Le Pen chce „przywrócić porządek we Francji w ciągu pięciu lat”. Pierwszym ku temu środkiem jest „zwrócenie francuskiemu narodowi suwerenności monetarnej, ustawodawczej, terytorialnej, ekonomicznej i militarnej” – pisze Katarzyna Jagodzińska.

Wypełniona po brzegi hala w Lyonie oczekuje na przybycie przewodniczącej Frontu Narodowego, 48-letniej Marine Le Pen – prawniczki, polityka, eurodeputowanej, kandydatki na prezydenta w kwietniowych wyborach. Marine, przekonana, że zwycięstwo jest tym razem na wyciągnięcie ręki, zachęcona sukcesami zwolenników Brexitu, referendum we Włoszech i w szczególności zwycięstwem Donalda Trumpa, w wielkim stylu rozpoczyna kampanię wyborczą, która w maju ma zostać ukoronowana akcesem do Pałacu Elizejskiego. Jest to jej drugi start w wyborach prezydenckich. W 2012 r. zajmuje 3 miejsce zdobywając 18% głosów.

Jej trwająca blisko godzinę przemowa jest dopracowana w każdym calu. Rzuca hasła ściśle kojarzone z Frontem Narodowym. Jest mowa o patriotyzmie, francuskiej dumie, zagrożeniu islamem. Marine przedstawia siebie jako kandydatkę „potrójnej rewolucji: patriotycznej, bliskości i wolności”. Krytykuje obecne elity oraz swoich przeciwników nazywając ich „prawicą i lewicą kasy”. Wskazuje wroga Francji, którym jest „globalizacja i jej dwie twarze: finanse i terroryzm islamski”. Wybierając hasło „W imię narodu” mówi, że zwraca się do tych zapomnianych i lekceważonych przez elity. Aplauz wywołuje jej wypowiedź na tematy społeczne: „Zasiłki, rozdawane przybyszom z całego świata doprowadzają nasz system socjalny do ruiny. Kiedy zdobędziemy władzę osoby nielegalnie przebywające w naszym kraju nie będą mogły tu zostać. Zlikwidujemy państwową pomoc medyczną dla nielegalnych imigrantów (…) Wprowadzimy prawo republikańskie. Przywrócimy państwo prawa. Skończymy z bezkarnością, ze strefami, w których prawo nie obowiązuje, z dyktaturą gangów w pewnych dzielnicach, z włamaniami, podpalaniem samochodów”.

Od lat Front Narodowy stara się grać na francuskich sentymentach i obawach obywateli. Partia ta, jako jedyna na francuskiej scenie politycznej, przestrzega przed falą imigracji, jest przeciwna przyjmowaniu tzw. uchodźców, wyśmiewa język poprawności politycznej. Krytykuje Unię Europejską i projekt wspólnej waluty, chce zmian i przedstawia siebie jako jedyną nadzieję na normalizację.

W czasie konwencji Marine Le Pen ogłasza program „144 zobowiązań wyborczych”, który nawiązuje do haseł od lat głoszonych przez Front Narodowy. Chce „przywrócić porządek we Francji w ciągu pięciu lat”. Pierwszym ku temu środkiem jest „zwrócenie francuskiemu narodowi suwerenności monetarnej, ustawodawczej, terytorialnej, ekonomicznej i militarnej”. Nie zakłada ona jednak natychmiastowego wyjścia z Unii Europejskiej, co często zarzucają jej liberalne media. Chce ona raczej stworzyć nową Europę, pozbawioną ponadnarodowego charakteru, a następnie oddać głos narodowi w kwestii tzw. Frexitu. Zamierza jednak wystąpić ze strefy Schengen.

Kolejną kwestią podnoszoną przez Le Pen w jej programie jest problem imigracji. Zakłada ona wprowadzenie rocznego limitu przyjęcia legalnych imigrantów na poziomie 10 000 osób, automatycznej deportacji skazanych obcokrajowców, likwidacji podwójnego obywatelstwadla osób spoza Europy i wpisania do konstytucji preferencji narodowej. Ostatnia kwestia łączy się z propozycją wprowadzenia dodatkowego podatku od zatrudnienia obcokrajowców. Natomiast rosnące zagrożenie islamskim terroryzmem chce zwalczać poprzez wydalenie wszystkich obcokrajowców mających powiązania z islamistami, zamknięcie meczetów, które głoszą ekstremistyczne hasła i zakaz finansowania miejsc kultu przez zagraniczne podmioty. Zakłada także utworzenie dodatkowych 15 tys. miejsc pracy w policji.

Na polu ekonomicznym chce m.in. doprowadzić do reindustrializacji przemysłu, wspierać francuskie przedsiębiorstwa konkurujące na arenie międzynarodowej, zachęcać do rozwoju patriotyzmu ekonomicznego, zakazać importu produktów, które nie spełniają norm francuskich, obniżyć wiek emerytalny do 60 lat życia i 40 lat pracy oraz obniżyć podatek dochodowy do 10% dla osób zarabiających poniżej 150 tys. euro rocznie. Krytykując strefę euro stwierdza : „(…) plombuje ona naszą gospodarkę, utrzymując wysokie bezrobocie i dając Unii Europejskiej środki do wywierania na nas presji, narzucania niedorzecznych dyrektyw i milionów imigrantów”. Proponuje więc wprowadzenie „narodowej waluty”, którą używaliby Francuzi na co dzień, a która istniałaby obok euro. Chce wzmacniać francuskie rolnictwo rezygnując z umów o wolnym handlu: TTIP, CETA.

Francuskie media są zdecydowanie nieprzychylne kandydatce Frontu Narodowego. Nazywają ją nacjonalistyczną i antyunijną. Le Mondestwierdza, że „normalność” haseł jest tylko fasadowa, zarzucając jej chęć złagodzenia wizerunku poprzez wygładzanie słownictwa i ukrywanie w ten sposób jej radykalnych poglądów. Le Nouvel Observateurnazywa postulaty Le Pen „mocno trumpowymi”. Straszenie nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych i przypominanie Le Pen jej pochlebnych wypowiedzi na temat Rosji Putina jest jednym ze sposobów walki z Frontem Narodowym. Podobnie, jak poszukiwanie afer, które miałyby zdyskredytować liderkę FN w oczach jej wyborców.

Tymczasem, najnowsze sondażepokazują, że to ona może zostać prezydentem, stając się pierwszą w historii Francji kobietą, która zajmie to stanowisko. Po porażce w 2012 r. oraz przegranej jej ojca, założyciela partii Jeana-Marie Le Pena w drugiej turze wyborów w 2002 r., Front Narodowy może w końcu wprowadzić swojego przedstawiciela do Pałacu Elizejskiego. Jeśli wybory odbyłby się dziś weszłaby do drugiej tury, gdzie, według sondaży, zdystansowałaby swojego przeciwnika, Emmanuela Macrona – bardzo mocno wspieranego przez media tzw. centrystę, który do niedawna był ministrem w rządzie Francois Hollande’a, a dziś przez media francuskie przedstawiany jest jako kandydat spoza układu, wręcz antysystemowy. Inny jej konkurent do walki o fotel prezydencki, kandydat prawicy François Fillon ma poważne problemyw związku z tzw. aferą Penelopegate. Teraz to liderka FN ma największe szanse zostać prezydentem Francji. Czy nim zostanie? Dowiemy się najwcześniej końcem kwietnia, kiedy odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich nad Sekwaną. Pewnym jest natomiast, że podobnie, jak w Stanach Zjednoczonych, wszystkie liberalne siły zjednoczą się, by tak się nie stało.

ZOBACZ TAKŻE: Rfancuscy socjaliścy wybierają swojego kandydata na prezydenta

Katarzyna Jagodzińska



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz