Nieskuteczną strategię “dziel i rządź”, którą stosował Zachód w tej części Europy, należałoby zastąpić polityką włączania słowiańskiego czynnika kulturalnego do paneuropejskich instytucji.
Rosyjski rząd podpisał niedawno przełomowe porozumienie z Ukrainą, które gruntownie zmienia polityczny krajobraz w Europie Wschodniej.
Od Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku Ukrainą rządził prozachodni Wiktor Juszczenko, który chciał jak najszybszego członkostwa kraju w strukturach NATO i Unii Europejskiej. Rozpowszechniał przy okazji pogląd, że jest to jedyna alternatywa dla zbliżenia z Rosją. W ostatnich wyborach prezydenckich zapytał społeczeństwo, którą droga ma podążać Ukraina. I dostał odpowiedź. Ledwie ponad 5 proc. głosów poparcia, a jego długoletni rywal Wiktor Janukowycz, zwolennik zbliżenia z Rosją, został prezydentem.
Janukowycz błyskawicznie wyznaczył byłego ambasadora w Rosji na ministra spraw zagranicznych i odnowił “strategiczny” dialog z Białorusią, pariasem Zachodu. Pozbył się również dowódcy ukraińskiej marynarki wojennej, który sprzeciwiał się obecności Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu. Janukowycz zezwolił też poszczególnym regionom na uznanie rosyjskiego za język oficjalny. Jego poglądy w tak kontrowersyjnych kwestiach jak związek z rosyjskim kościołem prawosławnym, klęska głodu spowodowana polityką Stalina w latach trzydziestych, oraz upamiętnianie ukraińskich bojowników o niepodległość z czasów II Wojny Światowej różnią się diametralnie od tych wyznawanych przez jego poprzednika.
Najmocniejszym akordem tej nowej polityki była niemal natychmiastowa ratyfikacja przez oba kraje porozumienia w Charkowie. Według jego ustaleń Flota Czarnomorska pozostanie w Sewastopolu przez następne ćwierć wieku, a w zamian Ukraina otrzyma 30 proc. rabatu na rosyjski gaz. Część tego upustu wliczono w koszty dzierżawy.
Dodatkowo Flota Czarnomorska, która zapewnia od 15 do 20 proc. dochodu miasta, zwiększy stopniowo udział ukraińskich przedsiębiorców w dostawach towarów i usług, dzięki czemu rosyjscy podatnicy staną się długoterminowymi gwarantami ekonomicznego wzrostu tego regionu. W zamian Rosja oczekuje większych możliwości inwestycyjnych.
Ukraina wydała też oświadczenie, że Flota Czarnomorska jest integralną częścią europejskich struktur bezpieczeństwa, “gwarantem niezawisłości narodów basenu Morza Kaspijskiego” jak powiedział Janukowycz. Stary pogląd, że NATO wystarczy, by zapewnić Europie bezpieczeństwo, zastąpiono nowym paradygmatem, który uznaje Rosję za podstawę europejskiego statusu quo.
To poważne geopolityczne zwycięstwo Rosji, które przygotowuje drogę dla przyszłych wspólnych układów między obydwoma państwami z nowym europejskim systemem bezpieczeństwa w tle.
Jakie możliwości ma Zachód? Niektórzy chcą zwalczać tę politykę, zwiększając ekonomiczną i polityczną presję na Kijów. Najprawdopodobniej jednak taka strategia może zakończyć się politycznym paraliżem, załamaniem gospodarki, a nawet zamieszkami.
Inni rezygnują z Ukrainy, co Steven Pifer, były ambasador amerykański w tym kraju, nazwał “ukraińskim przemęczeniem”. Ukraińskie elity nie chcą przyłączenia do Rosji, kiedy ta odmawia dołączenia do Zachodu. W tej sytuacji można zostawić ten problem Moskwie i niech ona się z nim zmaga.
Niewiele osób dostrzega jednak trzecie wyjście: przyjąć Ukrainę i zrobić z niej sojusznika. Nieskuteczną strategię “dziel i rządź”, którą stosował Zachód w tej części Europy, należałoby zastąpić polityką włączania słowiańskiego czynnika kulturalnego do paneuropejskich instytucji. Ukraina może stać się niezastąpionym sojusznikiem przy akcesji Rosji do Unii Europejskiej. Zamiast kierować oba państwa na inne tory, można nagrodzić je za to, że jadą razem z nami.
Biorąc pod uwagę silne, historyczne więzi, nastawianie Ukrainy przeciwko Rosji zawsze paliło na panewce. Zwłaszcza, kiedy zmuszało się ją do wyboru między Moskwą a Brukselą. Janukowycz w swoim expose słusznie zauważył, że to fałszywy wybór. Nowe podejście wolne od ideologicznych więzi przeszłości może sprawić, że oba kraje dołączą wspólnie do Europy. Nadszedł czas, aby zadać pytanie o to jak ważna jest dla Europejczyków paneuropejska jedność, która potrzebuje Moskwy jako kotwicy.
Nicolai N. Petro/nytimes.com
Tłum. i oprac. Piotr Klinger
