Tomasz Sakiewicz nie tylko walczy o prawdę o Wołyniu wbrew ks. Isakowiczowi, nie tylko piętnuje morderców z krwią na rękach, ale też mocuje się z rosyjskimi „paradygmatami”, rozgrywając strategicznie ważną partię szachów na geopolitycznej szachownicy z rosyjskim imperializmem.

Swoją publicystyką Tomasz Sakiewicz przyprawia polskich patriotów o niemały ból głowy. Dzięki niej naczelny „Gazety Polskiej” nie tylko zbudował pomnik trwalszy niż ze spiżu, ale stał się też uniwersalną miarą patriotyzmu niczym wzorzec metra z Sevres. Pozostaje trzymać kciuki za redaktora Sakiewicza, by sprostał wszystkim tym zadaniom, jakie stawia przed nim Bóg i Historia.

ZOBACZ TAKŻE: Służba Bezpieczeństwa Ukrainy oficjalnie nagrodziła „Gazetę Polską”

W trudnych i burzliwych czasach Tomasz Sakiewicz musi dzielić swój napięty grafik już nie tylko między byciem pomnikiem i wzorcem, ale i jednocześnie sumieniem narodu polskiego. W momentach największego napięcia bywał także zmuszany nawet do napominania błądzących księży:

„Jesteś jednym z niewielu Polaków, którzy może nieświadomie, ale jednak stanęli po stronie Moskwy. Obydwaj wiemy, że to co pisałeś nie było prawdą. Bo to nie banderowcy zrobili tę rewolucje, ale ludzie, którzy nie chcą być pod butem Kremla […] Dzisiaj putinowska propaganda służy agresji i zabijaniu. Kto ją szerzy ma tak samo krew na rękach jak snajperzy, czy skrytobójcy” – pisał Tomasz Sakiewiczdo księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który uroił sobie banderyzm rzekomo występujący na Ukrainie. Apel do sumienia duchownego Tomasz Sakiewicz wygłosił na szczęście w samą porę, bo już w marcu 2014, dzięki czemu ksiądz Isakowicz-Zaleski dostał przynajmniej szansę na zmycie krwi niewinnych ludzi ze swych rąk.

Nie wiadomo jednak, czy kapłan wykorzystał możliwość nawrócenia, jaką dał mu Tomasz Sakiewicz. Naczelny „Gazety Polskiej” pisze bowiem innym razem:

„Sprawę Wołynia trzeba było dawno wyjaśnić i potępić zbrodniarzy. To, iż robimy to dokładnie wtedy, kiedy jest to wygodne dla Rosjan, świadczy o słabości polskiej i ukraińskiej polityki” – czytamy na związanym z „GP” portalu Niezalezna.pl.

I doprawdy nie trzeba wielkiego umysłu, którego natura Tomaszowi Sakiewiczowi przecież nie poskąpiła, by nie domyślać się, że wspomniani „zbrodniarze” to właśnie takie postacie jak mający krew na rękach ks. Isakowicz-Zaleski. Bo przecież nie może chodzić o potępienie zbrodniarzy z UPA, o co apelował w trakcie zamieszek na Majdanie duchowny. To właśnie te nierozsądne apele księdza sprawiły, że „ma krew na rękach”, a więc: jest zbrodniarzem. Czyste sumienie w tej sprawie zachował wyłącznie Tomasz Sakiewicz i ewentualnie ci, którzy się z nim zgadzali. Jeśli bowiem Majdan z Tomaszem Sakiewiczem, to któż przeciwko niemu?

Tomasz Sakiewicz nie ogranicza się jednak tylko do napominania żyjących, ale zabiega też o pamięć i cześć zmarłych. Przekonajmy się sami:

„Tu wyraźnie chcę zaznaczyć, że jestem największym zwolennikiem wyjaśnienia i potępienia ludobójstwa na Wołyniu” – wyznaje naczelny „Gazety Polskiej”. W razie gdyby ktoś mu jednak ośmielił się nie wierzyć, Tomasz Sakiewicz nie pozostawia miejsca dla jakichkolwiek wątpliwości:

„Moja rodzina należała do ofiar ukraińskich nacjonalistów. Wystarczy choćby zapoznać się z historią męczeńskiej śmierci brata mojej babci, ks. Waleriana Raby” – zaznacza. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że Tomasz Sakiewicz wspomina o tym fakcie dla własnych korzyści. Nic z tego – bowiem wyraźnie podkreśla on, iż strażnikiem pamięci o ofiarach jest właśnie po to, by nikomu nie przyszło do głowy poświęcanie ich na ołtarzu „geopolityki” (słowo-klucz w publicystyce Tomasza Sakiewicza):

„Nie życzę sobie jednak, by ich ofiara była obecnie wykorzystywana do szkodzenia Polsce. Ogromna aktywizacja środowisk podających się za patriotyczne ma na celu, używając sprawy walki z ukraińskim nacjonalizmem, zablokowanie realizacji najważniejszych geopolitycznych celów Polski” – dodaje Tomasz Sakiewicz, stawiając ostatecznie kropkę nad „i”. A więc walka z ukraińskim nacjonalizmem, który ma krew na rękach Polaków, powoduje, że samemu ma się krew na rękach, czego dowodem jest ks. Isakowicz-Zaleski. A może i sam duchowny ma ręce unurzane także we krwi ofiar ukraińskich nacjonalistów, jeśli obca jest mu „geopolityka”? Bo skoro to Tomasz Sakiewicz jest „największym zwolennikiem wyjaśnienia i potępienia ludobójstwa na Wołyniu”, to siłą rzeczy nie może nim być jego oponent, czyli Tadeusz Isakowicz-Zaleski. A kto nie chce wyjaśnić i potępić Wołynia, ten – wiadomo – tak jakby sam zabijał ofiary UPA. Podziękujmy więc Tomaszowi Sakiewiczowi za to, że właśnie zdemaskował kolejnego fałszywego Kresowiaka.

ZOBACZ TAKŻE: Przeciwnik idei Dmowskiego powołuje się na jego autorytet

Tomasz Sakiewicz cierpi jednak za miliony, tak jak ongiś Józef Piłsudski. Jeśli ktoś jeszcze tego nie zauważył, to niech przeczyta:

„Za chwilę jakakolwiek próba porozumienia się z jedynym narodem, który realnie stawia opór Rosji, będzie jeszcze większym obciachem niż pięć lat temu popieranie PiS czy zajmowanie się Smoleńskiem. Zmieniła się sytuacja, zmieniły się paradygmaty Łubianki. I tak to razem z Piłsudskim zostałem naraz Żydem, banderowcem i masonem. Co zrobić – Polskę nie tak łatwo kochać” – woła naczelny „GP”ze swym mesjanistycznym przesłaniem do narodu polskiego.

Tomasz Sakiewicz nie tylko więc walczy o prawdę o Wołyniu wbrew ks. Isakowiczowi, nie tylko piętnuje morderców z krwią na rękach, ale też mocuje się z rosyjskimi „paradygmatami”, rozgrywając strategicznie ważną partię szachów na geopolitycznej szachownicy z rosyjskim imperializmem. Niech ludzi o kamiennych sercach rozmiękczy i ten fragment publicystyki Tomasza Sakiewicza:

„Drugim wielkim zagrożeniem jest rosyjska polityka imperialna. Jeżeli od lat nawołuję do porozumienia z narodami Europy Środkowej, to nie dlatego, że przestałem widzieć problemy czy nawet zbrodnie, jakie podzieliły nasze narody, lecz dlatego, że nie mamy innego wyjścia” – wyjaśnia motywy swojego postępowania.

Łatwo się też domyślić, że jedynie przez skromność i niechęć do patosu Tomasz Sakiewicz zawsze odpierał pokusę dopisywania na końcu swoich tekstów znanej maksymy:

„Łatwo jest mówić o Polsce, trudniej dla niej pracować, jeszcze trudniej umrzeć, a najtrudniej cierpieć”.

Ale Tomasz Sakiewicz prostuje ścieżki, które kręte są tylko pozornie. Skoro pisze: „Jeżeli od lat nawołuję do porozumienia z narodami Europy Środkowej, to nie dlatego, że przestałem widzieć problemy czy nawet zbrodnie, jakie podzieliły nasze narody, lecz dlatego, że nie mamy innego wyjścia” – to na pewno tak jest. Nie ma najmniejszego powodu, by nie dawać mu wiary.

ZOBACZ TAKŻE: Gazeta Polska chce przepraszać Ukraińców za kontrmanifestację w Przemyślu

Tomasz Sakiewicz nigdy bowiem nie zapomina o zbrodniach dzielących narody. O tych, które narodów nie dzielą, być może nie zapomina również. Bo Tomasz Sakiewicz nie zapomina nigdy, ale na szczęście łatwo wybacza. Chyba, że ktoś ma krew na rękach.

Tomasz Jasiński



6 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. gan :

    No i po cóż się tak rozpisywać mości Panie..? Jaki koń jest każdy widzi. Dla mnie wizerunkowo Sakiewicz pogrążył się tuż przed nastaniem ciszy wyborczej publikując na łamach GP coś w stylu „DOWODY NA ZAMACH W SMOLEŃSKU”. A wybory i tak wtopili, bo to za trudne ogarnąć, że Polacy nie stawiają na awanturników…