Wywiad rzeka zamiast powieści

Jest jesień 2005 roku, Berlin. Do Jurija Andruchowycza odzywa się tajemniczy Egon Alt, dziennikarz i krytyk literacki. Przedstawia się jako wielki entuzjasta jego twórczości i proponuje nagranie serii rozmów, po której ma zamiar stworzyć tzw. portret literacki artysty. Do rozmów dochodzi, jednak jeszcze w przedmowie czytelnik dowiaduje się, że tajemniczy dziennikarz zginął w wypadku samochodowym, a zaskoczony tym faktem Andruchowycz postanawia sam przelać treść odbytych z nim rozmów na papier.

Tak oto zaczyna się „Tajemnica”. Nawet niezbyt wnikliwy czytelnik szybko zaczyna rozumieć prawdziwą funkcję wyimaginowanego Egona Alta – którego imię w wolnym tłumaczeniu z języka niemieckiego oznacza „Ja stary”- i uzmysławia sobie, że w rzeczywistości trzyma w rękach niezwykłą autobiografię, napisaną w formie wywiadu rzeki z samym sobą, a nie długo zapowiadaną powieść.

Należy dodać, że w najnowszej książce Andruchowycza zaskakuje nie tyko przyjęta forma, ale i treść. Jak na dobrą postmodernistyczną pozycję przystało fabuła jest wielowątkowa i wielowymiarowa, a przy okazji szokująco szczera. Idealny rozmówca Andruchowycza pozwala mu bowiem prowadzić narracje o sobie samym z zaakcentowaniem każdego, nawet najdrobniejszego i najbardziej intymnego szczegółu ze swojego życia. I tak w konsekwencji powstaje bardzo osobista opowieść o życiu autora Moscoviady i Perwersji, do której tłem – należy podkreślić, że tłem bardzo wyraźnym i istotnym – stają się takie wydarzenia jak praska wiosna, pierestrojka, czy upadek muru berlińskiego, a co najistotniejsze, staje się samo życie w Europie Środkowo-Wschodniej w drugiej połowie XX wieku.

Żyłem – czyli jak pisałem wypracowania na piątki jednocześnie smażąc jointy z Gruzinem i jego załogą, a w konsekwencji zostałem znanym pisarzem

Wymiar autobiograficzny „Tajemnicy” jest najbardziej wyraźnym elementem całej książki. Miłośnicy twórczości Andruchowycza mają wyjątkową szansę, by zyskać bardzo szczegółową wiedzę na temat jego prywatnego życia. Zawarte tu informacje są bowiem tak intymne, że nie miałyby szans znaleźć się w żadnym innym wywiadzie rzece, nie mówiąc już o zwykłym wywiadzie. Jakikolwiek dziennikarz sprowadzający dyskusję na pewne poruszone tu tematy, zostałby uznany za co najmniej perwersyjnego, a na pewno dalece nieprofesjonalnego. Jednak Egon Alt może wszystko (a właściwie z Egonem Altem można wszystko), w końcu jest wyłącznie jednym z możliwych alter ego samego Adruchowycza. W konsekwencji czytelnik uzyskuje nie tylko istotne informacje o tym, jak to nasz bohater został poetą, żołnierzem, członkiem legendarnej grupy Bu-Ba-Bu, lecz również dowiaduje się, tak „przy okazji”, z kim palił jointy, w których winach z kategorii tanich gustował oraz jak zabierał się za podrywanie pierwszych dziewczyn. Ponadto należy przygotować się na to, iż narracja dalece różni się od tej, którą zazwyczaj kojarzy się z wywiadem rzeką. Oczywiście powstaje, charakterystyczny dla wywiadów tego typu, obraz „bohatera”, ale zdecydowanie nie jest to narcystyczny typ, który podbił świat, a teraz może się podzielić swą wielką wiedzą z nikczemnym czytelnikiem, lecz raczej powstaje obraz „naszego człowieka z Europy Środkowo-Wschodniej”, który ochoczo dzieli się bardzo osobistymi refleksjami z każdego okresu swego życia – jako dobry przykład szczerości Andruchowycza może tu posłużyć jeden z wywodów na temat jego bolączek związanych z dorastaniem: „W ogóle podoba ci się jeszcze trzymanie w rękach wojennego tomahawka, ale z o ile większą radością potrzymałbyś cycki koleżanki z klasy – tym bardziej że zupełnie niedawno niczego przypominającego cycki wymacać by się u niej nie dało.” Takich intymnych tajemnic Andrychowycza w jego „Tajemnicy” zupełnie nie brakuje, wręcz przeciwnie odkrywa ich wiele. W dodatku kreśli je tak umiejętnie, że aż czuć jak dobrze się przy tym bawił. Czytając rozdział po rozdziale czytelnik wchodzi coraz głębiej i głębiej, aż w końcu dociera do samego jądra psychiki samego Jurija Andruchowycza. Bez wątpienia jest to niezwykłe miejsce. Grają tu bowiem takie gwiazdy jak: Jimi Hendrix, Frank Zappa, Colosseum, Uriah Heep, czy Pink Floyd, jednocześnie tworząc harmonię dźwięku z samym Bachem, Pachelbelem, Handlem, Purcellem i Telemanem, a całość zostaje dopełniona przez literaturę Gogola, Carpentiera, Pasternaka i Hoffmanna. Krótko mówiąc Andruchowycz uzewnętrznia się przed czytelnikiem do tego stopnia, że ten nie tylko ma możliwość poznania twórczych inspiracji znakomitego pisarza, ale również może miejscami natknąć się na znakomite maksymy, które warto wziąć pod uwagę jeżeli samemu chce się tworzyć; a nawet bez twórczego życia, warto pewne myśli Andruchowycza rozważyć, tak jak na przykład tę: „dokładność poety ma dorównywać dokładności linoskoczka, dla którego mikronowe odchylenie od jedynego możliwego algorytmu oznacza upadek i śmierć”. Takie złote myśli Andruchowycza uwikłane w jego biografię tworzą wielką wartość tej książki.

Po pierwsze dlatego, że często niosą pewną uniwersalną ideę – tak, jak w przytoczonym powyżej zdaniu, gdzie wystarczy zamienić słowo „poeta” na inne, oznaczające pewną rolę życiową, by zastanowić się nad pojęciem dobrego wykonywania swoich zadań w ogóle – a po drugie dlatego, że owe myśli w odniesieniu do całego życia autora „Tajemnicy” tworzą niezwykły obraz narodzin poetyckiej świadomości w czasach powszechnego zniewalania umysłów. I nie jest to jedyna wartość tej książki.

Tło – czyli co to znaczy być mieszkańcem Europy Środkowo-Wschodniej?

Drugą mocną stronę „Tajemnicy” stanowi doskonały opis wspomnianych wyżej czasów zniewalania umysłów, a następnie ich końca i budzenia się całkowicie nowej świadomości – za Andruchowyczem można powiedzieć świadomości środkowoeuropejskiej. Cały ten opis ma niezwykłą wartość, i bynajmniej nie chodzi tu wyłącznie o świetny warsztat literacki ukraińskiego pisarza. Chodzi raczej o wspomnianą świadomość. Otóż Andruchowyczowi udało się dokonać czegoś wyjątkowego i bardzo trudnego – tak umiejętnie uchwycił istotną różnicę pomiędzy Europą Zachodnią a Europą Środkowo-Wschodnią (dokładnie tak, nie Wschodnią, lecz Środkowo-Wschodnią), że po tej lekturze ma się wrażenie, iż nasza część świata nosi znamiona nowej, rodzącej się dopiero cywilizacji. Trzeba przyznać, że wyszło mu to wyjątkowo dobrze. Opis jest tak wyraźny, a kontrast tak silny, że nawet osoba spoza Europy będzie wiedziała, że to, co leży pomiędzy Wschodem i Zachodem, jest czymś zupełnie odmiennym. Taki efekt pisarz osiąga przede wszystkim dzięki dwóm zabiegom literackim – tj. dzięki wspomnianej autobiograficznej formie i umiejscowieniu akcji we współczesnych Niemczech.

Działanie pierwszego zabiegu jest cały czas obecne i bardzo efektywne. To nie tylko kwestia fascynujących retrospektywnych opisów przekraczania granic państwowych, rozumianych podobnie jak u Andrzeja Stasiuka, czyli jako granice tożsamości, ale o wiele subtelniejszych wspomnień. Świetny tego przykład może stanowić opis silnych emocji, jakie wzbudziła w młodym Andruchowyczu porażka kijowskiego Dynama z moskiewskim Spartakiem w 1969 roku. Niby mały szczegół, jednakże dzięki niemu nawet ktoś kto nie żył w tamtych latach szybko uzmysławia sobie, że była to dla Andruchowycza walka na śmierć i życie; zmierzenie się sił światła, czyli „naszych”, z mrocznymi siłami „imperium”. I nie chodzi tu wyłącznie o świadomość jednego młodego Ukraińca, lecz jak zostało to podkreślone w książce, był to publiczny temat numer jeden przez długie tygodnie. Takich wspomnień odnajdujemy w książce mnóstwo i wszystkie pokazują dość wyraźnie, że Moskwa to jedno, Berlin drugie, ale to, co pomiędzy, to zdecydowanie trzecie.

Drugi zabieg literacki, czyli umieszczenie akcji w Niemczech zaczyna oddziaływać najmocniej dopiero w ostatnim z siedmiu rozdziałów książki. Jest to bowiem rozdział opisujący dzień, w którym Andruchowycz podróżuje po współczesnym Berlinie ze swym towarzyszem Egonem Altem. A więc dzień, w którym różnice pomiędzy tym, co Zachodnie, a tym co Środkowo-Wschodnie, zaczynają wynikać „w praktyce”. Ponadto jest to rozdział, w którym Andruchowycz udziela odpowiedzi na kluczowe pytanie – czy uważa się za Europejczyka i pisze takie słowa: „uważam się za mieszkańca Europy Środkowo-Wschodniej, czyli prawdziwego Europejczyka, ale innego, z doświadczeniem istotnie odmiennym od tego, które przyjęło się uważać za europejskie. Moje doświadczenie jest doświadczeniem Europejczyka okupowanego, mam na myśli nie tylko te czołgi w Pradze w sześćdziesiątym ósmym, chociaż je też”. I po chwili dokładnie precyzuje tę myśl o okupacji pisząc o Europie Środkowo-Wschodniej, iż jest to „ta Europa, którą próbowano uczynić Rosją”. Chyba dla każdego mieszkańca tej części globu, myśl Andruchowycza, okazuje się błyskotliwą i zrozumiałą. W tym właśnie przejawia się największa wartość „Tajemnicy” – oddaje ona pewien schemat pojęciowy, czy też kod kulturowy ludzi, którzy tu żyją i czują jak bardzo różnią się od tego, co jest na Wschodzie i Zachodzie, a mimo wszystko są ciągle utożsamiani z tymi stronami. Andruchowycz nie rozczula się jednak nad mieszkańcami tej części świata, lecz atakuje bardzo ostro, pisząc z jednej strony o niezwykłym pięknie tego regionu i z drugiej stawiając odważne tezy dotyczące naszych sąsiadów. Np. potrafi dotknąć problemu kondycji współczesnej kultury Zachodu zadając jedno przenikliwe pytanie: „te gejowskie flagi, wywieszone z tylu okien – czy to czasem nie kapitulacja?”. Nie sprawia mu również większego problemu przedstawienie Europy Zachodniej jako kultury starej, wypalonej i nie znającej sensu swej egzystencji używając trafnych metafor w stosunku do starych ludzi z pokolenia 68, którzy ciągle wylegają się nadzy nad jeziorami wokół Berlina i dawno już zapomnieli, że nie są jak Janis Joplin czy Francis Rossi, a mimo wszystko nie przeszkadza im to zajmować się pettingiem. Jak trafnie zauważa Andruchowycz są to wyłącznie „zabawy starych dzieci w rajskich sadach przemijania”. I cały problem polega na tym, że Zachód co prawda jeszcze nie „dorósł” ale zdążył się zestarzeć, natomiast centralna część Europy jest zupełnie inna, jest jeszcze młoda i wcale nie ma zamiaru się starzeć.

Zatem warto, czy nie warto?

Odpowiedź na to pytanie, oczywiście nawiązując do lektury „Tajemnicy”, również uwikłana jest w geografię. Otóż brzmi ona mniej więcej tak: dla wszystkich ludzi, zamieszkujących szeroko pojęty Zachód, aż po Daleki Wschód, książkę tę zdecydowanie warto przeczytać. Natomiast dla tych, którzy zamieszkują Środkowo-Wschodnie centrum odpowiedź jest nieco inna – przeczytać ją trzeba! Przede wszystkim dlatego, że wartość myśli Andruchowycza nie jest tu jeszcze dostatecznie doceniona, a jest co cenić. Warsztat literacki, nietypowa forma i oryginalna narracja to tylko niektóre zalety „Tajemnicy”. Prawdziwym skarbem pozostaje niezwykła intuicja socjokulturowa autora. Andruchowycz nie tylko precyzyjnie opisuje część świata, w której żyje, ale ponadto nadaje jej zupełnie nowy sens. W końcu, jak to ujmuje gdzieś między wierszami: „najbardziej lubię, kiedy zieleń przedziera się przez metal, obrasta go, owija, kiedy trawa zajmuje przemysłowe ruiny”.

Arkadiusz Kudelski

Jurij Andruchowycz, „Tajemnica”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008.

Zapraszamy na stronę Wydawnictwa Czarne: www.czarne.com.pl

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz