Graniczna wojna?

Między Białorusią a Rosją znów zazgrzytało. By przywołać Mińsk do porządku, Moskwa przypomniała sobie o przepisach o ruchu granicznym, które przez 20 lat pozostawały na papierze. Ruchem tym mocno uderzyła w wizerunek Białorusi, której zależy, by postrzegano ją jako państwo tranzytowe.

Między Rosją a Białorusią wybuchła kolejna wojna tym razem tranzytowa. Rosyjskie władze nieoczekiwanie oświadczyły, że wjazd obcokrajowców na obszar Federacji Rosyjskiej z terytorium Białorusi może odbywać się tylko przez punkty kontroli granicznej o międzynarodowym statusie. Sęk w tym, że na granicy między Białorusią a Rosją takich punktów nie ma. Oznacza to, że wszyscy obcokrajowcy wjeżdżający do Rosji muszą „albo korzystać z samolotów lub wjeżdżać na jej terytorium przez Łotwę lub Estonię. Rzecz dotyczy wszystkich obywateli UE. Także Litwini muszą wjeżdżać do Rosji przez terytorium Łotwy, nadkładając kilkaset kilometrów. Rzecz nie dotyczy tylko kierowców TIR-ów, bo ich działalność jest regulowana odrębnymi przepisami, czyli umowami międzypaństwowymi. Gdyby i oni musieli się podporządkować nowym wymaganiom Rosji, to trasy wiodące przez kraje unijne zostałyby zablokowane. Nie obeszłoby się też bez protestów kierowców. Niemniej jednak, żeby i oni wiedzieli, kto tu rządzi, zgodnie z nowymi przepisami mogą przekraczać granice Białorusi z Rosją tylko w trzech punktach, a nie jak dotąd, gdzie chcieli.

ZOBACZ TAKŻE: Między Pekinem a Kremlem

Być może sprawa jakoś się wyjaśni i uładzi, jak wszystkie zresztą konflikty na linii Moskwa-Mińsk, których było już kilkadziesiąt, jeżeli nie więcej, ale na razie strony wymieniają ciosy. Na Białorusi pojawiają się głosy, żeby przywrócić na granicy z Rosją pełną kontrolę graniczną i celną, bo jej brak przynosi republice tylko same straty. Państwowy Komitet Celny Republiki Białoruś zaczął rozpatrywać skargę – petycję podpisaną przez kilkuset obywateli mieszkających w Mohylewie. Wynika z niej, że około 60 proc. kontrabandy przywożonej do tego miasta pochodzi z Rosji. Twierdzą oni także, że otwarta granica między Białorusią a Rosją sprawi, że do republiki płynie z Rosji przestępczość, narkotyki, palona wódka i sutenerzy.

Najśmieszniejsze w sprawie jest to, na co zwracają uwagę obserwatorzy, że Rosja nie wymyśliła nic nowego i bardzo trudno jej cokolwiek zarzucić. Porządkuje tylko granicę ze swoim sąsiadem. Kontrola graniczna miedzy obydwoma państwami została zniesiona w 1995 r., kiedy podpisały one Układ o przyjaźni i dobrosąsiedzkiej współpracy. Granica między obydwoma państwami została formalnie zniesiona, ale obie strony nie zawarły porozumienia w sprawie przekraczania jej przez obcokrajowców. Przez ponad 20 lat nikt z tego nie robił problemu i cudzoziemcy swobodnie przekraczali białorusko-rosyjską granicę.

ZOBACZ TAKŻE: Wielki Kamień czy wielki niewypał?

Obserwatorzy ostrzegają, że jeżeli sprawa nie zostanie rozwiązana, to Białoruś może stracić część tranzytu przez jej terytorium, a także image mostu między Unią Europejską a Rosją. Już teraz poseł UE przy Federacji Rosyjskiej Vigaudas Uszackas, mieszkający w Wilnie nie mógł dojechać do Moskwy przez terytorium Białorusi. Zawrócony z granicy musiał jechać do pracy przez Łotwę, nadrabiając 500 km. Interweniował on już u wiceministra spraw zagranicznych Rosji Grzegorza Karasina. Ten obiecał, że zajmie się sprawą, ale jak na razie żaden dalszy ciąg nie nastąpił.

Na razie obie strony przedstawiły swoje stanowiska, z których wynika, że całkowicie różnie pojmują pojęcie „otwarta granica”. Władze białoruskie uważają, że oznacza ono, iż granica jest otwarta dla wszystkich. Rosyjskie z kolei twierdzą, że przy braku międzynarodowych porozumień, ruch graniczny musi być regulowany przez prawo wewnętrzne. To zaś mówi, że każdy obcokrajowiec musi przejść kontrolę graniczną i celną przy wjeździe i wyjeździe z terytorium Federacji Rosyjskiej. Obserwatorzy przypominają jednak, że Rosja o swoich „zakonach” przypomniała sobie dopiero teraz.

ZOBACZ TAKŻE: Armia z poboru

Z wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa, który wydaje się być politykiem najbardziej kompetentnym w tym temacie wynika, że ostateczne załatwienie problemu nastąpi dopiero po wprowadzeniu wspólnych wiz, uznawanych przez oba kraje. To wymaga jednak wypracowania przez Białoruś i Rosję wspólnej polityki wizowej. Rozmowy w tej sprawie trwają, ale jak na razie nie przynoszą większych efektów. Jest prawdopodobne, ze sięgając po stare przepisy Moskwa chce zmusić Mińsk do przystąpienia do wspólnej polityki wizowej. Mińsk najwyraźniej do tego się nie spieszy, skoro Ławrow ogłosił, że dopóki to nie nastąpi, na granicy trzeba będzie zorganizować tymczasowe punkty kontroli. Wiadomo jednak, że takich punktów nie tworzy się od ręki. Muszą one mieć odpowiednie oprzyrządowanie itp. Powstaną, jak dobrze pójdzie, za parę miesięcy. Do tego czasu obywatele UE będą zmuszeni omijać terytorium Białorusi. Władymir Makiej minister spraw zagranicznych republiki powiedział, że problem powinien być rozwiązany jak najszybciej, by obywatele państw trzecich nie mieli na Białorusi problemów, ale Ławrow zbył go żartem. Oświadczył, że jeżeli Białorusi tak bardzo zależy na obywatelach państw trzecich, to powinna namawiać te państwa do wstąpienia do Związku Białorusi i Rosji, a wtedy problem sam się rozwiąże.

ZOBACZ TAKŻE: Czego boi się Łukaszenka?

Złośliwi komentatorzy sądzą, że problemu by nie było, gdyby Mińsk przestał starać się o względy Zachodu i straszyć Kreml podwyżką cen za tranzyt ropy. Na co zdecyduje się Aleksander Łukaszenka w starciu z Moskwą, wkrótce zobaczymy.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz