Cień ponurego wschodu: Święto djabła (18)

Zawsze i ciągle za czasów chrześcijańskich Rosja przyjąwszy krzyż za swoje godło, lecz utrzymawszy w sektach i obyczajach stary pogański rytuał chciała instynktownie, bezwiednie nawet z pobudek leżących na dnie duszy tych plemion lasów pól gór, we krwi tak bogatej w pierwiastki prawie pierwotnych koczowników, przechować jakiś łącznik z „dawnemi bogami” które, zdawało się, dawno już umarły zniszczone bądź to rękami ludzi, bądź też przez czas.

Tak było nawet w ostatnim perjodzie imperjum rosyjskiego, za carów, gdy Dwór Petersburski imponował całemu światu, gdy cywilizowana Europa zachwycała się rosyjską wyrafinowaną nad wyraz arystokracją i inteligencją, rosyjską literaturą i sztuką, rosyjską wsią tak poetycznie opisywaną przeć popularnego Tołstoja, gdy tak dużo mówiono i rozprawiano o duszy rosyjskiego narodu, studjując tę „duszę” w najlepszych inteligentach powieściopisarzach, lub żołnierzach gwardji carskiej.

Nikt z cudzoziemców nie zajrzał w mrok rosyjskiej prowincji, gdzie obok poganina-koczownika roiło się od „biesów” różnych gatunków.

Przyszły nareszcie inne czasy. Czasy „dyktatury proletarjatu” komunizmu, bolszewizmu i sowietów — wszechwładnych, tonących we krwi sowietów, na czele których stanęły osobniki pozbawione religji, przesądów, tradycji przeżytków dawnych pogan i niedawnych koczowników. Panowanie materjalistycznej myśli, władza spekulatywnej filozofji, zabiegi o dobro ciała. Precz z duszą! Nie istnieje żadna dusza, jest tylko „para”! Tak mówili dawni, ledwie piśmienni, półciemni nihiliści rosyjscy, którzy wyszli z kuźni, kopalń i więzień. Tak powtarzali, tylko w innej formie retorycznej, „ludowi komisarze” — dyktatorzy, wypuszczając z miljonów Rosjan tę niepotrzebną „parę”.

Przyszły więc czasy wielkiego i prawdziwego racjonalizmu i radykalizmu. Musiały zatem zniknąć z horyzontu wszystkie religijne sekty, kulty, przesądy? Musieli chyba skończyć samobójstwem swe mroczne życie wszyscy ci czarownicy, wróżbiarze wiedźmy i kapłani dawnych bogów?

Tymczasem widzimy całkiem inny obraz.

Nigdy tak nie kwitła i nie stała wysoko powaga i sława, — nigdy nie jaśniał z równą potęgą mistyczny urok kościoła, nigdy nie były tak potężnymi niegdyś tajne świątynie sekciarskie, nigdy nie były tak uczęszczane misteria „chłystów”, nigdy tak ściśle nie przechowywała się „pieczęć białego gołębia”, nigdy tak namiętnie nie garnął się prosty, znużony wygłodzony lud do czarowników i nigdy nareszcie wróżbiarstwo nie miało tak zdumiewającego wprost powodzenia i znaczenia w życiu całego społeczeństwa rosyjskiego.

W kościołach prawosławnych nieprzebrane tłumy pobożnych, leżąc krzyżem, zanoszą modły do Najwyższego, prosząc już nie o ratunek dla siebie, lecz dla kraju. Żadne prześladowania i urągania nikogo nie straszą więcej. Bywały wypadki, gdy bolszewicy wpadali do kościoła i strzelali, usiłując przerazić i rozpędzić modlących się. Lecz napróżno wszystko! Żadnej paniki, a tłum nawet głowy nie poruszył na odgłos strzałów. W takich chwilach widać, jak Rosję opanowała mistyczna gotowość aby umrzeć męczeńską śmiercią za szczęśliwy los następnych pokoleń rosyjskiego narodu.

Podczas Wielkanocnego Nabożeństwa w r. 1918, bolszewicy w Moskwie wpadli do kościoła gdzie odprawiał mszę sam patryarcha wszechrosyjski Tichon. Nikt z tłumu nie poruszył się nawet, wtedy jeden z komunistów strzelił do Patryarchy i zranił go w rękę. Patryarcha nie obejrzał się i modlił się dalej, aż wreszcie zwrócił się do tłumu i zaintonował radosną pieśń religijną: „Chrystus zmartwychwstał”. Zapał nie do opisania zachwyt i ekstaza opanowały tłumy. Bolszewicy zrozumieli ten nastrój i niezwłocznie opuścili kościół.

Podobny nastrój podniecenia religijnego panuje we wszystkich sektach.

Wyznawcy starej wiary stali się jeszcze bardziej ostrożni w stosunku do ludzi innych wyznań; we wsiach starowierskich zapanowała jeszcze bardziej surowa moralność i dyscyplina; zostali sprowadzeni z poza kordonu rosyjskiego najsłynniejsi kapłani i biskupi sekty dla obrony od niszczącej społeczeństwo moralnej zarazy sowietów: starowiercy wycofali z czerwonej armji swoją młodzież, chętnie za to płacąc wysokie podatki. Kościoły i „skity” przepełniły się pobożnymi, oczekującymi przyjścia Djabła, słudzy którego już uczynili ohydny, śmiertelny siew grzechu i zguby.

„Chłysty” liczą setkami tysięcy wyznawców swojej sekty, która w pewnym stopniu daje zapomnienie się, oderwanie się od niemożliwych warunków życia, stworzonego przez sowiety, i przyjmuje jakiś czynny fizyczny udział w odpędzeniu Djabła, odgłos ciężkich kroków którego rozlega się zewsząd.

Lecz „Chłysty” już nie biją się rózgami z brzozy i wikliny, lecz zwiniętemi drutami, lub żelaznymi prętami, rozpalonymi do czerwoności.

„Więcej męki, więcej znęcania się nad własnem ciałem, więcej krwi! — wołają kapłani sekty,— a walka z Djabłem będzie skuteczniejsza i, być może, zakończy się zwycięstwem, po którem pokój i szczęście zapanują na ziemi przepojonej krwią i zarażonej grzechem”.

Bolszewickie dzienniki na początku r, 1920 wyśmiewały się z jakiegoś kapłana — chłysta, który zwrócił się do rządu sowietów z listem takiej treści:

– Czy nie widzicie djabła? Oto idzie w ogniu pożogi, która krwawi mu lica i dłonie, dąży w płaszczu szkarłatnym od krwi. Głowa jego sięga czarnych, wysoko mknących chmur, brzemiennych piorunami i grzmotami, a ciężkie stopy żelazne wyciskają z ziemi krew ludzką, burzą miasta miażdżą tłumy niewinnych ludzi i grożą ludzkości zagładą. Czyż nie widzicie, czyż nie słyszycie, odgłosu jego ciężkich kroków, rozlegających się zewsząd? Ratujcie lud, ratujcie kraj, ratujcie siebie póki czas.

Sekciarze i niesekciarze widzą Djabła na ziemi rosyjskiej. Może mają powody ku temu? Myślę, że tak…

W miastach rosyjskich — od Petersburga i Moskwy do najmniejszych prowincjonalnych miasteczek — wszędzie znaleść można dopiero teraz, przy dyktaturze sowietów, założony kult Djabła. Był on nawet półoficjalnie popierany przez sowieckie władze i niektóre prywatne grupy. Cel tego jest zrozumiały: — zadać cios chrześcijaństwu, uderzyć w kościół, stary kult, który posiada podstawy etyczne, tak bardzo wrogie ideologji racjonalizmu komunistycznego. Djabolizm rozpoczął się od młodzieży. Czytano historję Juljana Apostaty, dzieła o djablistach różnych epok, zaznajamiano się z kultem Bala Babilońskiego, zachwycano się Djabolizmem, przypominano dzieje tajemniczego Kaliostro, wertowano „historje czarnej magji”, kabały, tłumaczono urywki z dziejów „Świętej Inkwizycji”, gdy ta walczyła z wyznawcami kultu djabła w Hiszpanii i Holandji. Te studja przygotowały glebę do przyjęcia antytezy Chrystusa: — Djabła Belzebuba, Mefista, Szatana, Antychrysta.

Wtedy rozpoczęła się bahanalja rozpętania moralno-religijnego. Odprawiano czarne msze, gdzie komunje podawano w postaci krwi ludzkiej i niektórych elementów ciała, wszystko to było w formie ohydnej, niemoralnej, zwyrodniałej, psychicznie zepsutej do rdzenia.

Zjawiły się kapłanki Djabła, przeważnie z grona aktorek kabaretowych, lub kokot. Wynurzyły się z głębi społeczeństwa ciemne postacie znawców kultu djabolistycznego, jacyś pozbawieni za rozpustę i zbrodnie kapłaństwa popi, jacyś pijani, zwarjowani i zdeklasowani mnisi, jacyś „uczeni”, którzy przez całe życie studjowali historję kultów.

W Petersburgu słynie jako kapłanka Djabła była aktorka z Odessy: niejaka Irena Heinzel, która jednak ma zupełnie inne nazwisko i imię, a była naczelniczką i katem w więzieniu bolszewickiem w Ufie, gdzie odznaczała się okrucieństwem, znęcając się nad wrogami sowietów i własnoręcznie strzelając do nich. Jej rozpasanie moralne, jej straszliwie krwawa „przeszłość” nadają kapłance Szatana szczególnego uroku i rozgłosu. Często jest zapraszana na solenne nabożeństwa, czarne misterje do innych miast, gdzie jej zboczenia, histeria i patos wywierają silne wrażenie.

Nie mniej jest znany i popularny śród djabolistów pop Eljasz, bardzo oczytany i wymowny, podniecający tłum, rozpustny i chory na epilepsję. W przeszłości był mnichem i zadusił służkę klasztornego, za co był zesłany na ciężkie roboty na Syberję. Przy bolszewikach powrócił i zajął wkrótce bardzo poważne śród Djabolistów stanowisko.

Djabolizm obecnie w Rosji liczy bardzo wielu wyznawców i posiada znaczne kapitały, które wciąż się mnożą. Prowadzona jest energiczna propaganda tej idei, istnieją wydawnictwa specjalne; wszystko to wraz ze świetnością rytuału pociąga coraz więcej ludzi, szukających śród ohydy i niewolnictwa rosyjskiego życia jakichś wrażeń, jakichś ogni przewodnich, jakiegoś wstrząśnienia nerwowego, gdyż obecnie więzienie, kara śmierci, stałe znęcanie się, głód i nędza już nie poruszają i nie podbudzają nerwów.

Ludzie zobojętnieli na wszystko, a żyć czemś potrzeba… A więc pociągają ich sekty, rozpusta, morfina, Djabolizm…

Pierwszy element jest wrogi sowietom i komunizmowi rosyjskiemu, inne sprzyjają mu. Wewnętrzna polityka sowiecka jest skierowana na szerzenie rozpusty, gdyż ona rozluźnia więzy rodzinne, społeczne, państwowe i cywilizacyjne, po czem komunizm i to, co on tai w swej głębi, spotyka coraz mniej oporu i przeszkód, szerzy się i zwycięża. Stąd tolerancja państwowa rozpusty śród młodzieży, dorosłych, a nawet dzieci. Naturalnie, że Djabolizm jest szczytem rozpusty, to też napotyka na jawne i tajne podtrzymanie władz rządowych i zupełnie zdawałoby się, prywatnych grup i organizacji.

A więc Djabeł przyszedł na ziemię…

Widzą go sekciarze, widzą go kapłani, kapłanki, i wyznawcy kultu szatana. Ale czy to Szatan, Djabeł, Belzebub?…

Nie! — przeczą duchowne sfery prawosławne — To pewno nie on, to przyszedł poprzednik jego — Antychryst…

Ta kwestja była bardzo długo i poważnie rozpatrywana i rozważana na zjazdach kleru w Nowogrodzie, Moskwie, Jarosławiu, Kijowie, Czernihowie i Omsku w 1919 r.

Zapoczątkowali ten ruch biskupi Jewdokim Sylwester i metropolita Makary.

Zaczęło się od jakiegoś namiętnego wprost pociągu do czytania rewelacji św. Jana Apostoła, czyli Apokalipsy. Płomienne, mgliste, mistyczne słowa Apokalipsy dały bodźca do proroctwa i wróżb. Niejasne daty i obrazy pobudzały ciekawość i pociąg, do wykrycia tajemnicy. Nikt nie chciał pamiętać o tem, że znany rosyjski uczony N. A. Morozow twierdził, że apostoł Jan opisywał widziane przez niego bardzo rzadkie zjawiska astronomiczne i ujął je w tajemniczą, poetycką formę widzenia z przepowiedni mistycznej. Znałem bardzo uczonych profesorów, którzy całe godziny wczytywali się w powikłany tekst Apokalipsy, który, zapewne przed bolszewikami znali tylko z nazwy.

Powstała olbrzymia literatura komentująca Apokalipsę, czyniąca praktyczne wnioski, realizująca mglistość przepowiedni i proroctw. Niema zakątka ziemi w Rosji, gdzie nie dotarłaby ta mistyczna literatura. Nic nie przemawiało do rozumu zaślepionych, życzących wierzyć w to, o spełnieniu czego marzyli tak gorąco i tak długo. Gdy wskazywano, że wszystkie terminy, podane przez Apostoła Jana, już dawno minęły, a nic się nie zmieniło w Rosji, że przepowiedziany władca imieniem Michał nie może być carem Rosji, gdyż jedyny wielki książę tego imienia—Michał Aleksandrowicz został w Permie zabity przez bolszewików, gdy śmiano się z potwora apokaliptycznego, z jeźdźców na koniach bladych, czarnych i szkarłatnych, w których chciano koniecznie widzieć Anglję, Japonję i Francję, albo znowu Denikina, Kołczaka i Wrangla, w odpowiedzi dawano objaśnienia – niemniej mgliste od samej Apokalipsy, i powoływano się na tajemnicę z przekonaniem, które zachwiać zdawało niemożliwem, ponieważ wygłaszający je musiał albo wierzyć, albo umrzeć z beznadziejności i rozpaczy.

Gdy inteligentne klasy i mieszczaństwo zaczytywało się św. Janem kler rozpoczął agitację wśród mas ludu. Setki, tysiące bezrobotnych po zamknięciu klasztorów i kościołów — mnichów i popów zaczęło pracować w masie wieśniaczej i robotniczej.

Apokalipsa, apokryfy, osobista pomysłowość, improwizacja, wymowa, pjetyzm, ascetyzm, wszystko było uruchomione w celu propagandy idei Antychrysta w Rosji.

Antychryst już się narodził i już gromadzi wojsko swoje nierządne i zbrodnicze Już posłał sługi swoje, aby zgubić, zniszczyć najbogatszy z krajów i ludów — Rosję i lud rosyjski. Oto tam. gdzie byli „pomazańcy boży” — carowie, gdzie modlili się wielcy patriarchowie, gdzie leżą zwłoki świętych cudotwórców — tam teraz tłuszcza wrogów Boga i Krzyża czyni — wolę Antychrysta!

To jest główna idea ruchu…

Trzeba dowieść tej idei, posiąść namacalne oznaki jej istnienia.

Tu się zaczyna średniowiecze w całej jego ciemnej, ponurej rzeczywistości.

Z liczb apokaliptycznych jak było za wojny Napoleońskiej z Rosją, liter nazwisk komisarzy ludowych składają imię Belzebuba, Szatana i szukają właściwego imienia Antychrysta.

Znajdują oznaki przyjścia „ostatnich czasów” w zjawiskach astronomicznych i zwykłych codziennych przejawach natury. Zaćmienie słońca i księżyca, spadające gwiazdy, kształt i kolor chmur — wszystko to mówi do przekonania wyznawców idei Antychrysta, wszystko nasuwa im straszliwe, zatrważające myśli. Urodził się gdzieś chłopiec o długich rudych włosach lub zielonych oczach, przyszła na świat dziewczynka, mająca od urodzenia kilka zębów, lub dłuższe niż zwykłe paznokcie na palcach, — to są dzieci Antychrysta, jego poprzednicy!

Wiele takich niemowląt, zrodzonych w tym ciemnym okresie czasu duchowej rozterki, zabito, wrzucono do rzeki.

Czasami nowonarodzone niemowlę przy pierwszym krzyku, wymawia jakieś jakgdyby podobne do imienia Belzebuba słowo. Jest ono sługą Szatana, którego chwali w chwili narodzin. W guberni Ołoneckiej było kilka procesów sądowych oto, że rodzice takie dzieci uśmiercali w łaźniach, olewając je wrzącą wodą.

Cielę o dwóch głowach, lub pięciu nogach, skrzywione dziwacznie rogi krowy, lub kozy, poplątane lub powyginane w nieładzie gałęzie starych wiklin nabierają specjalnego znaczenia i dają powód do fantazjowania w pewnym określonym kierunku którym dąży zasugestionowany, chorobliwy mózg.

Dzikie zwierzęta, ptaki, ryby i owady, a szczególnie płazy i pająki dają dziesiątki dowodów istnienia Antychrysta i nieraz ze śladu czołgającego się na piasku węża, lub i misternej sieci pajęczej poszukiwacze Antychrysta wyczytują tajemnicze zgłoski jego imienia.

Nieoczekiwane pęknięcie naczynia, lub zwierciadła, trzask wysychających sprzętów drewnianych, nieobjaśnione głosy, rozlegające się w nocnej ciszy — wszystko to pobudza wyobraźnię i powoduje domysły i określone twierdzenia.

Ludzie przypominają sobie powiedziane w bardzo dawnych czasach słowa różnych „bożych ludzi”, ubogich włóczęgów-idjotów, epileptyków, — „klikusz”, proroków wiejskich, histeryków i wprost nikomu nieznanych przechodniów, którzy, pod wpływem ogólnej manji, nabrali cech tajemniczości. Wszystkie stare legendy, opowieści, proroctwa, jasnowidzenia, nawet te, które powstały przed wiekami, wywleczono obecnie, poddano przeglądowi i krytyce,

Słowem, na oczach ludzkości XX wieku stworzono straszną, beznadziejną legendę.

Lud ugina się pod jej zgrozą, szerzy się kokainomanja i morfinomanja i coraz bardziej szalone samobójstwa, gdyż ludzie, być może zdolni są jeszcze do walki z ludźmi, lecz walczyć z Antychrystem, który śmiało wystąpił przeciwko Twórcy Świata, nie mogą, gdyż jest to nierozsądzona walka. Więc przecinają sobie gardziele, wieszają się w szopach, topią się w stawach i bagnach, oblewają się wrzącą wodą, piją truciznę lub rzucają w płomienie… (cdn.)

Antoni Ferdynand Ossendowski

Fragment książki Cień ponurego wschodu: za kulisami życia rosyjskiego, Wydawnictwo Biblioteki Dzieł Wyborowych, Warszawa 1923.

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz