Pamiętam, jak kilka lat temu, kiedy zacząłem myśleć o zmianie auta, początkowo byłem przekonany, że najlepszym rozwiązaniem będzie zakup w Polsce. Jednak szybko okazało się, że rynek wtórny w kraju, delikatnie mówiąc, nie rozpieszcza. Ceny wysokie, a stan techniczny wielu ofert pozostawiał sporo do życzenia.
Wtedy właśnie zacząłem poważnie rozważać import samochodu z zagranicy. Słyszałem, że można trafić na prawdziwe perełki, auta w lepszym stanie i często za mniejsze pieniądze. Dziś, już po przejściu całej procedury importowej, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć – to się może opłacić, ale jeśli nie chcesz skończyć z przysłowiową ręką w nocniku, powinieneś być ostrożnym i dobrze się przygotować.
Uważaj na wady ukryte!
Ostrożność jest niezwykle ważna – kusząca wizja tańszego auta z Zachodu szybko może zamienić się w koszmar, jeśli nie będziesz czujny. Największym ryzykiem są niewątpliwie ukryte wady sprowadzanego z zagranicy pojazdu. Lakier może błyszczeć, silnik na wolnych obrotach pracować wręcz idealnie, a cena wydawać się okazją stulecia. Mimo tego pod spodem mogą kryć się poważne problemy – powypadkowa przeszłość z uszkodzeniami naprawionymi przez domorosłego mechanika, sfałszowany licznik kilometrów, zaniedbania serwisowe, czy też prawny bałagan.
Słyszałem o przypadkach, kiedy ludzie sprowadzali auta, które miały tyle wad ukrytych, że koszty napraw przewyższały cenę zakupu. Do tego musisz pamiętać o wszelkiego rodzaju formalnościach – a niestety, biurokracja w naszym państwie nadal ma się świetne. Jedno małe niedopatrzenie, brak jednego dokumentu i rejestracja może się przeciągnąć w nieskończoność, a Ty zostaniesz z autem, którym nie będziesz mógł legalnie jeździć. Jak uniknąć takiej sytuacji? Przede wszystkim skorzystać powinieneś z możliwości, jakie daje numer VIN. Ja sam pamiętam, jak sprawdzałem numer VIN interesującego mnie Forda Mondeo. Sam proces był bardzo szybki i prosty, lecz niestety, po sprawdzeniu numeru VIN Ford okazał się mieć znacznie więcej wad, niż sugerował właściciel. Więcej o tym, dlaczego warto sprawdzić numer VIN w dalszej części artykułu.
Przepisy, dokumenty, akcyza – czyli co Cię czeka
Polska biurokracja, jak zapewne wiesz, ma swoje “uroki”. Co za tym idzie, przy imporcie auta trzeba się przygotować na trochę papierologii. Przede wszystkim, żeby w ogóle móc zarejestrować samochód w Polsce, musi on spełniać polskie normy techniczne. Abyś zatem mógł poruszać się samochodem po rodzimych drogach, najpierw musi on przejść polski przegląd techniczny.
Kolejna sprawa to akcyza. Niestety, niekiedy okazać się może, że szykować się musisz na spory wydatek, zwłaszcza za sprowadzenie auta z większym silnikiem. Wysokość akcyzy zależy od pojemności i wieku auta. Muszę jednak rzetelnie poinformować, że jeśli sprowadzasz na przykład pojazd zabytkowy – wówczas istnieje duża szansa, że z takiej akcyzy zostaniesz zwolniony. Do tego dochodzą tłumaczenia dokumentów, czyli praktycznie standard za każdym razem, gdy auto nie pochodzi z Polski.
Cała procedura rejestracji to zbieranie papierów, wizyty w urzędach, czasem kolejki… Słowem, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Jeśli chcesz mieć pewność, że niczego nie pominiesz i wszystko zrobisz krok po kroku, najlepszym wyborem będzie zakupienie raportu o historii numeru VIN. Warto też przejrzeć strony Ministerstwa Infrastruktury, tam też powinny być przydatne wskazówki.
VIN – Twój as w rękawie
W tym całym zamieszaniu z formalnościami i ryzykiem wpadki, jest jedno narzędzie, które może uratować Ci skórę i zaoszczędzić sporo nerwów – numer VIN. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest to poniekąd “dowód osobisty” każdego auta. Zakodowanych jest w nim naprawdę mnóstwo informacji. Dzięki sprawdzeniu numeru VIN możesz poznać całą historię samochodu. Sprawdzisz w ten sposób przebieg, historię wypadków oraz serwisowania, a nawet dowiesz się, czy interesujący Cię pojazd nie jest kradziony. Dla mnie to absolutny “must have” przy zakupie używki z importu.
Wyobraź sobie, że znalazłeś ładnego Forda w Niemczech. Cena wydaje się super, fotki też niczego sobie, sprzedawca rozpływa się w zachwytach nad autem. No i… w głowie zapala Ci się czerwona lampka, prawda? Bo skoro samochód jest tak dobry, to dlaczego właścicielowi tak zależy, by się go pozbyć?
W takiej sytuacji nie wahaj się ani chwili – sprawdź numer VIN pojazdu. Jest to co prawda usługa płatna, lecz zaufaj mi: to drobna kwota w porównaniu do kosztów, jakie poniesiesz w przypadku pojawienia się prawdziwych problemów. Jak wspominałem wcześniej, sam zdecydowałem się na taki krok i raport pokazał, że “cudowny” Ford którego miałem zamiar sprowadzić miał na koncie kilka poważnych problemów serwisowych. Sprzedawca oczywiście o niczym nie wspomniał. Chyba nie muszę mówić, że z zakupu się wycofałem.
Sprawdzenie historii numeru VIN po prostu się opłaca
Raport VIN to nie tylko suche fakty. To przede wszystkim historia serwisowa. Dowiesz się, czy auto było regularnie serwisowane, jakie naprawy przechodziło, czy nie było przerw w przeglądach. W przypadku aut z Zachodu, dostęp do elektronicznych baz danych serwisowych jest coraz lepszy. Możesz zweryfikować, czy przebieg podawany przez sprzedawcę jest wiarygodny i czy auto było traktowane z należytą starannością. Pamiętaj też, że w Polsce działa Stowarzyszenie Rzeczoznawców Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego PZM. Konsultacja z ekspertami będzie z pewnością dodatkowym zabezpieczeniem przed “miną” w postaci zakupu auta, które nie nadaje się do jazdy po polskich drogach.
Podsumowanie – mądry Polak przed szkodą
Import samochodu do Polski może być świetną opcją, ale tylko wtedy, gdy podejdziesz do tego z głową i nie dasz się omamić okazjom. Klucz to dokładne sprawdzenie historii auta za pomocą VIN-u, ogarnięcie polskich przepisów, oraz brak wstydu przed poproszeniem o pomoc specjalistów, jeśli nadal coś Ci nie gra. Pamiętaj, że chwilowa oszczędność może się szybko zemścić i kosztować Cię dużo więcej nerwów i pieniędzy w przyszłości. Lepiej dmuchać na zimne i przejrzeć auto na wylot, niż później płakać nad rozlanym mlekiem.
Artykuł sponsorowany
