Minister spraw zagranicznych Iranu, Abbas Aragczi zapowiedział, że objęcie memorandum rozejmowym z USA także Libanu musi oznaczać zakończenie okupacji jakiejkolwiek części terytorium tego ostatniego.
Aragczi powiedział we wtorek, że rozmowy na temat końcowego sformułowania memorandum o rozejmie ze Stanami Zjednoczonymi, prawdopodobnie rozpoczną się w piątek. To pewna różnica wobec informacji jakie pojawiły się w poniedziałek ze strony amerykańskiej, według których porozumienie jest już właściwie zatwierdzone, a w piątek ma dojść do jego formalnego, uroczystego podpisania w Szwajcarii.
Ze swojej strony minister spraw zagranicznych Iranu ostrzegł również, że jakikolwiek izraelski atak na Liban lub dalsza obecność na terytorium Libanu Izraelczyków stanowi naruszenie formułowanego właśnie porozumienia rozejmowego ze Stanami Zjednoczonymi.
Delaracja ta stoi w kontraście do wypowiedzi izraelskich polityków. Premier syjonistycznego państwa, Binjamin Netanjahu, który powiedział w czasie poniedziałkowej konferencji prasowej, że siły izraelskie pozostaną w Libanie, gdzie okupują około 570 kilometrów kwadratowych terytorium arabskiego państwa.
Jeszcze ostrzej wypowiadał się jego minister bezpieczeństwa narodowego, Itamar Ben-Gwir. Jak powiedział „żadne porozumienie osiągnięte przez Trumpa […] nie wiąże” Izraela, ponieważ „nie uwzględnia ono izraelskich interesów bezpieczeństwa”.
Iran od początku agresji USA i Izraela, która rozlała się także na Liban, poprzez walkę irańskiego sprzymierzeńca – Hezbollahu z Izraelczykami. Według wstępnych informacji nieoficjalnych o założeniach memorandum rozejmowego ogłoszonego w poniedziałek przez przedstawicieli USA, Pakistanu i Iranu obejmuje ono także wtrzymanie wszelkich działań zbrojnych w Libanie.
We wtorek odbyła się rozmowa telefoniczna między przewodniczącym parlamentu Libanu Nabihem Berrim a przewodniczącym parlamentu Iranu Mohammadem Bagherem Ghalibafem, podczas której podkreślili oni, że państwa-gwaranty porozumienia muszą dopilnować, aby Izrael opuścił okupowane terytorium Libanu, jak podał portal Al Mayadeen. Obaj romówcy uznali, że odpowiedzialość na to spoczywa także na Stanach Zjednoczonych.
Berri jest przedstawicielem drugiej partii libańskich szyitów – Amalu.
france24.com/english.almayadeen.net/kresy.pl
































