Część mediów po aresztowaniu domniemanych zabójców Borysa Niemcowa – Czeczenów – drwiąco wyrażała się o „dyżurnych zabójcach” czy „oczywistym, jak zwykle, czeczeńskim śladzie”. Jednak trudno nie dostrzec, że w wielu najistotniejszych przypadkach tego rodzaju zabójstw gdzieś w tle majaczy górski krajobraz północnego Kaukazu. Czy to właśnie tam może znajdować się klucz do odpowiedzi przynajmniej na część pytań?

Zabójstwo rosyjskiego opozycjonisty Borysa Niemcowa w sercu Moskwy, w pobliżu Kremla, ponownie zwróciło uwagę na temat, który rozpala emocje i przyciąga uwagę zarówno światowych przywódców, jak i zwykłych ludzi. Jest nim problem tajemniczych zabójstw dokonywanych z pobudek politycznych, lub w tle których pojawiają się wysoko postawieni rosyjscy politycy, biznesmeni, funkcjonariusze tajnych służb i gangsterzy. Ta specyficzna „zbrodnicza mieszanka” w pewnym sensie stała się jednym z elementów obrazu rosyjskiego życia społeczno-politycznego.

ZOBACZ TAKŻE: Zabójstwo Niemcowa: ostateczna rozgrywka na szczytach rosyjskiej elity władzy

Tym, co zazwyczaj łączy ofiary zabójstw jest bez wątpienia ich krytyczny stosunek do tego obrazu, który obserwowali każdego dnia. Ich krytyka dotyczyła najwyższych kręgów władzy na Kremlu, a w szczególności jednej konkretnej osoby – obecnego prezydenta Władimira Putina. Z tego względu najczęściej powtarzaną tezą, szczególnie – co oczywiste – w mediach zachodnich, jest co najmniej pośredni udział rosyjskiego przywódcy w doprowadzeniu do śmierci swoich krytyków. Wydaje się, że są jednak i inne elementy wspólne. Poza tym – czy każde z zabójstw wpisuje się w ten sam schemat i dotyczy „niewinnych bojowników o wolność i demokrację”? Jest to temat niesamowicie obszerny i skomplikowany. Warto jednak próbować przyjrzeć się mu z nieco bliższej odległości. Między innymi na przykładzie najsłynniejszych ofiar – faktycznych lub domniemanych – rosyjskich mordów politycznych: Anny Politkowskiej i Aleksandra Litwinienki.

Czeczeńskie grzechy i Sumienie Rosji

Anna Politkowska – dziennikarka znana przede wszystkim z reportaży dotyczących Czeczeni, szczególnie w okresie 2. wojny w tym kraju (1999-2009). To dzięki temu tematowi zaistniała przede wszystkim w światowych mediach. Określano ją jako „sumienie Rosji”, w której jednak nie zdobyła tak wielkiej popularności. Uważana była za osobę ideową, która swoją pracę wykonywała ze szczerego zaangażowania. W trakcie jednego z wyjazdów na Kaukaz została porwana przez oddziały rosyjskie (według niektórych opinii – przez agentów FSB), przeżyła pozorowaną egzekucję.

Jako mediator brała udział w akcji uwolnienia zakładników z teatru na Dubrowce w Moskwie w 2002 roku. We wrześniu 2004 roku chciała wziąć udział w negocjacjach, gdy czeczeńscy porywacze zajęli szkołę w Biesłanie. W drodze na miejsce nagle zachorowała i musiała opuścić samolot. Jej bliscy utrzymywali później, że na pokładzie podano jej herbatę z niezidentyfikowaną trucizną.

Anna Politkowska. Fot. rddfm.ru

Politkowska krytycznie opisywała czeczeńskich rebeliantów, żołnierzy rosyjskich, a później rządy Kadyrowów. Zwracała szczególną uwagę na kwestię łamania praw człowieka. Krytykowała również Władimira Putina oraz FSB, której przewodził zanim w sierpniu 1999 roku został powołany na stanowisko premiera przez Borysa Jelcyna – dzięki poparciu oligarchy Borysa Bieriezowskiego. W książce „Rosja Putina”oskarżała prezydenta o wprowadzenie dyktatury na wzór sowiecki. Jednocześnie, była także wielkim krytykiem Ramzana Kadyrowa – prezydenta Czeczeni.

Tydzień przed śmiercią w wywiadzie dla Radia Wolna Europa powiedziała, że jest świadkiem w sprawie kryminalnej przeciwko Ramzanowi Kadyrowowi w związku z porwaniami w Czeczenii. Sprawa ta była częściowo oparta na jej reportażach z Kaukazu. Nazwała wówczas Kadyrowa „Stalinem naszych czasów”. Sam czeczeński przywódca kilka miesięcy przed zabójstwem Politkowskiej miał w trakcie spotkania grozić jej śmiercią.

Politkowska została zamordowana 7 października 2006 roku, w Moskwie, w budynku, gdzie mieszkała. O 16:11 weszła do sieni i skierowała się do windy. Zanim jej drzwi zdążyły się zamknąć, do dziennikarki oddano cztery strzały z broni domowej roboty (przerobionego pistoletu pneumatycznego) z krótkiej odległości, trafiając ofiarę w tułów, ramię i głowę. Broń oraz łuski pozostawiono na miejscu. Od chwili wejścia dziennikarki do budynku do momentu opuszczenia go przez zamachowca minęły zaledwie 24 sekundy.

Wszczęto oficjalnie śledztwo. O dokonanie zabójstwa szybko oskarżono członków czeczeńskiej mafii oraz kilku byłych agentów FSB. Motywem miała być chęć zdestabilizowania sytuacji w kraju – a to sugerowało zlecenie z zagranicy. Pojawiły się głosy, że sprawcą miał być lider czeczeńskiej mafii Chodż Achmed Nuchajew, działający na zlecenie Bieriezowskiego lub nawet sam zbiegły do Wielkiej Brytanii oligarcha. Opozycyjna „Nowaja Gazieta” wskazywała także na udział Maksyma Łazowskiego – ważnej postaci czeczeńskiej mafii, którego wiązano z zamachami na budynki mieszkalne w 1999 roku, co stało się pretekstem do rosyjskiego ataku na Czeczenię. Podejrzewano także ludzi z otoczenia byłego prezydenta Czeczenii, Ału Ałchanowa.

Ostatecznie jako zabójcę wskazano Rustama Machmudowa, 30-letniego Czeczena podejrzewanego przez opozycyjne media o współpracę z FSB. Jego dwaj bracia, Ibragim i Dżabrail mieli być jego wspólnikami. Jednak konkretne zarzuty postawiono tylko braciom Rustama oraz Siergiejowi Chadżikurbanowi – byłemu funkcjonariuszowi MSW, weteranowi niebezpiecznych misji w Czeczeni oraz operacji antyterrorystycznych (m.in. sprawa teatru na Dubrowce), wydalonemu ze służby i skazanemu na rok więzienia za handel heroiną. Zdaniem oskarżenia to on miał być mózgiem operacji.

W lutym 2009 roku wszyscy zostali jednogłośnie uniewinnieni przez ławę przysięgłych. Spotkało się to z powszechną krytyką. W międzyczasie Rustam Machmudow zbiegł za granicę i ukrywał się w Europie Zachodniej. W maju 2011 roku został aresztowany w Czeczenii.

Po zapoznaniu się ze sprawą rosyjski sąd najwyższy nakazał przeprowadzenie ponownego procesu. W drugim procesie jednym z głównych podejrzanych stał się Dmitrij Pawluczenkow, były podpułkownik milicji, w 2006 roku szef zespołu dochodzeniowego z wydziału śledczego. Wcześniej był świadkiem w procesie, choć według śledczych to on kupił broń, z której zabito Politkowską i przekazał ją Rustamowi Machmudowi. Pawluczenkow obiecał wskazać zleceniodawców zabójstwa w zamian za złagodzenie wyroku. Obietnicy tej nigdy nie spełnił.

Dmitrij Pawłuczenkow. Fot. rferl.org

Pawluczenkow miał zorganizować akcję śledzenia dziennikarki, zlecając to zadanie dwóm swoim podwładnym. W trakcie procesu obaj przyznali, że na polecenie Pawluczenkowa „prywatnie” śledzili pewną kobietę, otrzymując około 100-150 dolarów za dzień. On sam utrzymywał, że jedynie zorganizował obserwację Politkowskiej, zaś głównymi organizatorami mieli być Chadżikurbanow oraz Łom Ali Gajtukajew – wuj oskarżonych braci Machmudow i znana postać półświatka przestępczego. Były milicjant zeznał, że ten pierwszy był zaufanym człowiekiem Gajtukajewa i został specjalnie wyciągnięty z więzienia po to, by zorganizować zabójstwo Politkowskiej. Za wykonanie zlecenia mieli otrzymać od Gajtukajewa 150.000 dolarów, z czego większość – jak twierdził Pawluczenkow – przywłaszczył sobie Chadżikurbanow.

Podczas procesu reszta oskarżonych uznała zeznania Pawluczenkowa za zwykłe pomówienia. Nawet jego bliscy byli zdania, że zniekształcał fakty dotyczące swojego udziału w zabójstwie i ukrywał informacje o zleceniodawcy. W jego zeznaniach wykrywano nieścisłości. Pawluczenkow zeznał m.in., że Gajtukajew przybył na spotkanie samochodem, który jak się okazało został sprzedany przez gangstera kilka miesięcy wcześniej.

Pawluczenkow miał również zataić fakt, że Chadżikurbanow był jego dobrym znajomym, któremu był winien 20 lub 30 tysięcy dolarów (pochodzących od ludzi Gajtukajewa). Po wyjściu z więzienia Chadżikurbanow chciał je odzyskać i zwrócić dług czeczeńskiemu przestępcy. Tego tematu miały dotyczyć ich spotkania jesienią 2006 roku.

W dniu zabójstwa, na około 20 minut przed morderstwem, Pawluczenkow, dwaj obserwatorzy oraz inny znajomy milicjanta (świadek przekazania broni Machmudowowi) wyłączyli telefony i opuścili Moskwę, udając się w różnych kierunkach. Jakiś czas później Pawluczenkow wręczył dwóm z nich po 20 tys. dolarów. Nigdy nie usłyszeli żadnych zarzutów.

Gajtukajew w dniu zabójstwa dziennikarki kilkakrotnie kontaktował się ze swoimi siostrzeńcami telefonicznie, mimo, że był wówczas a areszcie. Śledczy twierdzili, że w ten sposób kierował zabójstwem, używając w rozmowach szyfru – mówiąc o „odebraniu długu” miał na myśli zabójstwo.

W śledztwie pojawiły się również inne kontrowersje. Dotyczyły one choćby identyfikacji Rustama Machmudowa. Co prawda rozpoznał go jego krewny (i był tego absolutnie pewny), ale już nie właścicielka mieszkania, które wynajmował. Ponadto, w 2006 roku Rustam kulał ze względu na uraz nogi, zaś osoba z nagrania monitoringu – nie. Według ekspertyzy balistycznej morderca był także wyższy od Politkowskiej. Machmudow był niższy. Mimo to, został on uznany za mordercę.

W procesie pojawiały się także inne nieścisłości. Wskazywano na znaczne rozbieżności w danych użytych do lokalizacji samochodu użytego w zamachu oraz telefonu domniemanego kierowcy – Dżabraila Machmudowa. Nie było również pewności, czy Dżabrail i Ibragim byli na miejscu zbrodni, czy tylko w pewnej odległości od jej domu. Telefon Ibragima do Dżabraila zinterpretowano jako sygnał, że Politkowska jest w drodze do domu. Jednak wówczas przejechanie dystansu niespełna 1,5 km – w sobotę i przy małym ruchu – zajęłoby jej aż 13 minut[1].

Ostatecznie skazano pięć osób. Żaden oskarżony nie przyznał się do winy. Łom-Ali Gajtukajew został uznany za organizatora zbrodni, a jego siostrzeniec Rustam Machmudow za zabójcę. Obu skazano na dożywocie. Siergiej Chadżikurbanow otrzymał wyrok 20 lat więzienia, zaś bracia Ibragim i Dżabrail Machmudow odpowiednio 12 i 14 lat więzienia. W osobnym procesie Pawluczenkow otrzymał karę 11 lat więzienia za zorganizowanie obserwacji Politkowskiej. Do końca zaprzeczał, że ma cokolwiek więcej wspólnego z zabójstwem.

Od lewej: Dżabrail Machmudow, Łom-Ali Gajtukajew, Ibragim Machmudow, Rustam Machmudow, Siergiej Chadżikurbanow. Fot. rferl.org.

Nie stwierdzono jednak jednoznacznie, czy było to morderstwo na zlecenie. W akcie oskarżenia wskazano jedynie na „niezidentyfikowaną osobę, która była niezadowolona z krytycznych publikacji Politkowskiej”. W aktach sprawy miało znajdować się również stwierdzenie, że morderstwo zlecił któryś z rosyjskich polityków. Śledczy nie wyszli jednak poza te ogólnikowe stwierdzenia.

Motywy zabójstwa są faktycznie nieznane. Śledczy początkowo wskazywali, że za zabójstwem Politkowskiej stoi Borys Bieriezowski. Tę wersję sugerował także Pawluczenkow, a jej zwolennikiem jest również prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow. Według niego Politkowska stałaby się nieużyteczna dla krytyków jego oraz Rosji, odkąd sytuacja w Czeczeni zaczęła się stabilizować[2].

Jako zleceniodawca często wskazywany jest bezpośrednio Władimir Putin. Zwraca się uwagę, że Politkowska krytykowała zarówno jego osobę, jak i stworzony przez niego system rządów. Podkreślano też , że zabito ją w dniu urodzin rosyjskiego prezydenta. Jednak zdaniem części osób, m.in. historyków Jurija Felsztinskiego i politologa Władimira Pribyłowskiego, ani Putin ani nikt z jego otoczenia nie miał osobistego motywu, by decydować się na uśmiercenie dziennikarki.

Stąd według kolejnej teorii była to forma „prezentu urodzinowego”. W tym przypadku zleceniodawcą mógł być ktoś z centrali rosyjskich służb specjalnych bądź Ramzan Kadyrow. Tutaj motywem miałoby być uzyskanie rewanżu i wdzięczności rosyjskiego prezydenta. Warto przypomnieć, że Ramzan Kadyrow został jakiś czas później prezydentem Czeczenii – głównie dzięki poparciu udzielonemu przez Putina. Poza tym, Politkowska krytykowała go równie mocno, jak Putina.

Opozycyjna Nowaja Gazieta opisała także pewne tajemnicze wydarzenie. Dwa tygodnie po śmierci Politkowskiej redakcję odwiedził Biesłan Gantamirow, były burmistrz Groznego. Powiedział, że uzbrojeni ludzie z otoczenia Kadyrowa zostali wysłani do Moskwy z rozkazem zabicia jego, Mowładiego Bajzarowa i Anny Politkowskiej. Bajsarow był jednym z czeczeńskich dowódców i szefem ochrony prezydenta Ahmada Kadyrowa, ojca Ramzana. Później dowodził czeczeńskim oddziałem do zadań specjalnych w ramach FSB (miał mieć stopień stopień podpułkownika), z czasem popadając w ostry konflikt z Ramzanem Kadyrowem. Bajsarow nosił się z zamiarem ujawnienia szczegółów dotyczących przestępstw popełnionych przez przywódcę Czeczenii (o czym mówił w rosyjskich mediach) oraz informacji związanych z zabójstwem Politkowskiej. Ponad miesiąc po śmierci dziennikarki, 18 listopada Bajsarow został zastrzelony w centrum Moskwy. Oficjalnie zginął przypadkowo podczas strzelaniny, jaka wybuchła, gdy stawiał milicji opór przy zatrzymaniu. Nie była to jednak milicja moskiewska, lecz formacja czeczeńska, do tego posługująca się bronią automatyczną. Bajsarow został trafiony 11 kulami – w większości w głowę.

Cenzor FSB i rosyjskiej mafii

Aleksandr Litwinienko jest jednym z najlepiej znanych szpiegów – nie tyle dzięki swojej działalności za życia, co raczej przez to, w jaki sposób to życie zakończył. Ten były funkcjonariusz KGB, a później FSB, zajmował się przede wszystkim rozpracowywaniem rosyjskich zorganizowanych grup przestępczych, w tym tych działających poza granicami Rosji. W 1994 roku prowadził śledztwo w sprawie zamachu na Borysa Bieriezowskiego. Obaj zaprzyjaźnili się ze sobą. Po objęciu stanowiska szefa FSB przez Władimira Putina, Litwinienko miał przekazać mu informacje dotyczące nielegalnych kontaktów części agentów służb z mafią. Twierdził, że te doniesienia nie spotkały się z większym zainteresowaniem.

W listopadzie 1998 roku pułkownik Litwinienko wspólnie z czterema innymi agentami FSB publicznie oświadczył, że otrzymał rozkaz zamordowania Borysa Bieriezowskiego – wówczas zastępcy dyrektora państwowej rady bezpieczeństwa. W ciągu kilku następnych miesięcy dwukrotnie był aresztowany. W 2001 uciekł z rodziną do Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymał azyl. Jego opiekunem został Bieriezowski, który regularnie przekazywał mu pieniądze na utrzymanie. W Rosji w 2002 roku otrzymał zaoczny wyrok 3,5 roku więzienia w związku z oskarżeniami o korupcję.

Aleksandr Litwinienko. Fot. news.mail.ru

Na emigracji Litwinienko stał się głośnym krytykiem Kremla i rosyjskich służb specjalnych. Publicznie twierdził, że zamachy na bloki mieszkalne w 1999 roku w Moskwie i Wołgodońsku zostały zorganizowane przez FSB, by uzyskać pretekst do rozpoczęcia wojny w Czeczenii. Utrzymywał też, że dwoje z czeczeńskich terrorystów biorących udział w zajęciu teatru na Dubrowce w Moskwie pracowało dla FSB. Podobnie wyrażał się również o incydencie w szkole w Biesłanie, który również traktował jako „ustawkę” zorganizowaną przez rosyjskie tajne służby.

Litwinienko początkowo korzystał z opieki finansowej Bieriezowskiego. Później zaczął pracować jako konsultant w prywatnych firmach zajmujących się m.in. wywiadem gospodarczym. W tym czasie miał wykorzystywać sieć swoich kontaktów w Rosji, w tym także w krytykowanej prze siebie FSB, by zdobyć dane wywiadowcze dotyczące rosyjskich firm oraz obywateli, z którymi Brytyjczycy planowali współpracę.

Jednym z jego ówczesnych znajomych był Tim Reilly. Poznał Liwtinienkę, gdy ten pracował dla firmy wywiadowczej związanej z firmą Erynis, w której Brytyjczyk również pracował. Rosjanin dostarczał im szczegółowych informacji na temat rosyjskich firm i osób, z którymi planowano współpracę. Zdaniem Reilly’ego było wyraźnie widać, że Litwinienko „ma wtyki” w rosyjskich służbach.

Jednak inna firma, dla której pracował były funkcjonariusz FSB – RISC Management – uznawała Litwinienkę za mało wiarygodne i nieobiektywne źródło. W dodatku „nieco męczące”– były agent we wszystkim miał widzieć spisek. Szef firmy zeznał, że z tego co przekazywał Litwinienko zaledwie jakieś 20% było wiarygodne. Często miał forsować „plotki i insynuacje”w interpretacji działań Rosji. Inny współpracownik określał go z kolei jako człowieka „dość podatnego na sugestie”.

W 2003 roku Liwtinienko rozpoczął tajną współpracę z Brytyjczykami – został zarejestrowany jako informator MI6. Zwerbować miał go sam szef wywiadu – John Scarlet. Przydzielono mu oficera kontaktowego o pseudonimie „Martin”. Litwinienko miał informować brytyjski wywiad o powiązaniach ważnych osobistości Kremla z mafią. Był także konsultantem w sprawach dotyczących zwalczania rosyjskiej mafii w Europie, a szczególnie w Hiszpanii. Udał się tam w 2006 roku i na miejscu pomagał tamtejszym służbom specjalnym, za co miał otrzymać wynagrodzenie także od nich. Cały ten wątek był przez długi czas pomijany lub podważany. Do czasu, gdy stosunkowo niedawno oficjalnie potwierdzono fakt współpracy pułkownika Litwinienki z brytyjskim wywiadem, zaś współpracę ze służbami hiszpańskimi uznano za wysoce prawdopodobną.

Po śmierci Anny Politkowskiej Litwinienko popróbował na własną rękę dowiedzieć się, kto zabił dziennikarkę. Wcześniej oboje mieli kontaktować się ze sobą, głównie z inicjatywy Litwinienki, który rozmawiał z nią m.in. na tematy związane z Czeczenią i sytuacją na Kaukazie. Tydzień po zamordowaniu Politkowskiej Aleksandr Litwinienko oskarżył Putina o wydanie zgody na to zabójstwo.

1 listopada u Aleksandra Litwinienki wystąpiły objawy chorobowe przypominające ostre zatrucie. Wcześniej jadł lunch ze swoim znajomym z Włoch, współpracującym z tzw. Komisją Mitrochina, który miał dostarczyć mu ważne informacje na temat zabójstwa Politkowskiej. Jednak przed tym spotkał się z Andriejem Ługowojem – dobrym znajomym[3]i byłym agentem FSB, a także z byłym funkcjonariuszem KGB Dmitrijem Kowtunem oraz prawdopodobnie inną, nieznaną bliżej osobą o imieniu „Władysław”. To najprawdopodobniej wówczas został otruty.

Trucizna miała znajdować się w herbacie, którą pił w trakcie spotkania. Litwinienko w ciężkim stanie trafił do szpitala. Zmarł w nocy z 23/24 listopada. W jego organizmie znaleziono radioaktywny polon 210. W pożegnalnym liście, podyktowanym tuż przed zgonem, odpowiedzialnością za śmierć swoją i Politkowskiej obarczył Władimira Putina. Później rosyjski przywódca podważał wiarygodność listu (m.in. ze względu na styl i język – Litwinienko słabo mówił po angielsku; jednak list nie był pisany przez niego, lecz podyktowany, a następnie sprawdzony). Putin stwierdził również, że jest to prowokacja wykorzystywana w celach politycznych.

Andriej Ługowoj to postać niezwykle interesująca. Wstąpił do KGB ZSRR wspólnie z Dmitrijem Kowtunem, który był jego przyjacielem z dzieciństwa. Był funkcjonariuszem ochrony władz państwowych, podobnie jak później, już jako funkcjonariusze FSB (do 1996). Był m.in. szefem ochrony telewizji ORT, należącej do Bieriezowksiego. W 1995 roku poznał się z Aleksandrem Litwinienką, który wówczas prowadził dochodzenie w sprawie zamachu na oligarchę.

W 2004 roku został skazany na nieco ponad rok więzienia za zorganizowanie ucieczki Nikołaja Głuszkowa, byłego zastępcy dyrektora generalnego Aerofłotu blisko związanego z Bieriezowkim i oskarżonego o defraudację. Po odbyciu kary zajął się biznesem[4].

Z kolei Dmitrij Kowtun to postać tajemnicza i kontrowersyjna. Podobnie jak Ługowoj pochodził z wojskowej rodziny. Jako funkcjonariusz KGB służył w NRD i tam ożenił się z Niemką. Po upadku ZSRS nie wrócił do kraju – uciekł z żoną do Hamburga i poprosił o azyl[5]. Przebywał w Niemczech do 2001 roku, imając się różnych zajęć[6]. Później wrócił do Rosji.

Andriej Ługowoj i Dmitrij Kowtun. Fot. kommersant.ru

Po rozpoczęciu śledztwa w sprawie zabójstwa Litwinienki głównym podejrzanym został tajemniczy „Władysław”, który towarzyszył Ługowojowi i Kowtunowi podczas ich spotkania z Litwinienką 1 listopada. Osoba ta, pomimo że miała zostać zarejestrowana na nagraniach z lotniska Heathrow, nigdy nie została zidentyfikowana.

Później śledczy oskarżyli Andrieja Ługowoja[7]. Nieskutecznie wnoszono o jego ekstradycję. W 2011 roku główny oskarżyciel w procesie, Lord Macdonald of River Glaven, publicznie stwierdził, że podejrzewa, że było to „państwowo-kierowane zabójstwo”, przeprowadzone przez Rosję. Ługowoj miał więc działać na rozkaz Kremla. Wcześniej Wielka Brytania unikała obciążania Rosji odpowiedzialnością za zbrodnię. Zdaniem brytyjskich śledczych zabójstwo Litwinienki było „zamachem sponsorowanym przez państwo i wykonane przez rosyjskie służby bezpieczeństwa”. Podobnie uważała także wdowa po Litwinience oraz były oficer KGB, Oleg Gordjewski.

Słabym punktem tej „teorii kremlowskiej” jest to, że ślady bezpośrednio tam nie prowadzą. Trop urywa się w Moskwie i nie wiadomo, kto mógłby zlecić zabójstwo byłego agenta FSB.

Według nowej wersji brytyjskich śledczych obaj (byli) agenci próbowali otruć Litiwinienkę nie raz, a co najmniej dwa razy. Pierwsza próba, podjęta 16 października w siedzibie firmy Erynis (dla której pracował Tim Reilly), miała skończyć się niepowodzeniem. Wówczas prawdopodobnie naczynie z płynem, w którym umieszczono polon, przewróciło się, a trucizna rozlała się na stole. Eksperci stwierdzili, że jedno z miejsc stołu wykazywało bardzo wysokie odczyty skażenia radioaktywnego[8].

Ujawniono również zeznania, z których wynika, że Kowtun na dwa dni przed zabójstwem Liwtinienki na krótko zatrzymał się w Hamburgu i spotkał się tam ze swoim starym przyjacielem (niegdyś obaj pracowali razem jako kelnerzy). Miał wyznać mu, że leci do Londynu zabić „zdrajcę z krwią na rękach, który robił interesy z Czeczenią”. Pytał również, czy jego przyjaciel zna jakiegoś kucharza w Londynie, gdyż posiada bardzo drogą truciznę, którą trzeba umieścić w jedzeniu lub piciu.

Ślady polonu stwierdzono także w miejscach używanych przez Ługowoja, m.in. w jego samochodzie i pokoju hotelowym. Co ciekawe – odczyty wskazywały, że Ługowoj z nieznanych powodów wyrzucił znaczną część polonu do kosza w łazience. Polon wykryto również na fotelu w Ambasadzie Brytyjskiej w Londynie, gdzie później gościł były agent FSB (jeden z pracowników wspominał z wyrzutem, że fotel trzeba było spalić).

W grudniu 2006 roku zarówno Kowtun jaki i Ługowoj mieli trafić do Moskwy na leczenie ze względu na napromieniowanie. Według niektórych informacji stan tego pierwszego był na tyle ciężki, że zapadł w śpiączkę. Ostatecznie obaj zostali wyleczeni i wypisani ze szpitala.

Śledczy są pewni, że w herbacie zaproponowanej Litwinience przez Ługowoja znajdował się radioaktywny polon 210. Pytanie, dlaczego użyto akurat takiego materiału. Według dwóch głównych hipotez polon 210 miał być albo „wizytówką” zabójców (po odkryciu czytelnym dla konkretnych osób), albo środkiem, który nigdy nie miał zostać wykryty. Według ostatnich wyników miało chodzić raczej o drugą możliwość. Jeśli Ługowoj i Kowtun faktycznie zostali wysłani z misją otrucia Litwinienki, to liczono na to, że nigdy nie zostaną schwytani. Spekulowano również, że mogli oni nie wiedzieć, co tak naprawdę przewożą.

Zdaniem śledczych plan zepsuło to, że Litwinienko wypił tylko trochę herbaty (nie smakowała mu – była za zimna, a do tego zielona i z cukrem). Gdyby wypił całą filiżankę, byłby martwy w ciągu kilku godzin, a wówczas zapewne nie odkryto by radioaktywnego pierwiastka – wytwarza on promieniowanie alfa, które nie jest rejestrowane przez licznik Geigera.

12 marca 2015 roku znany brytyjski fizyk prof. Norman Dombey oświadczył, że radioaktywny polon 210 mógł zostać wyprodukowany jedynie w rosyjskiej fabryce Awangard w Sarowie. Jego zdaniem za zabójstwo odpowiadają rosyjskie służby specjalne, a użyty materiał w postaci polonu 210 świadczy, że przyczyna otrucia nigdy nie miała zostać odkryta.

Zupełnie inną hipotezę przyjęto w Rosji. Tamtejsze media, podobnie jak w sprawie Politkowskiej, szybko połączyły z zabójstwem Borysa Bieriezowskiego. Taką wersję sugerowali również wysocy przedstawiciele FSB. Ślady radioaktywnego polonu rzekomo odkryto w biurze oligarchy (przy czym Litwinienko miał tam przebywać dopiero po otruciu)[9]. Sam Ługowoj oskarżał bezpośrednio brytyjskie służby, których celem miało być dokonanie przewrotu w Rosji[10].

W 2010 rosyjskie media przekazały informację opartą o dokumenty opublikowane na WikiLeaks. Według nich, brytyjskie służby specjalne dobrze wiedziały o planowanym zamachu na Litwinienkę. Informacje o tym otrzymały od służb rosyjskich, które obserwowały i śledziły osoby przewożące radioaktywny polon 210. Do zabójstwa miało dojść już po przekazaniu sprawy Brytyjczykom, którzy mieli uspokajać, że „trzymają rękę na pulsie”. Według Głosu Rosji Litwinienko miał zostać zamordowany przez członków międzynarodowej mafii, zaś jego śmierć była na rękę służbom brytyjskim. Wiarygodność tych materiałów nie została jednak w żaden sposób potwierdzona.

Sugerowano także, że winny był sam Litwinienko, który w celu poprawy sytuacji finansowej zajmował się nielegalnym przemytem substancji radioaktywnych. Tę wersję wspierał m.in. Kowtun, który twierdził, że „ślad polonu”, jaki za sobą ciągnął, miał związek z jego wcześniejszymi spotkaniami z Litwinienką w połowie października. Jednak bilet na autobus, którym Litwinienko dotarł na spotkanie 1 listopada, nie nosił śladów promieniowania radioaktywnego – przeczy to tezie forsowanej przez Kowtuna. Wersję z Litwinienką jako przemytnikiem polonu wspierał także amerykański dziennikarz śledczy Edward Epstein. Uznał on dowody winy Ługowoja za bardzo słabe[11].

Pojawiała także inna, „hiszpańska” hipoteza. Według niej, Litwinienko miał zostać zamordowany w związku z ryzykiem ujawnienia przez niego dowodów na rzekome powiązania między prezydentem Putinem, a potężną rosyjską organizacją przestępczą aktywną w Hiszpanii, którą pomagał rozpracowywać były agent FSB. Co więcej, tamtejsza rosyjska mafia miała być w znacznym stopniu kontrolowana przez rosyjskie tajne służby. Pół roku przed otruciem, Litwinienko przekazał hiszpańskiej policji informacje dotyczące kilku tamtejszych biznesmenów związanych z rosyjską mafią. Nad tą sprawą miał z nim pracować … Andriej Ługowoj. Obaj planowali wspólny wyjazd do Hiszpanii w celu udostępnienia hiszpańskiej policji dowodów wskazujących na powiązania mafii działającej na Półwyspie Iberyjskim z Kremlem[12].

Z „wątkiem hiszpańskim” może być związany inny trop. W 2013 roku pojawiła się także informacja, że przed śmiercią Litwinienko sporządził dla firmy Titon International raport na temat kierownika wyższego szczebla w Aerofłocie, związanego z Władimirem Putinem, który jednak został odrzucony z powodu niskiej jakości. Skontaktował się wówczas z byłym szpiegiem mieszkającym w USA, prosząc go o pomoc. Później Litwinienko miał przekazać ten raport Ługowojowi. Ten pojechał do Rosji, gdzie dokumenty wpadły w ręce potężnych moskiewskich graczy[13]. Cały „wątek hiszpański”, pomimo wskazywania na inne związki Litwinienki i Ługowoja, niż pierwotnie można by zakładać, nie był nigdy specjalnie eksponowany.

Epilog

Tak naprawdę, przedstawione wyżej przypadki jednych z najgłośniejszych domniemanych mordów politycznych, są jedynie wstępem do tego tematu. W zasadzie każdemu przypadkowi można by – czy raczej należałoby – poświęcić znacznie więcej miejsca.

Wydaje się, że tym co łączy liczne rosyjskie zabójstwa na tle politycznym, a przynajmniej najważniejsze z nich, są dwa czynniki. Pierwszy, czyli wspominany już na wstępie krytyczny stosunek do Kremla – a w zasadzie do Władimira Putina i stworzonego (tylko?) przez niego systemu władzy – oraz drugi, szeroko pojęty wątek czeczeński. Dotyczy to zresztą nie tylko wymienionych wyżej osób, lecz również innych: czeczeńskiej dziennikarki Natalii Estemirowej (uprowadzonej z mieszkania w Groznym i zastrzelonej w 2009 roku), dziennikarza Nowej Gaziety Stanisława Markiełowa (zastrzelonego w pobliżu Kremla w styczniu 2009 roku razem ze stażystką Anastazją Baburową – obydwoje zajmowali się Kaukazem i Czeczenią) czy Zelimchana Jandarbijewa (byłego prezydenta Czeczeńskiej Republiki Iczkeria, który zginął w 2004 roku w zamachu bombowym w Katarze).

Część mediów po aresztowaniu domniemanych zabójców Borysa Niemcowa – Czeczenów – drwiąco wyrażała się o „dyżurnych zabójcach” czy „oczywistym, jak zwykle, czeczeńskim śladzie”. Jednak trudno nie dostrzec, że w wielu najistotniejszych przypadkach tego rodzaju zabójstw gdzieś w tle majaczy górski krajobraz północnego Kaukazu. Czy to właśnie tam może znajdować się klucz do odpowiedzi przynajmniej na część pytań?

Nie wyklucza to również innej możliwości. Dotyczy to zarówno związków władz Rosji z kaukaskimi politykami, lecz także domniemanych powiązań Kremla i tajnych służb FR z zorganizowanymi grupami przestępczymi – rosyjską mafią, aktywną w wielu krajach (między innymi w Hiszpanii). Czy w takim razie rozwiązania należy szukać także w badaniu powiązań między rosyjską władzą a światem przestępczym? Tym bardziej, że korupcja i malwersacje finansowe są nieodłącznym elementem na styku rosyjskich sfer polityki, gospodarki i społeczeństwa?

Z pewnością żadnego z trzech wyróżnionych elementów (krytyki władzy, wątku czeczeńskiego i szeroko pojętej rosyjskiej mafii) nie należy absolutyzować. Nie można twierdzić, że to jeden z nich decyduje o motywach wszystkich zabójstw, ale z drugiej strony nie można powiedzieć, że inny nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Czy można powiedzieć, że chodzi tu o jakieś specyficzne współwystępowanie tych elementów? O tajemniczą konfigurację, w której czyjeś zaangażowanie na tych polach sprawia, że ten ktoś staje się ofiarą mordu politycznego? Z pewnością każdy przypadek należy traktować indywidualnie. Należy jednak mieć na uwadze to, w jakim stopniu te trzy elementy były lub są obecne w tle czyjejś śmierci. Bez tego, a także bez umiejętności krytycznego i wolnego od nadmiernych uprzedzeń podejścia do tematu – pozostaniemy wyłącznie w kręgu naszych własnych lęków i uprzedzeń.

Marek Trojan


[1]Syn Politkowskiej Ilja zwracał uwagę na dziwne luki w pamięci obu braci. Dobrze pamiętali oni wydarzenia z przedpołudnia i wieczoru tego dnia, gdy zginęła jego matka, ale nie potrafili powiedzieć, co robili popołudniu.

[2]Wskazywano również, że za zabójstwem Politkowskiej mogli stać milicjanci i członkowie specnazu z miasta Niżniewartowsk., którzy chcieli zemścić się za ujawnienie przez dziennikarkę ich zbrodni wojennych w Czeczenii, jednak wydaje się to mało prawdopodobne.

[3]Litwinienko oraz Ługowoj byli gośćmi Bieriezowskiego podczas przyjęcia z okazji jego 60. urodzin. Na jednym ze zdjęć widać ich m.in. z żoną Litwinienki oraz jego przyjacielem, czeczeńskim dysydentem Ahmiedem Zakajewem. Ługowoj i Litwinienko mieli również od czasu do czasu kontaktować się ze sobą.

[4]W 2007 roku został deputowanym. W parlamencie jest członkiem Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimira Żyrinowskiego. Ługowoj obecnie pełni funkcję wiceszefa komitetu do spraw bezpieczeństwa Dumy Państwowej. Tydzień temu, 9 marca Ługowoj został odznaczony przez Władimira Putina medalem „Za zasługi dla Ojczyzny”.

[5]Małżeństwo wkrótce się rozpadło. Według relacji żony Kowtun miał kłopoty z alkoholem i często korzystał z usług prostytutek.

[6]Przez pewien czas pracował m.in. jako śmieciarz. Od 1996 roku przez kilka lat pracował jako kelner we włoskiej restauracji. W tym czasie ponownie się ożenił. Jego nowa żona miała pochodzić z zamożnej rodziny (czym Kowtun często się chwalił). W 2001 roku wrócił do Rosji, wcześniej rozwodząc się ponownie. Wizę do Wielkiej Brytanii miał otrzymać po tym, gdy wstawił się za nim starszy wiekiem biznesmen z Estonii. Kowtun twierdził, że jest przedstawicielem rosyjskiej firmy Global Project i współpracuje brytyjską firmą wydobywczą.

[7]Kowtun początkowo nie został oskarżony przez Brytyjczyków o zabójstwo, lecz o sprowadzanie plonu na terytorium kraju. On sam utrzymuje, że nie ma z tym nic wspólnego, a 20 dni, jakie upłynęły do czasu odkrycia polonu uważa za wystarczające dla działania brytyjskich służb specjalnych.

[8]Co ciekawe, inną osobą która miała wówczas zostać otruta był biznesmen i specjalista od rosyjskiej branży energetycznej Tim Reilly z firmy Eryni – znajomy Litwinienki. Ślady polonu odkryto później w jego organizmie, a także w samochodzie i w miejscu w którym pracował. Wcześniej spotykał się z Litwinienką, a także Ługowojem i Kowtunem, który ich z nim poznał. Tim Reilly zeznał, że podczas spotkań Litwinienko i Ługowoj czuli się dobrze w swoim towarzystwie, zaś Kowtun był zdecydowanie małomówny.

Rozmowy miały dotyczyć dużego kontraktu z Gazpromem. Reilly zeznał, że w tym gronie spotkali się co najmniej kilkukrotnie latem i jesienią 2006 roku. Po jednym z nich w październiku poczuł się bardzo źle i miał objawy silnego zatrucia. Nie pamięta jego daty, przy czym podczas innego spotkania 16 października dwaj Rosjanie mieli wyraźnie nalegać, by napił się herbaty. W tym czasie podobnie cierpiał Litwinienko. Zdaniem śledczych wówczas doszło do pierwszej próby jego otrucia. Szef firmy Eryni przyznał, że w jakiś sposób również otrzymał pewną dawkę polonu 210. Z kolei parę tygodni wcześniej ktoś próbował włamać się do siedziby firmy.

[9]Według innej wersji wydarzeń był tam przed spotkaniem z Ługowojem i Kowtunem – chciał skopiować dokumenty jakie otrzymał od znajomego z Włoch.

[10]W 2012 roku Ługowoj na własne życzenie przeszedł badanie na wariografie. Zostało ono wykonane przez prywatną firmę detektywistyczną z Wielkiej Brytanii. Wyniki miały zostać przekazane brytyjskim śledczym. Sam Ługowoj konsekwentnie odmawia złożenia przed nimi zeznań. Nie uważał Litwinienki za dysydenta, tylko za pisarza. „Liwtinenko nie był Trockim” – powiedział dwa lata temu dodając, że nie był człowiekiem dużego formatu.

[11]Zwrócił również uwagę na to, że brytyjscy prokuratorzy nie przekazali dokumentów z autopsji Litwinienki.

[12]W styczniu tego roku Daily Telegraph poinformował, że NSA przechwyciło komunikację pomiędzy rosyjskim rządem a osobami, które miały dokonać w Londynie „państwowej egzekucji”. Motywem miały być rewelacje Litwnienki dotyczące powiązań Putina ze światem przestępczym.

[13]Według innej teorii Litwinienko miał poinformować Komisję Mitrochina o związkach Romano Prodiego z KGB i FSB i stąd wydano polecenie zlikwidowania go. Kolejną jest hipoteza dotycząca zaangażowania byłych agentów FSB współpracujących z gangsterami. Mieli oni działać poza wiedzą i kontrolą rosyjskiego rządu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    zan :

    Ciekawostka: „Niemcow był wice-premierem nieco ponad rok ,w tym czasie zabito 12 dziennikarzy (lista nie obejmuje ciężkich pobić ) ” #### https://prawda2.info/viewtopic.php?t=12186 #### ten sam autor o Litwinience: https://prawda2.info/viewtopic.php?t=12515 CYTUJĘ: Dokładnie nie wiadomo od jakiego momentu rozpoczyna się ta sprawa,ja rozpocznę jej narrację od 19 V 1989r.
    Jest 19 maja 1989r ,lud polski w radosnej gorączce przygotowuje się do „wolnych wyborów” gdyż jak mniema wespół z Janem Pawłem II,Wałęsą i Michnikiem ,obalił komunę ,a w tym samym czasie na moskiewskich Łużnikach trwa miting w obronie okupowanej Palestyny.
    http://www.youtube.com/watch?v=Ei1FQKRlYLc
    Uczestnicy mitingu zbierają podpisy pod listem potępiającym syjonizm i rozmawiają z dziennikarzem programu „Взгляд” (Wzgljad ).Mówią o zagrożeniach jakie niesie ze sobą coraz silniejsza w świecie pozycja syjonistów,stanowczo odcinają się od antysemityzmu.Dziennikarz cytuje słowa Margaret Thatcher
    która zapytana o antysemityzm w Anglii odpowiedziała że Anglicy nie mają problemu z antysemityzmem ponieważ nie czują się gorsi od żydów.Margaret Thatcher – ripostuje jeden z uczestników ,ani jednego kroku nie robi bez konsultacji z Rotszyldem ,Thatcher jest tylko marionetką w rękach Rotszylda.
    Protestujący zaniepokojeni są faktem że cała światowa prasa kontrolowana jest przez syjonistów .Jeszcze bardziej niepokoi ich to, że tendencja ta utrwala się również w ZSRR,twierdzą że już wszystkie mass media są pod kontrolą „agentów syjonizmu”.Wszystkie ,poza programem „Взгляд” (Wzgljad ), dlatego proszą dziennikarza o to aby umożliwił im uczestnictwo w studyjnej części programu, aby dał im szansę na to by mogli wyartykułować swoje obawy i poinformować szersze audytorium o poważnych zagrożeniach jakie niesie ze sobą zadomowiony ostatnimi czasy w ZSRR,syjonizm.
    Telewizyjny program „Взгляд” (Wzgljad ),jest od końca lat 70-tych najpopularniejszym programem telewizyjnym.Jego autor i prowadzący Władysław Listjew cieszy się wielkim społecznym uznaniem i zaufaniem z powodu niezależności poglądów i odwagi z jaką je głosi.
    Przychodzą nowe czasy a wraz nimi wszystkie te zjawiska które dobrze znamy z własnego,polskiego podwórka.Bajeczne fortuny „oligarchów” powstają z dnia na dzień,kradnie się juz nie pojedyńcze przedsiębiorstwa ale się całe gałęzie przemysłu,zawłaszcza całe obwody z ich bogactwami.
    Jednym z najsłynniejszych,”oligarchów” jest Borys Bierezowski ,w krótkim czasie zgromadził niewyobrażalny majątek .Lista zawłaszczonych przez niego dóbr jest bardzo długa,ale Bierezowski najwidoczniej wyznaje zasadę że pieniądze to nie wszystko dlatego żywo zainteresowany jest władzą.Narzędziem mającym służyć do realizacji tego celu jest wykupienie prywatyzowanej telewizji publicznej .Bierezowski z pogwałceniem wszelkich norm prawa ,staje się właścicielem „kanału pierwszego” .Dyrektorem „kanału pierwszego dalej pozostaje Władysław Listjew.
    Bierezowski chętnie widziałby na tym stanowisku kogoś innego ale musi sie liczyć z tym że Listjew to postać kultowa a pamieć o wydarzeniach października 1993 jest jeszcze zbyt świeża,bolesna.
    Konflikt między Listjewem a Bierezowskim rozpoczyna się od pierwszych chwil „wspólpracy”.Listjew to naprawdę niezależny dziennikarz i nie godzi się na bezceremonialne ingerencje Bierezowskiego .Eskalacja konfliktu i związane z tym napięcie narasta z miesiąca na miesiąc .
    1 marca 1995r Władysław Listjew zostaje zastrzelony przed swoim domem.Zeznania licznych świadków kierują milicję wprost do jednego z należących do Bierezowskiego ,biurowców.Milicjanci chcą dokonać przeszukania ale nie dopuszcza do tego szef ochrony Bierezowskiego ,Aleksander Litwinienko.

    • Avatar
      zan :

      Czy ktoś zna antyreżimowe teksty Politkowskiej (obywatelka USA pochodzenia ukraińskiego – a więc zawodowa rosyjska opozycjonistka ) z epoki Jelcyna? Przypomnijmy, że była to epoka spadku PKB, rozkradania kraju, masowego mordowania dziennikarzy i półrocznych zatorów w wypłacaniu pensji. Wtedy to wykształcił się istniejący do dziś system oligarchiczny Rosji, lekko tylko przystrzyżony przez klikę Putina. Czyżby „sumienie Rosji” tak mocno zabolało to – w sumie lekkie – strzyżenie?

  2. Avatar
    krzysztof_p :

    Cytat: „problem tajemniczych zabójstw dokonywanych z pobudek politycznych, lub w tle których pojawiają się wysoko postawieni rosyjscy politycy, biznesmeni, funkcjonariusze tajnych służb i gangsterzy. Ta specyficzna „zbrodnicza mieszanka” w pewnym sensie stała się jednym z elementów obrazu rosyjskiego życia społeczno-politycznego.” PO SŁOWIE, LUB PRZED NIM „rosyjscy” WSTAWIŁ BYM: ROSYJSCY I POLSCY, lub POLSCY I ROSYJSCY. Tak Rosji, jak i Polski ten problem dotyczy.