Byle nie zapeszyć

Wydaje się, że rok bieżący można będzie zapisać jako wyjątkowo udany pod względem ochrony spuścizny historycznej na Ukrainie. Odnawiane są świątynie, stojące przez dziesięciolecia puste, przekazywane są muzeom pałace, do których jeszcze niedawno nie było dostępu. Byle nie zapeszyć.

Okopy Świętej Trójcy powstają z ruin

Chyba, co drugi Polak, odwiedzający Podole, zagląda zazwyczaj opiewane przez Zygmunta Krasińskiego Okopy Świętej Trójcy pod Kamieńcem Podolskim. Warto odwiedzić Okopy, tym bardziej, że położone są tuż przy trasie do Chocimia, obok Żwańca, gdzie też godne są uwagi kościół ormiański i ruiny zamku. W Okopach panuje atmosfera romantyczno-rycerska. To właśnie stąd hetman wieki koronny Stanisław Jabłonowski z rozkazu Jana III Sobieskiego robił wypady przeciwko Turkom, osadzonym w zajętym przez nich Kamieńcu, i właśnie tu dzielnie walczyli przeciwko przeważającym siłom rosyjskim konfederaci barscy Kazimierza Pułaskiego.

Okopy Świętej Trójcy – to dawny obóz warowny, który jako tako się jeszcze zachował. Od strony drogi na Borszczów są jeszcze wielkie wały, na których w okresie międzywojennym wykładano z kwiatów herb Rzeczypospolitej, obok stoi Brama Lwowska. Prawie identyczna – Kamieniecka – znajduje się przy wyjeździe z obwarowań w kierunku Kamieńca. Dziś jest położona już w centrum miejscowości. Dodam jeszcze, że nad Zbruczem zachowała się baszta Pułaskiego, niestety budowla jest w ruinie. Sercem twierdzy był kościół pod wezwaniem św. Trójcy, ufundowany jednocześnie z fortyfikacjami przez Jana III Sobieskiego. 8 marca 1769 roku zginęli w nim ostatni konfederaci, którym nie udało się przeprawić wraz z Pułaskim na turecki brzeg Dniestru. Żołnierze generała Lwa Izmajłowa, według niektórych przekazów, wymordowali leżących w kościele rannych, a według innych – podpalili świątynię wraz z nimi. W 1903 roku Towarzystwo Miłośników Historii odbudowało kościół i bramy, które przez cały okres austriacki stały w ruinie. Wtedy na fasadzie zamieszczono tablicę z datami: „1693–1769–1903”. Świątynię dekorował malarz Sozański. W 1945 roku UPA spaliło świątynię i od tego czasu nie była odnawiana.

Podczas pobytów w Okopach największy żal wywoływał we mnie stan kościoła – ruina z zapadniętym dachem służyła miejscowym jako magazyn siana. W tym roku mieszkaniec Okopów, Wasyl Kryworuczko, mieszkający tuż obok kościoła, wspólnie z proboszczem katedry kamienieckiej ks. Romanem Twarogiem zainicjowali prace renowacyjne w świątyni. Pan Wasyl zaczął zbierać datki na odnowienie kościoła, z których nakryto najpierw prezbiterium świątyni, a wkrótce nowym dachem zabezpieczono całość. Obecnie pracownicy z Kamieńca szykują się do tynkowania budowli wewnątrz, naturalnie w taki sposób, aby nie uszkodzić zachowanych fragmentów fresków Sozańskiego. Chociaż w Okopach nie ma już katolików, świątynię przekazano jednak kurii i wyznaczono kapłana.

Pomógł Pinzel.

Jednym z najwybitniejszych dzieł architekta Bernarda Meretyna, które stało się wzorcem dla świątyń w Buczaczu, Rawie Ruskiej, Busku i Łopatynie jest kościół p.w. Wszystkich Świętych w Hodowicy pod Lwowem. Powstał w 1758 roku, a dekorowanie wnętrz trwało jeszcze przez kolejnych piętnaście lat. Oprócz fresków Aleksandra Rolińskiego, które prawdopodobnie wzorowane były na malowidłach rzymskiego architekta i malarza Andrea Pozzo, cenną dekoracją wnętrza były rzeźby Jana Jerzego Pinzla. „Ofiara Abrahama” i „Samson ze lwem” dziś są w Muzeum Pinzla we Lwowie. W świątyni od 1856 roku czczony był cudowny obraz MB Bolesnej, który w okresie międzywojennym został ukoronowany przez lwowskiego arcybiskupa Bolesława Twardowskiego. Od tej chwili hodowicka świątynia stała się sanktuarium maryjnym. Podczas wysiedlenia Polacy zabrali obraz do kościoła św. Augustyna we Wrocławiu. Do innej wrocławskiej świątyni, pw. Bożego Ciała przeniesiony został krucyfiks z Hodowicy, również wykonany przez Pinzla.

Po zamknięciu kościoła w 1961 roku unikatowe rzeźby trafiły do Lwowskiej Galerii Obrazów. W ubiegłym roku były one wystawiane w paryskim Luwrze na ekspozycji dzieł Pinzla. Prace mistrza wywołały tak duże wrażenie na Francuzach, że w lipcu honorowy konsul Francji we Lwowie Danyło Jarema zapowiedział, że strona francuska pomoże odnowić kościół Wszystkich Świętych w Hodowicy, który po pożarze w 1974 roku stoi bez dachu i sklepienia. Pozostaje jedynie dodać: „z Bogiem!”.

Na zasadach wolontariatu

Podczas wędrówek po Ukrainie prawobrzeżnej, w czasie zbierania materiałów o klasztorach katolickich przydarzyło mi się wiele przyjemnych niespodzianek, związanych nie tylko z zabytkami sakralnymi. Przykładem może być pałac Sanguszków w Iziasławiu, wzniesiony w 1770 roku w miejscu dawnych umocnień przez Włocha Paolo Fontanę. Teren zamku został oczyszczony ze śmieci i zarośli. Inicjatorami akcji byli wolontariusze z woj. chmielnickiego, do których z czasem dołączyło kilkuset mieszkańców miejscowości. Usunięto drzewa ze zwieńczenia murów, zarośla na dziedzińcu i pod mostem zamkowym, uprzątnięto zwały śmieci z zabudowań pałacowych książąt Zasławskich. Teraz można przynajmniej wejść na dziedziniec.

W 2011 roku mieszkańcy Międzyboża zaczęli w czynie społecznym opiekować się zamkiem Sieniawskich i zrujnowanym w 1962 roku przez dyrektora kołchozu kościołem św. Trójcy. Porządkowanie terenu zainicjowały cztery studentki-wolontariuszki z Kijowa, które własnymi rękami wyniosły stosy śmieci z pałacu i kościoła. W tym że roku oraz następnych, szlachetną sztafetę przejęli wolontariusze pod kierunkiem prof. Denisa Monastyrskiego i członków polskiego Towarzystwa im. Juliusza Słowackiego z Chmielnicka. W kościele jest jeszcze wiele pracy, przecież osunęła się posadzka, wszystko zaśmiecono i porosło krzewami – potrzebna jest pomoc większej ilości ludzi. Wokół świątyni, która wedle źródeł, przez pewien czas należała do dominikanów, widać już ślady porządkowania. Tych, którzy pamiętają stan obiektu sprzed lat, cieszy widok obecny.

W sąsiednim Latyczowie też jest wiele zmian. Sanktuarium MB Latyczowskiej odzyskuje wygląd z okresu swego rozkwitu. niedawno zostało odnowione malowidło na fasadzie przedstawiające św. Rozalię. Trwają prace w kaplicach, a staraniem proboszcza kościoła o. Adama Przywuskiego boczna wieża twierdzy, otaczającej niegdyś klasztor, otrzymała oryginalne zwieńczenie z herbem Potockich i wiatrowskazem z datą „1598”. Taki właśnie widok zwykliśmy oglądać na XIX-wiecznej rycinie Napoleona Ordy. Wewnątrz wieży prace również są na ukończeniu, powstanie tu muzeum sanktuarium. Otwarto plac widokowy, z którego rozlega się wspaniały widok na dawny ośrodek braci kaznodziejów.

W praktyce europejskiej wolontariat jest rzeczą od dawna oczywistą, ale w naszych warunkach wywołuje on zachwyt i podziw. Jestem pewien, że dopóki u steru Ukrainy stoją „twardzi gospodarze”, wolontariuszy, gotowych ratować opuszczone przez władzę zabytki, będzie coraz więcej.

Czy to cud?

Wspaniała neogotycka rezydencja należąca w przeszłości do Dachowskich, zachowała się w Leśkowej w rejonie monastereckim w obwodzie czerkaskim. Od czasów wojny stacjonowała tu jednostka wojskowa, która magazynowała w komnatach pałacowych przeterminowane środki chemiczne i medykamenty. Wszystko to doprowadziło do zniszczenia zabytkowych wnętrz pałacowych. Gdy przygotowywałem materiały do publikacji o polskich zamkach i rezydencjach na Ukrainie, udało mi się wejść na teren jednostki dzięki łapówce (sprytnie udając weselnego fotografa, wręczyłem ochroniarzom flaszkę wódki). Teren parku był całkowicie zarośnięty, a zdziczałe drzewa nawet w zimie nie pozwalały na dobre ujęcia zdjęć pałacu. Już wtedy, w 2010 roku, mówiono o tym, że wojskowi wyprzedają majątek nuworyszom. Pomyślałem wówczas, że wątpliwe jest, aby zwykli turyści mogli kiedyś tu zawitać. Jednak po licznych petycjach społeczności wsi Leśkowa do władz regionu i województwa stała się rzecz niewiarygodna: czerkaski gubernator Serhij Tułub na początku lipca zawiadomił mieszkańców, że „administracja obwodowa w ciągu trzech miesięcy opracuje plany zabezpieczenia i rekonstrukcji zabytkowego zespołu krajobrazowo-architektonicznego Rezydencja Dachowskich. Zrobimy wszystko, aby goście mieli możliwość odwiedzania tego unikatowego zabytku”.

Okazało się, że deputowany Ukrainy Anton Jacenko podczas obrad Rady Najwyższej 18 czerwca br. wniósł projekt „O dofinansowanie zespołu krajobrazowo-architektonicznego „Rezydencja Dachowskich” w obwodzie czerkaskim”. Po rozpatrzeniu projektu przewidziano środki budżetowe na rok 2014 na prace renowacyjne i remont zabytku. W planach jest przekazanie zabytku pod opiekę Ministerstwa Kultury i włączenie go na listę obiektów niepodlegających prywatyzacji. Ostatecznie planowane jest stworzenie w Leśkowej państwowego rezerwatu historyczno-kulturowego.
Aby zapoznać się z aktualnym stanem zabytków w Leśkowej, zadzwoniłem do wójta Anatola Gawryluka, który powiedział, że do dziś „nie wiadomo kto” rozbiera przegniłe stropy i wyrzuca śmiecie z komnat rezydencji. Wokół wyrosły już stosy śmieci. Jednocześnie wycinana jest dzika roślinność w parku. Pałac powoli wyłania się spod stert śmieci i gęstwiny samosiejek. Do tej pory pozostaje jednak w gestii Ministerstwa Obrony i ochroniarze nadal nie wpuszczają nikogo do środka. „Ustaliliśmy jedno, – kontynuuje wójt, – po zakończeniu remontu chętni będą wpuszczani na teren rezydencji”.

No cóż, chyba wypada podziękować i za to, że bodaj coś dzieje się w zabytku, który był uważany za bezpowrotnie stracony. Jest jednak nadzieja, że za kilka lat znów będziemy mogli wybrać się na spacer odnowionymi alejkami parku pamiętającymi jeszcze czasy Dachowskich.

Dmytro Antoniuk

„Kurier Galicyjski”

Tekst ukazał się w nr 21 (193) 15–28 listopada 2013.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz