W jaki sposób inkubator działaczy partii rządzącej przemienił się w zbieraninę politycznych gastarbeiterów. Wnioski z pierwszej “pięciolatki” “Młodej Gwardii”, młodzieżówki “Jednej Rosji”.
„Młoda Gwardia Jednej Rosji”, która została utworzona nie tylko jako środek walki ulicznej ze zmorą “pomarańczowej” rewolucji, ale także jako inkubator przyszłych działaczy partyjnych, służy obecnie jako źródło niskowykwalifikowanej politycznej siły roboczej. Najdziwniejsze jest to, że to w zupełności zadowala zarówno jej twórców, jak i samą „Jedną Rosję”.
W tym miesiącu „Młoda Gwardia” obchodzi jubileusz – piątą rocznicę pierwszej założycielskiej konferencji. “Młoda Gwardia” obchodzi pięciolecie swojej działalności, mówiąc delikatnie, w stanie zawieszenia: top-management organizacji został „rozebrany”, jej lider Rusłan Gattarow przesiaduje głównie na obradach Senatu, dostęp do mandatów poselskich jest cały czas ograniczany, a reputacja elitarnego wydziału prokremlowskiej „młodzieży” wśród społeczeństwa jest gorsza niż u ulicznych „naszystów”. Przyczyną są ostatnie skandale z gaszeniem pożarów w fotoshopie[1], niezręczne oświadczenia o szabrownictwie Szewczuka[2] (rzekomo to Bohater Rosji Aleksandr Pegiszow nazwał przekazanie muzykowi gwiazdek zamordowanego kapitana Markowca szabrownictwem, czemu sam Pegiszow zaprzecza) i, rzecz jasna, artykuł na stronie internetowej organizacji, w której młodogwardziści grożą ukaraniem dziennikarza „Kommiersanta” Olega Kaszyna niedługo przed napadem na niego.
O degradacji organizacji otwarcie mówią sami przedstawiciele „Młodej Gwardii”. Wśród rozczarowanych młodogwardzistów pojawiają się apele, by przypomnieć sobie, w jakim celu organizacja pojawiła się scenie politycznej. Na przykład członek centralnego sztabu Wiaczesław Prawdzinski pisze w swoim blogu, że przedstawiciele organizacji już nie formułują planów politycznych (a ciekawe, kiedy to oni je formułowali?), a „walczą o monopol na organizację mitingów”: “Spośród istniejących formalnie 83 oddziałów, realną działalność prowadzi, w najlepszym wypadku 15, które przekształciły się w biura, zajmujące się organizacją społeczno-politycznych mitingów i mobilizowaniem młodzieży na takie czy inne potrzeby partii lub miejscowej administracji”.
W „Młodej Gwardii” oburzają się, że „ktoś tam u góry wybiera nowego lidera, a jeden z najpoważniejszych kandydatów to człowiek, który nie ma nic wspólnego z organizacją”. Mowa o rzeczniku prasowym Borysa Gryzłowa – Timurze Prokopienko. Jednak, jak powiedzieli “Nowej Gaziecie” w Fundacji Efektywnej Polityki i Centralnym Komitecie Wykonawczym partii, za późno się obrażać: Prokopienko został już zaprezentowany pierwszemu zastępcy przewodniczącego administracji prezydenta Władisławowi Surkowowi i spodobał się mu.
Zresztą, problem jest o wiele szerszy niż osobiste preferencje Surkowa. Chodzi o to, że w „Młodej Gwardii”, tak samo jak w „Jednej Rosji” brakuje wyraźnych kryteriów efektywności działania. Chociaż w „starszej” partii są przynajmniej formalne wskaźniki, tak zwane wybory, gdzie można coś porównać i wyciągnąć jakieś wnioski. Poza tym, brak realnego systemu kryteriów jest świadomą taktyką Surkowa i przewodniczącego aparatu rządowego Wiaczesława Wołodina. Przecież jeśli istnieją reguły gry, zwycięstwo z twórcami tych reguł jest osiągalnym zadaniem: można popracować nad tym, by być bardziej efektywnym, silniejszym. Zwycięstwo przestaje być możliwe wtedy, kiedy wszystkie pionki co chwilę poruszają się według innych reguł.
Teraz w „Młodej Gwardii” pojawiają się nawet nieśmiałe głosy, żeby wybrać samodzielnie nowego lidera. Ale wszystkie wezwania do zmian są absolutnie niemożliwe do zrealizowania. „Młoda Gwardia” choruje na tę samą chorobę, co jej rodzicielka – partia “Jedna Rosja”. Obydwie organizacje są tylko narzędziami, a nie podmiotami polityki. Ich miejsce w hierarchii władzy nie może ulec zmianie. Administracja prezydenta wyznacza gubernatorów, którzy zapewnią “Jednej Rosji” niezbędny wynik w wyborach. A zadaniem “Jednej Rosji” jest transmisja decyzji władzy wykonawczej na wszystkie szczeble administracji oraz blokowanie wszelkich inicjatyw opozycji (nawet tej wyhodowanej przez samą władzę dla dekoracji). Oznacza to, że jeśli „Jedna Rosja” jest grupą wsparcia pionu władzy, to „Młoda Gwardia” jest grupą wsparcia grupy wsparcia.
Polityczny rozwój partii władzy i jej młodzieżowego oddziału, w praktyce zatrzymał się pod koniec 2007 roku, kiedy Władimir Putin został kandydatem otwierającym listę “Jednej Rosji” w wyborach do Dumy Państwowej. Jeśli wcześniej partia wątpiła w możliwość poprawienia poprzedniego wyniku, to po dodaniu do notowań partii oszałamiających wtedy notowań prezydenckich, odpadła potrzeba dodatkowych starań. Wcześniej, za dodatkowe 3-5% głosów w wyborach na rzecz „Jednej Rosji”, partia obiecywała oddać młodogwardzistom 20% miejsc na listach. Dokument został podpisany przez sekretarza Prezydium Rady Generalnej Wiaczesława Wołodina w kwietniu 2006 roku. Oczywiście, nikt raczej nie miał zamiaru oddawać młodzieży jedną piątą mandatów, ale był to wygodny sposób na wywalczenie jakichkolwiek miejsc w regionalnych i miejskich parlamentach.
W ostatnim półtoraroczu partia ogłosiła kurs na odmłodzenie kadr i wybór najlepszych, w ramach którego został wprowadzony system prawyborów. Jedak wybór uczestników tak czy inaczej odbywa się według zasad administracyjnych, a system kwotowy został zniesiony. Partyjni funkcjonariusze, przede wszystkim ci pracujący w regionach, starają się nie dopuścić młodych członków „Jednej Rosji” do wyborów, żeby uniknąć konkurencji o wyborcze stanowiska. Na dodatek potem trzeba byłoby dogadywać się z organizacją młodzieżową, zamiast dawać jej wytyczne. Naturalnie, dla wykształconej młodzieży wszystko to jest mało ciekawe.
Niedobór zasobów intelektualnych można też wyjaśnić brakiem realnej walki politycznej i ciekawych idei w samej organizacji. Wiosną na obradach nad ideologią „Młodej Gwardii” była proponowana koncepcja, brzmiąca analogicznie z wezwaniem Miedwiediewa do modernizacji – młodzieży zaproponowano mieć „śmiałe zamiary”. Jednak, według słów anonimowego źródła, na naradzie u Surkowa deputowany Dumy Państwowej Andriej Isajew powiedział, że młodzież nie może mieć śmiałych zamiarów. Śmiałe zamiary w ogóle nie odpowidają konserwatyzmowi Putina, one mogą pociągnąć za sobą zmiany, konflikty. „Cała młodzież podlega ideologicznej obróbce zgodnej z konserwatywną linią Putina” – wyciąga wniosek nasz rozmówca, prosząc, rzecz jasna, by nie podawać jego nazwiska.
Partia nie zrealizowała nawet tych zadań, w których można, a nawet trzeba było, wykorzystać młodzież: utworzenie w Internecie poważnego portalu opiniotwórczego, gdzie byłoby pole do dyskusji. Pozostały funkcje usługowe, takie jak wypełnianie określonych zadań na pikietach oraz kontrpropaganda. Młodogwardziści mają zupełnie znikome znaczenie wyborcze, a czasem nawet szkodzą wynikom: bywa, że niewprawny komunikat prasowy „Młodej Gwardii” powoduje ogólne narastanie protestów, na czym zyskuje opozycja, a także oponenci władzy w regionach. A sytuacja raczej nie zmieni się w najbliższym czasie, gdyż partię czeka ważny etap przejściowy: po odejściu Wiaczesława Wołodina do aparatu rządowego, p.o. sekretarza generalnego Siergiej Niewierow jest zajęty budową partyjnej konstrukcji i nie ma teraz głowy dla “Młodej Gwardii”. Opiekujący się nią obecnie kierownik Centralnego Komitetu Wykonawczego partii „Jedna Rosja” Andriej Worobiow, chociaż i posiada spore zaplecze lobbystyczne, to nie jest odpowiedzialny bezpośrednio za wybory i, co za tym idzie, za awansowanie młodych na wysokie stanowiska.
Dlaczego więc „Młoda Gwardia” wciąż istnieje? Po pierwsze, próby usunięcia „Młodej Gwardii” ze sceny politycznej spowodują, że przejdzie ona do opozycji. Szkoda byłoby tracić politycznych technologów, mających dostęp do informacji – potencjalnych “haków”. Poza tym, jeśli „Młoda Gwardia” zostanie rozwiązana, wybuchnie ogromny skandal. No i ostatni powód: „Jedną Rosją” kieruje wielu byłych członków KPZR. Oni potrzebują komsomolców, nawet mało rozgarniętych, ale oddanych. Odpychające teksty na stronie internetowej „Młodej Gwardii” są bez wątpienia pisane nie tyle dla prania mózgów czytelników, co dla pracodawców – administracji prezydenta. Surkow nie lubi Mironowa? Dwie trzecie dzieł kontrpropagandowych ma na celu oczernienie lidera „Sprawiedliwej Rosji”. Choć zrozumiałe, że podstawowym oponentem “Jednej Rosji” w wyborach jest KPFR. Nie ma tu logiki – najważniejsze, żeby zadowolić przełożonych. I przełożeni są zadowoleni: autor kontrowersyjnego artykułu “Dziennikarze-zdrajcy powinni zostać ukarani!” został awansowany na stanowisko zastępcy redaktora strony internetowej „Młodej Gwardii”, a samej stronie, według naszych informacji, podwojono finansowanie.
Lola Tagajewa
źródło: Nowaja Gazieta
Tłumaczenie: Karolina Filimonova
[2] Mowa o nagonce «Młodej Gwardii” na znanego muzyka rockowego, lidera grupy DDT Jurija Szewczuka. Podstawą nagonki było archiwalne nagranie wideo, w którym Szewczuk rozmawia z rosyjskimi żołnierzami w Czeczeni. Jeden z żołnierzy odcina gwiazdki od munduru zabitego kapitana Markowca i wręcza je muzykowi. Później Szewczuk poświęcił zmarłemu oficerowi jeden ze swoich wierszy (przyp. tłum.)
