Mieszkańcy wsi nad Wilią i Horyniem w obwodzie chmielnickim z coraz większym zaniepokojeniem i odrazą obserwują gloryfikacje OUN- UPA na Ukrainie.
Okazuje się bowiem, że jej oddziały, na co dotąd nie zwrócili uwagi polscy historycy, zapuszczały się także na druga stronę dawnej polskiej granicy, by siać śmierć i zniszczenie. W wielu chutorach mieszkający obecnie Polacy przetrwali tylko dlatego, że w latach trzydziestych zostali wywiezieni do Kazachstanu i po wojnie mogli wrócić w rodzinne strony.
Dezaprobatę wobec “Banderów”, jak potocznie nazywa się na Ukrainie członków UPA wyrażają bynajmniej nie tylko Polacy, ale także Ukraińcy.
Jedna ze starszych Ukrainek w gminie Kuniów nad Wilią pamięta, że po wizycie banderowców w jej chutorze, chaty w których mieszkali Polacy były w środku czerwone od krwi. Samych porąbanych zwłok nie widziała, bo banderowcy wrzucili je do studni. Pamięta, że do czasu wykopania nowych, po wodę z matką chodziły do rzeki, bo woda z tych starych nie nadawała się do picia. Jej brat musiał wyjechać do krewnych w Sławucie, bo banderowcy chcieli zmobilizować go w swoje szeregi.
Kilka dni temu przeżyła prawdziwy szok, gdy jej wnuczka pokazała jej kupiony w księgarni w Nietyszynie poemat poetycki na cześć Bandery.
(mak)/(inf. wł.)/Kresy.pl





























