Jednym z kontrkandydatów Aleksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich na Białorusi, które odbędą się prawdopodobnie pod koniec bieżącego roku, będzie Polak z pochodzenie, ekonomista oraz zastępca przewodniczącego opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Jarosław Romańczuk.W wywiadzie dla portalu Gazeta.ru Jarosław Romańczuk przedstawił swoje poglądy odnośnie pozycji międzynarodowej Białorusi oraz przedstawił swoją prognozę przyszłego rozwóju wydarzeń na scenie politycznej w tym kraju.
3 maja desygnowany przez Zjednoczoną Partię Obywatelską (ZPO) kandydat ogłosił swoją decyzję o starcie w wyborach. Wbrew pozorom nie jest on pozbawiony szans na zwycięstwo. Ten optymizm wypływa m.in. z badań socjologicznych wykonanych w lipcu br. przez firmę NOVAK, pokazujących, że obecny prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko cieszy się poparcie jedynie 25 proc.
Warto zaznaczyć również, iż zarówno w 2001 jak i 2006 r. Łukaszenko rozpoczynał kampanię rok przed wyborami: podwyższał wynagrodzenia oraz inne świadczenia socjalne, przeprowadzał kampanię PR, a jego poparcie rosło. Obecnie, mniej niż sześć miesięcy przed wyborami, czyni podobnie, lecz poziom jego poparcia ustabilizował się, a nawet nieco spadł.
Społeczeństwo a kandydaci opozycji
Zgodnie z przywołanym wyżej badaniem aż 51 proc. respondentów chciałoby widzieć na czele kraju nową osobę. Należy również zwrócić uwagę, iż aż 40 proc. obywateli nie ufa rządzącym, a także członkom opozycji. Powyższe dane skłaniają Jarosława Romańczuka do poszukiwania elektoratu nie tylko wśród 25 proc. poparcia jakim cieszą się Zjednoczone Siły Demokratyczne (koalicja ugrupowań opozycyjnych względem Łukaszenki), ale także wśród ludzi niezdecydowanych, którzy z radością powitaliby zmiany na Białorusi.
Według kandydata ZPO mimo sporej liczby kandydatów, w wyborczej walce liczą się tylko nieliczni. W tym kontekście wymienia Władimira Nieklajewa (lidera kampanii “Mów Prawdę”), Aleksandra Milinkiewicza (lidera ruchu “Za wolność”) oraz siebie samego.
Romańczuk uważa jednocześnie, że Milinkiewicz stracił świetną okazję, by zostać liderem Zjednoczonych Sił Demokratycznych w 2006 r. Wówczas to – jego zdaniem – niemądrze stracił swą wielką szansę. Świadczy o tym choćby poziom poparcia dla niego, które spadło z 20-25 proc. do 3. Kandydat ZPO mówi również, że wśród członków Zjednoczonych Sił Demokratycznych Milinkiewicz zyskał opinię człowieka odpowiedzialnego za destrukcję opozycji. Tak bowiem wielu potraktowało utworzenie przez niego bloku “Za wolność”, co rozbiło jednolity obóz przeciwników reżimu.
W wywiadzie dla Gazeta.ru Romańczuk krytykuje Milinkiewicza również za to, że wybrał taktykę “flirtowania” z siłami establishmentu za pomocą dialogu z Europą i w ten sposób obchodzi “mapę drogową” przyjętą przez koalicję Zjednoczone Siły Demokratyczne. Równie negatywnie odnosi się do prowadzonej przez lidera bloku “Za wolność” strategii traktowania swych oponentów jako inspirowanych, bądź nawet kierowanych przez Kreml.
“Trzecia siła”
W przeciwieństwie do swojego adwersarza z szeregów opozycji, Romańczuk kreuje się w mediach jako długo oczekiwany przedstawiciel “trzeciej siły”. Swoją wyjątkowość podkreśla szczególnie faktem, iż do tej pory był znany jako ekonomista, a dopiero ostatnio zaprezentował się jako polityk. Co więcej, nadal czuje się bardziej specjalistą od ekonomii niż czynnym uczestnikiem życia politycznego. Potwierdza to zresztą przebieg jego kampanii wyborczej, której znacząca część skupia się na reformach.
Kandydat ZPO przypomina, że od końca lat 90-tych proponuje władzom różnorakie sposoby rozwiązania istniejących problemów ekonomicznych. Wśród swych inicjatyw wymienia chociażby zaproponowany pod koniec 2008 r. program mający na celu ożywienie gospodarki w czasie kryzysu, wprowadzenie alternatywnego planu budżetu, jak również reform podatkowych. Przekonuje, że atutami Białorusi pod jego rządami byłyby konkretne pomysły, programy i plany reform.
Wyborcze scenariusze
Jarosław Romańczuk uważa, że podczas zbliżających się wyborów prezydenckich nie dojdzie do radykalnych rozwiązań. Jego zdaniem, nie więcej niż 3 proc. ludności jest gotowa do aktywnych działań, takich jak wyjście na ulice. Takie rozwiązanie może jednak nastąpić, gdy rząd podejmie niewłaściwie działania.
Z drugiej strony każdy dziś rozumie, że Łukaszenko nie wygra bez fałszerstw. Nawet jeśli ogłasza swoje poparcie na poziomie 80 proc. oraz pełen sukces prowadzonej kampanii – mówi Romańczuk Gazeta.ru.
Według niego, uzyskanie 40 proc. głosów przez kandydata opozycji może się stać doskonałą okazją do zażądania zmian w systemie politycznym. Szczególnie zaś przeprowadzenia drugiej tury wyborów lub czegoś w rodzaju porozumienia okrągłostołowego, jak to miało miejsce w Polsce pod koniec lat 80-tych. Innymi słowy, opozycja dąży do nowej równowagi władz, co powinno rozpocząć proces demokratyzacji.
Zdaniem Romańczuka scenariusz wydarzeń podobny do tego jaki miał miejsce w Gruzji, czy też w Mołdawii należy uznać za nierealny. Paradoksalnie bowiem inicjatywa znajduje się w rękach rządu. Jeśli zachowa się on niewłaściwie, wówczas poziom irytacji wśród ludzi wzrośnie, a oni sami staną się nieprzewidywalni.
Kandydat ZPO na prezydenta Białorusi przekonuje też, że Łukaszenko rywalizuje przede wszystkim z czasem. Gospodarcze problemy akumulują się bowiem bardzo szybko, o czym świadczy fakt, że przed wyborami władze starają się zrównoważyć kurs wymiany dolara, a także ceny oraz “nadmuchują” pensje kosztem zewnętrznych pożyczek. Jeśli obecny prezydent Białorusi dokona po raz kolejny tego zabiegu skutecznie, to wygra. Jednak, gdy negatywny rozwój wydarzeń zacznie wymykać się spod kontroli w październiku lub listopadzie, to wówczas liczba niezadowolonych ludzi gotowych wziąć udział w ulicznych protestach znacząco wzrośnie.
Istnieje również możliwość radykalnej zmiany planów co do wyborów. Przyczyna leżeć może np. w nowym konflikcie z Rosją. Warto jednak podkreślić, iż nieprzeprowadzenie przez Łukaszenkę wyborów przyczyni się do pogorszenie jego wizerunku zarówno za granicą, jak i w kraju – mówi Romańczuk.
Młodszy brat Rosji
W wywiadzie przeprowadzonym dla Gazety.ru Jarosław Romańczuk demistyfikuje również swoje rzekome powiązania z polskimi siłami politycznymi. Krążące na ten temat pogłoski wynikają zapewne z jego polskiego pochodzenia. Najprościej rzecz ujmując powyższa teza nie ma racji bytu, gdyż – jak mówi – o wiele więcej łączy go z rosyjskimi kolegami, mediami, czy też ekspertami pochodzącymi z tego kraju, niż z Polakami.
Odnosząc się do skomplikowanych ostatnio relacji białorusko-rosyjskich Romańczuk wprost stwierdza, że partnerstwo między oboma państwami pod rządami Łukaszenki jest niemożliwe. Równie stanowczo podkreśla jednak, że twórcami problemów są Kreml i Gazprom.
Relacje na linii Mińsk-Moskwa opierają się na osiąganiu przez obie strony własnych celów. Często wzajemnie ze sobą sprzecznych. Rosja dąży do transferu władzy z instytucji narodowych. Służyć ma temu utworzona Unia Celna, które ostatecznie może doprowadzić do wspólnej strefy rublowej. Brak jednak w tej idei pomysłów Łukaszenki, jego polityka ma na celu “dojenie” Rosji, przez co należy rozumieć ekonomiczne, polityczne i informacyjne wsparcie potężnego sąsiada. Dotychczasowy prezydent Białorusi po prostu kupuje lojalność za cenę otwartości politycznej i społecznej – analizuje Romańczuk
Kandydat ZPO twierdzi też, że u źródeł zaprezentowanych wyżej relacji białorusko-rosyjskich leży nie kwestia unii słowiańskiej, lecz pieniądze. Ludzie w Rosji, którzy zyskują na obustronnych kontaktach są wdzięczni Łukaszence przed wszystkim za to, że ich zyski to strata dla rosyjskiego budżetu, który traci na podatkach i cle z ropy oraz gazu. Wśród środowisk czerpiących profity znajdziemy: wojskowych, Cerkwię, Jurija Łużkowa i struktury WNP.
Białoruś – przez Wschód na Zachód
Pytany o swoją receptę na stosunki z potężnym sąsiadem Romańczuk odpowiada, że ma świadomość innego spojrzenia Kremla na wzajemne relacje. Dzisiaj jednak, mimo istnienia Państwa Związkowego, nadal brak wolnych przepływów pieniędzy, dóbr i siły roboczej, a stosunki handlowe tworzone są wciąż na bazie ogólnych zasad prawa międzynarodowego.
Kandydat opozycji podkreśla również, że nie rozumie skąd krytyka stosowania cen światowych w relacjach z Moskwą, szczególnie w kwestii surowców energetycznych. Wszak to naturalny, fundamentalny warunek partnerstwa – ceny światowe. Zgodnie z tym, we wzajemnych kontaktach handlowych nie dopuszczalne są subsydia, a wszystkie bariery muszą zostać zlikwidowane.
Równocześnie, Rosjanom powinien zostać zaproponowany wolny udział w białoruskiej prywatyzacji – bez zniżek i dyskryminacji – dodaje. Wszak białoruski sektor przemysłowy jest blisko połączony z białoruskim rynkiem, a rosyjskie firmy będą naturalnie nabywać różnorodne udogodnienia tutaj. Stąd też, na Białorusi będzie więcej rosyjskich interesów i rosyjskiego kapitału niż w jakimkolwiek innym kraju.
Rosyjski prezydent ogłosił politykę strategicznego partnerstwa między Moskwą i Brukselą. Przy takim obrocie wypadków, korzystne dla Rosji będzie mieć po swojej stronie kwitnącą, przyjazną Białoruś – przekonuje Romańczuk.
Źrodło: Gazeta.ru
Oprac. i tłum.: Wojciech Łysek
Zobacz także:
