„Ruski agent” zostanie świętym?

„Wszystkie te głowy w Małopolsce, Wielkopolsce, Kongresówce są tak zakute, tak dalekie od zrozumienia zbrodni względem Kresów popełnionej i straty, którą państwo wobec tego poniosło”- pisał Edward Woyniłłowicz, zwolennik polityki realnej, przeciwnik powstań, gorliwy obrońca polskości na Kresach i wieloletni przewodniczący Koła Polskiego w rosyjskiej Dumie. Z takim bagażem poglądów i doświadczeń Edward Woyniłłowicz we współczesnej Polsce z pewnością zostałby okrzyknięty „ruskim agentem”. Paradoksalnie zarówno białoruskie władze jak i opozycja usiłują zrobić dziś z niego Białorusina.

W Mińsku rozpoczął się proces beatyfikacyjny Edwarda Woyniłłowicza polskiego ziemianina i wybitnego działacza kresowego, ślady działalności którego po dziś dzień można spotkać w dzisiejszym Mińsku. W samym centrum dzielnicy rządowej, przy głównym placu stolicy Białorusi pyszni się wzniesiony przez niego tzw. „czerwony kościół”, do którego po latach sprowadzono jego prochy. Czy cieszy się on z faktu, że spoczął w rodzinnej ziemi, a jego osobę chce się wydźwignąć na ołtarze, nie wiadomo. W każdym bądź razie Kościół katolicki jest jedyną instytucją, która upomniała się o jego pamięć. W II Rzeczypospolitej został skazany przez rządzących na zapomnienie. Należał bowiem do osób, które nie drżały przed marszałkiem Józefem Piłsudskim i nie traktowały jego słów jak wyrocznię. Piłsudski zaś, choć wywodził się ze szlachty, widział w Woyniłłowiczu przedstawiciela klasy ziemiańskiej, która nieuchronnie musi zejść z pola bytu narodowego. Jego poglądy na znaczenie Mińszczyzny dla Odrodzonej Polski uważał wyłącznie za frazesy. Słuchał ich z wyjątkowym znudzeniem oświadczając, że nie są w stanie zmienić jego poglądów. Piłsudski nie akceptował też oceny powstań narodowych dokonywanych przez Woyniłłowicza. Ten, w odróżnieniu od marszałka, nie szczędził im krytyki. Nie uważał wprawdzie ich za zbrodnie, jak niektórzy konserwatyści, ale uważał, że ich efekty okazały się straszniejsze niż wszystko, co spadło na polskość w zaborze rosyjskim po upadku niepodległości. Twierdził, że jeżeli w zaborze rosyjskim po 1863 r. wybuchłoby jeszcze jedno powstanie , to polskość zostałaby ostatecznie zniszczona na Litwie i Rusi i poważnie zachwiana w Królestwie.

Nie lubili Woyniłłowicza także politycy endeccy, a zwłaszcza Władysław Grabski uważający, że: „Nasze ziemie historyczne są już tylko historią i niewiele winny nas obchodzić. Wolę jedną parafię w poznańskim niż cały powiat nowogródzki”.

Wieczna hańba

Woyniłłowicz uważał Traktat Ryski, który wyrzekł się Mińszczyzny za zbrodnię, nie zostawiał suchej nitki na tych, którzy go wynegocjowali i uchwalili. W liście do swego przyjaciela prof. Mariana Zdziechowskiego, rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego pisał m.in.: „Wszystkie te głowy w Małopolsce, Wielkopolsce, Kongresówce są tak zakute, tak dalekie od zrozumienia zbrodni względem Kresów popełnionej i straty, którą państwo wobec tego poniosło”. W swoich „Wspomnieniach” Woyniłłowicz stwierdzał: „Polska traci obszary, które przez kolonizację, dałyby upust jej przeludnieniu, przepoławiając zaś Białoruś , stwarza irredentę, jak gdyby przykład Galicji nie był miarodajny. Wieczna hańba tej komisji pokojowej , złożonej nie z mężów stanu, a tylko według klucza partyjnego, wyłonionej z sejmu, tego sejmu, który ledwo się zdobył na quorum przy ratyfikowaniu traktatu wersalskiego, a miał ławy przepełnione przy sprawie koszenia potrawu koniczyny w Galicji”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Przeciwnicy Woyniłłowicza nie chcieli docenić jego zasług dla gospodarczego podniesienia Mińszczyzny. Pod jego okiem Mińskie Towarzystwo Rolnicze stało się organizacją , która położyła ogromne zasługi dla obrony polskiego stanu posiadania na ziemi mińskiej. Nie chciano też uznać zasług Woyniłłowicza, jakie poniósł dla polskiej sprawy zasiadając w Radzie Państwa jako przedstawiciel guberni mińskiej. Będąc jej członkiem w latach 1907- 1909 okazał się politykiem kompetentnym. Posłowie Królestwa Polskiego, Litwy i Rusi wybrali go na prezesa Koła Polskiego Rady Państwa i funkcję tę pełnił za czasów I i II Dumy.

Obłudne odznaczenie

W 1923 r. odznaczono Woyniłłowicza Orderem Polonia Restituta czwartej klasy, ale za to, że niegdyś wśród wielu funkcji pełnił też funkcję sędziego honorowego okręgu nowogródzkiego. Woyniłłowicz wahał się, czy to odznaczenie przyjąć. Zakrawało to bowiem na kpinę. W rozmowie z Marianem Zdziechowskim, który z okazji przyznania mu odznaczenia złożył mu kondolencje, zapytał – „Jak mam to odznaczenie rozumieć, chyba jak amnestię, jako rozgrzeszenie z grzechu całego życia, że zamiast do powstania nawoływać, pracowałem na roli i politykę realną uprawiałem”. Ostatecznie odznaczenie Woyniłłowicz przyjął, ale nie w Brześciu podczas rządowej uroczystości, na którą nie pojechał, ale na skromnym spotkaniu w Bydgoszczy.

Śledząc w prasie publicystykę kresową, Edward Woyniłłowicz starał się polemizować z wypowiedziami, które uważał za z gruntu za fałszywe. Słynna była jego polemika z prof. Stanisławem Cywińskim politykiem Narodowej Demokracji, który napisał w „Dzienniku Wileńskim” artykuł, w którym dowodził, że Polska aż do Dniepru i Bugu wysunięta nie dałaby sobie rady z masą białoruską. Swój artykuł Woyniłlowicz zatytułował „Grancie Polski 1771 i w 1921”.

Ubolewał w nim, że cała jego praca została przekreślona przez Traktat Ryski, który pogrzebał ideę jagiellońską. Przypomniał także, że ziemiaństwo polskie i jego praca była na Kresach prawdziwym przedmurzem przeciwko bolszewizmowi. Porównywał Traktat Ryski z rozbiorami. Zakończył swój artykuł słowami: „(…) za czasów rosyjskich, mimo prześladowania Polaków, autorytet Polski był na Kresach o wiele silniejszy niż dziś za suwerenności polskiej, czyli siłę przyciągającą Kresy Polska gdzieś zapodziała, gdzieś straciła swój złoty róg”.

W 1931 r. już po śmierci wydano część wspomnień Woyniłłowicza, dotyczącą działalności na Kresach. Druga część, w której krytykował politykę rządu polskiego i Piłsudskiego do dziś dnia nie doczekała się publikacji. Być może obecnie nadeszła odpowiednia chwila. Kandydat na ołtarze powinien być znany w całej pełni.

Marek A. Koprowski

————————————–

Już wkrótce na portalu Kresy.pl ukaże się artykuł o propagandowych zabiegach współczesnych białoruskich władz mających na celu uczynienie z postaci Edwarda Woyniłłowicza białoruskiego działacza narodowego.

Czytaj kolejny artykuł
39 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

    • marcink
      marcink :

      Panie Władysławie kolejny raz przekazuje pan półprawdy, by osiągnąć efekt propagandowy. Kardynał Stepinaca nie był nazistą a kontrowersje wokół jego osoby dotyczą NDH i nawracania siłą Serbskich Prawosławnych. Stepinaca jest odznaczony medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. A Jego proces w Jugosławii i skazanie na 16 lat więzienia za zdradę stanu także jest kontrowersyjny i wielu historyków wskazuje, że była to część komunistycznej nagonki na Kościół Katolicki.

  1. leszek1
    leszek1 :

    Nie wiadomo dlaczego Pisudski oddal sprawe negocjacji w Rydze swoim wrogom. Wprawdzie szefem ekipy polskiej byl Dabski, ale praktycznie negocjacje prowadzil energiczny Stanislaw Grabski.
    Bolszewicy chcieli nam oddac cala Bialorus i duza czesc Ukrainy. Grabski na zlosc Pilsudskiemu odrzucil ta propozycje pozostawiajac na pastwe Bolszewikow prawie dwa miliony Polakow. Oficjalna motywacja tej decyzji byla teoria Endecji, by w granicach Polski zamieszkiwala wylacznie rdzenna ludnosc polska. Endecy na zlosc Pilsudskiemu dopuscilii sie kilku podobnych zbrodni.

    • rawen
      rawen :

      NAUCZ SIĘ POPRAWNIE PISAĆ NAZWISKO I NA PRZYSZŁOŚĆ TE BZDURY WYPISUJ TYLKO W SWOIM PAMIĘTNIKU KLAKIERZE TEGO UKRAINCA Andrz.

      Jeśli twoja głowa nie służy tylko do noszenia kasku budowlanego (w co wątpię) to poczytaj. Inaczej odpuść sobie i dalej top się w tych oparach absurdu głoszonych przez polskojęzyczne…
      ,,Piłsudski likwidator polskiej armii…” https://wiernipolsce1.wordpress.com/2015/05/16/jozef-pilsudski-likwidator-polskiej-armii/

    • adinocka
      adinocka :

      Pitolicie Hipolicie. W sprawie Ukrainy stanowisko bolszewików było jednoznaczne i nieugięte: granica na Zbruczu, skoro tak dogadaliście się z Petlurą to kraj RAD nie ma słabszej pozycji żeby oddać więcej. Co do Mińszczyzny może można było wywalczyć więcej, ale wyczerpana Polska tylko traciła na przeciąganych rozmowach. Po drugie na taką granicę zgodzili się również przedstawiciele Piłsudskiego (co zaowocowało embargiem informacyjnym w sanacyjnej Polsce na temat genocydu stalinowskiego na sowieckiej polonii w 1936-37). Po trzecie jakkolwiek centrum Mińska było zamieszkane przez Polaków to prowincja była w większości białoruska. Po czwarte posłom polskim brak było rzetelnych danych na temat sytuacji narodowościowej w poszczególnych rejonach. Myślę że gdyby takową mieli to zawalczyli by o przygraniczny rejon kojdanowski gdzie Polacy stanowili większość.
      Istniało coś takiego jak linia Dmowskiego, czyli najdalszy pożądany zakres granic Polski w wizji endeckiej (tak wytyczony aby Polacy w RP stanowili co najmniej 50% mieszkańców, by nie byli mniejszością w swoim kraju), która zostawiała nie tylko Mińszczyznę w naszych granicach, ale również Borysów, Bobrujsk i Połocczyznę, więc z automatu nie można uznać, że endeccy komisarze bez walki oddali te tereny.
      Mówienie o 2 milionach Polaków w sowdepii to wyrwana z kontekstu demagogia, bo po pierwsze cyfra ta dotyczy rzymskich katolików, wśród których Polacy przeważali, ale nie byli jedyni a po drugie zawierało się w niej ponad sto tysięcy Polaków z petersburskiej obłasti, dziesiątki tysięcy z Moskwy, Odessy czy polskie wsie np: na Syberii (Wierszyna czy Posada Białostocka). Poza Kojdanowszczyzną inne większe przygraniczne skupiska polskie (Bar, Kamieniec Podolski, rejon dołbyski) leżały na Ukrainie, co z powodów prestiżowych dla bolszewików nie podlegało negocjacji. Tyle fakty w przeciwieństwie do anty endeckiej propagandy.

      • leszek1
        leszek1 :

        Adinocka. Podziwiam Twoja gleboka wiedze historyczna. Serio. Tym niemniej, nie wchodzac w zbedne spory historyczne przytaczam Ci link, ktory wg mnie mniej wiecej odpowiada prawdzie potwierdzonej prez inne zrodla historyczne i wspomnienia S. Grabskiego. http://jpilsudski.org/artykuly-ii-rzeczpospolita-dwudziestolecie-miedzywojnie/polityka-zagraniczna-dyplomacja/item/2133-traktat-ryski-sukces-czy-porazka Jak zauwazylas, S Grabski interesowal sie tylko linia Dmowskiego i odrzucal szersze propozycje Bolszewikow (po Minsk), co wprawiolo w nieukrywane zdumienie Jeffego. Grabski tlumaczyl sie pozniej, ze myslal iz na terenach przedrozbiorowych pozostalo tylko okolo 50 tys Polakow. Uwazam to za polprawde. Sadze, ze obowiazywala go lojalnosc wobec Dmowskiego. Tamte dzieje nie maja u mnie zadnego propagandowego znaczenia, poniewaz zarowno cenie mysl Dmowskigo jak czyn Pilsudskiego, oraz widze bledy, a nawet zbrodnie obu niepotrzebnie walczacych ze soba stron – z olbrzymia szkoda dla Rzeczypospolitej. Chyba drastycznym przykladem bylo postepowanie naszego bohatera narodowego, gen. Sikorskiego w czasie 2 Wojny (bo w roku 20 byl jednym z najlepszych), co przynioslo mu pogarde Churchila i smierc z reki Anglikow.