Doktryna rewolucji

Cóż bowiem stanie się, jeśli ci, którzy się odwołali do nieba, dojdą do konkluzji sprzecznej ze zdaniem większości, a nawet przytłaczającej większości społeczeństwa? Jeśli większość nie chce wcale obalić ani zamordować władcy, lecz pragnie zachować status quo i nie widzi w nim „długiego ciągu nadużyć, wykrętów i podstępów, zmierzających w jednym tylko kierunku”, a ten który nimi rządzi nie wydaje im się ani lepszy ani gorszy niż należałoby tego oczekiwać na tym grzesznym padole?

Zgodnie z teoriami Hobbesa i Locke’a, jeżeli władza najwyższa ustanowiona na mocy „zgody” rządzonych dopuszcza się nadużyć, lub jest o nie posądzana, mogą oni sięgnąć w swojej obronie po środek ostateczny. Przygotowując grunt pod wiek rewolucji, którego początkiem była Chwalebna Rewolucja z 1688 roku, Hobbes i Locke zalecają zastosowanie stosownego, wynalezionego przez siebie remedium, czyli prawa do rewolucji.

Trzeba pamiętać i nade wszystko nie wolno o tym zapominać, że chrześcijańska myśl polityczna takiego prawa nie zna i nie uznaje. Św. Tomasz, odnosząc się do ewangelicznego nakazu posłuszeństwa wobec władzy świeckiej jako pochodzącej od Boga, odrzuca pogląd, że jakaś grupa poddanych może zbuntować się przeciw władcy, „aby uwolnić resztę”. Jednak rzeczywistego tyrana, jeśli lud wybrał go do sprawowania rządów, można obalić albo ograniczyć zakres jego władzy traktując to jako samoobronę całego ludu, pod tym wszakże warunkiem, że nie będzie to prowadziło do jeszcze większych szkód dla dobra wspólnego. W Sumie teologicznejśw. Tomasz potępia rewolucję jako grzech śmiertelny („zawadiactwo”, „warcholstwo”), którego jednostki dopuszczają się w imię osobistych korzyści: „według św. Augustyna, zdaniem ludzi mądrych lud „to nie każde zbiorowisko ludzkie, lecz zgrupowanie zespolone zgodą na te same prawa i wspólnotą korzyści”. Jest więc oczywiste, że warcholstwo przeciwstawia się i sprawiedliwości i dobru społecznemu. Dlatego z samego swego pochodzenia jest grzechem śmiertelnym „i to tym bardziej, im bardziej dobro społeczeństwa, którego wrogiem jest warcholstwo, jest większe niż dobro jednostki, którego wrogiem jest zawadiactwo”.

Hobbes przemyca swoją koncepcję prawa do rewolucji pod płaszczykiem obrony monarchii. Lewiatanowi można wypowiedzieć posłuszeństwo, jeśli wydaje on nakaz naruszający niezbywalne i nienaruszalne prawo do samoprzetrwania. Jeśli władca rozkazuje poddanemu, aby „sam siebie zabił, zranił albo okaleczył”, bądź też „powstrzymał się od przyjmowania pożywienia, oddychania, przyjmowania lekarstw czy też innych jakichś rzeczy, bez których nie może żyć”, wtedy „człowiek ma wolność, by nie być temu posłusznym”. W tej kwestii jego stanowisko jest oczywiście w pełni zgodne z tradycyjnym poglądem na temat ograniczeń władzy, wedle którego władzy politycznej nie tylko można, ale trzeba stawić opór, jeśli działa ona niesprawiedliwie albo niemoralnie. Hobbes jednak idzie dalej i przedstawia osobliwą argumentację stanowiącą, że nawet jeśli wielu ludzi niesłusznieprzeciwstawia się władzy, „albo popełniło jakąś zbrodnię, za którą każdy z nich oczekuje śmierci”, maja oni prawo chwycić za broń, aby bronić się przed karą z ręki suwerena, gdyż „bronią tylko swego życia, co może czynić człowiek winny równie dobrze jak niewinny”. Jest to rzecz jasna nic innego, jak nawoływanie do rewolucji. Hobbes dopuszcza także możliwość całkowitego wypowiedzenia posłuszeństwa władcy w sytuacji, kiedy przestaje on zapewniać poddanym ochronę i obronę, „uprawnienia bowiem, jakie mają ludzie od natury, by się chronić przed niebezpieczeństwem, gdy ich nikt inny chronić nie może, nie można się zrzec żadną ugodą”. Suweren przestaje chronić poddanych nie tylko wtedy, kiedy uniemożliwia mu to wojna, ale również wówczas, kiedy ulega ona „naturalnej śmiertelności” wynikającej „niezgody wewnętrznej”. Wywód ten wydaje się być zakamuflowanym usprawiedliwieniem egzekucji Karola I, wykonanej za zgodą posłów Parlamentu Kadłubowego w czasie wojny domowej w Anglii .

Jeffrey R. Collins w swojej szczegółowej analizie politycznych poglądów Hobbesa wykazuje, że zarówno w Lewiatanie, jak i wydanym pośmiertnie dziele Behemoth(1682) w swojej nienawiści do Kościoła katolickiego oraz religii hierarchicznej i instytucjonalnej jako takiej zapędził się na tyle daleko, że chociaż nie czyni tego wprost, pochwala jednak królobójstwo i rewolucję wznieconą przez zwolenników Cromwella, którzy wygnawszy z Anglii „Ducha Rzymu”, uczynili z niej „czysty, wysprzątany dom”. Hobbes, mimo że jego obrona monarchii absolutnej stwarza pozory prowadzonej z pozycji czysto rojalistycznych, mówiąc w Behemocieo królobójstwie „niebezpiecznie ociera się o jego jawną akceptację”. Pamiętajmy przy tym, że Hobbes pisał swe dzieło po przywróceniu monarchii, w czasie panowania Jakuba II, i pilnował się, żeby nie zarzucono mu, iż aprobuje to, co zwolennicy Cromwella zrobili z ojcem obecnego króla. Właśnie pochwała antyanglikańskich i antyepiskopalnych „Niezależnych”, zawarta w 42 rozdziale Lewiatana,zjednała mu szeroko rozpowszechniona opinię sympatyka i faktycznego teoretyka rewolucji przeciwko tronowi i ołtarzowi. Dlatego właśnie, wraz z objęciem władzy przez Karola II „skończył się okres oficjalnego akceptowania jego dzieł”. Zdaniem Collinsa, „późniejsi krytycy Hobbesa mieli słuszność. Lewiatanjako teoria polityczna, pasował do cromwellowskiej rewolucji”.

W tej sprawie mniej ostrożny w sformułowaniach okazuje się Locke. W ostatnich rozdziałach Dwóch traktatów, zatytułowanych „Tyrania” i „Rozwiązanie rządu”, rozwija własną doktrynę rewolucji, która jest usprawiedliwiona, jeżeli jej celem jest obalenie władcy, naruszającego „zaufanie”, które okazał mu naród, zawierając z nim umowę społeczną. Wady, takie jak nadużycie zaufania, nie są „właściwe tylko monarchii. Inne formy rządu są tak samo na nie podatne” . „Ktokolwiek, będąc upoważniony do sprawowania przyznanej mu przez prawo władzy, nadużywa jej i spiskując używa siły, jaką dysponuje przeciw poddanym, na co prawo nie zezwala, przestaje piastować funkcje zwierzchności. Działa on bez upoważnienia i może spotkać się z oporem stawionym mu jak każdemu innemu człowiekowi, który silą narusza uprawnienia innych”. W takiej sytuacji, władca i jego poddani powracają do stanu natury, w którym „nie uznaje się żadnego zwierzchnika na ziemi” i „w którym pozostaje tylko odwołanie się do niebios”.

Co jednak stanowi o tym, że konkretne nadużycie zaufania jest tym właśnie, które nakazuje, aby się „odwołać do niebios”? Skoro państwo zostało utworzone przez lud w celu „zachowania jego własności”, sytuacja taka zachodzi zawsze wtedy, gdy władza jest wykorzystywana „dla innych celów (…), dla wyzysku, nękania, ujarzmiania ludu poprzez arbitralne, bezprawne nakazy tych, którzy ją sprawują”. Nawet członkowie „najwyższej władzy”, czyli legislatywy, którzy nadużyli pokładanego w nich zaufania, mogą być pozbawieni stanowisk i zastąpieni innymi osobami, ponieważ jeśli będzie ona „próbować porwać się na nią sama, albo też złoży w czyjeś ręce absolutnąwładzę nad życiem, wolnością i majątkiem ludu, tym samym zawiedzie pokładane w niej zaufanie oraz utraci władzę”.

Cóż tak rozbudowana odpowiedzialność władzy politycznej i zasady jej odbierania oznaczają w praktyce? W oczach Locke’a przejawem „władzy absolutnej”, której nie sposób akceptować, jest opodatkowanie wprowadzone bez zgody większości reprezentantów społeczeństwa. „Rządy nie mogą sprawować władzy, jeśli nie będą wspierane wielkim nakładem środków, stąd słuszne jest, aby każdy, kto cieszy się ich opieką, opłacał proporcjonalnie do swego majątku jego ochronę”, ale musi to następować za zgodą wszystkich, „to znaczy, za zgodą większości wyrażoną bądź przez nią samą, bądź przez wybraną przez nią reprezentację. Ktokolwiek bowiem będzie żądał władzy nakładania podatkówi pobierania ich od ludu mocą tylko własnego autorytetu, a bez zgody tegoż ludu, ten złamie fundamentalne prawo własności i uniemożliwi realizację celów rządu”.

Innymi słowy, Locke stawia tezę, że żaden władca nie może wprowadzać podatku bez „zgody” pięćdziesięciu procent plus jednego ze swoich poddanych albo głosami ponad pięćdziesięciu procent „przedstawicieli” wybranych przez znacznie mniej niż połowę ogółu ludności. Każdemu władcy, który wprowadzi podatek bez wyimaginowanej „zgody” całego ludu, udzielonej mu przez grupkę jego reprezentantów, można nie tylko stawić opór w tej sprawie, ale nawet obalić go jako tyrana. Taki sam sposób myślenia zastosowano dla uzasadnienia wybuchu rewolucji amerykańskiej, nie oglądając się na to, że król Jerzy III w odpowiedzi na protesty kolonistów uchylił Ustawę Stemplową i Ustawy Townshenda. Rzecz jasna nie działa to w odwrotną stronę, więc przeciwko podatkom nałożonym przez „najwyższą władzę” „najwyższej” legislatywy, protestować ani uchylać się od nich w żadnym razie nie wolno. Podatki nakładane za aprobatą organów przedstawicielskich przez rozmaite szczeble „władzy wywodzącej się ze zgody rządzonych” będą nieporównanie większe i bardziej uciążliwe niż te, które wcześniej nakładano na ludność z polecenia monarchów.

Co jeszcze oprócz podatków wprowadzanych bez zgody ludu, uznaje Locke za słuszny powód do wywołania rewolucji? Jego zdaniem rewolucja jest usprawiedliwiona, „kiedy lud widzi, że stale ponawia się próby wprowadzenia arbitralnej władzy, że skrycie faworyzuje się (chociaż publicznie się temu przeczy) taką religię, jaką władza ta najchętniej chciałaby wprowadzić”. To oczywista aluzja do znienawidzonego katolicyzmu Jakuba II i podejrzanego katolicyzmu Karola I. Rewolucjoniści amerykańscy również jako jeden z powodów buntu wymieniali rzekomy „papizm” Jerzego III.

Na tym jednak nie koniec. Locke za powód do rewolucji uznaje każdypostępek władcy postrzegany jako niesprawiedliwy; „nawet jednorazowe naruszenie prawa”. Nader daleko odbiega to od nauk św. Tomasza, wedle których obalenie tyrana jest dopuszczalne, o ile został on uprzednio wybrany przez lud i jeśli jego uczynki stanowią zagrożenie dla dobra wspólnego wszystkich. Locke bierze jednak jeszcze większy rozbrat z chrześcijańską myślą polityczną, kiedy mówi, że nawet kiedy jeszcze „do żadnego wykroczenia nie doszło”, rewolucja jest usprawiedliwiona, jeśli uważa się, że władza „ma absolutystyczne zapędy albo zmierza ku wprowadzeniu tyranii”. Tłumaczy to w ten oto sposób: „kiedy długi szereg działań pokazuje,że wszelkie zamiaryzwrócone są w tym kierunku – to co jeszcze może przeszkadzać człowiekowi w dojściu samemu do przekonania, jaki obrót rzeczy przybierają? Jakże nie miałby on sam wypatrywać ratunku”. Przyrównuje stan umysłu do sposobu myślenia pasażera statku, który dochodzi do przekonania, że choć kapitan kilkakrotnie zmienia kurs, konsekwentnie zmierza jednak do portu w Algierze (funkcjonował tam rynek niewolników, na którym sprzedawano chrześcijan wziętych do niewoli przez muzułmanów). Rewolucjoniści amerykańscy przystosowali argumentacje Locke’a na potrzeby usprawiedliwienia i uzasadnienia podniesionej przez siebie rebelii. W Deklaracji Niepodległości skarżą się, że „długi szereg nadużyć i uzurpacji, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej”. Zdanie to jest praktycznie dosłownym zapożyczeniem z Drugiego traktatu o rządzie: „długi ciąg nadużyć, wykrętów i podstępów zmierza w jednym tylko kierunku, ich zamiary stają się dla ludu wyraźne”.

Kto jednak ma rozstrzygać o tym, że jakiś postępek władcy naruszył zaufanie albo że w jego działaniach rysuje się „skłonność” lub plan wprowadzenia tyranii? „Lud będzie takim sędzią” – mówi Locke. A jaka część ludu może o tym orzec? „Cały lud” – odpowiada Locke. Na koniec zaś przyznaje, że decyzję o rewolucji może podjąć „każdy pojedynczy człowiek”. Stawia pytanie: „Któż będzie sędzią orzekającym, czy książę bądź legislatywa działają wbrew pokładanemu w nich zaufaniu?”. I odpowiada na nie: „tak jak we wszystkich innych wypadkach, każdy człowiek jest sędziądla samego siebie”. Tam zaś „gdzie cały lud bądź jedna osoba zostanie pozbawiona swych uprawnień, lub te znajdą się pod władzą osoby nieuprawnionej do jej sprawowania i nie ma możliwości odwołania się do nikogo na ziemi, ludowi pozostaje tylko wolność apelowania do niebios, kiedy uzna sprawę za odpowiednio ważną”. W związku z tym, „strona skrzywdzona sama musi osądzić, kiedy takie odwołanie będzie słuszne i kiedy z nim wystąpić”. W tym miejscu stajemy w obliczu czegoś znacznie gorszego niż to, o czym mówił i co potępiał św. Tomasz oraz cała chrześcijańska nauka: stajemy wobec rebelii, do wzniecenia której nie potrzeba już słusznie zbuntowanej zbiorowości, gdyż wystarczy niezadowolona jednostka. W ten oto sposób protestancka zasada osobistego osądu, którą Locke uczynił miarą ludzkiej wiedzy oraz źródłem władzy, zostaje wykorzystana także dla usprawiedliwienia buntu przeciw rządzącym. Jednostka „odwołuje się do niebios” i oczywiście uzyskuje od nich odpowiedź, jaką pragnie usłyszeć. W ten sam sposób postąpili zwolennicy Cromwella, kiedy to po raz pierwszy w dziejach ludzkości grupa poddanych uczyniła się trybunałem, który miał oskarżyć swego króla o zdradę, po czym skazać go na śmierć. Identyczną odpowiedź z niebios uzyskali też towarzysze Locke’a, którzy spiskowali przeciwko Karolowi II i obalili Jakuba II. Jak zauważa Tarcov, Locke dokonuje tu chytrej zmiany rzeczywistej treści Pisma, które „odwołanie się rządzonych do niebios ogranicza do tylko zwykłej modlitwy”.

Locke nigdy nie odniósł się do kwestii oczywistej niesprawiedliwości wynikającej z jego nowatorskiej doktryny. Cóż bowiem stanie się, jeśli ci, którzy się odwołali do nieba, dojdą do konkluzji sprzecznej ze zdaniem większości, a nawet przytłaczającej większości społeczeństwa? Jeśli większość nie chce wcale obalić ani zamordować władcy, lecz pragnie zachować status quoi nie widzi w nim „długiego ciągu nadużyć, wykrętów i podstępów, zmierzających w jednym tylko kierunku”, a ten który nimi rządzi nie wydaje im się ani lepszy ani gorszy niż należałoby tego oczekiwać na tym grzesznym padole? Liczne zapewnienia Locke’a, że rewolucje będą wybuchały tylko wówczas, kiedy „lud jest doprowadzony do nędzy”, każą wręcz zapytać: kim jest „lud” i na mocy jakiego prawa może on być sędzią w tej sprawie i decydować o detronizacji władcy? Cały zachodni świat w przyszłości przekonał się, podobnie jak Anglia, która już doświadczyła egzekucji Karola, Rebelii Monmoutha oraz Chwalebnej Rewolucji, że za słowem „lud” kryją się kadłubowe parlamenty, „komitety” rewolucyjne, „kongresy” i „stany”, które przemocą zawłaszczają władzę tylko po to, żeby następnie zaprowadzić rządy dalece bardziej opresyjne niż panowanie rzekomego tyrana, którego w imię Wolności obalono.

Locke jako pierwszy był konsekwentnym orędownikiem idei, wedle której Wolność to stan „samorządnej rebelii” i „tylko rzeczywista praktyka rewolucjimoże wyzwolić lud spod ucisku”. Zwolennicy Wolności pójdą za naukami Locke’a (i jego własnym przykładem jako uczestnika spisku Rye House) i pod sztandarem „woli ludu” będą wyzwalali Zachód od „ucisku”. Lockeańska doktryna „odwołania do niebios” jako uzasadnienia rewolucji, jest otwarciem epoki rewolucji, która rozpocznie się w następnym stuleciu i zaowocuje między innymi amerykańską rewolucją i wojną secesyjną, którą stany Południa okrzykną drugą amerykańska rewolucją. Ich następstwem, co wykażemy w rozdziałach 15, 16 i 17, będzie utworzenie jeszcze potężniejszej władzy centralnej aniżeli ta, która powstała po pierwszej rewolucji. Lockeańska rewolucja w kontekście umowy społecznej stanie się rodzajem zapadni, w którą wpadnie Zachód, a konsekwencją tego będzie trwała akceptacja dla coraz to potężniejszego świeckiego państwa narodowego, przeciwko któremu żaden bunt już nie będzie możliwy, gdyż drzwi tejże zapadni otwierają się tylko w dół i tylko ten jeden raz.

Aby jednak nic już nie mogło zagrozić Wolności w „czysto wysprzątanym domu” postchrześcijańskiego Zachodu, niezbędny był kolejny akt intelektualnej dekonstrukcji. Z nowego porządku politycznego należało wyrugować nie tylko „ducha Rzymu”, ale też samą ideę ziemskiej władzy duchownej, ponieważ hobbessowsko-lockeański suweren z samej swej definicji nie może mieć absolutnie żadnego rywala. Dlatego religia, podobnie jak społeczeństwo obywatelskie, musiała przejść proces przekształcenia jej w umowne zrzeszenie osobiście nią zainteresowanych jednostek podległych i podporządkowanych władzy państwowej. Zadanie, któremu Hobbes i Locke podporządkowali swoje rozważania teoretyczne, rewolucjoniści amerykańscy urzeczywistnili w praktyce.

Christopher Ferrara

Fragment książki Christophera Ferrary „Wolność, bóg, który zawiódł t. I” Rozdział III „Zniszczenie Państwa Bożego”. Wydawnictwo Wektory 2017. Portal Kresy.pl jest patronem medialnym książki.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz