„W tejże utarczce, między inszymi, zdarzył się pamiętny czyn mnichowi franciszkaninowi, który przy wojsku blisko księcia pana hetmana [Krzysztofa Radziwiłła] jechał. Skoczył do niego rajtar jeden z pistoletem, wystrzelił i chybił. Franciszkan, iż do załebku serce i broń miał gotową, pałaszem tak rajtara żegnać począł, że mu prawą rękę z uchem aż do gardziela odwalił.”

W latach 1670–1672 przebywał w Polsce fryzyjski podróżnik Ulryk Werdun. Jego opisy kraju i ludzi są niezmiernie interesującym świadectwem tamtych czasów. Polecając wydaną niedawno całość[1], podam poniżej kilka, odnoszących się do Lwowa, ciekawostek.

Wojowniczy mnisi

„Reuschen-Lemberg, po polsku Lwów, po łacinie Leopolis, jest stolicą województwa i prowincji Małej czyli Czarnej Rusi”[2] – zaczął swój opis miasta Werdun. Uważał, iż „miasto jest bardzo ludne”[3]. Dodać tu trzeba, że w przeciwieństwie do np. Krakowa, czy Warszawy, Lwów był niezdobyty przez cały XVII wiek. W drugiej połowie tego stulecia był drugim najludniejszym miastem Królestwa Polskiego. Jedynie Gdańsk przewyższał go swą wielkością i zamożnością.

Klasztor lwowskich Bernardynów. Fragment panoramy Lwowa z drugiej połowy XVIII w. autorstwa Zygmunt Rozwadowskiego i Stanisława Janowskiego z 1928 roku.

Wymieniając warte uwagi budowle, Werdum zauważył:

„Pomiędzy wszystkimi jednak, kamiennymi czy drewnianymi kościołami czy klasztorami, we Lwowie i w otoczeniu, jako i wszystkimi innymi tutejszymi budowlami żadna nie może się równać z klasztorem Franciszkanów [franciszkanów obserwantów], zwanych zwykle Bernardynami. Klasztor ten leży w południowo-wschodniej stronie miasta, pod zamkiem, na przedmieściu. Otoczony jest niezwykle grubymi murami z kamiennymi bastionami, a wewnątrz ozdobiony wielkim, ciężkim kościołem. Wreszcie jest tak zaopatrzony działami i innymi zapasami, że mógłby się dłużej bronić niż zamek lub miasto. Zakonnicy w tym klasztorze pochodzą z najznakomitszych rodów polskiej szlachty, którzy po większej części wszyscy w młodości służyli w polu, a kiedy zmierzili sobie wreszcie świat, używszy go do syta, udają się tu na spoczynek, a mimo to i wtedy jeszcze nieraz prowadzą tu życie niekoniecznie najczystsze.”[4]

Epitafium z 1680 roku Stanisława Wyżyckiego h. Osmoróg (1614-1680), chorążego kijowskiego, porucznika husarskiego. Wsławił się między innymi w szarży pod Kutyszczami, gdzie około 140 husarzy rozbiło kilkanaście razy liczniejszych Moskwicinów[5] i Kozaków. (Dawny kościół bernardynów we Lwowie. Fot. Radosław Szleszyński)

I faktycznie lwowscy bernardyni, dzielnie bronili miasta w czasie oblężeń 1648, 1655, czy 1672 roku. Co ciekawe, zakon franciszkanów obserwantów słynął z tego, że z jego to szeregów pochodziło mnóstwo kapelanów wojskowych, „najchętniej bowiem i najwytrwalej dzielili trudy obozowego życia i zawsze ubodzy przestający na najskromniejszych potrzebach życia byli miłowani przez ziemian, rycerstwo”[6]. O wyczynach jednego z nich w bitwie ze Szwedami pod Poswolem, którą stoczono 29 września 1625 roku, zachowała się godna pamięci wzmianka:

„W tejże utarczce, między inszymi, zdarzył się pamiętny czyn mnichowi franciszkaninowi, który przy wojsku blisko księcia pana hetmana [Krzysztofa Radziwiłła] jechał. Skoczył do niego rajtar jeden z pistoletem, wystrzelił i chybił. Franciszkan, iż do załebku serce i broń miał gotową, pałaszem tak rajtara żegnać począł, że mu prawą rękę z uchem aż do gardziela odwalił.”[7]

Uczciwie przyznać jednak trzeba, że i w innych zakonach zdarzali się prawdziwi mnisi-wojownicy. Nikt chyba nie przebije jezuity, księdza Muchowieckiego, który w trakcie oblężenia Zbaraża w 1649 wsławił się jako strzelec wyborowy:

„Z tej baszty strzelał najwięcej jezuita ksiądz Muchowiecki, nasz Ukrainiec[8] z kolegium peryjasławskiego, który i dobrym strzelcem jest, i miał wileńską guldynkę prawie dobrą; tak że ich [Kozaków i Tatarów] 215 przez to oblężenie, jako się wszyscy zgadzali, ubił ten ksiądz z swojej ruśnice.”[9]

Najbardziej zmysłowe niewiasty na świecie

Nie tylko świątynie interesowały Werduma. Charakteryzował też ludzi, których widział. O Polakach między innymi zanotował:

„W ogóle co do budowy ciała Polacy są silni, dłudzy [wysocy], a przy tym ogorzali i grubawi, a choć nigdzie pewnie nie wychowują dzieci więcej nieuważnie, to jednak rzadko kogo znajdziesz w Polsce, któremu by z natury czegoś brakowało lub który by był kulawy. Na zręczności rozumu także im nie zbywa. Są jednak lekkomyślni i zmienni i zbytecznie oddani różnym rozpustom.”[10]

Werdum starał się być obiektywnym sprawozdawcą widzianych przez siebie ludzi i miejsc. Chwaląc jedne (na przykład zdumiewała go powszechna znajomość łaciny w Polsce i to nawet przez chłopów[11]), potępiał inne zjawiska, czy obyczaje. Co do jednego nie miał jednak wątpliwości:

„Największe pieszczoty w słowach i gestach znajdziesz na Rusi, zwłaszcza u kobiet, do czego przyczynia się także ruski język, którego akcent nie jest tak twardy jak polski. Dlatego sami Polacy mówią, że we Lwowie mieszkają tak piękne, delikatne i zwodnicze niewiasty, jak zresztą nigdzie na całej kuli ziemskiej. Spotkałem tam sam dzielną kobietę, która, kiedym chciał coś kupić od niej, umiała mi powiedzieć zręczny komplement w łacińskim języku i umiała się wyrażać w bardzo pochlebnych wyrazach.”[12]

Werdun nie był zresztą osamotniony w swej opinii. Cudzoziemcom tak w XVII wieku, jak i później, Polki bardzo się podobały. Na przykład Karol Henryk Heyking w XVIII wieku pisał:

„Kobiety polskie w ogólności wyróżniają się pięknością i wdziękiem, wprawiając w zachwyt cudzoziemców. Wszystkie prawie mówią biegle po francusku i niemiecku, często również po angielsku i włosku, uprawiają muzykę, śpiew i malarstwo.”[13]

A niektóre Polki zdobywały swą urodą międzynarodową sławę.


Zofia z Czartoryskich Zamoyska. Sławna piękność końca XVIII wieku.

Żydzi i Ormianie

Lwów był miastem wielu narodów i religii. Zamieszkiwali go również liczni Żydzi i Ormianie. Werdun porównał jednych do drugich:

„Zresztą trzymają się [Ormianie] z dala od Polaków i innych narodów i religii, prawie zupełnie na podobieństwo Żydów, są jednak [Ormianie] tak szlachetni i dumni, jak tamci [Żydzi] nędzni i służalczy. Można ich [Ormian] równie łatwo odróżnić od wszystkich innych ludzi po ich krewkiej i ciemnej twarzy, z wypukłymi bezczelnymi oczami, jak Żydów niezwłocznie po ich bladej głupowatej twarzy. [Ormianie] Niełatwo kojarzą się małżeństwem z obcymi, niepochodzącymi z ich narodowości. Zarazem są największymi i najbardziej przebiegłymi kupcami, jakich można znaleźć.”[14]

Piękny arsenał

W owym czasie Lwów cieszył się również dobrze wyposażonym arsenałem, o czym nie omieszkał wspomnieć fryzyjczyk:

„Znajduje się we Lwowie także piękny arsenał, który wybudował król Władysław IV z łamanego i ciosanego kamienia.”[15]

Arsenał ten istnieje do dziś. Zamieniony w muzeum, jest jedną z największych atrakcji miasta. Eksponowane są w nim między innymi zbroje husarskie.


Za panowania Władysława IV króla polskiego i szwedzkiego, wielkiego księcia litewskiego, ruskiego, pruskiego etc. posąg ten św. Michała przez generała artylerii Pawła Grodzickiego kosztem Rzeczypospolitej w r. 1643 z metalu odlany i niegdyś na arsenale osadzony, następnie z zaniedbania wydobyty kosztem miasta Lwowa odrestaurowany i ustawiony w r. 1873. (Fragment ekspozycji muzeum „Arsenał” we Lwowie; fot. Radosław Szleszyński)

Werdum nie przeceniał jednak możliwości obronnych miasta. Uważał, że o ile ilość dział była dostateczna, o tyle fortyfikacje były „zniszczone i nieregularne”, a samo położenie miasta niezbyt korzystne dla obrońców. Niedługo po wizycie tego podróżnika we Lwowie przyszło mu kolejny raz stanąć w obliczu nieprzyjaciela. W roku 1672 oblegli je Turcy. Jednak i z tej próby miasto wyszło obronną ręką. Padło dopiero w roku 1704. Pierwszy raz od średniowiecza Lwów został zdobyty. I to nie przez Kozaków, Tatarów, Moskali, czy Turków, którzy tego próbowali w XVII w., ale przez najeźdźców z dalekiej północy – Szwedów. Tak skończył się okres świetności miasta, sławnego na całą Rzeczpospolitą pięknymi kobietami oraz dzielnymi mnichami. Miasta, które w 1658 roku uzyskało tytuł „Semper Fidelis” (zawsze wierne) i które w tym samym 1658 roku, w uznaniu jego olbrzymich zasług, nobilitowano.

dr Radosław Sikora

__________________________

Przypisy:

[1] Ulryk Werdum, Dziennik podróży 1670-1672. Dziennik wyprawy wojennej 1671. Wstęp, opracowanie i indeksy Dariusz Milewski. Wilanów 2012.

[2] Tamże, s. 45. O Rusi: Radosław Sikora, Komu służą „ruscy agenci”?

[3] Werdum, Dziennik, s. 48.

[4] Werdum, Dziennik, s. 48.

[5] O tej szarży: Radosław Sikora, Rekordowa szarża? Kutyszcze 26 IX 1660.

[6] Antoni Prochaska, OO. Bernardyni lwowscy. Lwów 1919. s. 13.

[7] Księcia Krzysztofa Radziwiłła hetmana polnego Wielkiego Księstwa Litewskiego sprawy wojenne i polityczne 1621-1632. Paryż 1859. s. 533.

[8] Ukrainiec w owym czasie nie oznaczało narodowości, lecz miejsce zamieszkania (Radosław Sikora, Ukraińska okupacja Krymu? Polska okupacja Ukrainy?) Czyli chodziło o księdza z Ukrainy, co potwierdza dalsza uwaga o „kolegium peryjasławskim”. Ufundował je w 1635 roku Łukasz Żółkiewski, w leżącym w województwie kijowskim Perejasławiu.

[9]Akta Anni 1649 pod Zbarażem Nowym albo raczej diariusz w miesiącu lipcu za regimentu jm. pana Andrzeja Dąmbrowice Firleja kasztelana natenczas bełskiego, jm. pana Stanisława z Brzezia Lanckorońskiego kasztelana kamienieckiego, jm. pana Mikołaja Ostroroga podczaszego koronnego. W: Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich powstania Bohdana Chmielnickiego okresu „Ogniem i Mieczem” (1648-1651). Opr. Mirosław Nagielski. Warszawa 1999. s. 148–149.

[10] Werdum, Dziennik, s. 67.

[11] Tamże, s. 38.

[12] Tamże, s. 68.

[13] Cytat za: Lubomirscy w Wilanowie. Polityka i prywatność. Red. Anna Ekielska. Warszawa 2011. s. 82.

[14] Werdum, Dziennik, s. 47.

[15] Tamże, s. 48.

Lwów – miasto zmysłowych niewiast i wojowniczych mnichów
Oceń ten artykuł

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz