Kolejne kryzysy w Mołdawii

Choć Mołdawia od początku swojego istnienia jest postrzegana jako najbiedniejszy kraj Europy, sytuacja postradzieckiej republiki nie była jeszcze tak zła. Państwo od roku pogrążone jest w poważnym kryzysie politycznym i gospodarczym, a niedawno pomoc humanitarną Mołdawianom zaoferowały władze Rumunii.

W połowie lutego rumuński rząd podjął decyzję o przekazaniu pomocy humanitarnej dla Republiki Mołdawii wartej blisko 3,7 mln euro. Kiszyniów otrzymał więc od Bukaresztu olej opałowy oraz podstawowe produkty spożywcze w postaci mąki, cukru, makaronu, konserw mięsnych, dodatkowo przekazując również 1 mln euro bezzwrotnych funduszy na rzecz projektów użyteczności publicznej. Prezydenci Rumunii i Mołdawii, Klaus Iohannis i Nicolae Timofti, rozmawiali także o pożyczce w wysokości 150 mln euro, jednak miała ona zostać uzależniona od aktualnej sytuacji na terenie Mołdawii.

Gdzie jest miliard?

Sytuacja Mołdawii pogorszyła się znacząco ponad rok temu, kiedy okazało się, że z systemu bankowego kraju w listopadzie 2014 r. zniknął blisko miliard dolarów, który odpowiadał równowartości 12 proc. mołdawskiego PKB, a także stanowił jedną trzecią wszystkich aktywów bankowych w postradzieckiej republice. Pieniądze miały zostać pożyczone przez trzy instytucje finansowe, a następnie zniknęły bez śladu. To wydarzenie przyniosło oczywiście falę spekulacji na temat tego, gdzie podziały się bankowe fundusze. Partie prorosyjskie twierdziły, że pieniądze trafiły na konta kilku zagranicznych firm i pożyczek udzielono mimo, iż wiedziano o niemożności ich spłacenia. Liberalna część opozycji upatrywała zniknięcia funduszy w ówczesnym dużym popycie na walutę obcą generowanym przez udzielone w nich kredyty. Ostatecznie mołdawski parlament zdecydował się zlecić przygotowanie raportu w tej sprawie znanej międzynarodowej agencji detektywistycznej Kroll, która przygotowała dokument dotyczący wycieku pieniędzy. Jego głównym negatywnym bohaterem stał się 28-letni Ilan Shor, biznesmen, burmistrz Orgiejowa w środkowej części kraju i jeden z najbogatszych ludzi w Mołdawii. Wraz ze znajomymi miał on przejąć trzy największe banki w Mołdawii, aby następnie udzielać kredytów spółkom Shora, zarejestrowanym głównie na terenie Wielkiej Brytanii i Hong Kongu. Pozostała część pieniędzy miała natomiast trafić na konta bankowe podstawionych osób znajdujące się na terytorium Łotwy.

Shor nie przyznał się jednak do winy, twierdząc że banki były zadłużone jeszcze przed ich prywatyzacją z powodu źle udzielanych kredytów. Ostatecznie na początku maja ub.r. umieszczono go w 30-dniowym areszcie domowym. Dużo poważniejsze zarzuty postawiono Vladowi Filatowi, premierowi Mołdawii od września 2009 do kwietnia 2013 r., który 15 października został pozbawiony immunitetu poselskiego i aresztowany przez policjantów i agentów Narodowego Centrum Antykorupcyjnego (wzorowanego na podobnej instytucji działającej w Rumunii) w budynku parlamentu, a następnie przewieziony do prokuratury. Prokurator generalny miał bowiem zgromadzić dowody potwierdzające udział Filata w procederze wyprowadzenia blisko miliarda dolarów. Były szef rządu miał otrzymać blisko 250 mln dolarów od wspomnianego Shora i nadużyć władzy poprzez akceptowanie działań dotyczących mołdawskiego systemu bankowego.

Ożywiona opozycja

Choć Mołdawia nigdy nie była wolna od politycznych sporów, a proeuropejska koalicja rządząca tym krajem od dawna miała śladowe poparcie społeczne, wydarzenia związane z systemem bankowym spowodowały znaczące ożywienie aktywności opozycji oraz mołdawskiego społeczeństwa obywatelskiego. Jeszcze pod koniec marca ub.r. na ulicach Kiszyniowa pojawili się rolnicy protestujący przeciwko podwyżce podatku VAT, jednak to protest w dniu 5 kwietnia, po ujawnieniu informacji o wyprowadzeniu miliarda dolarów, zgromadził na ulicach mołdawskiej stolicy kilkanaście tysięcy osób. Niecały miesiąc później zorganizowano jeszcze większą demonstrację, którą wsparło blisko 30 tys. Mołdawian protestujących przeciwko kryzysowi finansów oraz zbyt powolnej integracji ze strukturami Unii Europejskiej. Największa manifestacja od czasu niepodległościowych protestów z początku lat 90. XX w. odbyła się jednak 6 września ub.r., kiedy wedle różnych szacunków w Kiszyniowie pojawiło się od 40 do 100 tys. ludzi. Domagali się oni przedterminowych wyborów, ustąpienia prezydenta Timoftiego oraz szefów najważniejszych państwowych instytucji. Protest zakończył się zamieszkami z policją i próbą wdarcia się do budynku Prokuratury Generalnej. Ogółem opisane wyżej manifestacje spowodowały dymisję dwóch liberalnych premierów, a więc Chirila Gaburiciego oraz Valeriu Streleța.

Wraz z wybuchem społecznego niezadowolenia powstała platforma obywatelska „Godność i Prawda” (Partidul Platforma Demnitate şi Adevăr, PPDA), która w grudniu ub.r. została oficjalnie zarejestrowana jako partia grupująca osoby o poglądach centrowych i centroprawicowych. Na jej czele stanęli znani obrońcy praw człowieka i bracia Andrei i Vasile Năstase oraz prozachodni analityk polityczny Igor Boţan. Ugrupowanie ma charakter populistyczny, wzywający przede wszystkim do odcięcia oligarchów od mołdawskiej polityki, a także do dalszej integracji ze strukturami zachodnimi. Jednocześnie członkowie nowego ruchu rozbili już na jesieni miasteczko namiotowe pod parlamentem. Obok znajduje się jednak konkurencyjna inicjatywa, która jedynie pobieżnie ma podobne cele dotyczące polityki wewnętrznej, jednak opowiada się za zdecydowanym przeorientowaniem polityki zagranicznej Mołdawii. Duże protesty przeciwko rządom liberalnej centroprawicy były również udziałem prorosyjskich ugrupowań: Partii Socjalistów Republiki Mołdawii (Partidul Socialiştilor din Republica Moldova, PSRM), Naszej Partii (Partidul Nostru, PN) oraz Komunistycznej Partii Republiki Mołdawii (Partidul Comuniștilor din Republica Moldova, PCRM). Najpopularniejsze z nich, czyli PSRM i PN, często przypisują sobie zresztą efekty części protestów w postaci dymisji wyjątkowo niepopularnych proeuropejskich polityków, co przysparza im popularności wśród mołdawskiego społeczeństwa, zmęczonego działaniami prawicowych ugrupowań.

Ponad prawem

O aferę bankową oraz wsadzenie Filata do aresztu oskarża się najczęściej najbogatszego Mołdawianina czyli Vlada Plahotniuca. Jak duże są jego wpływy najlepiej widać było w styczniu. Choć według badań opinii publicznej Plahotniuc jest najbardziej znienawidzoną postacią w Mołdawii, do której niechęć odczuwa blisko 95 proc. społeczeństwa, proeuropejska koalicja próbowała przeforsować jego kandydaturę na szefa rządu. Na kandydaturę wiceprzewodniczącego Demokratycznej Partii Mołdawii (Partidul Democrat dinMoldova, PDM) nie zgodził się jednak prezydent Timofti, który zapowiedział, iż nie przyjąłby ślubowania Plahotniuca z powodu zapisów ustawy zasadniczej. Powoływał się tu na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2013 r. mówiący o tym, że premierem Mołdawii może być jedynie osoba cechująca się wysokimi standardami uczciwości. Tymczasem Plahotniuc oskarżany jest o sprawowanie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości, systemem bankowym, urzędem antykorupcyjnym oraz sporą częścią polityków, którzy choć również są oligarchami, muszą liczyć się z interesami wiceprzewodniczącego PDM. Należy zresztą zauważyć, iż Plahotniuc popisał się prawdziwą woltą polityczną, ponieważ w lipcu ub.r. złożył swój mandat poselski i wyjechał zagranicę, jednak już w grudniu zapowiedział powrót do polityki. Po tym jak mołdawski prezydent zapowiedział, że nie zaakceptuje oligarchy jako szefa rządu, Plahotniuc desygnował na urząd premiera Pavela Filipa, uważanego za marionetkę w rękach kontrowersyjnego polityka PDM.

O samym Plahotniucu nie wiadomo zbyt wiele, ponieważ nie spotyka się on z wyborcami i stara się nie udzielać wywiadów, a jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2009 r., w których kandydował po raz pierwszy, dziennikarze nie posiadali nawet jednego jego zdjęcia. Według oficjalnej biografii wiceprzewodniczący PDM, urodzony w 1966 r., uzyskał dyplomat technika przemysłu spożywczego w 1991 r., a następnie podjął się pracy specjalisty w Centrum Profilaktyki i Rehabilitacji Chorób Dziecięcych. Potem miał pracować jako ekonomista oraz dyrektor w spółkach zajmujących się ropą naftową, a także zająć się działalnością charytatywną. Według mediów, Plahotniuc w przeszłości był jednak zaangażowany w handel ludźmi i sutenerstwo, a następnie dorobił się na niejasnych interesach finansowych, dla których zagrożeniem byłaby zmiana prawa oraz naprawa wymiaru sprawiedliwości. Poza tym Plahotniuc kontroluje kilka stacji telewizyjnych i radiowych, dzięki czemu jego ugrupowanie w sondażach przekracza jeszcze próg wyborczy.

Fatalny bilans proeuropejskich rządów

Plahotniuc oskarżany jest o to, iż wejście do UE byłoby dla niego nie na rękę, stąd choć przynależy do proeuropejskiego bloku to jego celem wcale nie jest integracja z zachodnimi strukturami. W ostatnich miesiącach mołdawski rząd zajmuje się przede wszystkim oczyszczaniem struktur państwa z ludzi mianowanych przez Liberalno-Demokratyczną Partię Mołdawii (Partidul Liberal Democrat din Moldova, PLDM), która przez lata współpracowała z PDM i współtworzyła wraz z tym ugrupowaniem Sojusz na rzecz Integracji Europejskiej. Aresztowany były premier Filat, który również należał do grupy mołdawskich oligarchów, był jednak głównym konkurentem w interesach Plahotniuca. Obaj politycy przez kilka lat musieli tworzyć koalicję, aby nie dopuścić do władzy ugrupowań prorosyjskich, jednak był to typowo biznesowy układ. Obecnie mołdawski oligarcha po wyeliminowaniu Filata i działaczy PLDM skoncentrował się na pozyskiwaniu poparcia innych polityków, stąd mówi się, iż sprawuje on kontrolę nad koalicjantem PDM czyli Partią Liberalną (Partidul Liberal, PL), a przed paroma miesiącami przekupił część posłów komunistów, którzy w liczbie 14 odeszli z PCRM i poparli gabinet Filata.

Polityczne rozgrywki nie są jedynym elementem rzutującym na prawie siedem lat rządów proeuropejskich ugrupowań. Chodzi przede wszystkim o zawłaszczenie wszystkich stanowisk w państwie, co było najlepiej widać po wyborach parlamentarnych z 2014 r., kiedy nie zdołano odtworzyć koalicji z lat 2010-2014 i postanowiono zyskać poparcie prorosyjskich komunistów. Z tego powodu Mołdawia, znana jako mocno skorumpowany kraj, od czasu przejęcia władzy przez proeuropejskie partie znacząco spadła w korupcyjnych rankingach, tym samym przejadając wielomilionowe dotacje UE mające na celu wspomóc Mołdawian w ich walce z łapówkarstwem. Dodatkowo gabinet Gaburiciego podwyższył ceny gazu i elektryczności, nie przekonał Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego do udzielenia kolejnej pomocy finansowej z powodu braku reform systemu finansowego, natomiast zeszłoroczne wydarzenia związane z wyprowadzeniem pieniędzy z banków spowodowały kryzys gospodarczy. O niskiej stopie życiowej Mołdawian świadczy fakt, iż prawie 17 proc. ludzi mieszka poniżej granicy ubóstwa, natomiast średnia płaca wynosi mniej niż 130 dolarów miesięcznie. Bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie, jednak część osób nie rejestruje się, a spora część Mołdawian już dawno wyjechała zagranicę, głównie w celu podjęcia pracy na budowach w Rosji.

Powrót sojuszników Rosji?

Jednym z niewielu sukcesów proeuropejskich partii jest zniesienie wiz dla Mołdawian przez kraje strefy Schengen, co nie oznacza jednak otwarcia zachodnich rynków pracy dla młodych mieszkańców tego kraju. Dlatego też osoby niewidzące perspektyw w Mołdawii wyjeżdżają do Rosji, dzięki czemu mogą wysyłać pieniądze do kraju i spoglądają pozytywnie na perspektywą integracji z tym krajem. Po aferach z udziałem proeuropejskiej prawicy poparcie dla członkostwa w UE znacząco spadło. W 2007 r. za tą ewentualnością opowiadało się 78 proc. badanych, natomiast w sondażu z kwietnia 2015 r. odsetek ten spadł do jedynie 32 proc. Jednocześnie wzrosło poparcie dla ugrupowań opowiadających się za współpracą z Rosją i cieszących się wsparciem Moskwy. W najnowszym sondażu PSRM, PCRM oraz PN cieszą się w sumie poparciem 43 proc. Mołdawian, natomiast proeuropejski ruch „Godność i Prawda” może liczyć na głosy 16 proc. społeczeństwa. Obecną koalicję rządową PDM i PL wspiera zaledwie 13 proc. obywateli, a rozbite PLDM nie przekroczyłoby progu wyborczego.

Najbliższym sprawdzianem poparcia dla mołdawskiej sceny politycznej będą wybory prezydenckie, które odbędą się 30 października. Ich rozpisanie jest wynikiem decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował zmiany z 2000 r. zmieniające tryb wyboru głowy państwa z bezpośredniego na pośredni.

Marcin Ursyński

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz