Cień ponurego wschodu: Truciciele (4)

Wiedza trucicielska jest otoczona największą tajemnicą, którą jedna „wiedunja” pozostawia drugiej, przez nią wychowanej i nauczonej. Często się zdarza, a czasem staje się to prawie obowiązkowem, że „wiedunje” bywają głuchonieme, czasem od urodzenia, czasem zaś sztucznie okaleczone przez „wiedunję”, która albo kradnie gdzieś dziecko, lub bierze je na „wychowanie” z ubogiej ciemnej rodziny chłopskiej.

Dramat życiowy ma swoje prawa wszędzie. W pałacach książąt i bankierów i w ubogich, słomą krytych chatach chłopów. Nienawiść, zdrada, zemsta, zawiedziona miłość, zbrodnicze instynkty gnieżdżą się nie tylko w miastach, lecz również i w małych, zatraconych wśród stepów, gór, lub błot, wsiach, gdzie jeszcze pozostały namacalne ślady ponurego pogaństwa, lub psychiki mongolskiej, psychiki koczownika, burzyciela i niszczyciela w imię zburzenia i zniszczenia.

Najczęściej dramat bywa zakończony albo pchnięciem noża, albo uderzeniem siekiery lub „kiścienią”[1]). Lecz ten sposób załatwienia porachunków powoduje odrazu dochodzenia sądowe i wymierzenie sprawiedliwości, przeto pałający zemstą człowiek ucieka się do innych sposobów, w których mu pomaga „wiedunja”, czyli stara kobieta, która zna się na trutkach wszelkiego rodzaju.

Te rosyjskie wiejskie Lokusty są doskonałemi botanikami, a coraz częściej zapominana i zarzucana władza właściwości różnych traw, ziół, kwiatów i korzeni przechowuje się starannie pośród „wiedźm”. Te kobiety przez cały prawie rok, z wyjątkiem chyba najsurowszych miesięcy zimowych błąkają się po polach i puszczach, zbierając rośliny, potrzebne dla uzdrowienia, lub uśmiercenia ludzi, oraz dla różnych czarodziejskich praktyk.

Takie trucizny roślinne jak strychnina, konina, nikotyna, atropina, brucyna, morfina, trucizny gnijącego mięsa (kadaweryna, putrescyna), trucizny specjalnych gruczołów żmij, pająków, żab, trujące zarazki słupca (tetanus) i innych bakteryj, żyjących na błotnych i leśnych roślinach, są znane „wiedunjom”, tym dziedziczkom wiedzy pogańskiej. Wiedza trucicielska jest otoczona największą tajemnicą, którą jedna „wiedunja” pozostawia drugiej, przez nią wychowanej i nauczonej. Często się zdarza, a czasem staje się to prawie obowiązkowem, że „wiedunje” bywają głucho nieme, czasem od urodzenia, czasem zaś sztucznie okaleczone przez „wiedunję”, która albo kradnie gdzieś dziecko, lub bierze je na „wychowanie” z ubogiej ciemnej rodziny chłopskiej.

Trucicielki używają też dla swych praktyk siekanych włosów ludzkich, tłuczonego szkła, żółci wołowej i rybiej.

Uśmiercenie ludzi odbywa się za pomocą dodania trucizny do pokarmu, lub napoju, zatrucia noża, którym zadana bywa niby przypadkiem rana, lub też przez zatrucie podczas snu; w tym celu poduszka i posłanie albo bywa skropione jadowitym płynem, lub też trująca roślina wsuwana bywa pod poszewkę skąd, parując, zabija.

Gdy podczas pierwszej rosyjskiej rewolucji byłem skazany na 2 lata fortecy i przechodziłem syberyjskie więzienie, widziałem jedną trucicielkę, skazaną na 15 lat ciężkich robót za szereg dokonanych zbrodni. Była to już niemłoda, chuda o czarnych włosach, ponurej twarzy i zawsze spuszczonych oczach kobieta. Miała powolne, jak gdyby leniwe, ruchy, lecz jakaś zwierzęca ostrożność dawała się odczuwać w tych żółwich krokach i poruszeniach głowy. Zrzadka podnosiła oczy, lecz wtedy uderzał mnie ciężki i nieruchomy wzrok tych czarnych źrenic, wżerających się w duszę. Nazywała się ta kobieta Irena Gulkina. Ilu konających, miotających się w śmiertelnej trwodze i bólu ludzi, których dotknęła jej straszliwa i ponura wiedza, widziały te na pozór spokojne oczy? Jakie myśli żyły w tej głowie, tak poważnie i powolnie ruszającej się na długiej cienkiej szyi? Co czuło to serce zbrodniarki?

A była to przestępczyni wielkiej miary. 20 ludzi, zamordowanych przez tę „wiedunję”, wykryły sądy różnych gubernji, gdyż trucicielki nie mogą, rzecz prosta, pozostawać na jednym miejscu, przenoszą się więc gdzieindziej po dokonaniu zbrodni, opłacanej pieniędzmi, lub podarkami.

Naraz w więzieniu gruchnęła wieść, że wykryto nową zbrodnię tej kobiety. Jakiś sąd na południu Rosji dowiódł, że spadkobiercy pewnego obywatela doszli do majątku przy pomocy Gulkinej. Otruty został właściciel i kilku bezpośrednich spadkobierców, poczem nieprawni spadkobiercy uzyskali majątek. Sprawa się rozwijała szybko, aż nareszcie przyszło pismo, żądające przesłania zbrodniarki z Syberji na południe Rosji.

Kobieta stała się jeszcze bardziej czarną, poważną i powolną. Wcale już nic podnosiła oczu i prawie nie odzywała się do nikogo.

Sąsiadki z celi więziennej rozumiały, że Gulkina przeczuwała, że będzie skazana na śmierć. Tymczasem kobieta owa całymi dniami chodziła po dziedzińcu więziennym, nisko opuściwszy głowę i uporczywie wpatrując się w ziemię.

— Śmiertelna trwoga trapi ją. — objaśniali mnie aresztanci. — Tak zawsze bywa z temi, którzy wiedzą, że będą straceni.

Nareszcie wyznaczono dzień, w którym zamierzano wywieść ją do Rosji. W noc przed wyjazdem „wiedunia” nagle zachorowała; pokryta potem, wiła się w bólach, nareszcie zaczęła słabnąć i zemdlała. Ocucono ją, poczem usnęła. Nad rankiem dozorczyni zauważyła, że kobieta leży w nienaturalnej pozycji. Podszedłszy, przekonała się, że aresztantka nie żyje.

Zbrodniarka sama wymierzyła sobie sprawiedliwą kare, za pomocą jakichś trujących traw, które znalazła, gdy wpatrzona w ziemię błąkała się po podwórku więziennem. Kilka ździebeł tej trawy znaleziono w supełku, zawiązanym na rogu chustki. (cdn.)

Antoni Ferdynand Ossendowski

Fragment książki Cień ponurego wschodu: za kulisami życia rosyjskiego, Wydawnictwo Biblioteki Dzieł Wyborowych, Warszawa 1923.


[1] Kiścień to pierwsza broń ludzi. Jest to kamień lub kawał żelaza, uwiązany na rzemyku lub łańcuchu do krótkiego, mocnego kija.

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz