Dodon w Moskwie

Tydzień temu wizytę w Moskwie zgodnie z zapowiedzią złożył prezydent Mołdawii Igor Dodon. Trwała ona trzy dni. Dodonowi towarzyszyła duża delegacja. W jej składzie byli m.in. doradca Dodona d.s. reintegracji Wasilij Szowa oraz głowa gagauskiej enklawy, którą Gagauzi traktują jako autonomię, Irina Włach.

Dodon został przyjęty w Moskwie z najwyższymi honorami. Przed kamerami w czasie przywitania Dodon i Putin rozmawiali jednak krótko. Putin oświadczył, że w ostatnim czasie stosunki mołdawsko-rosyjskie nie rozwijały się najlepiej. Wymiana handlowa między obydwoma państwami zmniejszyła się dwukrotnie. Mimo to, Mołdawia pozostaje dla Rosji ważnym partnerem w regionie. Putin wyraził też nadzieję, ze po zwycięstwie Dodona relacje między Mołdawią a Rosją ulegną poprawie.

ZOBACZ TAKŻE: Co zrobi Dodon?

Dodon ze swojej strony potwierdził , ze w ciągu ostatnich siedmiu lat z mołdawskich strategicznych dokumentów istotnie zniknęła fraza o „partnerstwie z Rosją”. Jednak w ubiegłym roku naród Mołdawii zagłosował za prezydentem i jego programem, który zakładał wznowienie z Rosją partnerskich stosunków. – Większość obywateli Republiki Mołdawia zagłosowało za zachowaniem jej państwowości, suwerenności i podtrzymaniem strategicznego partnerstwa z Rosją, rozwiązaniem konfliktu w Naddniestrzu i zachowaniem w społeczeństwie tradycyjnych prawosławnych wartości – oświadczył w Moskwie Dodon. Nadmienił także, że większość jego rodaków – z uwagą i wielką nadzieją obserwują jego wizytę.

Po zakończeniu rozmów obaj prezydenci wystąpili na wspólnej konferencji prasowej. W jej trakcie Dodon podkreślił, że co by nie mówili różni politycy, większość mieszkańców Mołdawii jest zwolennikami „przyjaźni” z Rosją.

Putin, omawiając kwestie migracji Mołdawian przybywających do Rosji w poszukiwaniu pracy, zaznaczył, że nie stanowią oni zagrożenia dla rosyjskiego rynku pracy. Obaj prezydenci zgodzili się, że Mołdawia po podpisaniu umowy o asocjacji z UE poniosła duże straty. Straciła rosyjskie rynki, a nie zdołała zintegrować się z europejskimi. Dodon nie wykluczył, że po następnych parlamentarnych wyborach porozumienie zostanie anulowane. Nadmienił także, że zwrócił się do rosyjskiego prezydenta z prośbą, by rozpatrzył kwestię uczestnictwa Mołdawii w charakterze obserwatora w pracach Euroazjatyckiej Komisji Ekonomicznej Euroazjatyckiego Ekonomicznego Związku. Putin zaś dorzucił, że Rosja jest gotowa być pośrednikiem.

ZOBACZ TAKŻE: Nowy prezydent chce bezwizowego ruchu z UE

Zdaniem obserwatorów głównym efektem wizyty Dodona w Moskwie jest wzmocnienie jego pozycji w kraju. Na razie bowiem jego pozycja jest słaba. Wojuje on w pojedynkę. Mołdawia jest republiką parlamentarną, a partia Dodona nie ma większości w parlamencie. Jego przeciwnicy będą torpedować wszystkie jego inicjatywy nastawione na wznowienie przez Mołdawię współpracy z Rosją.

Kreml doskonale o tym wie i póki co postępuje z dużą ostrożnością. Nie chce się sparzyć, a jednocześnie zaszkodzić Dodonowi.

Sam mołdawski prezydent po powrocie z Moskwy oświadczył, że jeżeli rząd nie będzie popierał jego polityki: „to nie będzie innego wyjścia niż zarządzić narodowe referendum, które da więcej uprawnień prezydentowi, żeby mógł rozpuścić parlament i zarządzić przedterminowe wybory”.

Czy przeciwnicy Dodona wystraszą się referendum, nie wiadomo. Na razie Między prezydentem a premierem Mołdawii Pawłem Filipem już zaczęło dochodzić do spięć. Jeszcze przed wyjazdem do Moskwy Dodon pozbawił obywatelstwa Mołdawii byłego rumuńskiego prezydenta Trajana Basescu. Zdaniem Dodona otrzymał on to obywatelstwo bezprawnie. Poza tym Basescu wielokrotnie występował za likwidacją mołdawskiej państwowości- „drogą aneksji przez Rumunię” – stwierdził Dodon.

ZOBACZ TAKŻE: Prezydent Mołdawii wycofa się z umowy stowarzyszeniowej z UE?

Mołdawski premier Paweł Filip oświadczył, że dekret prezydenta o pozbawieniu Basescu mołdawskiego obywatelstwa jest sprzeczny z konstytucją. Premier negatywnie ustosunkował się też do decyzji prezydenta nakazującego wydalenie mu rumuńskiego ambasadora.

Sytuacja ta zapowiada, że w najbliższym czasie w Mołdawii może dojść do kryzysu. Zwolennicy integracji Mołdawii z Rumunią tak łatwo nie odpuszczą. Dodon musiałby otrzymać w potencjalnym referendum masowe poparcie, żeby kontynuować swój kurs na zbliżenie z Rosją. Jego przeciwnikom może też nie spodobać się jego propozycja rozwiązania kwestii „samozwańczej” Przydniestrzańskiej Republiki Mołdawii. Dodon w tej kwestii poszedł na bardzo daleki kompromis. Proponuje, by „Przydniestrze” weszło w skład Mołdawii na zasadzie konfederacji, a w przypadku wstąpienia republiki do NATO, miałoby ono prawo przeprowadzić referendum w sprawie swojej dalszej przyszłości.

Koncepcja Dodona idzie najdalej ze wszystkich wysuniętych przez Kiszyniów pod adresem Tyrasopola. Dotychczas niektóre z nich mówiły co najwyżej o federacji Mołdawii i „Przydniestrza”. Ostatnio zaś prorumuńskie lobby w Mołdawii zaczęło mówić wprost o wariancie siłowym jako jedynym możliwym w rozwiązaniu problemu zbuntowanej republiki.

ZOBACZ TAKŻE: Premier Mołdawii zpowiedział powstanie biura łącznikowego NATO w Kiszyniowie

Dodon nie poprzestał tylko na słownym sformułowaniu swojej koncepcji. Jako jedyny mołdawski prezydent spotkał się z nowo wybranym prezydentem „Przydniestrza”. Po tym spotkaniu obaj prezydenci ogłosili, że są gotowi do kompromisu, żeby ostatecznie uregulować konflikt.

Ddon jest bardzo aktywny i to z pewnością stanowi jego atut. Jeździ też po kraju, bo wie, że realizacja jego idei zależy od poparcia obywateli. Zwolennicy opcji rumuńskiej poparcia szukają w Kiszyniowie. Czy prowincja wygra ze stolicą, pokaże czas.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz