Seweryn Goszczyński – „Hajdamaka”, wieszcz i żołnierz za wolność ludów

Warto przypomnieć postać Seweryna Goszczyńskiego (1801-1876) – jedną z najbardziej szlachetnych postaci wśród powstańców listopadowych. Jest ku temu dobra okazja, w lutym br. przypadła bowiem 135 rocznica śmierci Seweryna Goszczyńskiego, spoczywającego na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

Po II wojnie światowej często określało się polskie powstanie narodowe z l. 1830-1831, jako powstanie romantyczne. Pomysłodawcy takiego określenia czasem nawet wymieniali któregoś z najbardziej znanych powstańców z okazji tej czy innej jubileuszowej rocznicy i w taki sposób pozorowali pamięć o Powstaniu. W podobny sposób „pielęgnowano” też pamięć o Powstaniu Styczniowym. A przecież, nie romantyzm, właściwy poezji, a gorzka rzeczywistość zmusiła podchorążych pod dowództwem Piotra Wysockiego do ataku na Belweder 29 listopada 1830 r.

W podręcznikach z historii, na terytorium ZSRR o polskich powstaniach, a zwłaszcza o ich bohaterach prawie nie wspominano. Trudno więc się dziwić, że większość obywateli Lwowa nie wie nic, że jeden z powstańców – gen. Józef Bem budował w swoim czasie Ossolineum i remontował lwowskie kościoły, a Benedykt Kołyszko, który spoczywa na cmentarzu Łyczakowskim, kierował powstaniem na Ukrainie. Być może, na fakultetach polonistyki lub słowianoznawstwa ukraińskich uniwersytetów, warto by choć w tym roku w sposób szczególny wspomnieć poezję Seweryna Goszczyńskiego, zaliczanego do romantyków z tzw. „szkoły ukraińskiej”?

„Za Waszą i Naszą Wolność”

Obchody 50. Rocznicy Powstania Listopadowego w dziejach Lwowa i Ziemi Lwowskiej na pewno pozostaną jako najgłośniejsze. Zamiast programowej rezygnacji stańczyków z dążenia do niepodległości, władze miejskie Lwowa postanowiły patriotycznie odznaczyć tę rocznicę. Wszystkim obecnym na uroczystości 29 listopada 1880 r. weteranom Powstania (około stu osób) wręczono pamiątkowe medale. Medale przedstawiały na awersie Polskę w postaci niewiasty z koroną królewską na głowie, ubraną w pancerz, trzymającą miecz w lewej ręce, w prawej zaś rozwiniętą chorągiew z Orłem Białym i napisem: „Za Waszą i Naszą Wolność – Usque ad finem”. Na rewersie medalu wytłoczono płaskorzeźbę wieńca z gwiazdą nadziei, natomiast w środku wieńca napis: „Polska Bohaterom Powstania Listopadowego w Pięćdziesiątą Rocznicę”.

Wkrótce większość tych weteranów odeszła do życia wiecznego. Część z nich spoczęła na Cmentarzu Łyczakowskim, w specjalnie wydzielonej na mocy decyzji władz Lwowa kwaterze, zwanej „Żelazną Kompanią”. Jest to de facto jedyna zbiorowa nekropolia powstańców listopadowych na terenie byłej Rzeczypospolitej. W l. 1881-1916 spoczęło w niej 47 powstańców. Ponadto, według obliczeń prof. Nicieji, na Cmentarzu Łyczakowskim spoczywa jeszcze około 146 ich towarzyszy broni.

„Selekcjonowanie” powstańców

W tym samym czasie, w Rosji rokrocznie 1 września obchodzono hucznie i uroczyście zdławienie Powstania Listopadowego. Widocznie po umowie, wymuszonej przez cara Pawła I na Tadeuszu Kościuszce, późniejszych powstań Polakom nie wybaczono, zarówno w carskim Petersburgu, jak i później w sowieckiej Moskwie. Lwowianie przekonali się o tym po II wojnie światowej, gdy fala depolonizacji i pewnego „selekcjonowania” dotarła do Lwowa. Na gmachu Katedry Lwowskiej nie zniszczono tablicy pamiątkowej ku czci Tadeusza Kościuszki. Pozwolono pozostać pomnikom Bartosza Głowackiego i Jana Kilińskiego, a nawet nie zmieniono autentycznych nazw ulic ku ich czci. Tłumaczono to nieraz turystom, „chłopskim” i odpowiednio „robotniczym” pochodzeniem tych bohaterów.

Z mapy Lwowa „zniknęły” natomiast ulice Józefa Bema, Józefa Dwernickiego, Juliana Ordona, Leona Sapiehy a nawet Seweryna Goszczyńskiego. Nie odnowiono nazw tych ulic po dzień dzisiejszy. Zasługi Leona Sapiehy (1801-1878) przed Lwowem i Galicją znane są z okresu jego wymuszonej emigracji do Lwowa jako uczestnika Powstania Listopadowego. Powszechnie wiadomo, że to dzięki jego staraniom w Galicji zbudowano pierwsze koleje. Józef Bem (1794-1850) natomiast, jak pisała 11 lutego 1826 r. „Gazeta Lwowska”, przyjechał do Lwowa w stopniu „królewsko-polskiego” kapitana. Korzystał tu z nawyków wojskowych, wznosił budynki gospodarcze w majątkach galicyjskich magnatów, przebudowywał ich pałace, remontował kościoły, projektował mosty. Wreszcie zaproponowano mu kierownictwo robót nad przebudową gmachu klasztornego we Lwowie dla potrzeb biblioteczno-muzealnych. Przeznaczono go bowiem na zbiory, ofiarowane narodowi przez Józefa Maksymiliana Ossolińskiego. Prace adaptacyjne Józef Bem rozpoczął w marcu 1827 r. według własnych planów, za które otrzymał wielokrotnie podziękowania od Stanów Galicyjskich, i samego kuratora, księcia Henryka Lubomirskiego. Bem wielokrotnie przyczynił się też do powiększenia bezcennych zbiorów Ossolineum, nie dokończył jednak swego dzieła z powodu wybuchu Powstania Listopadowego. W 1829 r. wydano we Lwowie książkę Bema – „O machinach parowych”. Krótko mówiąc, widoczne zasługi Józefa Bema przed Lwowem dotyczyły okresu sprzed Powstania Listopadowego.

Powstaje więc pytanie, dlaczego od końca II wojny światowej po dzień dzisiejszy tak wybitnego obywatela miasta pozbawiono upamiętnienia w nazwie ulicy i placu, lub chociaż umieszczenia tablicy pamiątkowej na gmachu biblioteki im. W. Stefanyka (dawniej Ossolineum). Częściowej odpowiedzi na te pytania można doszukać się w ostatnim numerze KG (nr 23-24) za ub. rok, s.23. Dowiadujemy się, że od momentu nacjonalizacji lwowskiego Ossolineum w 1940 r., nowa instytucja nie kontynuuje tradycji ossolińskich. Wiadomo jednak, że Józef Bem pozostaje bohaterem w pamięci kilku narodów, gdyż własnym czynem powstańczym potwierdził słynne odtąd hasło, sformułowane przez Joachima Lelewela: „Za wolność naszą i waszą”. To o nim pisał z wdzięczności węgierski poeta A. Petofi: „Wątpić w zwycięstwo? Przecież Bem z nami, Szermierz wolności – szafarz naszych losów…”. Ale czy miało to romantyczne przesłanie jakiekolwiek znaczenie dla nowych władz we Lwowie w 1940 lub po 1945 r.? Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że w 1826 r. Józef Bem przyjechał do Lwowa jako bohater kampanii napoleońskiej i był nagrodzony wyższym orderem francuskim – Krzyżem Legii Honorowej. W historiografii rosyjskiej, a później sowieckiej, nie było miejsca dla bohaterów wyprawy Bonapartego na Moskwę. Tylko stare źródła polskie wspominały, jak hucznie w 1848 r., w okresie Wiosny Ludów, przyjmowano we Lwowie (w hotelu „George”) generałów J. Bema i J. Dwernickiego…

Pamięć o gen. Józefie Dwernickim (1779-1857) przetrwała we Lwowie dzięki pomnikowi, wzniesionemu przez wdzięcznych rodaków po jego śmierci. Pomnik powstały w pracowni Parysa Filippiego, został umieszczony w pobliskim kościele karmelitów trzewiczkowych pod wezwaniem św. Michała Archanioła i przetrwał czasy sowieckie. Na mocy decyzji władz Lwowa z 25 marca 1991 r., gmach kościoła przekazano ukraińskiej Cerkwi grekokatolickiej, a pomnik demontowano podczas remontu w 1997 r. W tym momencie widocznie ktoś przypomniał sobie, że generał walczył o wolność „naszą i waszą”. Pomnik przeniesiono do kaplicy św. Józefa w Katedrze Łacińskiej, gdzie dzięki fachowej pracy polskich konserwatorów uratowano go od ostatecznego zniszczenia. Podczas prac konserwatorskich usłyszałem smutne pytanie: „Po jakich to szkołach jest młode duchowieństwo ukraińskie?”.

Każdy zdolny jest kontynuować tradycje, na których go wychowano. Jeżeli aleję zasłużonych na Cmentarzu Łyczakowskim, prowadzącą ku pomnikowi Juliana Konstantego Ordona (1810-1887) zabudowano pomnikami „okularników” – dygnitarzy ZSRR, to w podobny sposób czyniono przed kwaterą „Kompanii Żelaznej” nawet do końca l. 90. ubiegłego stulecia.

Reset?

Nic więc dziwnego, że w powojennym Lwowie rocznice polskich powstań, nawet jubileuszowe, nie miały żadnego rozgłosu. Nie miała również większego echa w ubiegłym roku jubileuszowa 180. rocznica Powstania Listopadowego, a jednak Unia Europejska obecnie korzysta z zasady bezpieczeństwa według formuły: „Za wolność naszą i waszą”. Po 20 latach niepodległości Ukrainy, we Lwowie spodziewano się, że wspomniani zostaną chociażby tacy uczestnicy Powstania Listopadowego, jak Onufry Heronim Kunaszowski (1806-1885) i Kasper Cięglewicz (1807-1886), spoczywających w kwaterze „Żelaznej Kompanii”. Przecież znano ich poglądy ukrainofilskie. K. Cięglewicz, pochodził z ubogiej rodziny z Horodenki. Wychowywał się w środowisku ukraińsko-polskim i mówił o sobie z dumą: „Gente Ruthenus, natione Polonus”. Pisał również wiersze w języku ukraińskim i „Wskazówki dla nauczycieli ludu ruskiego”. Czasy jednak zmieniają się, więc warto wciąż mieć nadzieję na rychłe ich przypomnienie. Może to sprzyjać porozumieniu polsko- ukraińskiemu.

W grudniu ub. roku nastąpiło pewne porozumienie również w stosunkach polsko-rosyjskich. Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie „Tomasz Lis. Na żywo” (TVP „Polonia”, 6 grudnia 2010 r.) podkreślił, że w ciągu całej historii, przed 1991 r., demokracji w Rosji nie było. Padło nawet słowo „reset”, zaczerpnięte z leksykonu komputerowego. Według komentarza redaktora, wiele pytań jeszcze pozostaje. Pamięć komputerowa nigdy nie będzie dorównywać pamięci ludzkiej, szczególnie zbiorowej pamięci narodowej. Stopień tego „resetu” pozostaje nie wyjaśniony. Ponieważ czegoś podobnego nie słyszeliśmy w ciągu kilkusetletniej historii trudnych stosunków polsko-rosyjskich, warto być optymistą i w krótkim czasie oczekiwać obiektywnej oceny trudnych kart historii. Demokracja ku temu zobowiązuje.

„Hajdamaka”

Warto, póki co, przypomnieć postać Seweryna Goszczyńskiego (1801-1876) – jedną z najbardziej szlachetnych postaci wśród powstańców listopadowych. Jest ku temu dobra okazja, w lutym br. przypadła bowiem 135 rocznica śmierci Seweryna Goszczyńskiego, spoczywającego przecież na Cmentarzu Łyczakowskim.

Na wszelki wypadek zaznaczymy, że pochodził on z zubożałej szlachty i nazywano go w swoim czasie „hajdamaką”, a to określenie jest dość znane na Ukrainie i wywołujące dumę nawet dzisiaj.

Niewątpliwie wątków romantycznych w twórczości S. Goszczyńskiego trzeba szukać na Ukrainie, gdzie urodził się 4 listopada 1801 r., dorastał i wychowywał. Jego utwory literackie, szczególnie z okresu przed Powstaniem Listopadowym, przesiąknięte są fascynacją folklorem ukraińskim, historią i przyrodą tego kraju.

Ród Goszczyńskich pochodził z Mazowsza. Ojciec poety Józef, jako oficer artylerii odbywszy kampanię pod Józefem Poniatowskim i T. Kościuszką, przeniósł się na Wołyń w charakterze oficjalisty, w zarządzie majątków szambelana Antoniego Pruszyńskiego, szwagra księcia Hieronima Sanguszki. Tu się ożenił z Franciszką Górowską, rodem ze Sławuty, położonej w północno-wschodniej części Wołynia. Z czasem małżeństwo przeniosło się do miasteczka Sanguszków Ilińce (w powiecie lipowieckim), siedem mil od Humania, gdzie urodził się Seweryn. Tu też został ochrzczony. Około 1806 r. Goszczyńscy przenieśli się do wsi Siomaki pod Sławutę. W dzieciństwie Seweryn był porywczy i zapalczywy, ale serce miał dobre i wdzięczne. Książę Sanguszko, zobaczywszy chłopca na terenie swego pałacu, nazwał go żartem „hajdamaką” i ta nazwa przylgnęła już do S. Goszczyńskiego. Z początku poeta uczył się w szkole elementarnej w Sławucie, potem w Zasławiu u księży misjonarzy, następnie w Międzyrzecu u pijarów. Gdy ojciec stracił miejsce u Sanguszków i musiał szukać innej służby, w Nowym Konstantynowie na Podolu, przez trzy lata chłopiec nie chodził do szkół, korzystał tylko z lekcji prywatnych. Dopiero w czternastym roku życia dostał się ponownie do gimnazjum w Winnicy, do klasy pierwszej. Tego gimnazjum też nie ukończył, bowiem jego ojciec ponownie musiał zmienić pracę i zamieszkał, tym razem w Humaniu. Seweryn wstąpił tam do klasy drugiej gimnazjum, gdzie zawarł przyjaźń z Bohdanem Zaleskim i Michałem Grabowskim. Za przykładem przyjaciół Seweryn Goszczyński napisał wtedy swe pierwsze wiersze. Jednak i tu nie skończył całego gimnazjum, opuścił je w piątej klasie. Przejęty duchem liberalizmu, zaniechawszy praktyk religijnych, razem z Zaleskim podążył do Warszawy, gdzie, jak sam wspominał, jego wybuchowy charakter oraz zdecydowane umiłowanie wolności spowodowały, że wstąpił do Związku Wolnych Braci Polaków.

Goszczyński wchodzi do spiskowego podziemia. Niebawem zagroził mu areszt. Młodzian postanawia nie spiskować, lecz walczyć o wolność. W tym czasie Europa śledzi losy powstania w Grecji. Za przykładem Byrona, Goszczyński postanawia też tam dotrzeć. Mając pięć złotych w kieszeni, poeta wyruszył pieszo, by najpierw trafić do Odessy. Sądził, że na Ukrainie uzyska potrzebną kwotę. Zabiedzony i zmordowany, przybywszy w strony rodzinne, poeta nie znalazł jednak spodziewanych funduszy i musiał pozostać na Ukrainie. U rodziców długo przebywać nie mógł, gdyż rozsiadła się tam bieda; matka z ośmiorgiem dzieci gnieździć się musiała w ciasnym mieszkaniu.

Kilka lat Seweryn Goszczyński tułał się po Ukrainie – prowadził bezdomny żywot konspiratora, tropionego przez policję za wciąganie młodzieży do spisków i wiersze rewolucyjne. Były to tzw. „liryki humańskie”, wiersze dość prymitywne poetycko, ale pisane z nieznaną dotąd polskiej poezji patriotyczną żarliwością („Rejtan”, „Modlitwa wolnego”), z pasją człowieka zbuntowanego przeciwko światu „tyranii i ucisku”. Poezje te, krążące w odpisach, zostały wydane zbiorowo w kraju dopiero w 1838 r., na emigracji o rok później. Najbardziej rewolucyjny z tych liryków to „Uczta zemsty” (1824 r.). Ukrywając się w dworach przyjaciół, poeta przy okazji korzystał z zasobnych bibliotek, uzupełniając w taki sposób wykształcenie. Wieczorami, gdy czuł się swobodniejszy, rozkoszował się widokiem nocnego nieba i „słuchał wiatrów muzyki różnotonnej, według tego jak grała na gałęziach, na uwiędłych liściach lub na mchu odwiecznym”. Z przyrodą zżył się tak, jak mało kto z poetów, nie mniej mocno zżył się z ludem; poznał zwyczaje, pieśni ukraińskie, wspomnienia czasów dawnych.

Kilka słów o „Zamku kaniowskim”

Najwybitniejszym utworem w twórczości Seweryna Goszczyńskiego, dzięki któremu wszedł do historii literatury polskiej, jest „Zamek kaniowski”. Tę powieść poetycką, powstałą w l. 1826-1827, wydano w Warszawie w 1828 r. Utwór spotkał się z atakiem zwolenników klasycyzmu i pozytywnym odzewem ze strony młodego pokolenia. Maurycy Mochnacki, wysoko oceniając kunszt pisarski autora, zaliczył jego utwór do „rzetelnych ozdób literatury polskiej”. Po latach również Adam Mickiewicz w prelekcjach paryskich pozytywnie wyraził się o Goszczyńskim, jako o poecie słowiańskim.

Tło historyczne wydarzeń rozgrywających się w powieści stanowi tzw. Koliszczyzna (hajdamaczyzna) – powstanie, które wybuchło na Ukrainie w 1768 r., w czasie trwania Konfederacji barskiej. Goszczyński znał ten temat z literatury, z opowieści i legend.

Prawdę mówiąc, ortodoksyjnie katolicka ideologia konfederacji barskiej, spowodowała kontrakcję ze strony duchowieństwa prawosławnego. Ihumen Jaworski, posługując się fałszywym manifestem Katarzyny II, wzywał chłopów do walki z „Lachami. Żydami i unitami”. Ze względu na zadawnione konflikty, wciąż żywe na tym terenie, propaganda trafiła na bardzo podatny grunt i wywołała wystąpienie zbrojne. Symbolem tej rewolty stała się rzeź Humania. Kozackie oddziały Iwana Gonty i Maksyma Żeleźniaka wymordowały tam prawie 20 tysięcy mieszczan, szlachty i Żydów. Pogromy o mniejszej skali miały miejsce także w innych miejscowościach. Wojska rosyjskie przyjęły początkowo postawę bierną; w końcu jednak, w obawie przed rozprzestrzenieniem się buntu, rozpoczęły brutalne działania odwetowe. Oddziały rosyjskie, dowodzone przez gen. Piotra Kreczetnikowa, wraz z wojskami Franciszka Ksawerego Branickiego i regimentarza Józefa Stempowskiego, stłumiły ruch chłopski, używając metod równie, a czasem nawet bardziej drastycznych jak sami powstańcy.

Akcja powieści rozgrywa się zatem w czasie Koliszczyzny na Ukrainie, w Kaniowie i najbliższej okolicy zamku. Bohaterem powieści jest Kozak Nebaba, obciążony dręczącą winą młodości, zamordowania uwiedzionej obłąkanej dziewczyny. Ten wspaniały ataman Kozaków dworskich, urażony w swej dumie przez swego pana, który odebrał mu ukochaną Orlikę, w porywie zemsty za krzywdę osobistą i wszystkie pańskie zbrodnie, z szaleńczą odwagą pociąga za sobą hajdamaków i z nimi napada na zamek. Zwycięskie wojska „Lachów” z całym okrucieństwem karzą zbuntowanego Kozaka. Nebaba umiera w męce, wbity na pal.

Dopiero Goszczyński dał literaturze istotny typ Kozaka – aż do „Hajdamaków” T. Szewczenki i sienkiewiczowskiego Bohuna. „Zamek kaniowski” był pierwszym krokiem do przemyślenia przeszłości. Nie po to, by wskrzeszać chwałę dawną i szukać pokrzepienia, lecz by ukazać groźną prawdę i dać przestrogę. S. Goszczyński pragnął wstrząsnąć straszliwymi skutkami krzywdy, mimo że nie myślał idealizować samych mścicieli.

„Nad zwycięzcami, nad zwyciężonymi

Trawą usłana mogiła zapada (…)

Piekła za wojną zatrzaśnięto bramę.

Znów ten że pokój i zbrodnie te same!

Tak kończył się „Zamek kaniowski”, którego ostatnie słowa cenzura wymazała…

Żołnierska nuta

Kierując się więc nie idealizmem, a poczuciem rzeczywistości, Goszczyński wstąpił do wojskowego oddziału pod dowództwem Piotra Wysockiego. Poeta czynnie uczestniczył w przygotowaniach do powstania. W walkach 29 listopada 1830 r. wziął udział wybitny, zachowując zimną krew i nadzwyczajną przytomność. Rzeczywiście, przydała się mu specyfika charakteru: męskość i stanowczość, siła fizyczna i energia moralna.

Bolesław Limanowski w opracowaniu „Stuletnia walka Narodu polskiego o niepodległość” (Lwów,1906) opisuje atak na Belweder następująco: „Doborowa młodzież w liczbie 18 osób, pomiędzy którymi byli: Seweryn Goszczyński, Ludwik Nabielak, Leonard Rettel, zgromadziwszy się pod posągiem Jana Sobieskiego w parku Łazienkowskim, skoro ogień na Solcu się nie ukazał, szybko ruszyła pod dowództwem podchorążych Trzaskowskiego i Kobylańskiego ku Belwederowi, gdzie mieszkał ks. Konstanty. Zabiwszy straże pałacowe i rozpędziwszy służbę, belwederscy bohaterowie wbiegli na schody i wprost do gabinetu książęcego spieszyli. Znienawidzony Lubowidzki, chociaż padł skłuty ich bagnetami, ocalił Konstantego, zamykając drzwi do gabinetu i dając mu możność ratowania się ucieczką. Kiedy bohaterska młodzież przetrząsała pałac, szukając tyrana i kładąc trupem jenerała naznaczonego na ten dzień dowódcą wojska, Wysocki wpadł na salę szkoły podchorążych, wołając, że godzina zemsty już wybiła…”.

Po ataku na Belweder S. Goszczyński wstąpił do gwardii honorowej, a po jej rozwiązaniu, w korpusie Dwernickiego, brał udział w bitwach pod Stoczkiem i Nową Wsią. Z powodu choroby musiał wrócić do Warszawy, gdzie był adiutantem ministra wojny, Franciszka Morawskiego. Po kapitulacji Warszawy przeszedł granicę pruską pod komendą gen. Rybińskiego. Nie udał się jednak do Francji, lecz przez Poznań pojechał do Galicji, gdzie przebywał około siedmiu lat, rozwijając aktywną działalność literacką i społeczną. W Galicji powstawały wówczas, pomimo prześladowań, różne stowarzyszenia tajemne…

Po powstaniu

W świadomości historycznej następnych pokoleń Polaków Powstanie Listopadowe obudowano wielką legendą romantyczną. Stworzono ją przez literaturę najwyższego formatu, nie zawsze zresztą w zgodzie z faktami. Przypomnimy w tym miejscu np. „Redutę Ordona” Adama Mickiewicza czy „Sowiński w okopach Woli” Juliusza Słowackiego, tworzonych raczej ku pokrzepieniu serc.

Ważnym jednak pozostaje znaczenie tego powstania w dziejach wszystkich ludów europejskich. Niemiecki historyk Karol Hagen nazywał rewolucję polską 1831 r. najważniejszą z ówczesnych rewolucji w Europie. „Wolna Polska – powiadał on – utworzyłaby potężny szaniec, broniący wolnej Europy od caratu absolutystycznego; powstrzymałaby wpływy tego ostatniego na Zachód; ugruntowałaby wolność polityczną w krajach, które podniosły już były rokosz; dałaby nowego bodźca narodom ujarzmionym, uczyniłaby ruch możliwym nawet tam, gdzie dotychczas spokój panował. W Polsce więc musiała rozstrzygnąć się sprawa wolności”. W czasie późniejszym, rosyjski rewolucjonista Michaił Bakunin mówił następująco: „Oswobodzenie się Polski było naszym zbawieniem: z waszą wolnością my stawaliśmy się wolni… Wyście to dobrze zrozumieli, kiedy na waszych chorągwiach rewolucyjnych wypisaliście te słowa rosyjskie: „za naszu i waszu wolnost`, za naszą i waszą wolność”.

Carat mścił się okrutnie za powstanie. Aczkolwiek ogłosił dla świata w dniu 1 listopada 1831 r. amnestię, to porobił w niej tyle wyjątków, że straciła ona prawie wszelkie znaczenie. Samych wyroków śmierci sporządzono długą listę. Wszystkie piekła syberyjskie zapełniono Polakami. Armię polską zlikwidowano. Żołnierzy polskich, pobranych do niewoli i wydawanych przez rząd pruski, gnano w kajdanach do Kronsztadtu, do Archangielska, na Kaukaz, w pułki syberyjskie. Synów generałów i oficerów polskich, poległych w wojnie, odbierano matkom i wysyłano do szkół wojennych rosyjskich, gdzie wpajano im nienawiść do swoich ojców, chociaż na szczęście nie osiągało to swego skutku. Po całej Polsce wyłapywano chłopców-sieroty i wywożono w głąb carstwa… O zabieraniu majątków nie wspominamy, to dobrze wiadomo. Biblioteki i zbiory Towarzystwa Przyjaciół Nauk wywieziono do Petersburga. Wszędzie siła panowała nad prawem. Niszczono resztki wolności, obniżano poziom oświaty i tłumiono życie narodowe. Powracano do wstecznych zasad w administracji i sądownictwie. Na Białej Rusi zamiast Statutu Litewskiego wprowadzono moskiewski „Swod zakonow”. Cenzura ścisnęła wszelką myśl, nie wolno było nawet wymieniać nazwisk Mickiewicza i Lelewela… Sprawdziłyi się jednak proroctwa Goszczyńskiego o krzywdzie, zemście i jej skutkach, zawarte w formie alegorycznej w „Zamku kaniowskim”.

Europa nie znała jeszcze tak licznej emigracji politycznej, jak polska po 1831 r. Jeżeli we Francji (według urzędowych wiadomości z listopada 1832 r.) polskich wychodźców naliczono 5.362, to w Galicji zostało do 12.000 uczestników powstania.

Z A. Mickiewiczem S. Goszczyński zapoznał się zaraz po przybyciu do Paryża w 1839 r. Z J. Słowackim mieszkał przez rok 1842 przy ul. De Ponthieu 30, w tym samym mieszkaniu, w którym autor „Balladyny” ostatnie oddał tchnienie. Dawni koledzy lub znajomi, jak: Bohdan Zaleski, Ludwik Nabielak, Stefan Witwicki i tu byli jego towarzyszami.

Na emigracji S. Goszczyński zachował przedsiębiorczość i ruchliwość, nie zaniechał pracy konspiratorskiej, organizowania spisków, a jednocześnie zdobywał nowy materiał do twórczości. Poznawszy Tatry i lud Podhala, podobnie jak dawniej na Ukrainie, był zafascynowany urokiem przyrody, tym razem – przyrody gór i odrębnością ludowego życia tatrzańskiego. Owocem literackim wycieczek w Tatry był „Dziennik podróży do Tatr” oraz urywek z większego poematu, pod nazwą „Sobótka”, napisany w 1833 r. w Mostkach, pod Lwowem, u krewnych Wincentego Pola. W tym czasie Seweryn Goszczyński napisał też wiele drobnych wierszy. Z okresu emigracyjnego za najbardziej znany i doskonały uważa się poemat „Król zamczyska”.

Swoiste nawrócenie Goszczyńskiego do Boga przypisywane jest twórczości Mickiewicza i Słowackiego, a także wpływowi mistycznej nauki Towiańskiego.

Testament

Schorowany Goszczyński przyjechał do Lwowa na zaproszenie przyjaciół w maju 1872 r. Na dworcu kolejowym spotykała go znaczna gromada ludzi. Poeta zamieszkał we Lwowie. W 1874 r. uczczono jubileusz 50. lecia jego pracy literackiej przedstawieniem w teatrze lwowskim, utworzeniem wieczystej fundacji imienia Seweryna Goszczyńskiego dla weteranów literatury polskiej. Wreszcie – wydaniem księgi zbiorowej pod nazwą „Sobótka”.

Poeta żył i zgasł (25 lutego 1876 r.) w kamienicy, na której miejscu w 1912 r. wybudowano nową (obecnie ul. Fredry nr 2). Na jej fasadzie w 1913 r. zamieszczono pamiątkową tablicę ku czci Goszczyńskiego dłuta T. Błotnickiego. Skromny pokój, w którym umarł S. Goszczyński, został zamieniony na kaplicę żałobną. W dniu pogrzebu 27 lutego 1876 r., pod kamienicą zgromadziło się kilka tysięcy osób. Jeden z uczestników napisał: „Była to wielka manifestacja żalu i czci dla Seweryna Goszczyńskiego, jakiej jeszcze Lwów nie widział. (…) Orszak był długi na trzy kilometry”. Maria Wolska (zm. w 1930 r.), która wówczas miała trzy lata, później w swoim wierszu „Poznanie” opisała tamte wydarzenie następująco:

„Ta długa w kwiatach kołyska,

Umarły żołnierz – Moskale – i wiersze,

To było ze śmiercią i Polską

Moje poznanie pierwsze”.

Konkurs na pomnik nagrobny S. Goszczyńskiego wygrał Julian Markowski (1846-1903), utalentowany uczeń Filippiego. Z głodu i nędzy wyprosił na udział w konkursie 20 zł. (waluty austriackiej) i wygrał. Tak zaczęła się jego znakomita kariera. Pomnik naprawdę jest warty podziwu. Do dziś wznosi się wśród drzew po lewej stronie od głównego wejścia na Cmentarz Łyczakowski. Przedstawia on naturalnych rozmiarów postać siedzącego w zadumie autora „Zamku kaniowskiego” – na wysokim cokole, w który wmurowano marmurowe płyty z tytułami głównych utworów poety, oraz fragment „Posłania do Polski”. Pod nazwiskiem poety wyryto znakomite słowa: ”wieszcz i żołnierz polski” U podnóża pomnika leżą dużych rozmiarów płyty kamienne w kształcie kartuszy z wyrzeźbionymi na nich herbami Polski, Litwy i Rusi.

Obecnie turystom ze Sławuty i Zasławia, leżących obok siebie w obwodzie chmielnickim, z Winnicy i pobliskiego Baru, a nawet z Humania i Kaniowa łatwo jest zwiedzać zabytki Lwowa i oczywiście Nekropolię Łyczakowską. Obecnie ogólna ilość ludności w Sławucie, położonej nad Horyniem, najbliżej przedwojennej granicy z II RP, stanowi 55 tysięcy. Warto zaznaczyć, że 10 tysięcy z tej liczby stanowią Polacy, o korzeniach z czasów przedrozbiorowych. Na pewno są wśród nich znawcy i wielbiciele twórczości Goszczyńskiego. Pomimo trudności w przekroczeniu powojennej granicy, nie zmniejsza się również liczba turystów z Polski, zwiedzających nekropolię. Wiele z nich pragnie złożyć kwiaty pod pomnikiem wielkiego rodaka – Seweryna Goszczyńskiego.

Jeżeli któryś z przewodników raptem „zapomni” powiedzieć o czym brzmiały wieszcze słowa naszego „hajdamaki” i żołnierza polskiego, to warto bliżej przyjrzeć się pomnikowi. Uważny przechodzień zobaczy, że zadumany wzrok poety skierowany jest ku niebu, gdzie nie ma sztucznych granic, podziałów etnicznych i politycznych…

Aleksander Niewiński

Źródło: Kurier Galicyjski nr 6 (130) z 1-14 kwietnia 2011 r.

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz