Stanisław Pieszko był jednym z głównych promotorów idei autonomii terytorialnej Wileńszczyzny. Został wiceprzewodniczącym kierującej ruchem autonomistów Rady Koordynacyjnej.

Karol Kaźmierczak: Skąd wzięła się idea autonomii Wileńszczyzny?

Stanisław Pieszko:Pomysł autonomii dla Wileńszczyzny został wyrażony na pierwszym zjeździe deputowanych z całej Wileńszczyzny w Mickunach 12 maja 1989 roku. Zebraliśmy wówczas do rad samorządowych apilinek, miast, rejonów. To było jeszcze pod władzą komunistów. Szliśmy drogą na jaką zezwalało ówczesne prawo. Występując w Kijowie Gorbaczow powiedział, że mogą powstawać narodowe gminy. 6 września 1989 roku ogłosiliśmy więc Polski Rejon Narodowy na terenie rejonu solecznickiego. 15 września to samo zrobił rejon wileński. Jeśli miała być wolność to wolność dla wszystkich. Po tym gdy ogłosiliśmy rejony narodowe rozpoczął się atak ze strony Sajudisu. Atakowała nie tylko prasa Sajudisu, ale też litewska prasa komunistyczna.

K.K.:Wraz z odrodzeniem narodowym Litwinów pojawiła się wrogość wobec odrodzenia narodowego Polaków na Litwie?

S.P.:To była wielka nagonka na Polaków. Kiedy było pierwsze głosowanie w nowej Radzie Najwyższej, kiedy zbieraliśmy się przed głosowaniem żaden z Litwinów z nami nie rozmawiał. W dniu w którym przegłosowali niepodległość my nie znaliśmy nawet porządku dziennego. W czasie kampanii wyborczej nie było o tym mowy. My z wyborcami na ten temat konkretnie nie mówiliśmy. Ja stałem na stanowisku, że każdy naród ma prawo do niepodległości. Litwini, ale tak samo i Polacy. Mówiłem: żyjemy pod jednym dachem, na Litwie, ale w różnych pokojach. Jednym z tych pokojów była Wileńszczyzny, miała być. Gdy okazało się, że nie można tego zrealizować, to kolejnych wyborach do parlamentu już nie startowałem.

K.K.: Jaka była pana rola w tym ruchu autonomicznym?

S.P.:Zostałem wybrany wiceprzewodniczącym Rady Koordynacyjnej. Przewodniczącą była pani Leonarda Sapkiewicz z Rukojń w rejonie wileńskim. Zajmując stanowisko w przedsiębiorstwie mogłem wspierać inicjatywy, ale dlatego nie chciałem wysuwać się na przewodniczącego. A pani Sapkiewicz była przewodniczącą apilinki – gminy. To była bardzo porządna kobieta. Drugi zjazd był u mnie w przedsiębiorstwie w Zawiszańcach 1 czerwca 1990.

K.K.: Jaka była generalna koncepcja autonomii Wileńszczyzny?

S.P.:Koncepcja autonomii była taka by skupić w niej tereny gdzie żyje większość Polaków. Nie tylko rejony wileński i solecznicki. Wszystkie gminy gdzie na radnych apilinek Polaków. To oznaczało, że tam jest większość Polaków. Były takie apilinki w rejonach trockim, szyrwinckim i święciańskim. Autonomia miała być w składzie Litwy. Taki były uchwały zjazdów w Ejszyszkach w 1990 roku i Mościszkach w 1991 r

K.K: Wasz ruch autonomiczny nie miał więc charakteru separatystycznego wobec Litwy?

S.P.: Przecież gdyby było inaczej nie rejestrował bym naszych uchwał jako projektów dla pracy litewskiej Rady Najwyższej. Przecież gdyby to była działalność antypaństwowa to powinienem trafić do więzienia jak Mykolas Burokevičius, szef promoskiewskiego Komitetu Ocalenia Narodowego. Na zjeździe w Ejszyszkach wystąpił pan Kucewicz i zaproponował by robić autonomię nie w składzie Litwy ale odrębny Kraj. Ja wystąpiłem przeciw temu jako prowokacji. Kucewicz dostał 17 głosów, a przeciw niemu było ponad 200. W czasie zjazdu w Ejszyszkach wystawiliśmy ochronę – swoich lokalnych milicjantów, bo Landsbergis wzywał przez radio Litwinów, by jechali do Ejszyszek rozbić nas zjazd, że trzeba bronić Rosjan.

K.K.: Czy Litwini kiedykolwiek odpowiedzieli pozytywnie na wasze propozycje?

S.P.:Widząc co się dzieje Rada Najwyższa przyjęła 29 stycznia 1991 uchwałę o stworzeniu na bazie rejonów wileńskiego i solecznickiego samorządu dla narodu polskiego na Wileńszczyźnie, samorządu z własnym statutem. Jednak zostaliśmy oszukani przez Radę Najwyższą, która nie wcieliła w życie tych uchwał. Projekt powołania odrębnej jednostki samorządowej nie został zrealizowany w 1991 roku, mimo, że Rada Najwyższa się do tego zobowiązała

K.K.: Co więc stało się w 1991 roku?

S.P.:Pucz Janajewa rozwiązał Litwinom ręce. Oni propagandowo podłączali nas pod pucz. A minister spraw zagranicznych Polski Krzysztof Skubiszewski powiedział nam, że popiera wszystkie nasze decyzje oprócz koncepcji autonomii. I Litwini mieli rozwiązane ręce. I 4 września 1991 roku rozwiązali nasze samorządy. Choć w żadnym naszym dokumencie nie wyczyta pan, że chcieliśmy oderwać Wileńszczyznę od Litwy. Dlatego chcieli nas usilnie powiązać z Moskwą za pośrednictwem osoby Burokevičiusa. Litwini twierdzili, że z Burokevičiusem kontaktował się Czesław Wysocki z solecznickiej rady rejonowej, ale przecież Wysocki w ramach Rady Koordynacyjnej nie miał znaczenia. Wysocki dostał przecież azyl polityczny na Białorusi, jako pierwszy obcokrajowiec w tym kraju.

K.K.: Po stłumieniu samorządu w polskich rejonach litewskie prokuratury ścigały uczestników ruchu autonomicznego. Był nawet proces sądowy.

S.P.:Był proces, ale to był proces członków rady rejonu solecznickiego. W gazetach pisali, że to proces za działalność autonomiczną, ale zarzuty nic wspólnego z nią nie miały. Nas przywódców Rady Koordynacyjnej ostatecznie nie oskarżyli, choć przecież Litwini z przyjemnością posadzili by przed sądem mnie czy Aniceta Brodawskiego. Proces był o to, że Armia Radziecka kontynuowała pobór na terytorium rejonu solecznickiego po 1990 roku. Kilku członków prezydium rady rejonu solecznickiego oskarżyli też o to, że rada ta uchwaliła, iż na terytorium rejonu solecznickiego konstytucja Litwy nie obowiązuje. Jednak protokołów rady potwierdzających to nie znaleźli. Tylko Jankielewicza udało im się skazać. Dostał dwa lata, ale chyba potem ułaskawili. Na proces przyjeżdżali Świętej Pamięci Andrzej Stelmachowski i senator Anna Bogucka.

K.K.: Czy uważa pan, że program autonomiczny miał szanse realizacji w ówczesnych realiach?

S.P.:Oczywiście, że była szansa. Nie musiała być nawet nazwa autonomii. Chodziło nam o samorząd z własnym statutem. Przecież za tym zagłosowała Rada Najwyższa 29 stycznia 1991 roku.

K.K.: Autonomia jest dziś na Litwie tematem tabu. Czy ta koncepcja może być jeszcze podjęta w przyszłości?

S.P.:Litwini tylko na to czekają. I znów będzie propaganda, że chcą im odebrać Wileńszczyznę. Trzeba walczyć o to co jest możliwe w ramach ustawodawstwa Litwy.

Projekt „Autonomiści. Historia dążeń do autonomii Wileńszczyzny” sfinansowany został ze środków Senatu RP oraz Stowarzyszenia Odra-Niemen.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz