Polskie dworki. Surowe, piękne, zimne

Dwór szlachecki to pomnik polskiej kultury i symbol tego co w niej najlepsze. Jednak mieszkańcy dworów musieli zmagać się z bardzo prozaicznymi problemami. Jednym z największych było zimno. Chłód wdzierał się do budynków każdą szczeliną, a metody ogrzewania były bardzo nieefektywne.

Kresy — kraina dla Polaków wyjątkowa, magiczna. W tym roku odwiedziłem ją znów, znów mieszkałem w polskich dworkach. Jednak mimo całego ich piękna i walorów historycznych zimą musiało tam być zimno. Skąd to przypuszczenie? Widziałem niedawno demonstrację tzw. termoizolacji natryskowej Polskiej Grupy Izolacji Natryskowych. [link=http://pgin.org/]Proszę sobie wyobrazić, że fachowiec uzbrojony w pistolet ciśnieniowy, którym natryskuje cienką warstwę mieszanki, w ciągu kilku sekund rosnącej na grubość prawie 15 centymetrów, potrafi „załatwić” typowe poddasze w ciągu jednego dnia. Izolacja nakładana w jednym przejściu tworzy jednolitą warstwę bez żadnych szczelin (fachowcy nazywają je „mostkami termicznymi”). Widziałem to na pokazie „na żywo”, podczas wykonywania izolacji w domu jednego z moich przyjaciół. Wszystko to skłoniło mnie do przyjrzenia się architekturze polskich historycznych siedzib od strony bardziej technicznej niż estetycznej. Bo faktycznie — było w nich zimno…

Wiek XVI i XVII: bezpieczeństwo i prostota
Najdawniejsze dworki nie przypominały tych, które znamy z obrazów i literatury. Cechowała je prostota — by nie rzec: surowość — i funkcjonalność. Najważniejsze były walory obronne; budowla taka przypominała raczej rycerską stanicę niż wiejską rezydencję.

Tak być musiało: przez Kresy nieustannie przewalały się najazdy tatarskie, kozackie, grasowali najrozmaitsi łotrzykowie. A i sąsiad-szlachcic mógł wpaść z niezapowiedzianą roboczą wizytą, czyli tzw. zajazdem.

Dwór musiał też być odporny na warunki klimatyczne. To była jego druga najważniejsza funkcja, bo zimy na Kresach (zarówno tych południowo-wschodnich, jak i północno-wschodnich) były długie, śnieżne i zimne.

Dwory budowano z modrzewiowych belek, szpary między nimi uszczelniano mchem i gliną. Z zewnątrz ściany budowli obijano deskami. Utratę ciepła eliminowano dzięki odpowiedniej konstrukcji: dworki były parterowe, niskie, zatem łatwiejsze do ogrzania. Podłogi były zupełnie proste, robione z desek sosnowych lub dębowych. Posadzki rozpowszechniły się w dopiero w XVIII stuleciu.

Ówczesny dwór nie był też budowlą wyodrębnioną od reszty domostwa. Do trzonu budynku dobudowywano pomieszczenia służby i obiekty gospodarcze. To podnosiło walory obronne dworu i było dodatkową izolacją.

Główny dom miał dwie części: pańską i czeladną. Rozdzielała je ogromna sień, największe pomieszczenie dworu. Tam przyjmowano gości, wyprawiano uczty i tańce, zwoływano sąsiedzkie spotkania, a nawet sejmiki. W razie ataku sień służyła jako miejsce schronienia sąsiadów.

Pozostałe pomieszczenia części pańskiej, jak izba stołowa, bawialnia (zwana też świetlicą), komnaty sypialne i gościnne były znacznie mniejsze. Dla oszczędności budowano je w układzie amfiladowym — korytarz wymagałby bowiem dodatkowego ogrzewania.

Okna były niewielkie, wręcz miniaturowe — także dlatego, że służyły głównie za strzelnice. A poza „wojenną potrzebą” w zasadzie ich nie otwierano, bojąc się utraty ciepła i przeciągów. By odświeżyć powietrze, używano ziół preparowanych na rozmaite sposoby. Najczęściej był to wydzielający przyjemną woń drobiutko pocięty tatarak. Posypywano nim podłogę.
Szyby zastępowały błony sporządzone z woskowego płótna albo zwykłego natłuszczonego papieru. Szkło było wówczas bardzo drogie, na małe szybki oprawione w ołowiane lub drewniane ramki mogli sobie pozwolić wyłącznie najbogatsi. Prawdziwi krezusi mieli szybki gładkie, przezroczyste, zwykle bezbarwne, zwane szkłem weneckim.

W izbach znajdowały się gliniane piece lub kominy, zapewniające odpowiednią ilość ciepła i świata. Oczywiście wystarczającą jak na ówczesne czasy, dla nas zapewne absolutnie minimalną. Palono w nich drewnem; szlachcic musiał mieć odpowiednie zapasy na zimę.

Nie były to jedyne zapasy, gromadzone na tę porę roku. W lochu wykopanym przy dworze, pełniącym rolę dzisiejszej lodówki, przechowywano duże zapasy żywności, pozwalające gospodarzom przetrwać nie tylko zimę, ale i ewentualne oblężenie.

W takim dworku można było przetrwać największe mrozy, ale bez komfortu. Było zimno, a warunki wewnątrz były spartańskie. Łukasz Górnicki (1527-1603, pisarz, sekretarz Zygmunta Augusta) nazywał ówczesne budownictwo podłym.
Ale z czasem architektura dworków ewoluuje. Pierwsze zmiany następują w XVIII wieku, a wieku XIX nowa funkcja i forma jest w pełni dojrzała.

Wiek XVIII i XIX: piękno i styl

Ikona naszej architektury. Odwieczny element krajobrazu: drewniany, pomalowany na biało, zbudowany na planie prostokąta, z wysokim, często łamanym dachem. Przed nim obszerny podjazd…

To opis kresowych siedzib zbudowanych w XVIII i XIX wieku — zaczerpnąłem go zresztą z „Pamiętnika Wacławy” Elizy Orzeszkowej. Pisarka urodziła się w takim właśnie dworku na Grodzieńszczyźnie.

Dworek nie musi już spełniać funkcji obronnych. Jego forma nie jest zdominowana funkcjonalnością. To rezydencja — mieszkanie, miejsce pracy, ośrodek zarządzania majątkiem ziemskim i miejsce nauczania dzieci. Jest też dużej mierze samowystarczalny pod względem zaopatrzenia w żywność i wiele innych dóbr.

Wielkość XIX-wiecznego dworku zależy od zamożności gospodarza, są jednak pewne standardy. Stanisław Szafarkiewicz w rozprawce „Budowa dworków wiejskich” z 1882 roku pisze „dworek taki powinien się składać co najmniej z pokoju do zajęć zwykłych, salonu, jadalni, pracowni dla właściciela, sypialni dla państwa i dla dzieci, pokoju dla bony lub nauczyciela domowego, z dwóch-trzech pokoi gościnnych, z obszernej kuchni, z jednej lub dwóch spiżarni, izby dla czeladzi i z sypialni dla służby, oprócz dostatecznej liczby piwnic i góry”.

Taki dworek liczył co najmniej jedenaście pokoi. Były one — w przeciwieństwie do izb „dworku obronnego” — duże, przestronne, miały też duże okna, co czyniło je trudnymi do ogrzania. A klimat Kresów nie zmienił się…
Według literatury pamiętnikarskiej głównym zmartwieniem gospodarzy było zimno — ten problem pozostał. „Ciągnęło” od nieszczelnych okien i od podłogi, wiało od drzwi. Szyby nadal były drogie, nie było więc mowy o podwójnych oknach. Zimą dwór był nadal permanentnie niedogrzany.

Kominki nie były w stanie ogrzać dużych pokoi, dawały ciepło tylko w najbliższym otoczeniu, a wygaszone szybko stygły. W dni słotne i mgliste komin nie dawał odpowiedniego „cugu”, kominek nie rozpalał się dobrze i właściwie nie grzał. A piece kaflowe — ówczesna nowatorska technologia grzewcza —upowszechniały się: były drogie, wymagały drogiego węgla, który musiano dowozić.

Drewno coraz częściej zastępowała cegła i kamień, nie sprawdzające się jednak w kresowych warunkach. Dwór, stawiany zazwyczaj na szczycie wzgórza owiewały silne wiatry, zarówno ochładzając ściany od zewnątrz, jak i wdzierając się we wszystkie szczeliny. A naprawdę skuteczne materiały izolacyjne nadal były melodią przyszłości…

Szkoda, że styropian, wełna mineralna a najlepiej technologia natryskiwania pianek izolacyjnych, którą obejrzałem podczas pokazu „na żywo”[link=http://pgin.org/natrysk-na-zywo/] pojawiła się dopiero obecnie — zapewne więcej urokliwych polskich dworków przetrwałoby do dziś, a istniejące byłyby w dużo lepszym stanie. Zwłaszcza, że izolacja natryskowa jest porównywalna cenowo do metod tradycyjnych, za to producent daje jej dożywotnią — czyli można rzec: wieczną — gwarancję.

Artykuł sponsorowany przez Polską Grupę Izolacji Natryskowej

Marek A. Koprowski



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jumanyga :

    „A naprawdę skuteczne materiały izolacyjne nadal były melodią przyszłości…” Technologia stara jak świat rozwiązywała te problemy i dziś rozwiązuje – budownictwo gliniane lub ze słomobeli. W Niemczech jest na to dziś boom, 17% domów rocznie jest tak budowanych.

    Ceglany dom ma R=2, ze słomobeli R=60, tzn. że przy cegle jeśli temperatura na zewnątrz spadnie o 1C to w domu się wyrówna po 2h, przy słomobelach po 3 dniach.

    Doskonałym przykładem tego budownictwa jest Pałac Mostowskich w Tarchominie. Zbudowany z ubitej gliny i słomy, a otynkowany cementem że wygląda „normalnie” i się Pan nie musiał wstydzić że lepianka 😉 A wogóle z czego jest zrobiona cegła, jak nie z gliny. Więc większość z nas w lepiankach żyje…