Unia Europejska ma zdecydować w poniedziałek o przedłużeniu o rok misji obserwacyjnej w Gruzji, która ruszyła po ubiegłorocznym konflikcie na Kaukazie. Mimo apeli władz w Tbilisi kraje Wspólnoty na razie nie zaproszą Amerykanów do wspólnego patrolowania.
Dwustuosobowa misja, w skład której wchodzi 20 Polaków przedłuży swój mandat, ale nie zmieni zasiągu działania. Unijni obserwatorzy nadal będą mieli zakaz wjazdu do zbuntowanych gruzińskich republik – Osetii Południowej i Abchazji. Mogą jedynie być rozmieszczeni wzdłuż granic i tylko w ten sposób pilnować stabilności i bezpieczeństwa w regionie.
Unijna misja jest jedyną na tym terenie, bo w związku ze sprzeciwem Rosji wcześniej musieli go opuścić obserwatorzy Narodów Zjednoczonych i OBWE. Dlatego Gruzini zaproponowali, by Wspólnota połączyła siły z Amerykanami. Tymczasem część krajów Unii obawia się, że to sprowokuje ataki separatystów i odbije się negatywnie na pokojowych rozmowach rosyjsko-gruzińskich prowadzonych w Genewie. O tej sprawie mają rozmawiać w poniedziałek unijni ministrowie spraw zagranicznych, którzy zdecydują o przedłużeniu misji.
IAR/Kresy.pl



























