłumaczenie: Aleksandra Nizamova, redakcja: twg
