Kraj jedynie pochodzenia

Problem emigracji może być dla Łotwy najtrudniejszą barierą do pokonania na niełatwej drodze ku wyjściu z gospodarczej zapaści. Odpływ młodych ludzi, którzy szukają lepszej przyszłości za granicą, przeradza się stopniowo z migracji niewykwalifikowanej siły roboczej w poważny drenaż mózgów. Straty, jakie spowoduje, mogą być nie do odrobienia, ponieważ ci, którzy mogliby w przyszłości odbudowywać gospodarkę Łotwy, nie są zainteresowani powrotem.

Marzenia się spełniają. Przez ostatnie kilka lat światowa prasa rozpisywała się bardzo pochlebnie na temat gospodarczych i politycznych sukcesów Łotwy. Na nieszczęście dla tego Bałtyckiego Tygrysa, stał się on obecnie wzorem tego, jak nie należy rządzić krajem. Niekontrolowany upadek łotewskiej gospodarki, który przyniósł między innymi 18-procentowy spadek wartości PKB w 2009 roku czy bezrobocie wynoszące obecnie 20 procent, doprowadził państwo na skraj bankructwa, zmusił MFW do uruchomienia pakietu pożyczek ratunkowych i spowodował wprowadzenie drakońskiego programu cięć wydatków, które – choć poprawiły nieznacznie sytuację – to nie zapobiegły powstaniu w tegorocznym budżecie ogromnego 8,5-procentowego deficytu. Podczas gdy nowo wybrany rząd nożycorękiego premiera Valdisa Dombrovskisa posłusznie tnie wydatki publiczne, społeczeństwo staje się coraz mniej zdyscyplinowane. Spadek zaufania społecznego do władz nie daje o sobie znać poprzez uliczne rozruchy, ale przez mniej spektakularny, lecz stały strumień emigracji, którego skutki mogą okazać się groźniejsze niż rezultaty wahań wskaźników gospodarczych, skupiających na sobie uwagę obserwatorów.

Utrata rąk do pracy

Wszystko zaczęło się w 2004 roku, kiedy to Łotwa dumnie przystępowała do UE jako jedno z najlepiej radzących sobie państw kandydackich z Europy Wschodniej. Z chwilą otwarcia granic młodzi ludzie z państw bałtyckich ruszyli gremialnie za granicę, aby posmakować przygody oraz zarabiać na farmach, budowach i w fabrykach u bogatych europejskich sąsiadów. Wielka Brytania i Irlandia znalazły się w czołówce najchętniej wybieranych przez emigrantów krajów docelowych. Pierwszą falę migracji tworzyli głównie nisko wykwalifikowani robotnicy pochodzący z najbiedniejszych regionów Łotwy. Kusiła ich możliwość zarobienia w Anglii przy wykonywaniu najprostszych prac znacznie lepszych pieniędzy, niż wynosiła pensja kierownika średniego szczebla pracującego w Rydze.

– Gdy wyjeżdżałem do Anglii w 2005 roku, moim celem było zarobienie pieniędzy na mieszkanie na Łotwie. Dostałem pracę w przetwórni drobiu przy obróbce mięsa. Praca była oczywiście ciężka, ale opłacała się. Wykonując najprostsze czynności zarabiałem 1000 funtów miesięcznie (1183 euro), podczas gdy na Łotwie za pracę ochroniarza otrzymywałem równowartość 200 funtów – opowiada Aleksey Koltniew, który mieszka w Wielkiej Brytanii od przeszło czterech lat i pracuje obecnie jako kierownik ds. jakości w przetwórni mięsa w West Midlands.

Według danych Centralnego Biura Statystyk w latach 2004-2006 wyjechało z kraju 10 446 Łotyszy. Większość komentatorów ocenia jednak, że rzeczywista liczba emigrantów może być od trzech do pięciu razy większa. Chociaż liczba wyjazdów zmniejszyła się nieznacznie w czasie ożywienia gospodarczego w 2007 roku, to fala migracji wróciła z jeszcze większą siłą, gdy Łotwa ponownie pogrążyła się w recesji w 2008 roku. W pierwszych trzech kwartałach 2010 roku swój wyjazd za granicę zgłosiło 7714 osób – o 73 procent więcej niż w tym samym okresie 2004 roku.

– Wyjechałem do Wielkiej Brytanii w 2009 roku, po tym jak na skutek kryzysu utraciłem pracę i znam co najmniej trzydzieści osób, które zrobiły tak samo. Bardzo tęsknię za przyjaciółmi i rodziną, ale nie wrócę na Łotwę, chyba że będę tam mógł zarabiać tyle co tutaj. Niestety nie wydaje mi się, aby było to możliwe w ciągu najbliższych pięciu-dziesięciu lat – mówi Armands Murnieks, sprzedawca w centrum handlowym Trago Mills w Newton Abbot.

Brak wiary w przyszłość swej ojczyzny to cecha, którą przejawia większość łotewskich emigrantów. Dzielą się oni swymi poglądami z przyjaciółmi, krewnymi i każdym, kto chce słuchać. W efekcie, niczym rosnąca kula śniegu, ogarnia on coraz większą liczbę ludzi. Do marca 2010 r. około 75 tys. Łotyszy złożyło w Wielkiej Brytanii wnioski o nadanie numeru ubezpieczenia społecznego. Łotysze są także trzecią pod względem liczebności grupą imigrantów składających aplikację do programu rejestracji pracowników, poprzez który władze brytyjskie kontrolują napływ emigrantów z państw przyjętych do Unii w 2004 r. W statystyce tej Łotwę wyprzedzają jedynie Polska i Litwa. Wnioski emigrantów z tych trzech państw stanowią 81 procent wszystkich aplikacji, jakie do czerwca 2010 r. rozpatrzył pozytywnie WRS.

Rosnąca liczba emigrantów wygląda szczególnie niepokojąco na tle nie najlepszej sytuacji demograficznej Łotwy. Liczba zgonów jest o 30 procent większa niż liczba narodzin, co powoduje, iż populacja Łotwy zmniejsza się z każdym rokiem. Stały odpływ osób w wieku produkcyjnym dodatkowo pogarsza sytuację. Jeśli tendencja ta utrzyma się, to jedynym, co może uchronić Łotwę przed zmienieniem się w państwo emerytów, będzie zwiększona śmiertelność wśród ludzi starszych, spowodowana głodowymi emeryturami oraz brakiem opieki socjalnej i zdrowotnej.

Kamień u szyi

Mimo wszystko niektórzy mogliby sądzić, że w obecnej sytuacji ekonomicznej emigracja nisko kwalifikowanych robotników przynosi więcej korzyści niż szkód, ponieważ pomaga zmniejszyć bezrobocie. Jak stwierdził nasz pragnący zachować anonimowość rozmówca z kręgów rządowych, niektórzy łotewscy politycy uważają, że lepiej będzie, gdy część mieszkańców wyjedzie na kilka lat za granicę i zarobi trochę pieniędzy, zamiast siedzieć w domu i żyć z zasiłków. Słuszność takiego rozumowania jest cokolwiek wątpliwa. Po pierwsze zasiłki dla bezrobotnych są na Łotwie często niższe niż koszty ogrzewania w zimie. Po drugie emigranci, którzy poznali uroki życia bezrobotnego na Łotwie, nie spieszą się z powrotem do kraju.

Exodus nisko wykwalifikowanych robotników mających problem ze znalezieniem na Łotwie zatrudnienia nie jest jednak największym zagrożeniem płynącym z emigracji. Najbardziej niepokojąca jest zwiększająca się liczba absolwentów szkół średnich i wyższych, którzy opuszczają kraj w poszukiwaniu możliwości dalszej edukacji i budowania kariery zawodowej. Pozbawia on Łotwę najmłodszych, najbardziej utalentowanych i zaradnych obywateli, czyli tych, którzy powinni pomóc krajowi przetrwać kryzys i stanowić o jego przyszłości. Także dla tej emigracyjnej elity Wielka Brytania jest głównym krajem docelowym. Inne są jednak powody, dla których decydują się oni na opuszczenie świętej ziemi ojczystej.

– Najbardziej przeszkadzały mi ograniczenia w rozwoju zawodowym. Swoją karierę w Wielkiej Brytanii rozpocząłem zaledwie dwa lata temu, a moje zarobki zdążyły już znacząco wzrosnąć. Na Łotwie potrzebowałbym co najmniej dziesięciu lat, żeby osiągnąć takie dochody i byłoby to zapewne maksimum moich możliwości. Stać mnie na dobry samochód, drogie wyjazdy, a moje wydatki rzadko spędzają mi sen z powiek. Taka stabilizacja finansowa w połączeniu z praktycznie nieograniczonymi możliwościami rozwoju to coś, o czym na Łotwie mógłbym tylko marzyć – mówi Eugene Baranow, programista pracujący dla Soundmouse w Londynie. Wyjechał do Anglii niewiele ponad dwa lata temu, tuż po uzyskaniu dyplomu z wyróżnieniem ryskiego Instytutu Transportu i Telekomunikacji. Nie planuje powrotu do kraju, a przynajmniej nie przed emeryturą.

Utratapotencjału intelektualnego

W ostatnich kilku latach łotewskie uniwersytety odnotowały spadek liczby kandydatów na studia. Nie oznacza to jednak, że młodzi ludzie stracili zainteresowanie zdobywaniem wyższego wykształcenia. Wolą je po prostu zdobywać za granicą. Brytyjskie uniwersytety oferują zdolnym studentom z Unii Europejskiej znacznie lepsze warunki. Jedynymi kryteriami, jakie trzeba spełnić, aby dostać się na najlepsze uczelnie, są dobre oceny z języka angielskiego i matematyki na szkolnym świadectwie oraz uzyskanie co najmniej 6 punktów na egzaminie IELTS. Przyjęty na uczelnię student może ubiegać się o rządową pożyczkę w pełni pokrywającą koszty czesnego. Spłata pożyczki jest uruchamiana dopiero po znalezieniu przez absolwenta pracy na pełen etat i osiągnięciu odpowiedniego poziomu dochodów. Niskie oprocentowanie i rozłożenie spłaty na 25 lat sprawiają, że dla młodych specjalistów mających dobrze płatne posady (wg brytyjskich standardów) edukacja jest prawie darmowa.

W rezultacie łotewskie szkoły wyższe tracą najzdolniejszych kandydatów na rzecz brytyjskich konkurentów. Jak podaje Centralne Biuro Statystyk, liczba studentów przyjętych na łotewskie uczelnie w roku akademickim 2009/10 wyniosła 31 529, co w porównaniu z 41 557 przyjętymi w roku 2008/09 oznacza spadek o 24 procent. Tymczasem w Wielkiej Brytanii liczba Łotyszy zdobywających wyższe wykształcenie zwiększyła się w tym samym okresie o 58 procent i nadal gwałtownie rośnie. Według różnych źródeł liczba łotewskich studentów kształcących się w Wielkiej Brytanii, zarówno na poziomie bakalaureatu, jak i studiów magisterskich, zbliża się do 2500.

– Zdecydowałem się na studia za granicą z bardzo prostego powodu. Chciałem zdobyć uznawany na całym świecie dyplom i wartościową wiedzę, które pozwoliłyby mi ubiegać się o stanowiska dla specjalistów wysokiego szczebla w firmach na całym świecie. Chciałem uczestniczyć w zajęciach o tematyce adekwatnej do kierunku studiów, uczyć się z nowszych niż dziesięcioletnie podręczników i studiować w komfortowej atmosferze. Czy jest to możliwe na Łotwie? Nie sądzę – mówi Viktor Warswari, który niedawno uzyskał bakalaureat w dziedzinie gospodarki morskiej na uniwersytecie w Plymouth i obecnie rozpoczyna karierę w międzynarodowym transporcie morskim. Viktor nie chce wracać na Łotwę, ponieważ nie widzi tam perspektyw rozwoju zawodowego.

Opisane powyżej zjawiska sprawiają, że sytuacja Łotwy nie przedstawia się najlepiej. Bardziej niż kiedykolwiek bowiem potrzebuje ona sprawnych, młodych specjalistów, którzy mogliby się przyczynić do wydźwignięcia kraju z zapaści, lecz specjaliści ci wyjeżdżają. Mimo płomiennych przemów polityków i stronniczych kampanii propagandowych, jakie ostatnio pojawiły się w serwisie YouTube, prezentujących koszmarne doświadczenia łotewskich emigrantów, ludzie nadal uciekają.

– W pewnym momencie przestałam po prostu czuć się jak u siebie. Mimo że na Łotwie byłam specjalistką i zarabiałam stosunkowo dobrze, cały czas czułam się jak obywatel drugiej kategorii. Kiedy zdolni ludzie, niezależnie od tego, czym się zajmują, czują, że własne państwo ich nie szanuje, wyjeżdżają. Nawet jeżeli byli gotowi znieść wszystko inne. Potrzeba bardzo niewiele, aby ojczyzna stała się jedynie krajem pochodzenia. Łotwa przekroczyła tę cienką granicę i nie ma już powrotu – mówi Kira Szewczenko, która pracowała jako starszy reporter dla jednego z łotewskich dzienników i dla „The Baltic Times”. Obecnie uczęszcza na studia magisterskie w City University w Londynie. Podobnie jak wielu innych, nie jest zainteresowana powrotem na Łotwę po zrobieniu dyplomu.

Pomimo wyraźnego odpływu ludzi zdolnych i inteligentnych, rząd łotewski nie podjął żadnych zauważalnych działań, aby zjawisko to powstrzymać. Sytuacja wymaga wdrożenia programu głębokich reform w łotewskim systemie kształcenia uniwersyteckiego oraz stworzenia lepszych warunków ekonomicznych i przyjaźniejszego klimatu społecznego dla wysoko kwalifikowanych specjalistów. Działania te powinny mieć na celu przekonanie ludzi do pozostania w kraju, a nie przekonywania do powrotu tych, którzy już wyjechali, ci ostatni bowiem mają już wyrobione zdanie o swoim kraju. Potrzebny byłby również efektywny system monitorowania migracji, bowiem ciężko jest walczyć z problemem, o którym wie się bardzo niewiele. Niestety, jeżeli zmiany te nie zostaną wprowadzone w najbliższej przyszłości, to po okresie drakońskich cięć budżetowych Łotwa będzie już tylko bladym, wątłym i ledwo żywym cieniem samej siebie.

Źródło: baltictimes.com

Tłum. i oprac. Paweł Wójcik

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz