Ostrzeszowskie Centrum Zdrowia rezygnuje z położnictwa i neonatologii, wskazując na problemy kadrowe i finansowe, mimo że niektórzy lekarze z tej placówki mieli zarabiać po 1,2 mln zł rocznie. Pacjentki będą musiały korzystać z porodówek w innych miastach, między innymi w Kępnie, Ostrowie Wielkopolskim i Kaliszu.

Od 1 lipca Ostrzeszowskie Centrum Zdrowia przestanie realizować świadczenia w zakresie położnictwa i neonatologii. Jak wynika z komunikatu dyrekcji, decyzję podjęto po analizie sytuacji kadrowej, demograficznej, organizacyjnej, medycznej i finansowej szpitala.

Kierownictwo placówki wskazało, że kluczowym argumentem było bezpieczeństwo pacjentek i noworodków. Szpital nie zdołał pozyskać personelu, który pozwoliłby na stabilne zabezpieczenie oddziałów przez całą dobę.

„Jest to decyzja trudna i społecznie wrażliwa, jednak podyktowana przede wszystkim troską o bezpieczeństwo pacjentek i noworodków oraz koniecznością zapewnienia stabilnego funkcjonowania całego szpitala” — przekazała dyrekcja Ostrzeszowskiego Centrum Zdrowia.

Straty i spadek liczby porodów

Władze szpitala wskazały także na pogarszający się wynik finansowy oddziałów związanych z położnictwem, ginekologią i neonatologią. Utrzymywanie ich w dotychczasowym modelu miało stanowić coraz większe obciążenie dla całej spółki.

„Analiza ekonomiczna wykazała utrzymującą się stratę w obszarze świadczeń ginekologiczno-położniczych i neonatologicznych. W latach 2023-2025 wynik finansowy tego zakresu działalności ulegał pogorszeniu – z około -3,4 mln zł w 2023 r. do około -6,3 mln zł w 2025 r. Dalsze utrzymywanie świadczeń w dotychczasowym modelu mogłoby negatywnie wpływać na stabilność finansową całej Spółki oraz możliwości rozwoju innych świadczeń zdrowotnych” — wskazała dyrekcja.

Jednym z powodów decyzji był także systematyczny spadek liczby porodów. W 2023 roku w Ostrzeszowie odbyły się 362 porody, w 2024 roku 347, a w 2025 roku 308.

Milionowe wynagrodzenia

Wśród powodów zamknięcia położnictwa i neonatologii wskazywane są wysokie koszty utrzymania oddziałów. W tym kontekście szczególne kontrowersje budzi informacja „Gazety Wyborczej” z grudnia zeszłego roku, według której lekarze ze szpitala w Ostrzeszowie zarabiali po 1,2 mln zł rocznie.

Niektórzy ginekolodzy-położnicy mieli następnie przejść do szpitala w Kępnie, gdzie mieli otrzymać jeszcze wyższe oferty.

Według prognoz w Narodowym Funduszu Zdrowia w 2025 r. zabrakło 14 mld zł, a w 2026 r. ma to być 23 mld zł. W listopadzie zeszłego roku prezes Naczelnej Rady Lekarskiej mówił o „bankructwie” NFZ i krytykował polityków za sposób nadzoru nad systemem.

Pacjentki pojadą do innych miast

Po rezygnacji z położnictwa i neonatologii pacjentki z Ostrzeszowa będą musiały korzystać z placówek w innych miejscowościach. Najbliższy szpital z takimi oddziałami znajduje się w Kępnie, 19 km od Ostrzeszowa.

Do szpitala w Ostrowie Wielkopolskim jest 34 km, do Kalisza 50 km, do Oleśnicy i Krotoszyna po 53 km, a do Pleszewa 60 km. Oznacza to, że część pacjentek będzie musiała pokonywać znacznie dłuższą drogę do najbliższego oddziału położniczego.

Szpital w Ostrzeszowie będzie nadal realizował świadczenia ginekologiczne w ramach umów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Pacjentki będą mogły korzystać między innymi z prowadzenia ciąży, diagnostyki, leczenia chorób kobiecych, profilaktyki cytologicznej i HPV, leczenia zaburzeń hormonalnych oraz opieki w okresie menopauzy.

Problem wykracza poza jeden powiat

Zamknięcie oddziałów w Ostrzeszowie wpisuje się w szerszy problem funkcjonowania szpitali w Polsce. Ministerstwo Zdrowia podało, że w 2025 roku w całym kraju zlikwidowano 356 oddziałów szpitalnych. W 2024 roku było ich 394, a w 2023 roku 471.

Część placówek zawiesza pracę oddziałów czasowo, między innymi z powodu remontów, ale częściej powodem jest brak personelu. W przypadku porodówek dodatkowe znaczenie ma sposób finansowania świadczeń przez Narodowy Fundusz Zdrowia, który rozlicza szpitale za przyjęte porody. Przy spadku ich liczby utrzymywanie oddziałów staje się obciążeniem dla zadłużonych placówek.

Jako przykład podaliśmy m.in. przypadek szpitala w Bielsku Podlaskim, w którym oddział położniczo-ginekologiczny generował co roku około 4 mln zł strat. Dyrektor placówki Piotr Selwesiuk wyjaśnił, że przy bardzo małej liczbie porodów konieczne było utrzymywanie pełnego personelu medycznego i pomocniczego.

Na początku stycznia 2026 roku w Leżajsku na Podkarpaciu zakończył działalność oddział położniczo-ginekologiczny. Zamknięta placówka była wyposażona w komfortowe sale porodowe, w tym do porodu w wodzie, jednak w miejsce oddziału porodowego porody mają być przyjmowane na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, co zwiększyło dystans części rodzin do wyspecjalizowanej opieki okołoporodowej.

„Białe plamy” na mapie Polski

W efekcie w Polsce powstają regiony, w których droga do najbliższego oddziału ginekologiczno-położniczego jest coraz dłuższa. Problem ten dotyczy między innymi Podkarpacia.

Resort zdrowia przygotowuje rozwiązania dla miejsc, w których dojazd do porodówki zajmuje powyżej 60 minut. Chodzi o ryczałtowe finansowanie oddziałów, które nie osiągają 400 porodów rocznie, oraz wprowadzenie do koszyka świadczeń gwarantowanych porodów domowych i Domów Narodzin. Według wiceministra Tomasza Maciejewskiego w takiej sytuacji znajduje się około 11 tys. kobiet w wieku rozrodczym.

W pierwszej połowie 2025 roku zamknięto 19 oddziałów położniczych, a w kolejnych miesiącach liczba ta wzrosła do kilkudziesięciu, co doprowadziło do wdrażania porodów w izbach przy SOR-ach. Rządowe Centrum Legislacyjne wskazało wówczas, że takie rozwiązanie oznacza zróżnicowanie jakości opieki według miejsca zamieszkania i może naruszać konstytucyjną zasadę równego dostępu do świadczeń.

Coraz późniejsze macierzyństwo

GUS podał, że statystyczna kobieta, która została matką w Polsce w 2025 roku, miała ponad 31 lat i była o pięć lat starsza niż 25 lat wcześniej.

Najwięcej kobiet urodziło dzieci w miastach województwa mazowieckiego. Najczęściej polska matka ma wykształcenie wyższe i jest mężatką, a na pierwsze dziecko decyduje się zwykle w pierwszym roku małżeństwa. Najwięcej dzieci przychodzi na świat w lipcowe wtorki, a noworodek jest nieco częściej chłopcem niż dziewczynką.

Z danych GUS wynika, że liczba urodzeń w Polsce spadła z niemal 700 tys. w 1980 roku do ponad 238 tys. w 2025 roku. Zmiany demograficzne przekładają się na sieć porodówek, których liczba w ostatnich latach systematycznie maleje.

Kresy.pl/RMF24/Gazeta Wyborcza

Tagi: , ,
forma płatności