Lament.
Rzeczpospolita wyje, płacze, szarpie na sobie szaty. Lamentuje.

Nihil novi. Choć nikt lamentujacej Ojczyzny nigdy nie widział – wielu ją taką opisywało. Na gotyckich nagrobkach polskich królów siedzą i stoją płaczące Stany Królestwa – i wyrywając sobie włosy, i płaczą nad śmiercią monarchy.



Ale nie tylko monarchy.

W transepcie romańskiej kolegiaty w Opatowie trwa jedno z najcenniejszych i najbardziej zagadkowych dzieł polskiego renesansu -„Lament Opatowski”. Odlana w brązie płyta, część nagrobka kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego, ukazuje płaskorzeźbiony tłum postaci w sarmackich, włoskich i wschodnich strojach. Pośrodku postaci te siedzą za długim stołem; po bokach dyskutują ze sobą; niektóre zdają się uderzone jakby jakąś Hiobową wieścią.

Nie wiadomo, co ta za scena. Wedle jednej (i dość ugruntowanej) hipotezy – widzimy bolesne zamieszanie na dworze kanclerskim, powstałe na wieść o upadku wyspy Rodos, zdobytej przez Turków.

Turcy, Polska, Europa

Przyjmijmy, że tak właśnie jest. Że to lament Polaków – nad przyszłością Europy, coraz bardziej osaczanej przez Pogan; lament Polski, stającej się coraz bardziej rzeczywistym Przedmurzem.

Że to zarazem źródło większości naszych dum, które opiewały bohaterów wojen z poganami.

Bo od średniowiecza tureckie armie i tatarskie zagony posuwały się wciąż dalej i dalej w głąb kontynentu. W wieku XVI przestały nasycać się drobnymi zdobyczami – zmiotły wielkie królestwo węgierskie, stanęły u bram Wiednia.

Turcyki

W tej atmosferze zaczęto w Europie pisać tak zwane „turcyki”, czyli nawoływać do wojny z Turcją. Także w Polsce. Chociaż pomiędzy Polską a Turcją panował (do czasu, rzecz jasna) w miarę trwały pokój, to jednak obywatele Rzeczypospolitej odczuwali dyskomfort. Z Górnych Wegier (to jest ze Słowacji) do Krakowa krok tylko; nasze granice tykały granic tureckich, a wskutek dramatycznych wydarzeń, mających miejsce tuż za tymi granicami – w ciągu mniej niż stulecia straciło swój żywot aż dwu koronowanych Jagiellonów. Po klęsce bukowińskiej, na fali powszechnej paniki, pośpiesznie wznoszono krakowski Barbakan.

Napady tatarskie wystarczająco dobrze uzmysławiały, czym grozi brak twierdz na pograniczu i czym jest pogańska niewola.

Polak lamentujący przed szkodą

Sarmaci wpierw chłonęli wieści o węgierskiej tragedii. Potem zaczynali widzieć zagrożenie: że sami mogą paść ofiarą Porty Ottomańskiej. Stanisław Orzechowski wzywał króla do wypowiedzenia Turkom wojny, bo lepiej bić się na ziemi wroga, niż czekać, aż wróg uderzy na ziemię naszą, nieprzygotowaną – i tym nieprzygotowaniem kuszącą napastnika.

Wszak i Polacy naonczas, jak wcześniej „bogaci Węgrowie” mieli „złota dosyć w pogotowie” i „swój stan pyszno wiedli”. I podobny strój nosili, i jednych królów Jagiellonów mieli. A teraz Węgrzy „w niewolej usiedli” – „Uciśnieni z każdej strony, | Pobrano im dziatki, żony, | Potracili swe imienie, | Wpadli w okrutne więzienie”.

Duma węgierska

Powyższe słowa pochodzą z „Pieśni o posiędzieniu i o zniewoleniu żałosnym Ziemie Węgierskiej i o pogrozie Boskiej srogiej złym krześcijanom przez widze[nie] Boże objawionej”. Ona to towarzyszyła, można rzec, „Lamentowi”, skomponowana może nawet w tym samym czasie, albo prawie – i zapisana w kancjonale z Zamościa. Ona to jest prawdziwym lamentem Polaków nad losem tych, którzy wpadli w tureckie pęta.

Można by ją też z powodzeniem zatytułować: „Duma węgierska”, choć nie jest to „duma” klasyczna, czyli opłakujaca śmierć rycerza – tylko zagładę państwa. Śpiewano ją w renesansowym wielogłosie, skomponowanym prosto, ale uczenie; więc jeśli już ją grać, to raczej na lutni, niż na kobzie.

A poza tym „Duma węgierska’ jest aktualna. Przyczyny klęski widzi wszak w zachowaniu „złych krześcijan”, na których kara Boża spadła. Nihil novi.

Jacek Kowalski

– – – – – – – – – – – – – – – – – – –

W załączeniu: Duma węgierska, czyli „Pieśń o posiędzieniu i o zniewoleniu żałosnym Ziemie Węgierskiej i o pogrozie Boskiej srogiej złym krześcijanom przez widze[nie] Boże objawionej” (fragment). Śpiewa Jacek Kowalski, gra na lutni renesansowej Henryk Kasperczak. Nagranie sporządzone specjalnie dla www.kresy.plna Zamku Kórnickim, zrealizował Robert Rekiel.

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz