Październik 2014 roku zaowocował odsłonięciem kilku znaków upamiętniających ślady polskości na Kresach. Gwoli przypomnienia wymienię tylko niektóre: w październiku 2014 roku odsłonięto tablicę ku pamięci Wojciecha Kilara we Lwowie, Kornela Makuszyńskiego w Stryju, tablice wotywne w Żółkwi oraz obelisk odrestaurowany w 320 rocznicę bitwy stoczonej pod Hodowem, w której 400 husarzy stawiło opór 40 tys. Tatarów, zmuszając ich do odwrotu.

Kto w obecnych czasach pamięta o bitwie pod Hodowem? Kto mógłby obecnie wymienić nazwę tej małej miejscowości i zlokalizować ją na mapie? Wśród podolskich pagórków jest prawdziwą białą plamą na końcu świata. A nazywano tę bitwę niegdyś Polskimi Termopilami. Nie było tam słynnych szarż husarii jak pod Kircholmem czy Kłuszynem na początku XVII wieku. Była natomiast krwawa walka, w której praktycznie wszyscy husarze i pancerni zostali ranni, ale odnieśli zwycięstwo. Dla opisania tej bitwy posłużę się informacją zaczerpniętą od historyka i publicysty, badacza dziejów husarii Radosława Sikory, z urodzenia naszego podolskiego ziomka, który wziął udział w panelu dyskusyjnym, a który powołuje się na najbliższy wydarzeniu opis przebywającego wówczas we Lwowie na dworze Jana III Sobieskiego Kazimierza Sarneckiego.

Były to już ostatnie lata najazdów tatarskich na Rzeczpospolitą, powodem których były przyczyny przyziemne – pobieranie jasyru dla sprzedawania na targach niewolniczych. Ten wypad z Kamieńca Podolskiego, będącego wówczas w rękach tureckich, poczynili na początku czerwca 1694 roku. 8 czerwca Tatarzy Gazy Gireja pozostawiwszy wozy zaopatrzeniowe w Kamieńcu wyruszyli w głąb Rzeczypospolitej. Ale zakrojona na olbrzymią skalę wyprawa Tatarów skończyła się porażką. Po kilku dniach niespodziewanie najazd się skończył, a Tatarzy powrócili do domu. Przyczyną tego stała się właśnie około 6-godzinna bitwa stoczona pod Hodowem 11 czerwca. Siły polskie, na które natknęli się tam Tatarzy, składały się z żołnierzy z Okopów Świętej Trójcy pod dowództwem Konstantego Zahorowskiego oraz z Szańca Panny Maryi pod dowództwem Mikołaja Tyszkowskiego. Mikołaj Tyszkowski w pierwszym starciu, do którego doszło jeszcze poza wsią, dostał się w ręce Tatarów. Nie zapomniano o nim, wykupiła go Rzeczpospolita później z niewoli.

Hodów leżał w okolicy narażonej wówczas na częste najazdy tatarskie, więc miejscowi chłopi na taką okoliczność mieli przygotowane kobylice, które wykorzystano do obrony. Broniono się spoza „płotów, dylów, stołów, drzwi, beczek z chałup chłopskich powydobywanych”. Za plecami obrońców był mały staw. Te prowizoryczne umocnienia wystarczyły, aby przez około sześć godzin odpierać ataki wielokrotnie liczniejszego wroga. Odpierano je pieszo, ogniem z broni palnej. Poza bronią palną husarze mieli zbroje z karwaszami. Na nie zarzucali skóry dzikich zwierząt (np. lampartów, czy wilków). Pancerni zaś nosili pancerze, czyli kolczugi.

Po pewnym czasie Polakom zabrakło kul. Ale i na to znalazł się sposób: „Gdy już naszym kul nie stawało [brakowało] do strzelania, musieli ploszczyki [groty] od strzał tatarskich miasto [zamiast] kul nabijać, którymi bardziej jeszcze Tatarów razili”.

W opisach bitwy jest interesująca wzmianka, że Tatarzy również do walki zeszli z koni: „Tatarskiego zaś wojska większa część, zsiadłszy z koni, szturmy do nich [Polaków] przypuszczali, zasłony także sobie porobiwszy z desek, koszów słomianych”. Tatarzy ostrzeliwali broniących się z łuków. W ciągu kilku godzin na stronę polską padło tak wiele strzał, że tylko niepołamanych zebrano po bitwie aż kilka wozów! Połamanych nikt nawet nie próbował zbierać, a tych „dostatkiem leży”.

Po kilku godzinach bezowocnych szturmów, cierpliwość atakujących się skończyła. Wysłano Lipków, którzy „podjeżdżając pod naszych radzili aby się poddali, ale słysząc naszych rezolucję, że tam na śmierć zasiedli, donieśli Tatarom: że my z tymi ludźmi co dzień ubijamy się pod Kamieńcem [Podolskim], że są [to] ludzie niezwalczeni, że wprzód wszyscy wyginiecie, nim wam ich dostać przyjdzie”. Tatarzy ustąpili. Spod Hodowa ruszyli pod Kamieniec Podolski, nie mając więcej niż 30 pojmanego dotąd jasyru. Ciała poległych Tatarów spalono złożywszy w kilku chatach, wraz z chatami.

W rok po bitwie, w 1695 roku, z fundacji króla Jana III Sobieskiego we wsi stanął pomnik, który cudem pomimo burzliwych dziejów naszej ziemi, przetrwał do dziś. Łaciński napis na pomniku głosi: „Bogu Najwyższemu na chwałę, potomności na pamiątkę, bohaterom polskim na przykład, wrogom ojczyzny na hańbę, wzniósł mnie najjaśniejszy Jan III Sobieski, król Polski, na tym miejscu na którym Polacy pod wodzem Zahorowskim, osaczeni w płotach, odparli 70 000 Tatarów, z wielką klęską nieprzyjaciół, a swoich żadną. Dnia 5 czerwca 1694 roku”. Na pomniku wskazano błędną datę bitwy i zawyżono liczbę Tatarów, więc kwestia liczebności tatarskiego wojska wzbudziła największe zainteresowanie podczas panelu dyskusyjnego, który odbył się na zamku w Zbarażu w ramach obchodów odsłonięcia odrestaurowanego pomnika.

Projekt renowacji pomnika przeprowadziła Fundacja MOSTY we współpracy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ambasadą RP w Kijowie i Konsulatem Generalnym RP w Łucku. Wielki wkład w zainicjowanie remontu mieli miłośnicy husarii skupieni wokół inicjatywy „Husaria przed Pałac”, którzy licznie włączyli się do pomocy w pozyskiwaniu dodatkowych kosztów na renowację. Na odsłonięcie pomnika 25 października przybyli licznie miłośnicy historii z Polski i Ukrainy, przebrani w piękne kolorowe stroje szlacheckie, rycerskie i kozackie nadali kolorytu uroczystości.

Obchody zaczęły się mszą św. odprawioną w zabytkowym kościele w położonych kilka kilometrów od Hodowa Pomorzanach. Na zakończenie mszy odezwał się również cudem zachowany dzwon odlany z dział zdobytych pod Chocimiem w 1673 roku, dar Jana III Sobieskiego (nawiasem mówiąc, dzwonnica też grozi zawaleniem, więc odnowienie jej na pewno będzie kolejną inicjatywą Fundacji MOSTY). Po mszy św. wszyscy udali się pod pomnik do Hodowa, gdzie zostały złożone wieńce i odbyła się podniosła uroczystość. W swoich przemówieniach wysocy goście zaznaczali, że zebrani oddają hołd bohaterom bitwy hodowskiej – towarzystwu spod chorągwi husarskich pancernych Zahorowskiego i Tyszkowskiego, bohaterom, którzy nie zadawali sobie pytania, co Rzeczpospolita może zrobić dla nich, ale co oni mogą zrobić dla Rzeczpospolitej broniąc tej ziemi. Przecież większość tego wojska była nieopłacona od wielu lat, a mimo to najcenniejszą ponieśli ofiarę – oddali swe życia. Zebrani pod pomnikiem złożyli hołd także ludności miejscowej, która w XVII wieku w ostatnich etapach walki wsparła towarzystwo wspomnianych chorągwi, a przez następne stulecia, zwłaszcza w burzliwym wieku XX, zachowała pomnik bohaterów bitwy. Salwę honorową z kilkunastu strzelb ku pamięci poległych oddali rekonstruktorzy historyczni z Ukrainy.

Część druga obchodów – konferencja i panel dyskusyjny w połączeniu ze swobodnymi pokazami husarii i Kozaków oraz warsztatami dla rekonstruktorów na temat odzieży i ekwipunku z XVII wieku odbyła się w zamku zbaraskim. W konferencji i panelu dyskusyjnym udział wzięli historycy Radosław Sikora, Mirosław Nagielski, Piotr Kroll, Ołeksij Sokyrko oraz Andrij Rukkas. Panel dyskusyjny poprowadził dziennikarz i pisarz Jurij Rudnicki.

Hodów to kolejna wspaniała przygoda w ciągu 25 lat pracy konserwatora zabytków profesora Janusza Smazy na Ukrainie. Zaznaczył on, że przy odnowieniu pomnika została wykonana konserwacja zachowawcza, gdzie widać rękę konserwatora. Jest to piękny historyczny pomnik, unikalny w skale europejskiej, bo mało się zachowało śladów kulturalnych z wieku XVII. Zachowany w niezłej kondycji jak na pomniki na tych terenach, z czytelną płytą inskrypcyjną w języku łacińskim, wykonany z materiału raczej szybko ulegającego zniszczeniom – wapnia, bardzo miękkiego materiału. Zachował się po tylu latach w formie doskonałej. Wiadomo, że tylko w okresie międzywojennym były prowadzone prace odnawiające.

Mikołaj Falkowski z Fundacji MOSTY powiedział, że podejście do pomnika było bardzo zarośnięte, sam pomnik był zarośnięty mchem. Obecnie pomnik jest pięknie wyeksponowany i na podjazdach do wsi z daleka go już widać. Unikalność polega też na tym, że to jest jedyny tego typu pomnik, który na terenie II RP miał podświetlenie w nocy. Odnalezione zostały resztki instalacji oświetleniowej. Prowadziły do niego kiedyś też schody, jeszcze na początku lat 60. XX wieku na zdjęciach one są i starsi mieszkańcy wsi je pamiętają. W świadomości ludzi żyjących przed II wojną światową ten pomnik miał ogromne znaczenie i był on rozpoznawalny na mapie ówczesnej Rzeczpospolitej. Zaznaczył też, że spotkali się z dużą życzliwością i otwarciem ze strony ukraińskiej. Być może kiedyś okoliczne zabudowania zostaną zaadaptowane na organizację muzeum najazdów tatarskich na tereny Rzeczpospolitej albo przynajmniej na stworzenie małej izby pamięci bitwy hodowskiej. Jest to pierwszy tak duży projekt przeprowadzony przez Fundację MOSTY na terenie Ziemi Tarnopolskiej.

Dzisiejsze granice administracyjne nie muszą być granicami kulturowymi. Pamiątki wspólnej historii i wspólnego dziedzictwa kulturowego mogą łączyć a nie dzielić, więc kolejna karta we wspólnej historii naszych ziem została zapisana. Miejmy nadzieję, że mała wioska Hodów ponownie zajmie swoje historyczne miejsce w świadomości potomnych i więcej nie będzie pomijana przez turystów-miłośników dziejów ojczystych.

Alina Wozijan

„Kurier Galicyjski”

Tekst ukazał się w nr 20 (216) za 31 października – 13 listopada 2014.

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz