Na szlaku kaukaskich skarbów

Swanecja, usadowiona między górskimi szczytami dochodzącymi do 5000 metrów wysokości, oddalona od Tibilisi o dziesięć godzin drogi, stanowi naturalną fortecę. Jej mieszkańcy od wieków skrywają się w kaplicach, będących skarbem na skalę światową.

Mutraz Parijani, 45-letni mężczyzna o mocnej budowie zaciekle strzeże swojego skarbu. W swaneckiej wiosce Latali, położonej w północno-zachodniej części Gruzji wznosi się urocza kapliczka z XI wieku, do której jedyny klucz posiada właśnie on. Znajdują się w niej ikony ze złota, malowidła ścienne i drogocenne kielichy, kontrastujące z prostotą jej obrońcy. Mutraz mieszka tu skromnie ze swoją rodziną. Nie ma zbyt wiele, ale jego bogactwo nie podlega żadnej ocenie. Zarówno on jak i inni mieszkańcy są spadkobiercami niezwykłego dziedzictwa. Inkrustowana biżuteria, srebrne ostrza, rzeźbione drzwi, ikony i manuskrypty religijne ze złota i drogocennych kamieni, monety Aleksandra Wielkiego. Tysiące dzieł godnych muzeum w Luwrze drzemie w ich kościołach i kufrach ich domów. „Wioski mają często kilka kaplic – opowiada Mutra – każda z nich ma swojego klucznika, tradycyjnie wybranego przez mieszkańców spośród najbogatszych klanów, bo potrzeba solidnych domów, by odpierać najeźdźców. W okresie Związku Sowieckiego funkcja przypadała również tym, którzy najskuteczniej walczyli z antychrześcijaństwem komunistów”. W rodzinie Mutraza opieka jest przekazywana z ojca na syna od sześciu pokoleń.

Filmowe krajobrazy

Swanecja to dziewiczy i dziki teren Kaukazu; zielona enklawa, utkwiona pomiędzy szczytami, zimą praktycznie odcięta od świata. Tutejszy krajobraz przypomina ten z filmów, których akcja rozgrywa się w średniowieczu. Swanecjanie, czyli 12 000 Gruzinów, rozproszonych po 17 wioskach i 72 osadach żyją w swoich domach wzniesionych na kształt kwadratowych wież, chroniących ich przed wrogami i lawinami. Psy szczekające u przy wejściu, kury, dziki, byki przechadzające się po błotnistych drogach, na czarno ubrane kobiety. Do tego zakątka świata przybywali mieszkańcy Zakaukazia, aby ukryć swoje kosztowności i ocalić je przed inwazjami – bizantyńską, otomańską, cesarską, bolszewicką… Królowie nakazywali je tu sprowadzać i odbierać, po wygranej wojnie.

Obrona tego dziedzictwa należała do Swanecjan. Gościnnie otwierają swoje drzwi, aby przy szklaneczce czacza, lokalnego trunku, opowiedzieć o tej historycznej odpowiedzialności. W domu Waleriego Kwantcziani, byłego burmistrza i sąsiada Murtaza, żona i córka właśnie przygotowują posiłek. „Zachowaliśmy nasz własny język, Wiedziała Pani o tej osobliwości?- pyta Waleri pomiędzy dwoma kęsami rajapuri, rodzaju serowej galety. „To jedyny język, który nie ma brzydkich wyrazów. Gdyby było inaczej, pozabijalibyśmy się między sobą. Region liczy prawie tyle samo broni, co zwierząt!”- żartuje hojny sześćdziesięciolatek. Po upadku Związku Sowieckiego Swanecja stała się właściwie strefą bez prawa i religii. Królestwo złodziei i kryminalistów. Bandyci zostali pochwyceni podczas specjalnej akcji prowadzonej w 2004 roku przez gruzińskiego prezydenta Micheila Saakaszwilego. Odtąd uregulowano jej stan prawny, a turyści mogą teraz zwiedzać Korsykę Zakaukazia, bez obaw, że padną ofiarą rabunku.

Wyżej w górach, w pobliżu rosyjskiej granicy, gdzie klimat jest surowszy, a przyroda bardziej nieujarzmiona, znajduje się wioska Uszguli. Klejnot uznany przez UNESCO, w których zachował się cały szereg wież, odpornych na czas i katastrofy naturalne. Zimą tutejsi mieszkańcy żyją jakby w autarkii. 73 – letni Dami Czarkiwiani jest do tego przyzwyczajony. Tutaj się urodził i tutaj umrze, powtarzając każdego dnia te same czynności: dojenie krów, uprawianie pola i ogródka warzywnego, otwieranie i zamykanie wypełnionej skarbami kaplicy. Dami jest bardzo pobożny, mieszając zarazem ortodoksję z pogaństwem, podobnie jak wszyscy w tym miejscu. „To nasza wiara ocaliła te skarby. W większości zostały ukryte w kościołach, gdyż wiadomo, że Swanecjanie

są zbyt wierzący, żeby je wykraść. Mówi się, że winowajcy byliby powieszeni jeszcze tego samego lub następnego dnia”.

Dumni z obrony kultury

Jedyna kradzież miała miejsce w 1979 roku, kiedy bandyci włamali się do kościoła w Latali i zabrali rzadki przedmiot, wspaniały wenecki krzyż z XIII wieku, pokryty złotem płatkowym i kamieniami. Został odnaleziony w Odessie w 1981 roku i zwrócony do kościoła, z którego pochodził. „W mieszkańcach panuje pewien duchowy estetyzm – analizuje Czato Goudżedjiani, lokalny etnograf – są dumni z obrony uniwersalnej kultury”. W 1921 roku, rząd wypędził bolszewików, którzy z licznymi dobrami przeprawiali się przez Morze Czarne, by w Paryżu w zakończyć życie w nędzy.

Skarby są żywe, nawet te, znajdujące się w muzeum w Mesti, w centrum regionu, nie leżą za witryną. Przychodzą tu księża i przed ikonami odprawiają mszę. W każdą środę ich oraz wiernych przyjmuje dyrektorka, Roussiko Koczkiani, elegancka i wytworna historyk sztuki, która pracuje w muzeum od 1984 roku. W przeliczeniu zarabia jedynie 100 euro miesięcznie, ale oddałaby swoje życie broniąc sześciu tysięcy przedmiotów wchodzących w skład kolekcji. Przechodząc alejkami, nakreśla historię każdego z nich. Wiele zostało tu złożonych przez mieszkańców w okresie sowieckim. Przychodzili tu, żeby je zabezpieczyć, ponieważ komuniści niszczyli wszystkie przedmioty religijne, jakie tylko znaleźli i zamalowywali wapnem mury kościołów.”

73-letni starzec, Baggrat Nanskani posiada jedno z najdroższych dóbr państwowych, które ukrywa w swoim wielkim domu, zamieszkałym przez trzynastu członków jego rodu. Przyjmując na progu swojego domu, wypytuje: „Ale nie ma pani miesiączki? Nie uprawiała Pani miłości w ciągu ostatnich 80 godzin?” Odwraca się i przychodzi pół godziny później. „Proszę wejść, ale kobiety nie dotykają ikony”. Na piętrze na ołtarzu tronuje miniaturowy złoty tryptyk. „Postać w środku to św. Jerzy. Spośród wszystkich świętych ten legendarny jeździec jest dla nas najświętszy, ponieważ otacza opieką rolników. Umieszczeni po obu stronach archaniołowie zostali wykonani w emalii komórkowej”. Legenda głosi, że królowa Tamar podarowała przodkom Baggarta tę ikonę, którą została pobłogosławiona w dniu jej koronacji w 1184 roku, aby wynagrodzić ich odwagę. Starzec delikatnie podsuwa certyfikat podpisany przez władczynię Gruzji: Błogosławię tę rodzinę, która wiernie strzeże naszego świętego dobytku. „W obronie tej ikony jestem gotów poświęcić moją rodzinę – wygłasza Baggart – jeszcze nie wiem komu ją przekażę. Będzie to odważny potomek, gotowy do walki, aż do ostatniego tchu”.

Stawka jest wysoka, gdyż iluminacje św. Jerzego należą do lokalnego warsztatu – w Swanecji można znaleźć także w dużej ilości złoto. Pasterz Omar, podobnie jak wielu innych mieszkańców, jest poszukiwaczem złota. Z nogami w wodzie przeczesuje kamienie w dużym, kolistym rondlu i potrząsa, aby odnaleźć jego drobiny. Stuletni rzemieślniczy warsztat i wciąż żywa tradycja, którą Swanecjanie kultywują, budują tożsamość tego dzielnego i wiernego ludu.

Źródło: Le Figaro

http://www.lefigaro.fr/arts-expositions/2009/12/05/03015-20091205ARTFIG00143–sur-la-piste-des-tresors-du-caucase-.php

Oprac.i tłum.: Anna Pluta

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz