1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. PolakNieTutejszy
    PolakNieTutejszy :

    “O śmiechu do płaczu droga niedaleka” – przysłowie polskie.
    Początek XVII w. zapowiadał się wspaniale, i (na pozór) nic nie zapowiadało bliskiej katastrofy. W Rzeczypospolitej panował od kilkunastu lat Zygmunt III Waza, mistrz bajeru i samouwielbienia, popierany przez potęgę propagandową jezuitów.
    Były jeszcze spektakularne zwycięstwa armii:
    * Tryumf Chodkiewicza pod Kirholmem (1605),
    * Zwycięstwo Żółkiewskiego pod Kłuszynem (lipiec 1610) i wjazd Żółkiewskiego do Moskwy (sierpień 1610),
    * Rozejm w Dywilinie (1618),
    * Zwycięstwo (o włos) nad Turkami pod Chocimiem (1621)
    Ale… państwo toczyła niewidzialna choroba. Szlachta czuła się zdradzona przez króla, gdy dowiedziała się, że Zygmunt obiecał polską koronę Habsburgom w zamian za pomoc w uzyskaniu dla siebie korony szwedzkiej. Tiaaa, Szwecja… jedyna prawdziwa miłość i obsesja Zygmunta i Władysława Wazów.
    Ale tymczasem orkiestra grała na Tytaniku, mimo że gdzieś głęboko pod pokładem szalał już pożar. Agenci moskiewscy i z patriarchatu z Konstantynopola buntowali Kozaków. Anglicy odzyskali panowanie nad Moskwą. Za zachodnia granicą trwała wojna trzydziestoletnia, prowadzona głównie siłami najemników, także i Kozaków.
    Jeszcze nikt się nie spodziewał, że za ok. 30 lat Ukraina spłynie krwią, Szwecja splądruje cały kraj, Moskwa rozszarpie Litwę, a wojska siedmiogrodzkie Rakoczego dotrą aż do Warszawy próbując dokonać rozbioru RP.
    A na zamku w Warszawie tymczasem trwał chocholi taniec, krul Zygmuś krulował ze swojom świtom i jak wspomniał kronikarz “głośne puszczał bąki”.
    Jakieś analogie do współczesności?