Nigdy nie czułem tak wyraźnie, że Polską rządzą ludzie niedorośli do rządzenia, jak z okazji sprawy Cerkwi prawosławnej.

Obywateli tego wyznania liczyła Polska przeszło trzy miliony. Popi i archijereje[1]byli to ludzie całkowicie zawieszeni w powietrzu. Rosji bolszewickiej obawiali się najwięcej, emigracja rosyjska, do której lgnęły może ich serca, nic im dać nie mogła; owczarnię mieli białoruską lub ukraińską, a ponieważ sami czuli się Moskalami, Rosjanami, więc nawet i ta owczarnia nie dawała im dostatecznego politycznego oparcia. Ich jedynym oparciem była Polska, która ich broniła przed bolszewizmem. Toteż nie było ludzi bardziej wobec Polski lojalnych od duchowieństwa prawosławnego. Myśl „polskiego prawosławia” robiła wśród nich postępy, tylko że jak każda reforma, przeprowadzana w drażliwej i delikatnej dziedzinie asymilacji, wymagała dłuższego czasu. Człowiek, który w dziedzinie asymilacji jednego narodu przez naród inny żąda rezultatów prędkich, doraźnych, jest jak głupie dziecko, które wyrywa małe kwiatki z korzeniami, aby zobaczyć, dlaczego prędzej nie rosną.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia

Tacy byli właśnie nasi władcy. Lojalność cerkwi prawosławnej była tak duża i tak szczera, że tylko cud mógł duchowieństwo prawosławne z tej drogi zawrócić. Tym cudem była głupota naszych władców, istotnie niepospolita. Należy tu zaznaczyć, że polityką cerkiewną nie wiadomo dlaczego zaczęło kierować Ministerstwo Spraw Wojskowych, minister Kasprzycki, który się interesował wszystkim: osuszaniem Polesia, kilimami huculskimi, wszystkim… prócz spraw obrony państwa. Zaczęto od polonizacji cerkiewnego języka liturgicznego. Zamiast „Hospodi Pomiłuj” miano w nabożeństwie mówić „Zlituj się Boże”. „Nie mogę się zgodzić, aby żołnierz polski mógł słuchać innego nabożeństwa prócz polskiego” – powiedział wojewoda pułkownik Bociański delegacji prawosławnych, którzy przyszli do niego z protestem przeciwko polszczeniu sakralnego języka nabożeństwa. „Trzeba było zapytać tego bałwana – powiedziałem tej delegacji, gdy się przede mną przyszła wyżalić – czy uważa Piłsudskiego za żołnierza polskiego, bo Piłsudski, jako katolik, nigdy nie słuchał nabożeństwa po polsku, tylko zawsze po łacinie”. Istotnie żadne wyznanie w Polsce, prócz nieuznanych przez państwo hodurowców[2]i innych sekt, nie słuchało nabożeństwa w języku narodowym: katolicy odprawiali je po łacinie, Żydzi po hebrajsku, Tatarzy po arabsku, a wreszcie – co w tej sprawie było najważniejsze – katolicy grecko-unickiego obrządku w tymże cerkiewno-słowiańskim języku, który z Cerkwi prawosławnej miał być usunięty, bo tak się raptem kilku dorosłym dzieciom zachciało. Wystąpiłem wtedy namiętnie w obronie liturgiki prawosławnej i myślę, że właśnie jako katolika mogło mnie oburzyć to wtrącanie się do czyjegoś nabożeństwa. Składkowski mi za to, już wtedy po raz drugi, zagroził Berezą, a inne sfery zemściły się puszczeniem w obieg oszczerczej plotki, że przeszedłem na prawosławie.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Ale – pisać mi o tym ciężko – na zmianie liturgiki nie poprzestano, wojsko zaczęło przymusowo nawracać prawosławnych na katolicyzm i nawet palić niektóre cerkwie prawosławne, uznane za zbędne. Te dzikie, głupie i nikczemne wybryki wyrządziły niesłychaną szkodę naszemu państwu, a były przecież absolutnie niczym nieuzasadnione, ponieważ – jak powiedziałem – ze wszystkich mniejszości narodowych właśnie koła duchowieństwa prawosławnego były najlojalniejsze. Muszę tu podkreślić, że duchowieństwo katolickie stało z dala od tej obłąkanej akcji, i nawet położenie jej kresu zawdzięczamy interwencji sfer katolickich.

Drugą ciężką sprawą była pokryjoma sprzedaż broni polskiej rządowi lewicowej Hiszpanii. Sprzedano jej podobno na kwotę setek milionów złotych. Oficjalna polityka polska sympatyzowała otwarcie z generałem Franco, a społeczeństwo polskie w olbrzymiej swej większości stało po stronie hiszpańskiego ruchu narodowego. Pod tym względem jednolita była opinia Stronnictwa Narodowego, Ozonu, konserwatystów, ONR, a także znakomitej większości włościan polskich. Tylko skrajne frankofilskie grupy z Frontu Morges były cokolwiek innego zdania, ale także nie lubiły zbyt ostentacyjnie tego podkreślać. Jawnym zwolennikiem czerwonej Hiszpanii byli u nas tylko socjaliści i pewne koła żydowskie. I oto ten sam rząd, sympatyzujący z generałem Franco, zaczyna sprzedawać broń czerwonej Hiszpanii za pośrednictwem międzynarodowego agenta tego typu transakcji, niejakiego Czarneckiego. Pewne rewelacje w książce Krywickiego, byłego agenta Stalina, załatwiającego niektóre interesy związane z pomocą dla czerwonej Hiszpanii, wskazywałyby, że sprawa ta miała podłoże łapówkowe. Po sprzedaży starej broni zaczęto sprzedawać nową broń.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

W dziedzinie motoryzacji sam miałem przygodę patetyczną. Oto począwszy już od 1935 roku pisywałem stale artykuły o konieczności motoryzacji, wskazywałem, że przyszła wojna będzie wojną kawaleryjską z motorami zamiast koni, wołałem o przygotowanie naszego przemysłu spirytusowego do potrzeb motoryzacji itd., itd. Byłem zwolennikiem zwiększania taboru samochodowego i skierowywania na razie własnej produkcji samochodowej wyłącznie na potrzeby armii. W jednym z artykułów, pisanym w czasie wojny etiopskiej, użyłem wyrażenia, że polskie cła na samochody mają taki sam sens, jaki miałoby rozporządzenie negusa abisyńskiego, wprowadzające cło na karabiny, ponieważ Addis Abeba nie ma fabryki karabinów abisyńskich. W odpowiedzi na to, w trzech pismach warszawskich, w „Warszawskim Dzienniku Narodowym”, w „Przeglądzie Wieczornym” i w organie Ministerstwa Spraw Wojskowych „Polsce Zbrojnej” ukazały się artykuły używające tego samego frazesu: „Pan Mackiewicz porównywa Polskę do Abisynii” – był to zawsze niestety, u nas popłatny argument hurra-patriotyczny, a jakże płytki w tej dyskusji.

W jakieś dwa lata później przedstawiono mi w Warszawie nowego akwizytora ogłoszeń do naszej gazety, pana K. Ten pan K. powiedział mi przy poznaniu:

– Ale ja kiedyś dużo na panu zarobiłem.

– Jak to zarobił pan?

– Pan coś pisał o motoryzacji.

– Cóż z tego?

– To ja właśnie umieszczałem artykuły w gazetach warszawskich przeciwko panu z ramienia jednej z firm.

Jest to, jak powiedziałem, anegdota patetyczna. Ja, prosty obywatel, zajmuję się sprawami obrony kraju, a organ ministerstwa spraw wojskowych zamieszcza płatne, podkreślam – płatne, artykuły, przesądzające tak ważną dla zagadnień naszej obrony sporną kwestię wyłącznie z punktu widzenia handlowego jakiejś prywatnej firmy przemysłowej.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

W ogóle w kwestii motoryzacji, umowy z Fiatem itd., działy się u nas jakieś rzeczy niezupełnie wyraźne. Inżynier Śmigielski rozsyłał dokumenty rewelacyjne, żądając wytoczenia mu procesu o oszczerstwo, ale procesu nie wytaczano i stosunków tych nie naprawiono.

Kiedy powołując się na zwiększenie sił niemieckich po Anschlussie wołałem o powiększenie naszego budżetu wojskowego przynajmniej o kwotę odpowiadającą wydatkom na trzy dywizje, byłem gromiony przez organ prasowy Ministerstwa Spraw Wojskowych, a pan Miedziński w „Gazecie Polskiej” karcił mnie, twierdząc, że moje wystąpienia są niezgodne z konstytucją, w czym notabene absolutnie nie miał racji.

Stosunki w Polsce wymagały poprawy. Niektórzy ludzie zdobywali się na czyny rozpaczliwe, w rodzaju zbrojnego opanowania przez partię Adama Doboszyńskiego powiatowego miasta Myślenic. Inżynier Doboszyński, krytyk i znawca Chestertona, człowiek o dużej kulturze umysłowej i literackiej, miał widać „duszę dowódcy”, skoro potrafił w czerwcu 1936 roku skierować duży oddział złożony z chłopów na miasteczko Myślenice, rozbroić posterunki policyjne, opanować dom starosty, któremu chciano „przetrzepać skórę”. Potem oddział Doboszyńskiego stoczył w górach walki z policją, sam Doboszyński przeszedł granicę czeską, ale powrócił i ranny dostał się w ręce policji[3]. Sąd przysięgłych raz go uniewinnił, drugi raz prawie uniewinnił. W tych werdyktach ławy przysięgłych odzwierciedlił się stosunek społeczeństwa do rządu, który zbrojny bunt przeciwko rządowi uznał za czyn spowodowany „wyższą koniecznością”. Odpowiedzią ze strony rządu było zniesienie instytucji sądów przysięgłych, tam, gdzie one istniały, tj. w byłym zaborze austriackim.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Inną formą rewolucyjnej reakcji na rządy niedołężne były tak zwane strajki chłopskie. Włościanie, ulegający wpływom Stronnictwa Ludowego, powstrzymywali dowóz żywności do miast. Posterunki Stronnictwa Ludowego zatrzymywały na drodze wozy jadące z żywnością i nakazywały powrót do domu. Wynikały stąd zwady, bójki, nawet morderstwa. Był to ruch rewolucyjny, który mógł się odbić nie tylko na rządzie, ale i na całym państwie, i na niewinnej ludności miejskiej. Toteż Stronnictwo Narodowe było jawnie przeciwne takiej formie zwalczania rządu, a i ludowcy w Poznańskiem wzięli mniejszy udział w tym ruchu. Najsilniej strajk wystąpił w Krakowskiem, gdzie kierownikiem Stronnictwa Ludowego był profesor Kot, który też został aresztowany, pomimo okazania świadectwa lekarskiego.

Specjalny charakter miała sprawa profesora Stanisława Cywińskiego, którą zajął się Front Morges. Cywiński był to typ ideowca, czystego jak kryształ. Był nauczycielem języka polskiego jeszcze za czasów zaboru rosyjskiego, za czasów okupacji niemieckiej prowadził iście bohaterską, heroiczną, wspaniałą pracę w szkolnictwie polskim. Wtedy był piłsudczykiem, ale za czasów niepodległości zmienił przekonania, a od zamachu majowego zaczął nienawidzić Piłsudskiego. Był to człowiek nerwowo wyczerpany i słabego zdrowia, przeszło pięćdziesięcioletni, ale wyglądający starzej. Melchior Wańkowicz w jednej ze swoich książek wspomniał na stronie dwudziestej drugiej, że Piłsudski powiedział kiedyś, iż Polska jest jak obwarzanek, wszystko co jest naokoło jest coś warte, a środek najmniej. Traf zdarzył, że profesor Cywiński, pisujący w narodowym „Dzienniku Wileńskim”, polemizował ze mną na podobny temat. Czytając więc książkę Wańkowicza, zanotował sobie na kartce osobnej: „Strona 22”, wyraz „obwarzanek” i dopisał obok mój pseudonim dziennikarski „Cat” – przynajmniej tak zeznawał w sądzie – i potem napisał w artykule sprawozdawczym o książce Wańkowicza, że „Polska nie jest jak obwarzanek, jak to mawiał pewien kabotyn” i przy tym zdaniu jeszcze dodał w nawiasie: „Stronica 22”. Pozory więc były silne, że miał na myśli Piłsudskiego, chociaż go nie wymienił – ja gotów jestem raczej tłumaczeniu się profesora Cywińskiego uwierzyć, albowiem był to człowiek niezdolny do kłamstwa. Jeśli skłamał w sądzie, to na pewno pierwszy raz w życiu. Na artykuł Cywińskiego z wyrazem „kabotyn”, nikt pierwotnie nie zwrócił uwagi, ale dopiero naprawiacki „Naród i Państwo” wystąpił z denuncjatorskim artykułem, twierdząc, że Cywiński obraził zmarłego Marszałka wyrazem „kabotyn”. Wtedy generał Dąb-Biernacki, zamieszkujący jako inspektor armii w Wilnie, nakazał oficerom pobicie Cywińskiego i redakcji „Dziennika Wileńskiego”. Oficerowie przyszli do mieszkania profesora Cywińskiego i pobili go nieludzko w oczach jego żony i małej córeczki, potem udali się do redakcji „Dziennika Wileńskiego”, gdzie pobili równie zacnego człowieka, redaktora Aleksandra Zwierzyńskiego, byłego wicemarszałka sejmu, i część personelu redakcyjnego. Władze cywilne zjawiły się, podziękowały oficerom i aresztowały Cywińskiego i redaktorów Zwierzyńskiego i Federowicza.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Jakkolwiek byłem piłsudczykiem i prócz tego oświadczenie Cywińskiego, że nazwał mnie kabotynem nie mogło mi być przyjemne, jak najgoręcej wystąpiłem w jego obronie, pamiętając o pięknym i bohaterskim przebiegu jego życia. Sprawa ta odbiła się głośnym echem. Młodzież uniwersytecka w Wilnie urządziła demonstracje uliczne, wołając: „Precz z bandytami w mundurach oficerskich!” Aresztowano wtedy adwokata Kownackiego oraz studentów Świerzewskiego i Łochtina – wszyscy trzej należeli do Stronnictwa Narodowego – i odesłano do Berezy, w której przebywali miesiąc.

Broniło przed sądem Cywińskiego kilkunastu adwokatów z mecenasem Szurlejem i profesorem Glaserem, sympatykami Frontu Morges, na czele. Skazany został w pierwszej instancji na trzy lata za znieważenie Piłsudskiego.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Fragment pochodzi z książki Historia Polski od 11 listopada 1918 do 17 września 1939, wyd. Universitas, Kraków 2012.

Portal KRESY.PL jest patronem medialnym wydania „Pism wybranych” Stanisława Cata Mackiewicza w krakowskim Universitas.


[1]Archirej, archijerej – w Kościele prawosławnym tytuł wyższych duchownych (patriarchów, arcybiskupów, biskupów).

[2]Hodurowcy – wyznawcy Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego; nazwa pochodzi od biskupa Franciszka Hodura.

[3]Marszowi na Myślenice (22–23 czerwca 1936) towarzyszyły hasła antysemickie; w mieście podpalono synagogę i zniszczono kilkanaście sklepów żydowskich.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
Czytaj kolejny artykuł
1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. vanderbrook
    vanderbrook :

    Mial Cat Mackiewicz racje. Zmotoryzowane sily zbrojne niemieckie pokonaly niezmotoryzowanie sily zbrojne polskie w 1939 r.Glupota rzadzacych te pozostla. w Kijowie powstal rzad faszystowski z ideologia,ktoerej czescia sa terytorialne zadania wobec Polski. Roszczenia te za czescia tradycji politycznej OUN wyznawanej przez ten rzad. Polscy politycy jecdzili ko Kijowa by faszystow popierac. Polityk Kaczynski i dzialaczaka Romaszewska wywrzaskiwali hasla UPA. Kaczynski robil to na tle sztandaru UPA – mordercow 200,000 Polakow. Sikorski ich popieral. Podlizuja sie faszystom, lecza ich bojowkarzy i pomagaja w stworzeniu w Polsce sil terrorystycznych wroga przez sprowadzanei do Polski tysiecy studentow ukrainskich. Gdy na tych lamach wskazalem,ze dzialania faszystow ukrainksich przeciwko Polsce najprawdopodbniej przyjma forme akcji terrorystycznych (wojny asymetrycznej) niektorzy goscie na forum jeli narzekac, ze 'strasze’ i ze jestem 'agentem’ lub 'wiadomo kim’ poniewaz wskazalem,ze faszyzm ukrainski jest wspolnym wrogiem takze Bialorusinow i Rosjan. Jest polityczna glupota wystepowac i dzialac w tej sprawie przeciwko Rosji gdy wszystkie panstwa oscienne za przez tego samego wroga – odrodzony wojujacy faszyzm ukrainski zagrozone. Jest tez przyklad odmiennej i madrej reakcji na wydarzenia ukrainskie: postepowanie politykow wegierskich. Po przeczytaniu tego swietnego arykulu widac, ze pod wzgledem glupoty i krotkowzrocznosci politycznej nie zmienilo sie w Polsce nic.