Wiara i zwątpienie

Literatura obozowa stale budzi zainteresowanie, choć od końca II wojny światowej mija niebawem 70 lat. Dwa pokolenia bez wojny, ale także bez wyobraźni pozwalającej zrozumieć jej okropności. Kiedy więc młody autor, w tym przypadku autorka, zabiera się za temat „obozowy” nie bez racji może zaistnieć pewna nieufność.

Nie brakowało jej także, kiedy do ręki brałem książkę dr Sabiny Bober. Wprawdzie zawarta w niej dokumentacja tłumiła ten sceptycyzm, ale ktoś, kto wojnę przeżywał, nawet jeśli nie był w kacecie, wie swoje i to wcale nie musi się tak do reszty zgadzać z wiedzą książkową. Temat tej książki, to chodzenie po cienkim lodzie. Bóg, człowieczeństwo… a środowisko: po prostu obóz koncentracyjny. Iluż to odarto tam z wiary, a z człowieczeństwa? Przecież unicestwienie go to był niemalże przedpokój komory gazowej i krematorium. I jak tu się rozprawić z tak złożonym tematem? Autorka zaryzykowała. Przywołała liczne świadectwa. Doskonale udokumentowała każdą zawartą w książce konstatację. Dlatego też to co pisze budzi zainteresowanie, a w ślad za nim także zaufanie. Rzecz jasna, że odpowiedź na postawione pytanie: Bóg, Opatrzność, nadzieja, czy tylko ludzka wszechmoc nad bliźnim, nie może być w rodzaju tak, tak, nie, nie. Bo człowiek w obozie także nie myślał takimi kategoriami. Żył na przełęczy strachu, nadziei, kompletnej prostracji i zrywów. Mogła to być wiara, bezwzględnie pokonujące całą wokół rozgrywającą się rzeczywistość umocowanie w nadziei zakotwiczonej w Opatrzności Bożej, w miłosierdziu, a w końcu także w tym, co było najbliżej, niejako pod ręką, w człowieczeństwie. Tak wdeptanym w ziemię, tak sponiewieranym, „zmuzułmanionym”, a jednak za czyjąś sprawą, ludzką czy boską dopominającym się swego i ratującym zarówno to co doczesne, choć sponiewierane, jak i to co w duszy pozostało nietknięte.

Wydobycie takich treści z tego, co zapisano o tamtych czasach, co pozostało tylko w ustnym przekazie, niekiedy rodzinnej tradycji, to benedyktyńska praca wymagająca jakiegoś dodatkowego zmysłu, intuicji? A może po prostu wyobraźni oplecionej nabytą z zewnątrz wiedzą, która stała się jak gdyby własną wiedzą autorki. Te elementy odkrywa się w omawianej tu książce. Jest jedną z wielu, ale zarazem inną, oddającą jakiś klimat może nie zawsze i nie wszędzie dostrzeżony. Skłania do refleksji nad tym, co może spotkać człowieka, kiedy zapomni choćby na chwilę, że nim jest, nie mówiąc o zagubieniu Boga. Bo książka jest nie tylko o „häftlingach”, ale także o ich oprawcach. Przecież i dla nich Bóg, człowieczeństwo nie były pojęciami nie z tej ziemi. Pytanie, gdzie się to wszystko podziało u wielu więźniów i ogółu personelu obozowego nasuwa się także, niejako równolegle z pytaniem jak można tam było odnaleźć Boga i uratować człowieczeństwo.

Autorka pokazała te trudne dylematy żywo, na ile było można, plastycznie, bez gołosłowia, Na kartkach książki mówią żywi ludzie, mówią także za tych, którzy padli ofiarą opętania nienawiścią. Książka ukazuje trudne szukanie Boga tam, gdzie kruszy się nadzieja i gaśnie wola przetrwania. Warto więc podumać nad treścią przekazaną przez autorkę. Przecież nigdy nie wiadomo na kogo i kiedy przyjdzie czas próby?

Mieczysław Kroker

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz