Popioły Sobiboru

…istotnie było to piekło, mimo że faszyści dbali o elegancki wygląd obozu (dla uśpienia czujności przywożonych z Europy Zachodniej Żydów), ba nawet nazwy poszczególnych obiektów nie sugerowały niczego złego. Dom komendanta nazywał się „Jaskółcze Gniazdo”, droga do komór gazowych „Drogą do Nieba”…

Lasy Sobiborskie to zwarty kompleks leśny położony nad Bugiem we wschodniej części Polesia Lubelskiego. Przyrodnika czy turystę, który zabłądzi w te strony przywitają piękne sosnowe bory i podmokłe torfowiska. Temu, któremu dopisze szczęście dane będzie zobaczyć rozpiętą na błękitnym niebie sylwetkę bielika, sunącą do torfianki, krępą postać żółwia błotnego czy przemykającego chyłkiem pomiędzy sosnami lub po leśnej przesiece wilka. Odważnego, który zdecyduje się tutaj zanocować utuli do snu terkot lelka kozodoja lub puchanie puchacza. Zaś świtem z objęć Morfeusza wyrwie go symfonia całego chóru drobnych śpiewaków.

Człowiek ze swoimi nieludzkimi ideologiami jest w stanie napiętnować wszystko co piękne. Również tutaj w Lasach Sobiborskich człowiek zadał ranę przyrodzie, ale przede wszystkim własnemu człowieczeństwu. Oto w imię chorej ideologii, według której Żyd nie jest człowiekiem, wybudowany został w samym sercu tego przyrodniczego raju obóz, który trafnie jest definiowany określeniem „fabryka śmierci”. W przedziale czasu od maja 1942 roku do października 1943 roku dosłownie zmieniono w popiół ćwierć miliona Żydów i około 1000 Polaków. O funkcjonowaniu obozu w Sobiborze mówi książka Thomasa (Toivi) Blatta „Z popiołów Sobiboru”. Jest ona opisem pobytu Blatta w obozie od czasu gdy został aresztowany wraz z rodziną, do czasu ucieczki w „powstaniu” zorganizowanym przez oficerów Armii Czerwonej pochodzenia żydowskiego (więźniów obozu). Autor, 15-letni wówczas Żyd z Izbicy przedstawia również swoje późniejsze losy, tzn. od ucieczki z obozu do wkroczenia na Lubelszczyznę Armii Czerwonej i Wojska Polskiego w lipcu 1944 r. Blatt opisuje z bolesną dokładnością, ale też z pewnym dystansem funkcjonowanie obozu, panujące w nim warunki i niemal nieprzerwany proces spopielania ludzi. Między wierszami, zdawałoby się suchych informacji, o tym jak w ciągu trzech godzin cały transport Żydów (około 1000 osób) zmieniony zostaje w popiół, a wszystkie rzeczy po nich posortowane lub spalone, można odkryć zmianę psychiki młodego człowieka żyjącego w tym piekle na ziemi. Bo istotnie było to piekło, mimo że faszyści dbali o elegancki wygląd obozu (dla uśpienia czujności przywożonych z Europy Zachodniej Żydów), ba nawet nazwy poszczególnych obiektów nie sugerowały niczego złego. Dom komendanta nazywał się „Jaskółcze Gniazdo”, droga do komór gazowych „Drogą do Nieba”, zaś nad samymi komorami widniał napis „Łaźnia” i gwiazda Dawida. Książka pełna jest tak drastycznych jak i ujmujących opisów, z których jeden szczególnie utkwił mi w pamięci. Jest to spotkanie Autora, który wówczas pracował przy piecu gdzie spalano wszystkie bezużyteczne rzeczy po zamordowanych Żydach (książki, dokumenty, fotografie) z jednym z najokrutniejszych kapo obozowych, Żydem o nazwisku Berliner:

„Stał przede mną świecąc mi latarką w oczy.

Toivi, co się z Tobą dzieje? Oszalałeś? Chcesz umrzeć?

(…)

Berliner, słuchaj…. Jestem zmęczony, żar pieca jest nie do zniesienia. Musiałem odpocząć. Inaczej padłbym.

Toivi, jestem za stary, żebyś robił ze mnie wariata. Wiem dlaczego tu przyszedłeś. Z tego samego powodu co ja.

Mówił spokojnym głosem i już wiedziałem, że niebezpieczeństwo minęło. Berliner zgadł. To nie było jedzenie, ani cisza i spokój panujący w tym miejscu. Nie chodziło nawet o chwilę odpoczynku. Chodziło o małe okienko i bezkresne niebo. Złote polskie pola pszeniczne i małe domki z dymiącymi kominami. Gwizdy jaskółek wijących gniazda na belkach dachów i tęsknota za obrazem z przeszłości. Staliśmy przez chwilę wyglądając przez okno – nie znienawidzony kapo i przerażony niewolnik, tylko po prostu stary mężczyzna i piętnastoletni chłopiec, obaj owładnięci tymi samymi uczuciami.”

Równie ciekawe są opisy zachowania Polaków względem Żydów, po ich ucieczce z Sobiboru i prób szukania schronienia. Od akceptacji i pomocy, po systematyczne polowania na Żydów przez indywidua podejrzanego autoramentu.

Dopełnieniem książki są dwa wywiady autora. Pierwszy z jednym z oprawców Sobiboru, który był sądzony po wojnie i drugi z oficerem Armii Czerwonej Aleksandrem (Saszą) Pieczerskim przywódcą powstania w obozie.

Przeczytana książka skłoniła mnie do refleksji nad tym co odeszło i nad naszym, rzekomo narodowym, antysemityzmem. Pojawił mi się obraz dwóch światów żydowskich. Jeden to świat wielkiej finansjery (np. łódzkiej), mającej pieniądze i wpływy również w czasie wojny. I świat małych żydowskich miasteczek, gdzieś na wschodzie II Rzeczypospolitej, takich jak Izbica, Włodawa czy „majn sztejtełe” Bełz, gdzie:

„ … biblijne pieśni

Wiatr łączył z polską piosenką i słowiańskim żalem

Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni

Opłakiwali święte mury Jeruzalem”

Miasteczek, w których tak naprawdę panowała wielka bieda, a Żyd był nosiwodą, szewcem, krawcem, drobnym sklepikarzem, co najwyżej nauczycielem, jeżeli był zasymilowany. Miasteczek, których już nie ma, bo:

„krew piaskiem przysypano, ślady usunięto

I wapnem sinym czysto wybielono ściany”[1]

Zapewne słuszne były obawy części polskiego społeczeństwa przed II wojną światową, iż prawdziwe stanie się powiedzenie „wasze ulice, nasze kamienice”, czyli, że Żydzi przejmą wiele ważnych dla kraju dziedzin gospodarki. Słuszna jest również powojenna irytacja, zwłaszcza polskiego podziemia, spowodowana tym, że nawet 50% stanowisk w kluczowych resortach walczących z podziemiem (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Urząd Bezpieczeństwa itp.) obsadzali Żydzi.[2] Jednak nigdy nikomu normalnemu z naszego narodu nie przyszedł do głowy tak szatański pomysł, by unicestwić, czy dążyć do unicestwienia całego narody. Trudno jest mi pojąć ogrom nienawiści i wyrachowania, jaki popchnął niemieckich faszystów do realizacji tego diabelskiego planu. Podobnie nie mogę zrozumieć poglądów niektórych moich rodaków, którzy mówią „dobrze że Hitler trochę przydusił to Żydostwo bo by się na cały świat rozpanoszyło”. I aż dziw, że mówią to ludzie, członkowie narodu, który z racji doznanych przez wieki cierpień winien być szczególnie solidarny z mordowanymi Żydami. Odczuwam współczucie dla ludzi z AK-WiN i innych niepodległościowych formacji, którzy po tzw. wyzwoleniu w 1944 roku nadal musieli ukrywać się, walczyć a nierzadko ginąć z rąk żydowskich funkcjonariuszy UB, KBW, PUBU czy MO. Ale podzielam też ból i smutek tych, którzy jak Toivi Blatt zostali wypędzeni przez przedstawicieli innego totalitarnego systemu ze swojej rodzinnej miejscowości i musieli patrzeć na śmierć swoich bliskich. Kocham swoją ziemię i nie wyobrażam sobie rozpaczy jaka by mnie ogarnęła gdyby ktoś mnie z niej wypędził.

Książka, do której przeczytania bardzo serdecznie zachęcam, uświadamia jeszcze raz ale bardzo boleśnie, kilka zdawałoby się oczywistych faktów. Po pierwsze to, że wojna jest złem, złem wielkim i niczym nieusprawiedliwionym. Złem, które nawet z ludzi uczciwych i dobrych potrafi wydobyć to co najgorsze i choćby dlatego, prócz wojny obronnej, nie ma wojen sprawiedliwych. W czasie wojny nie obowiązują żadne zasady a to co w normalnych warunkach wydaje się oczywistą niegodziwością i zbrodnią podczas wojny jest nierzadko sposobem na przetrwanie. Wojna wyzwala w ludziach instynkty i wynaturzenia, o które nigdy by siebie nie podejrzewali, które powodują, że nieraz własny rodak jest bardziej okrutny niż okupant. Po drugie na kartach książki możemy wyczytać do czego prowadzi krótkowzroczność i fanatyzm, ksenofobia czy zwykła ludzka zawiść przybrana w szaty ideologii. Chciałbym poddać to pod rozwagę tym zwłaszcza, których jest dziś pełno, a dla których różnica pomiędzy dobrym i złym człowiekiem przebiega po linii napletka. I ci, którzy są go pozbawieni, według tych ludzi, są gorsi. Nie ma złych czy głupich narodów, są tylko głupi lub źli ludzie. W każdym narodzie są jednostki wybitne i patologiczne. Tymczasem my bardzo lubimy widzieć świat na czarno-biało. I na koniec najważniejsza myśl jaka mi się nasunęła czytając wspomnienia Toivi Blatta. Życie ludzkie jest święte, jest nienaruszalne. Żaden człowiek czy naród nie ma prawa odbierać życia innemu człowiekowi czy unicestwiać innego narodu. I myślę, że każdy rozsądny i myślący człowiek przyjmuje to twierdzenie jako aksjomat, bez względu na to co mówią i do czego nawołują przywódcy polityczni, religijni czy inni.

Krzysztof Wojciechowski

Blatt T., Z popiołów Sobiboru, Drukarnia KRESOWA, Chełm, 2003

Ten niewielki artykuł opublikowałem dokładnie 10 lat temu na łamach nieistniejącego już, pożytecznego czasopisma „Obywatel”. Dziś po 10-ciu latach od jego publikacji i po 70-ciu latach od sobiborskiego powstania niewiele stracił na aktualności.

Warto też dodać, że od tamtego czasu ukazały się na naszym rynku księgarskim jeszcze dwie książki Thomasa Toivi Blatta: „Sobibór – zapomniane powstanie” i „Ucieczka z Sobiboru”.


[1] Antoni Słonimski „Elegia miasteczek żydowskich”

[2] Rafał Wnuk w swej obszernej publikacji „Lubelski Okręg AK-DSZ-WIN 1944-1947” pisze: „ … z raportu N. Seliwanowskiego do Ł. Berii na temat położenia ludności żydowskiej wynika, że w październiku 1945 roku na terenie Polski przebywało około 100 tys. Żydów, z czego 16 tys. służyło w Wojsku Polskim, a około 30 tys. to ludzie, którzy powrócili z niemieckich obozów (…). Dokument ten zawiera też informacje dotyczące udziału Żydów w strukturach władzy. Dowiadujemy się z niego, że Żydzi stanowili 12,3% zatrudnionych w Ministerstwie Oświaty (8 osób na kierowniczych stanowiskach). W Ministerstwie Sprawiedliwości 5,6% (w tym 4 osoby na kierowniczych stanowiskach), w Ministerstwie Zdrowia 4,3% (3 osoby na kierowniczych stanowiskach), w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego aż 18,7% (z tym, że 50% zatrudnionych na kierowniczych stanowiskach to Żydzi). W departamencie I tego ministerstwa, UB (Kontrwywiad) Żydzi stanowią 27% zatrudnionych z tym, że zajmują oni wszystkie stanowiska kierownicze(podkreślenie moje – K.W.). W Wydziale Personalnym MBP, 23% (7 kierowniczych stanowisk), w Wydziale do Spraw Funkcjonariuszy (inspekcja specjalne) – 33% – wszyscy na kierowniczych stanowiskach, w Wydziale Sanitarnym – 49%, w Wydziale Finansowym – 29,4%, natomiast w Wydziale Kontroli Prasy, czyli urzędzie cenzury, 50% zatrudnionych stanowili Żydzi”; przytaczam za: R. Wnuk, Lubelski Okręg AK-DSZ-WIN 1944-1947, Oficyna Wydawnicza VOLUMEN, Warszawa 2000, s. 204, na podstawie: Państwowe Archiwum Rosyjskiej Federacji, Font 4, op. 2 d. 103, k. 85-86; też: Teczka specjalna J.W. Stalina, Raport NKWD z Polski 1944-46, Warszawa 1998, s. 419-420. Raport N. Seliwanowskiego do Ł. Berii na temat położenia ludności żydowskiej, 20 października 1945 r.



5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jkm_ci :

    …istotnie było to piekło, mimo że >>faszyści<< dbali o elegancki wygląd obozu (dla uśpienia czujności przywożonych z Europy Zachodniej Żydów). Co to za faszyści ,co to za nacja? autor artykuliku ani razu nie określa narodowości ,,faszystów " za to jest mocno artykuowany rzekomy polski antysemityzm.W sumie beznadziejny tekst.

    • tutejszy :

      co jest Panie Mohort/Hetmański/WincentyPol, „dyżurny klikonie”, dawno już nikt z Panem się nie kłócił to znów mnie Pan zaczepia? „czep się Pan baby” a nie mnie, a najlepiej napisz coś lepszego, poczytaj książki to się dowiesz kto założył obóz w Sobiborze itd. a najlepiej napisz sam jakiś artykuł, wierzę że ci się uda i że potrafisz Pan pisać coś więcej niż pełne syfu komentarze, choć mimo swojej obecności na tym portalu kilka lat nie zauważyłem byś Pan co innego robił niż opluwał innych i kopiował nie swoje teksty często zresztą nawet nie podając źródła. Tyle mam Pan do napisania