Przez niepodległą Polskę do Polski Mocarstwowej.

Od morza do morza – to hasło, któremu urągali Moskale, obrusitiele[1], panslawiści[2], endecy, nacjonaliści, socjaliści, któremu urągał Świętochowski, gdy był pozytywistą, Róża Luksemburg, z którego wyśmiewał się każdy, jak z zatęchłej kontuszowej, zacofanej, barokowej, śmiesznej, papuziej myśli staropolskiej. „Od morza do morza” a więc synonim polskiej bezmyślności, polskiej aberracji, polskiego obskurantyzmu, polskiej łatwości w rzucaniu frazesów, urągających zdrowemu sensowi.

„Od morza do morza”, a więc o czym mówiono z kiwaniem złowrogo głową, jak o tym, że Polacy ideologię swą czerpią z dna szlacheckiego kieliszka wódki.

Ale gdy obchodzi się dziesięciolecie cudu zmartwychwstania, gdy się okazało, że niema tego żelaza, którego nie zdruzgocze wiara i miłość i geniusz…

Dziś po nowemu, po młodemu, aby państwu i młodym pokoleniom najszersze otworzyć horyzonty, aby śnić o czym miały…

Od morza do morza!

UNDO

Wiek XVII dał nam system polityki ukraińskiej. Umowa perejasławska, ugoda hadziacka i pokój andruszowski[3] wyczerpują ten system. Perejasław to całkowite poddanie całej Ukrainy Rosji. Protestuje przeciw temu wtedy najjaskrawiej właśnie schizmatyckie, prawosławne duchowieństwo. Ugoda hadziacka to związanie losów całej Ukrainy z państwem polsko-litewskim. Pokój andruszowski to podział Ukrainy na dwie połowy dla zmoskwiczenia jednej tej części, dla polonizacji części drugiej. Traktat andruszowski przetłumaczony na język XX stulecia nazywa się „programem politycznym Stanisława Grabskiego”.

Prócz tych trzech kapitalnych rozwiązań kwestii ukraińskiej: Polska, Moskwa, podział między Polską a Moskwą, XVII wiek pozostawił próby innych jeszcze już bardziej egzotycznych, pozasłowiańskich rozwiązań. Była to współpraca z „Chanem Jegomością”, albo też poddanie się Sułtanowi. Jakkolwiek Krym był lennikiem Turcji, to jednak orientacja turecka kozaków godziła często właśnie w Tatarów. Bohdan Chmielnicki był takim Bismarckiem swoich czasów, w tym przynajmniej, że jak Bismarck potrafił być kuglarzem, grającym pięciu kulami naraz.

Chmielnicki to postać wielkiego talentu. Był może mniejszy niż Bismarck, ale nie był to ukraiński Witos, tylko człowiek myślący perspektywami męża stanu. Syn jego i reprezentant państwowo-dynastycznej idei ukraińskiej, Jureczek Chmielnicki pozbawiony talentu i elastyczności ojca poszedł na orientację turecką i został z rozkazu Padyszacha ścięty w Kamieńcu Podolskim, na skutek zatargu, który ten quasi monarcha miał z dostarczycielem dziewczyn do sułtańskiego haremu. Koniec ukraińskich snów o potędze był więc bardzo smutny skoro się otarł o tego rodzaju instytucje.

Ukraińskie dziśzgadza się zupełnie z tym szablonem polityki ukraińskiej stworzonej w XVII wieku. Panuje nad Ukrainą Perejasław – to jest ta smutna ukraińska rzeczywistość. Perejasław czyli poddanie się Moskwie było to anulowanie dążności do bytu państwowego i narodowego. Rosja Carów nie niosła jednak tak silnej zagłady ukraińskiemu separatyzmowi jak Bolszewia. U nas każdy najskrajniejszy socjalista rozumie, że wejście Polski do związku sowietów, to zagłada nie tylko państwowej, lecz i narodowej indywidualności. Prawda, że ustrój sowiecki jest liberalniejszy wobec języka ukraińskiego, niż rząd carski. Ale tylko wobec języka. Gdyż poza tym nie może być mowy o kultywowaniu jakiejkolwiek odrębności kulturalnej, narodowej, czy państwowej. Ustrój sowiecki sam w sobie przedstawia tak silną indywidualność, tak jednolitą, ciasną, ściśniętą indywidualność, że wszystko co nie jest w całkowitej niewoli u sowietyzmu, to wszystko na terytorium sowietów zginąć musi. Wobec tego te aspiracje, które podobno miał Mazepa, czy Szewczenko, nigdy, ale to nigdy, nie tylko za Aleksego Michałowicza, ale i za Mikołaja I, nie były w większym niebezpieczeństwie, niż teraz.

Jednakże Perejasławczyli jak mówimy formuła całkowitej zagłady ukraińskiej odrębności nie tylko panuje dziś wszechwładnie i wszechpotężnie nad terytorium Ukrainy, lecz znajduje zwolenników nawet w Polsce. Nasz sejmowy Sel-Rob „Lewica”[4] ukraińska jest tej perejasławskiej orientacji ortodoksalnym wykładnikiem.

Przychodzi teraz ugoda hadziacka, zawarta, lecz niezrealizowana w wieku XVII dzięki oporowi tak polskiego Sejmu, jak zjazdów kozackich. W ogóle współżycie dwóch narodów udawało się w historii tylko za czasów absolutyzmu monarchicznego. Nie znam dziś partii polskiej, która by stała na gruncie ideologii ugody hadziackiej, natomiast na emigracji ukraińskiej polska orientacja posiada dość licznych, jak na emigracyjne i na ukraińskie stosunki, przedstawicieli. Należy tu organizacja p. Liwickiego czyli tzw. rząd ukraińskiej republiki ludowej[5] oparty na inteligencko-radykalnych organizacjach. Po śmierci Petlury w charakterze jakby naczelnika państwa, występuje tu pan Liwicki, za prezesa ministrów uważa się pan Tokarzewski, a ministrem spraw zagranicznych jest prof. Szulgin. Prasa sowietów czyni ciągle zarzuty rządowi polskiemu, że jest w kontakcie z tymi sferami i że ten ruch popiera. Zarzuty te jednak są oparte na imaginacji. Pod względem sprawy ukraińskiej obecna polityka polska stoi najzupełniej lojalnie wobec sowietów na gruncie traktatu ryskiego[6]. Natomiast Ukraińcy p. Tokarzewskiego twierdzą, że polityka polska zniechęca Ukraińców polonofilów nawet na emigracji. Dla scharakteryzowania tej części emigracji należy dodać, że panuje tu duża niechęć i rozgoryczenie do „galicjan” czyli Ukraińców austriackiego autoramentu, wyrosłych i wychowanych w byłej Galicji.

Teraz przejdźmy do jeszcze jednej analogii. Turcji nie ma na świecie takiej, jaka była w XVII w., więc orientacja turecka Jureczka Chmielnickiego przeistoczyła się w orientację niemiecką. Jeszcze w 1918 r. mieliśmy na Ukrainie obok niemieckiej, także austriacką orientację. Symbolem tej ostatniej był arcyksiążę Wilhelm, syn Karola z Żywca, podobno młodzieniec o pewnych zdolnościach politycznych. Ale nie stało Austrii, nie stało i orientacji austriackiej. To jest zupełnie logiczne. Wśród grup, które wyznają dziś orientację niemiecką, najbardziej charakterystyczną jest grupa monarchistyczna, która chce na hetmana gen. Skoropadskiego, byłego suwerena Ukrainy z roku 1918, oficera gwardii cesarsko-rosyjskiej, spokrewnionego ze szlachtą pruską. Ideologiem tej grupy jest p. Wacław Lipiński, Polak i ziemianin ukraiński, były poseł Ukrainy w Wiedniu, pół-historyk, pół-publicysta, coś w rodzaju naszego p. Ludwika Abramowicza, tylko przeniesionego na większą ukraińsko-niemiecką skalę.

Teraz przychodzi, pytanie jakiej orientacji jest najsilniejsza i najbardziej odpowiedzialna organizacja polityczna ukraińska w Polsce, tzw. UNDO, (Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne[7]), które posiada w Sejmie naszym aż 27 przedstawicieli?

Odpowiedź: żadnej.

Czasem ktoś w zapale zarzuci UNDO, że jest bolszewicko-moskiewskiej orientacji. To nieprawda, takie zarzuty można stawiać tylko w podnieceniu. Nie mam dobrze stosunków wschodnio-galicyjskich, lecz więcej uzasadnione wydają mi się pogłoski, że UNDO czasami wpada w orientację niemiecką. Podobno na terenie Ukraińskiej Organizacji Wojskowej[8] kontakt z Niemcami jest rzeczą ustaloną. Ale na ogół UNDO nie sprawia wrażenia, jakoby konsekwentnie i świadomie realizowało fantazje sojuszu z Niemcami. Raczej partie dzielą się na takie, które politykę uprawiają, i na takie, które polityki nie uprawiają. Do ostatnich należy UNDO.

Są nawet duże i liczne partie, które nie uprawiają żadnej polityki, nie mają politycznego programu. Partia Witosa, np. jako program ma odebranie ziemi od większych warsztatów rolnych i oddanie jej wyborcom p. Witosa. Socjaliści głoszą przebudowę całego ustroju gospodarczego i w tej przebudowie własność rolna ma według nich przybrać formę kolektywizmu rolnego. Ale p. Witos chce zostawić nietknięty dzisiejszy ustrój gospodarczy, oparty na kapitalizmie i własności, jego wyborcy przeważnie zębami bronią swej własności nawet od podatków, a tylko pewnemu kołu osób ma być ich własność odebrana, aby zaspokoić wyborców p. Witosa, bez względu na to, że przyniosłoby to szkodę całemu państwu. Taka więc „polityka” polityką nie jest, bo odpowiada takiemu przykładowi: w Wilnie znajduje się kilku ludzi, chcących posiąść biżuterię ze sklepu Perkowskiego. Nie chcąc nocą iść z drągami na ul. Świętojańską, gdzie się ten sklep mieści, grono tych amatorów zechce dojść do swego celu, do „zrealizowania swojej ideologii” przez akt parlamentarny.

Za „politykę” nie mogę uznać ani programu p. Witosa, ani równowartościowego, choć o mniejszej skali, programu amatorów biżuterii.

Za politykę nie mogę też uznać działalności UNDO. Polityka jest dopiero tam, gdzie jest świadomość pewnych celów, świadomość dążącego do tych celów manewru politycznego. Nie ma polityki tam, gdzie są głoszone jakieś hasła romantyczne, a nic się realnego dla nich nie robi i nie ma się nawet żadnej koncepcji, jak je urzeczywistnić. Działalność UNDO to spory z władzami, to demagogiczne odruchy i manifestacje antypolskie, to frazesy antybolszewickie, to tamowanie pracy naszej administracji i szykanowanie jej, to wreszcie działalność oświatowa i agitacja hurrapatriotyczna wśród Rusinów. To wszystko jeszcze polityką nie jest. Prawda, kiedyś działalność naszej endecji za zaborów i działalność różnych czeskich partii za Habsburgów podobny miały charakter. Ale to też nie było jeszcze polityką. W przeciwieństwie wiec do komunistów ukraińskich, którzy prowadzą do zsowietyzowania, a więc i zmoskwiczenia swego kraju, w przeciwieństwie do Liwickiego i Skoropadskiego, UNDO jest to partia, która polityki nie uprawia.

Rex ortodoxus.

Marszałek Piłsudski mówi o „wstydliwych zakątkach historii”. Powiedzmy, że w dziejach są także „centra nerwowe historii”. Centra nerwowe, które szarpią i bolą, gdy się je poruszy, gdy się o nich wspomni. Dla Rosjan takim „centrum nerwowym historii” jest dzień abdykacji Mikołaja II, kiedy to w wagonie restauracyjnym naprzeciw Cesarza siedzieli nieogoleni, brudni Guczkow i Szulgin i tłumaczyli mu potrzebę ustąpienia, a Cesarz patrzył na nich tak jak zwykle, szklistym spojrzeniem liliowych oczu, gdzie wyraz uprzejmości zażenowanej łączył się z wyrazem mistycznego strachu, łączył się z błyskami szaleńczego uporu. Wtedy dla Rosji biły na strasznym zegarze godziny przewrotu, godziny przełomu, godziny graniczne dnia i nocy. Dla Polaka takim dramatycznym skurczem historii są dzieje XVII wieku. Jest analogia pomiędzy tymi dwoma niewspółmiernymi pojęciami historycznymi. Dla Rosji abdykacja ostatniego Cesarza, dla Polski XVII wiek.

W pierwszych dniach rewolucji rosyjskiej monarchii już nie ma, już umarła, lecz jeszcze w pokoju stoi jej trumna, jeszcze się wszystko dzieje naokoło trumny tego nieboszczyka. Jeszcze jego wrażenie, jego wspomnienie ciąży nad obecnymi. W XVII wieku moc Polski już nie istnieje. Budowana przez dwie dynastie moc ta padła pod ciosami doktryny republikańskiej. Ale przez cały wiek XVII żyje jeszcze wspomnienie tej mocy Polski, żyje jeszcze psychika wielkomocarstwowa, aż się rozpadnie, rozlezie, za panowania Augusta II. Wiek XVII, a więc ostatnie sto lat życia dawnej Polski, gdy polityka polska była w ofensywie. Potem przyjdzie wiek XVIII – defensywa polskiego państwa, i wiek XIX – defensywa polskiego, już nie państwa, lecz tylko narodu, zgromadzonego koło wyblakłej idei polskiego państwa. Aż wreszcie Piłsudski po raz pierwszy od tylu lat znów zaimprowizuje ofensywę polskiego państwa, znów w Dnieprze napoi konie swojego wojska.

Dwie koncepcje polskiej polityki posiądzie ten dramatyczny dla nas wiek XVII, ostatni wiek polskiej ofensywy politycznej. Koncepcja pierwsza to Zygmunt III–Żółkiewski, koncepcja druga to Władysław IV–Ossoliński. Obie koncepcje szły w kierunku rozwalenia jedności rosyjskiej wielko- i mało-Rosji. Ukraińska koncepcja Władysława załamała się o tępy opór ówczesnej endecji. Oswobodzenie południowej słowiańszczyzny toż to plan skradziony Ossolińskiemu z XVII wieku przez Katarzynę II, przez Romanowów XIX w. Polska, Ukraina, Bałkan – szeroko dla lotu zrywał skrzydła orzeł Władysława IV.

Ale zapominamy często, że nie tylko przez Ukrainę rozbijała Polska groźne, straszne dla swojej niepodległości widmo wielikoj i małoj Rusi samodzierżawia. Na początku XVII w. gdy Żółkiewski tworzył sekundogeniturę tronu polskiego w Moskwie – Polska przystępowała do tego zadania od tamtej, wielkorosyjskiej strony. Znamy w dziejach polskich nie tylko ofensywę na Kijów, lecz i ofensywę na Moskwę.

Historycy są zgodni, że plan Żółkiewskiego nie udał się, gdyż przeszkodziła temu krótkowzroczna polityka Zygmunta III. Względy dynastyczne ustępowały u tego, jednego z najgorszych naszych królów, względom czysto osobistym. Względy państwowe względom wyznaniowym. Do tego drugiego sądu historyków wnieśmy swoją poprawkę. Nie polityka wyznaniowa przezwyciężyła u Zygmunta III względy państwowe, lecz krótkowzrocznapolityka wyznaniowa Zygmunta III zniweczyła te korzyści, które z wykonania planów Żółkiewskiego osiągnęłoby nie tylko państwo polsko-litewskie, lecz i Kościół rzymski. Zygmunt III przegrał sprawę, gdyż obudził podejrzenie, że chce być prześladowcą Cerkwi prawosławnej. A z czyjej strony rozległa się później najostrzejsza krytyka Zygmunta III-go? Właśnie ze strony Jezuitów. O.o. Jezuici uważali i uważają, że polityka Zygmunta III obcesowa, ostra, gruboskórna była polityką zgubną. A dla Polski po dziś dzień nazwisko Żółkiewskiego brzmi tragicznie właśnie z powodu wielkich jego planów zmarnotrawionych przez króla niedorosłego do zadań.

W kilkadziesiąt lat później kijowski metropolita prawosławny, schizmatycki Kossów będzie bronił swej wierności dla Polski. Ale na sprawie Cerkwi prawosławnej przegraliśmy dwa razy: koncepcję moskiewską Żółkiewskiego i ukraińską, a z nią bałkańską Władysława IV. A z nami razem tracił i Kościół rzymsko-katolicki swe nadzieje na pojednanie z cerkwią wschodnią.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Fragment pochodzi z książki Kropki nad i. Dziś i jutro, wyd. Universitas, Kraków 2012.

Portal KRESY.PL jest patronem medialnym wydania „Pism wybranych” Stanisława Cata Mackiewicza w krakowskim Universitas.

[link=http://www.universitas.com.pl/katalog/kat_168]

 

[1] Obrusitieli– pol. ruszczyciele (rusyfikatorzy).

[2] Panslawiści – przedstawiciele szerokiego ruchu kulturalno-politycznego, powstałego w I poł. XIX w., opartego na przekonaniu o językowej i kulturalnej wspólnocie narodów słowiańskich, dążącego do ich wyzwolenia i zjednoczenia. Ideę panslawizmu popierała Rosja, widząc w niej instrument realizacji własnych interesów.

[3] Na mocy umowy zawartej 18 stycznia 1654 w Perejasławiu starszyzna kozacka uznała władzę zwierzchnią cara rosyjskiego. 16 września 1658 w Hadziaczu przywódcy kozaccy uznali zwierzchnictwo Rzeczypospolitej, która miała zostać przekształcona w unię Korony, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Księstwa Ruskiego. Rozejm zawarty w Andruszowie 30 stycznia 1667 kończył wojnę Rzeczypospolitej z Rosją, przyznając tej ostatniej m.in. Smoleńsk i całą Ukrainę zadnieprzańską.

[4] Sel-Rob „Lewica” – odłam Ukraińskiego Włościańsko-Robotniczego Zjednoczenia Socjalistycznego, ukraińskiej partii chłopskiej założonej w 1926. Współpracował z komunistami. Podobnie jak Sel-Rob „Prawica” zdelegalizowany przez władze Rzeczypospolitej w 1932.

[5] Rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej na Emigracji – przebywające od 1920 na emigracji władze Ukraińskiej Republiki Ludowej, państwa powołanego w 1918, które nie oparło się agresji sowieckiej. Pozbawione w 1921 uznania międzynarodowego, które przyznano Ukraińskiej SRR, władze URL działały do 1992.

[6] Traktat ryski – traktat pokojowy kończący wojnę polsko-bolszewicką, zawarty 18 marca 1921.

[7] Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne (UNDO) – największa legalna partia mniejszości ukraińskiej działająca na terenie II Rzeczypospolitej (1925-39). W latach 1928-39 posiadała przedstawicieli w parlamencie.

[8] Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO) – działająca od 1920 organizacja wojskowa nacjonalistów ukraińskich, odpowiedzialna za szereg aktów sabotażu i zamachów politycznych. W 1929 weszła w skład Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz