Przeciętny zablokowany VAT wypada ok 600 tyś PLN ,te zatrzymania raczej w niewielu przypadkach są nietrafione. Zobaczymy za miesiąc ,ile będzie odblokowane i ile wszczętych postępowań.
re: Kojoto..... ja mialem zastrzezenia do Twojego poprzedniego komentarza z data (16.12.2016 23:23) , w ktorym napisales, ze..... cytat: "...było po prostu realizowanie polityki Endeckiej. W tym przypadku rzeczywiście jednak chybionej". Moje wyjasnienie znajduje sie w odpowiedzi do tagore z data (15.12.2016 18:45) oraz w odpowiedzi do Ciebie z data (17.12.2016 16:55).
Sytuacja z kolei wygladala nastepujaco, a mianowicie w czasie odradzajacej sie Rzeczpospolitej rzad Endecji nie dysponowal milionowa armia uzbrojona po zeby i nie byl w stanie przywrocic wschodnich granic RP z okresu przedrozbiorowego, ktore znajdowaly sie w zaborze rosyjskim, a pozniej pod rzadami ZSRR, wiec byl skazany na laske i nielaske ZSRR, pomimo podpisanego Traktatu Ryskiego w 1921r - vide analogiczna sytuacja dotycza Polski podczas konferencji w Wersalu w 1919, gdzie Anglia ustalala granice II RP. Artykul 7 Traktatu Ryskiego z 1921r gwarantowal autonomie dla Polakow z obszaru I RP, ale w granicach ZSRR i byl wystarczajacy. A poniewaz tamtejsi Polacy byli u siebie i na swojej ziemi oraz mieli gwarancje prawne, wiec nie czuli sie zagrozeni.
Zagrozenie przyszlo dopiero w 1929r , kiedy Stalin rozpoczal kolektywizacje i zaczal odbierac Polakom ich ziemie, a opornych mordowal i wywozil na Syberie co trwalo do 1934r - ofiara padlo ponad 250 tysiecy Polakow.
Rowniez w czasie odradzania sie panstwa polskiego po 1918r agent niemiecki J.Pilsudski oddal Slask, Wielkopolske i Pomorze pod wplywy niemieckie i nawet zaniechal obrony Lwowa przed zbrojna napascia Ukraincow. Czy tam nie bylo Polakow, ktorych nalezalo bronic ?
Otoz Polacy mieszkajacy na Slasku, w Wielkopolsce i na Pomorzu tez byli u siebie od wiekow i gdyby chcieli to tez mogli masowo uciekac do Polski, ale nie uciekali, bo kochali swoja ziemie i miejsca gdzie byli wychowywani, wiec tam zostali i podobnie jest z Polakami zyjacymi obecnie na Ukrainie, na Bialorusi i na Litwie, ktorzy nie chcieli porzucic swojej ziemi po zakonczeniu II w.s. i wiedzieli o tym, ze beda nowe granice oraz mieli nawet mozliwosc wyjechac do Polski, bo Stalin wydal nakaz pozwalajacy na ich przesiedlenie, a mimo tego Polacy pozostali u siebie (na Litwie, na Bialorusi i na Ukrainie).
Na tych praktycznych przykladach wyraznie widac, ze teoria "tagore" o przesiedleniu Polakow z obszarow I RP nie odzwierciedla zyciowej rzeczywistosci.
Tymczasem "tagore" na podstawie swojej teorii o przesiedleniu probuje oskarzyc Endecje o brak troski o losy Polakow na obszarze dawnej I RP, ale milczy n/t swojego litewskiego idola J.Pilsudskiego, ktory nie udzielil pomocy Polakom na Slasku, w Wielkopolsce i we Lwowie, ktorzy musieli sami z bronia w reku walczyc o polskosc swojej ziemi. Poza tym problem w I RP stanowil rowniez analfabetyzm posrod warstwy najubozszej, ktora stanowila wiekszosc w narodzie i byla sila robocza przywiazana do folwarku lub dworu i stad wynika rzadkosc przemieszczania sie z miejsca na miejsca, bo dookola bylo podobnie.
W 1919r Litwin i lewak J.Pilsudski podpisal tajny uklad z Leninem w sprawie przerwania wojny z bolszewikami i umozliwil przez to przerzucenie wojsk bolszewickich na front do walki z bialymi (gen.Denikin i spolka), a w 1920r litewski idiota uzyl polskiego wojska do obrony ukrainskich interesow w Kijowie i wytracil dziesiatki tysiecy polskich zolnierzy w walce z bolszewikami.
W zwiazku z tym kolega Pilsudskiego W.Lenin rozpoczal pochod na Warszawe.
Idiota Pilsudski widzac, ze jego polityka przyniosla szkody Polsce i osmieszyla jego samego, zlozyl rezygnacje na rece premiera W.Witosa i wyjechal do swojej zydowskiej kochanki w okolice Krakowa.
Gdyby Pilsudski nie przerywal wojny z bolszewikami w 1919r, wowczas bolszewicy nie byliby w stanie wygrac z bialymi i nastapilby upadek bolszewizmu, a tak to bolszewizm obrocil sie przeciw Polsce - vide 1920r, 1939r i 1945r i do dzis zydostwo rzadzi w Polsce i nawet wprowadzili na stale swoje obyczaje zapalania menory w sejmie czego nie bylo w okresie istnienia I-sze i II-giej RP.
Tak wygladaja efekty blednej i zgubnej polityki prowadzonej przez litwaka i niemieckiego agenta J.Pilsudskiego
Podsumowujac, polityka wschodnia J.Pilsudskiego byla bledna podobnie jak bledne bylo odrzucenie przez Pilsudskiego sojuszu wojskowego i wspolpracy gospodarczej z Francja.
Ponadto ten litwak i agent byl otoczony zydami, masonami i zdrajcami i prowadzil wredne zakulisowe dzialania przeciw Endecji i polskim interesom narodowym.
Teraz zydy z PiS nasladuja pro-UPA-inska polityke litewskiego idioty J.Pilsudskiego, ktora jest skazana na przegrana, a kosztami obciazaja NAROD POLSKI i wielu Polakow temu przyklaskuje.
Znów wyległeś z kojociej nory,wróciłeś by smrodzić,szczekać,kąsać ,forumowiczów obrażać.By ciulowatymi i pedalskimi chimerami,obyczajami porażać,by prowokacyjnie swe pedziociągotki obnażać.
re: Iszczuk.... BANDEROWCY to sprzymierzency BERLINA , a wczesniej AUSTRII, ale nie Moskwy. Litewscy szowinisci to tez sprzymierzency BERLINA, a wczesniej sprzymierzency GERMANSKIEJ ZARAZY, ktora rozpanoszyla sie na Pomorzu, az po Krolewiec, ktory jest obecnie w lapach ZSRR"bis".
Przez ostatnie 71 lat Polska rzadzi POLSKOJEZYCZNE ZYDOSTWO, ktore realizuje zydowskie interesy lokalne i globalne w pierwszej kolejnosci kosztem Polski i Polakow.
Zydo-lewacki propagandysta "mop" napisal - cytat: Tzw. "żołnierze wyklęci" nie byli żołnierzami ponieważ 19.01.1945 roku na polecenie Rządu Polskiego w Londynie Armia Krajowa została rozkazem dowódcy "Bora" Komorowskiego rozwiązana a jej żołnierze wezwani do zaprzestania walki i włączenia się do odbudowy zniszczonego kraju rządzonego nie przez jakichś tam "komunistów" tylko przez Rząd Jedności Narodowej uznany przez 4 wielkie mocarstwa"........
ODPOWIEDZ od fiesta:..... gen.T.Komorowski "Bor" przebywal w niemieckiej niewoli miedzy 5 pazdziernika 1944 az do poczatku maja 1945r, wiec nie mogl wydawac rozkazow, gdyz przebywal w calkowitym odosobnieniu pod nadzorem niemieckim. Jesli chodzi o nie-rzad tzw. "jednosci narodowej" to zostal powolany przez zyda i agenta Moskwy Boleslawa Bieruta, ktory stal na czele tzw. "krajowej rady narodowej", ktora z kolei powstala w MOSKWIE w nocy z 31 grudnia 1943 na 1 stycznia 1944 z polecenia J.Stalina i nie miala nic wspolnego z Polska, Polakami i polskimi interesami narodowymi, i w rzeczywistosci byla to zydo-komunistyczna agentura Moskwy reprezentujaca interesy nowego okupanta Polski jakim byl ZSRR i w zadnym wypadku obca agentura i agenci Moskwy nie maja prawa ingerowac w wewnetrzne sprawy Polski i ustalac swoich wladz w Polsce. Z kolei jedynym i prawowitym rzadem Polski byl Rzad RP na uchodztwie w Londynie, na czele ktorego stal prezydent W.Raczkiewicz.
Podobnie sprawa wyglada z zatwierdzeniem STALINOWSKIEJ AGENTURY jaka byl nie-rzad "jednosci narodowej" przez przedstawicieli 3 mocarstw (Churchilla, Roosevelta i Stalina) jako legalnej wladzy w okupowanej przez sowietow Polsce, poniewaz to jest niezgodne z polska racja stanu i w tej sprawie rzad RP w Londynie wydal oswiadczenie nastepujacej tresci: "W obliczu tych tragicznych realiów tworzenie legalnego i niezależnego rządu jedności narodowej, opartego na woli ludzi swobodnie wyrażonej, praktycznie jest niemożliwe jak długo Republika Polska jest okupowana przez sowiecką armię i sowiecką policję polityczną (NKWD) oraz jak długo Polska jest odcięta od swych Zachodnich Sprzymierzeńców i całego cywilizowanego świata". Ambasador RP E.Raczynski okreslil narzucony Polsce nie-rzad "jednosci narodowej" przez przywodcow 3 panstw (Anglii, USA i ZSRR) jako dzialania wladz niemieckich, ktore ustalaly wladze na terenach przez siebie podbitych i wydal note protestacyjna nastepujacej tresci: "W obecnej sytuacji źródłem władzy rządu z p. Osóbką-Morawskim na czele jest decyzja powzięta nie przez naród polski, lecz przez trzy obce mocarstwa, z których jedno przy pomocy swej armii i policji włada de facto całą administracją Polski. Podstawę prawną takiego rządu można jedynie porównać z podstawą prawną tzw. rządów ustanawianych w krajach okupowanych przez Niemcy w czasie wojny".
Czytelnikom chce wyjasnic, ze tzw. nie-rzad "jednosci narodowej" nie tylko, ze byl zydo-komunistyczna agentura Stalina narzucona Polsce w 1945r to rowniez zdecydowana wiekszosc tej stalinowskiej agentury stanowili ZYDZI.
Z tresci komentarza zydo-lewaka "mop" wynika, ze propaguje zydo-komunistyczna propagande z podrecznikow szkolnych okresu PRL, ktorymi polskojezyczne zydy u wladzy zatruwaly umysly Polakow i Polek, zeby im wmowic klamstwa, ktore obecnie przy kazdej okazji zamieszcza ich zydo-lewacki wychowanek "mop".
ZAPAMIETAJCIE TO RODACY POLACY !
Pisząc o realizowaniu Endeckiej polityki - nie mam przecież na myśli rządzenia II RP, tylko ten jeden konkretny przypadek Traktatu Ryskiego (tu Endecy akurat mieli coś do powiedzenia). Co do oceny Piłsudskiego to z grubsza się zgadzam z tym co napisałem. Napisałem krótko, ale chyba dość jasno.
To że MOPs pierdzieli od rzeczy wiemy juz od dawna, teraz też widać, że nie rozumie tego co czyta. W poprzednim wpisie pisałem oczywiście o Cat-Mackiewiczu.
Nie ma czegoś takiego jak Chiny/Rosja - to tylko parawan użyty do zasłonięcia prawdziwych motywacji tego uPadliniastego ścierwa. Trwające od niedawna rozmaite wspólne ćwiczenia Chińczyków z Rosjanami to póki co jedynie taktyczne porozumienie mające wpłynąć na pozycję przetargową względem Usraela. Relacje Chin i Rosji mogą się w każdej chwili diametralnie zmienić w przypadku, gdy jeden z graczy dogada się z Waszyngtonem, a raczej tymi którzy pociągają tam za sznurki.
błehhhh... może na rowerach też przyjadą... połączenie kolejowe z Chinami istnieje. Armia nie potrzebuje aż tak bardzo dużej przepustowości. Tu chodzi o towary i czas ich dostarczenia. linie kolejowe to łatwy cel na niekontrolowanym, lub słabo kontrolowanym obszarze. To co robi Tagore to sianie paniki - nie wiem, czy cynicznie, czy ze szczerego uwielbienia dla PiSuaru...
Tagore... jak przystało na wiernego wyznawcę PiSuaru - bredzisz od rzeczy, do tego półsłówkami... Bo masz nadzieję, że to kogoś zmyli i wydasz się nieco mądrzejszy. Przecież to normalne, że Chiny chcą realizować własne interesy. To samo powinna robić Polska, ale pod zaRządem zdrajców i agentów "międzynarodowych" z USA niestety za wszelką cenę wspiera interesy Izraela, Ukrainy i wciąż wzmaga walkę z antysemityzmem.
Ciekawe jak się będą gimnastykować wyznawcy PiSu, żeby przekonać wszystkich, jak to świetnie, że Chińczycy mogą dogadać się z Niemcami za plecami Polski.
Banderowcy mają ten sam interes co niemieccy zdrajcy ze Śląska. Osłabienie Polski i jej unicestwienie. Wszystko to finansowane z kieszeni polskiego podatnika i z rozmaitych niemieckich i "międzynarodowych" fundacji. Tego raka trzeba wyciąć. Co ciekawe te banderowskie ściery nie wspominają o licznej reprezentacji mniejszości ukraińskiej w komunistycznych organach terroru.
UPAdlina – ja olewam wygłupy Jóżwiaka – kojota – kshyhu – putina1953 - zboka pedzia sodomiaka wariata – pizd*mi i kurw*mi rzuca - nic mu za to nie robią – jemu wolno – u redakcji jakieś chody ma jak nikt ---
ZYDOWSKA PIATA KOLUMNA W POLSCE - KOLABORACJA ZYDOW Z SOWIECKIM OKUPANTEM I ROLA ZYDOW W LIKWIDACJI POLSKI ORAZ ZWALCZANIU I ZNIEWALANIU NARODU POLSKIEGO.
prawda jest taka ,że i jeden i drugi to bandyci,agenci Austrii i zdrajcy swoich narodów. Z tym że Bandera dodatkowo to masowy morderca i ludobójca,sodomita i pedofil,zwyrodnialec jakich mało. Ale pies mu mordę lizał chachłacko-hazarski cyrk to i ich małpy. Obaj pracowali dla Austrii obaj mieli za zadanie antagonizowanie Rusinów z Polakami. Jeden mówił o swych rodakach ,,kraj piękny tylko ludzie kurwy" drugi zaś ,,Świadomi Ukraińcy są tępi i debilni. Jeśli świadomi Ukraińcy nie są głupi i debilni, to automatycznie stają się Żydami lub Rosjanami... Ukraińcy są tak głupi i prymitywni, że uwierzą w każdy nonsens, aby tylko nie czuć się bezwartościowymi. Przykładem jest ukraiński nacjonalizm, na którym dobrze zarobiłem a nawet stałem się bohaterem! ... W trosce o ideę narodową zabijemy połowę mieszkańców Ukrainy...'' Jeden obracał się w kręgach żydo masońskich,miał żonę żydówkę.Dziś mamy po tym pamiątkę w postaci parszywego sprofanowanego godła stworzonego przez masona. Drugi wręcz wywodził się z żydostwa. We wczesnych latach Józek miał konszachty z takimi personami jak brat Lenina, z którym dokonywał rozbojów. On i jego sanacka świta cackali się z banderowcami zamiast ich się raz na zawsze pozbyć,za to nie omieszkali prześladować Rusinów,zwykłą wiejską ludność tym samym budząc ich niechęć. Zamykanie i niszczenie cerkwi,zamiany na kościoły,spychanie Rusinów do roli drugorzędnego obywatela,zresztą naszym chłopom też się dostało bo jaśnie pan Józek ludność wiejską w ogóle nie uznawał za naród,najlepiej żeby tyrali jak za pańszczyzny. Więc nie dziwota że nie rozprawił się ostatecznie ze stepankiem i jego zbokami,skoro mieli tego samego mocodawcę może nawet razem siedzieli w ławce na zajęciach ze szpiegostwa u cesarsko królewskich. Jeden i drugi tępił swój naród i mordował. Pan Piłsudski nie dość ,że zwąchał się później z adim to wcześniej kazał zlikwidować oddziały Huzarów śmierci,które uformowały się po I w. św. na kresach aby walczyć z bolszewikami i ukrami,zaś twórcę tych formacji kazał uwięzić i zabić,poczytajcie sobie o nich dlaczego w szkołach o nich nikt nie słyszał. Ich sukcesy mocno go wpieniły zwłaszcza ,że gdy jego legiony wkraczały do miast nie witano ich zbyt mile, z zaciągiem do nich też był problem,po prostu ludność Polska traktowała ich jak bandytów bo tak się zachowywali napadali ,kradli. Natomiast gdy trwałą bitwa Warszawska Józek był daleko szykując się do ucieczki,dopiero wieści o zmianie sytuacji na korzyść polaków powrócił. Bandera był o tyle większym bandytą ponieważ był amoralnym zwyrodniałym sukinsynem ,zaś Józio był bandytą w białych rękawiczkach. Stiepan trafił na dogodną okazję jego zwyrole kolaborujący z niemiaszkami mieli możliwość na swej zapadlinie robić co chcą,łącznie z ludobójstwem. Józik był bardziej wyrachowany. Kto wie czy gdy by żył nie poszedł by z adim na Moskwę,ramie w ramię z udziałami ss i sotniami upowców wyrżnąć trochę Rosjan, a wówczas ludność cywilna spłynęła by krwią z rąk nazioli, a może i Polaków. To tylko dywagacje,wszyscy wiemy ,że tak się nie stało józik zszedł,a stefek widząc nadarzającą się okazję zrobił co umiał robić najlepiej wyrżnął każdego kto mu nie przypasił,kto nie wpisywał się w jego wizję samosiejnej zapadliny,Polaków,Żydów,Czechów i przy okazji Rusinów.
Czy jest gdzieś muzeum SS, albo NKWD? A w każdym razie muzeum poświęcone ich pamięci? Trzeba być nieludzkim i nienawidzącym dobra ciulem, żeby płakać po kryjówce tych zbrodniarzy.
Warcholska PO w polityczny niebyt odpływa,...jak pijany płotu,jak małpa brzytwy się chwyta....Jak trzoda świń,któremu ubywa z koryta,....kwiczy,o wsparcie błaga,jak każdy lewacki oszust,kapuś i bandyta
Droga do wladzy zydokomunistow z PPR (zydowska agentura utworzona w Moskwie na polecenie Stalina)....... cytat: "Pierwsza grupa sowieckich agentów majacych tworzyc podwaliny komunizmu w Polsce zostala zrzucona pod koniec 1941 r. Wsród nieproszonych gosci spadajacych z nieba znajdowali sie: Marceli Nowotko, Pawel Finder, Boleslaw Molojec, Czeslaw Skoniecki, Pinkus Kartin i Maria Rutkiewicz. Komunistom nielatwo bylo budowac struktury Polskiej Partii Robotniczej i Gwardii Ludowej w okupowanej Polsce. Po pierwsze, przedwojenni czlonkowie ruchu komunistycznego w Polsce byli rozbici przez likwidacje Komunistycznej Partii Polski w 1938 r. Po drugie, wiekszosc chcacych walczyc z niemieckim okupantem byla juz zrzeszona w podziemnych organizacjach niepodleglosciowych. Po trzecie, formacje te przejrzaly na wylot „partie robotnicza” i od razu rozpoznali w nich sowieckich agentów". ZRODLO: Piotr Gontarczyk, Polska Partia Robotnicza. Droga do wladzy 1941-1944, Warszawa 2003.
Szybko jednak się okazało, że realizacja wyznaczonych NKWD zadań wymaga znacznie większych sił niż te, które znalazły się na Lubelszczyźnie w pierwszych tygodniach po wkroczeniu Armii Czerwonej. Właśnie dlatego 13 października 1944 r. Beria wydał rozkaz 001266 o sformowaniu 64. Zbiorczej Dywizji NKWD. Wykonanie rozkazu Beria powierzył wspomnianemu gen. Gorbatiukowi, który dzień później przybył do Lublina, aby nadzorować proces formowania dywizji. Na dowódcę 64. dywizji wyznaczono gen. mjr. Borisa Sieriebriakowa, którego w lutym 1945 r. zastąpił na tym stanowisku gen. mjr Paweł Browkin. O gigantycznym tempie formowania dywizji mogło świadczyć to, że już 20 października 1944 r., gdy zasiliły ją kolejne przybyłe jednostki, dywizja liczyła 9574 żołnierzy, a w grudniu 1944 r. jej stan osobowy przekroczył 14 tys. W tym samy czasie cały aparat bezpieczeństwa PKWN liczył zaledwie 2,5 tys. funkcjonariuszy. W Lublinie stacjonował sztab 64. dywizji oraz wchodzące w jej skład 145. Pułk Strzelecki, 198. Samodzielny Batalion Piechoty Zmotoryzowanej i 107. Samodzielna Grupa Manewrowa, które były utrzymywane w stałej gotowości do wyruszenia w teren. Miejscem dyslokacji pozostałych jednostek dywizji były Piaski koło Lublina, Kraśnik, Zamość, Siedlce, Rzeszów, Przemyśl, a także Białystok. 4 stycznia 1945 r. na mocy rozkazu Berii nr 004 sformowano dodatkowe dwie dywizje NKWD – 62. i 63., które również miały operować na terenie Polski.
Od lutego 1945 r. działalność jednostek NKWD w Polsce uległa pewnej zmianie. Jednostki składowe poszczególnych dywizji zostały przypisane do określonego rejonu działania, za który odpowiadały. Tylko jedna z nich miała nieco inne zadanie. 2. Pułk Pograniczny, wchodzący w skład 64. dywizji NKWD, w lutym 1945 r. został przerzucony z Lubelszczyzny do podwarszawskich Włoch, a potem na Pragę. Tam otrzymał zadanie ochrony Rządu Polskiego (Rząd Tymczasowy powstały 31 grudnia 1944 r. na bazie PKWN). Gdy wiosną 1945 r. oddziały podziemia rozpoczęły walkę z władzą komunistyczna, jednostki NKWD wzięły na siebie główny ciężar jej obrony. Na początku maja 1945 r. siły NKWD na terenie wyzwolonej Polski liczyły już 35 tys. ludzi, a w końcu lata osiągnęły stan prawie 45 tys. W listopadzie i grudniu 1946 r. 62., 63. i 64. Dywizja NKWD zostały formalnie rozformowane. Jednak ich pojedyncze jednostki stacjonowały w Polsce aż do wiosny 1947 r., kiedy swoje dotychczasowe zadnia mogły w końcu przekazać UB, MO i KBW.
Już w momencie wkraczania Armii Czerwonej na ziemie polskie zaczęły się aresztowania akowców. 22 lipca 1944 r. rozbrojono oddziały AK Obwodu Hrubieszów na Zamojszczyźnie. Siły NKWD dowodzone przez mjr. Fokonowa w rejonie Kocka, Firleja i Lubartowa na Lubelszczyźnie rozbroiły oddziały 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Większość jej żołnierzy znalazła się w obozie w Skrobowie, zarządzanym przez NKWD. 29 lipca 1944 r. w Zamościu i Chełmie zlikwidowano oddziały 3. Dywizji Piechoty Legionów AK dowodzonej przez płk. Adama Świtalskiego „Dąbrowę”. 8 sierpnia 1944 r., po zdobyciu przez Sowietów Łukowa i Radzynia Podlaskiego, NKWD otoczyło i rozbroiło 34. i 35. Pułk Piechoty 9. Dywizji Piechoty AK, dowodzonej przez płk. Ludwika Bittnera „Halkę”. Rozbrajano również lubelskie oddziały AK idące na pomoc Warszawie, gdzie trwało wówczas powstanie. Taki los spotkał m.in. liczące prawie 5000 ludzi oddziały puławskiego 15. Pułku Piechoty AK, które zostały zatrzymane przez Sowietów w rejonie Garwolina.
Dramatyczny los spotkał także oddziały AK Obwodu Hrubieszów. W rejonie miejscowości Trzeszczany zostały otoczone przez siły sowieckie, a następnie ostrzelane z czołgów, w wyniku czego poniosły bardzo duże straty. W ręce NKWD trafiła drużyna dziewcząt z Wojskowej Służby Kobiet, które zostały potem wielokrotnie zgwałcone. W kierunku Warszawy usiłowały się także przedostać z Rzeszowszczyzny oddziały zgrupowania AK „San”, które wcześniej przybyło tam z Lwowskiego Okręgu AK. Zostały rozbite w rejonie Sarzyny i Rudnika.
Aresztowanych żołnierzy AK NKWD umieszczało w prowizorycznych obozach, których były dziesiątki. Wielu z zatrzymanych było więzionych w strasznych warunkach. Tak było m.in. na lubelskim Majdanku, przekształconym w obóz zbiorczy NKWD, oraz w jego filiach w Poniatowej i Krzesimowie. W sierpniu i wrześniu 1944 r. ruszyły transporty żołnierzy AK do obozów pracy w Związku Sowieckim. Z Lublina w ośmiu transportach wywieziono wówczas 400 oficerów AK i osób funkcyjnych w organizacji. W tym samym czasie w czterech transportach z Białegostoku wywieziono 3700 akowców, a w dwóch transportach z Przemyśla prawie 1300. W październiku i listopadzie 1944 r. deportacje się nasiliły, a transporty deportowanych były większe. 30 listopada 1944 r. z obozu NKWD w Sokołowie Podlaskim wysłano do obozu pracy nr 270 w Borowiczach 1510 akowców. O skali zjawiska może świadczyć raport gen. Sierowa do Berii z 11 stycznia 1945 r., w którym wymienia on liczbę 13 142 aresztowanych od 15 października 1944 r. i podaje liczbę zdemaskowanych członków AK – 9101. Deportacje odbywały się aż do kwietnia 1945 r. Jako ostatnich wywieziono oficerów i żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji AK z obozu w Skrobowie koło Lubartowa. Żołnierze AK trafiali do obozów pracy m.in. w Stalinogorsku, Charkowie, Borowiczach, Riazaniu i Tule, a czasami nawet tam, gdzie już wcześniej stanęła polska stopa, jak np. do obozu w Ostaszkowie. Część z nich dopiero po kilku latach morderczej pracy wróciła do kraju, inni na zawsze pozostali na „nieludzkiej ziemi”.
Aresztowania objęły również ludność cywilną. NKWD wyodrębniło aż 21 kategorii wśród zatrzymywanych Polaków. Profesor Andrzej Skrzypek, który przez wiele lat badał problem sowieckich deportacji z lat 1944–1945, szacuje liczbę wywiezionych wówczas polskich obywateli na 51 tys. Ale represje NKWD nie zakończyły się w kwietniu 1945 r. wraz z zaniechaniem deportacji. Trwały one nadal. Bardzo często jednostki NKWD prowadzące pościg za oddziałami podziemia dopuszczały się mordów na ludności cywilnej.
W kwietniu 1945 r. w Łabuniach w powiecie zamojskim jeden z oddziałów 64. Dywizji NKWD zamordował rodzinę, którą podejrzewał o ukrywanie partyzantów. W Putnowicach Górnych i w Aurelinie w powiecie hrubieszowskim w czerwcu 1945 r. enkawudziści aresztowali jako zakładników kilkanaście osób. Ich ciała ze śladami tortur znaleziono potem na skraju pobliskiego lasu. Z kolei po walkach z oddziałami NSZ pod Opokami i Kuryłówką na Rzeszowszczyźnie Sowieci podpalili obie wsie. (...) https://polskiedzieje.wordpress.com/2014/06/12/tak-wygladalo-wyzwolenie-polski-jak-nkwd-pacyfikowalo-polskie-podziemie-gdyby-nie-my-wystrzelaliby-was-jak-kuropatwy/
O tym jak NKWD i zydokomuna "wyzwalala" Polske w 1945r...... Bez pomocy NKWD komuniści nie utrzymaliby się w Polsce u władzy. Czekiści zwalczali polskie podziemie, przeprowadzali aresztowania i deportacje do łagrów, terroryzowali ludność cywilna.
Był koniec września 1944 r., gdy Stalin, Beria i Mołotow dyskutowali o sytuacji na zajętych przez Armię Czerwona terenach Polski. Stalin ostrożnie oceniał perspektywy utrzymania się przy władzy PKWN. Dla sowieckiego dyktatora najważniejszym problemem było to, czy sowieckim organom uda się zajęte tereny oczyścić z „kontrrewolucyjnego elementu”, zanim Armia Czerwona ruszy do kolejnej ofensywy, a jej siły przesuną się na Zachód.
Stalin postanowił wezwać na konsultacje do Moskwy kierownictwo PPR z Bolesławem Bierutem na czele. Podczas jednej z rozmów, jakie odbył z polską delegacją, 3 października 1944 r. zarzucił stronie polskiej, że PKWN jest zbyt miękki i nie stosuje w pełni „technik rewolucyjnych”. W pewnym momencie stwierdził:
„Jak tak patrzę na waszą pracę, to – gdyby nie było Czerwonej Armii – to przez tydzień i was by nie było. (…) Wystrzelaliby was jak kuropatwy!”.
Stalin wiedział, co mówi. Zainstalowany w Polsce przez Sowietów PKWN był nadal iluzorycznym rządem, a urzędy bezpieczeństwa – jego zbrojne ramię – wciąż były w zalążku i nie były jeszcze zdolne do samodzielnego działania. Z kolei w rozrastającym się polskim wojsku znalazło się sporo akowców i innego „kontrrewolucyjnego elementu”. Wszystko zatem nadal musiało się opierać na sowieckich organach represji. Dla Sowietów było jasne, że przesunięcie linii frontu sprawi, iż pozbawiony wystarczającego sowieckiego wsparcia PKWN nie utrzyma się przy władzy. Właśnie te obawy spowodowały, że Stalin polecił Berii jak najszybsze wzmocnienie stacjonujących w Polsce sił NKWD. Kilkanaście dni później, 13 października 1944 r., Beria rozkazem nr 001266/44 utworzył 64. Zbiorczą Dywizję NKWD. Tydzień później jej sztab zainstalował się w Lublinie.
Początek represji. Jednostki NKWD pojawiły się na terenach Polski Lubelskiej w lipcu 1944 r. wraz z wkraczającą Armią Czerwoną. Dowodził nimi generał Iwan Sierow, zastępca Ławrentija Berii, ludowego komisarza spraw wewnętrznych . Podlegały mu również wszystkie oddziały kontrwywiadu wojskowego Smiersz, jakie operowały w tym rejonie.
Sierow specjalizował się w „polskiej problematyce” już od czasu sowieckiej napaści na Polskę we wrześniu 1939 r. Miał więc spore rozeznanie w sytuacji. Cele, jakie NKWD miało realizować w Polsce, zostały określone, zanim jeszcze Armia Czerwona wkroczyła w granice naszego kraju. Już w maju 1944 r. dowódca wojsk NKWD do Ochrony Tyłów gen. Iwan Gorbatiuk oraz wspomniany gen. Sierow wydali dyrektywę, w której przestrzegali jednostki NKWD, że na terenach, które mają być niebawem wyzwolone, istnieją „wrogo nastawione do nas grupy ludności, które będą dążyć do tego, by w dogodnym momencie uderzyć nam w plecy”. Za takie grupy uznawane były wszystkie polskie organizacje zbrojne podległe polskiemu rządowi w Londynie. Generalną strategię Sowietów w Polsce określił dwa miesiące później sam Stalin, który w dyrektywie z 14 lipca 1944 r. skierowanej do dowódców 1., 2. i 3. Frontu Białoruskiego oraz 1. Frontu Ukraińskiego nakazał, aby
„w żadne stosunki i porozumienie z polskimi oddziałami nie wchodzić. Niezwłocznie po ujawnieniu składu osobowego tych oddziałów rozbroić i odstawić je do specjalnie zorganizowanych punktów”, a w przypadku oporu ze strony polskich oddziałów „zastosować siłę zbrojną”.
Sześć dni później, 20 lipca 1944 r., Beria w notatce do Stalina zawarł propozycję Sierowa, aby „kadrę oficerską (poza tymi, którzy zgłoszą się do służby w armii polskiej) skierować do obozów NKWD”, ponieważ „zawsze będą oni konspirować przeciwko Sowietom”. Sugestia ta została natychmiast zaakceptowana przez Stalina. Aby zapewnić lepsze warunki do realizacji tych celów, 26 lipca 1944 r. w Moskwie członkowie PKWN, jeszcze przed przybyciem do Polski, zostali zmuszeni do podpisania porozumienia „O stosunkach między dowództwem radzieckim a polską administracją na wyzwolonych terenach Polski”. Porozumienie to poddawało sowieckiej jurysdykcji wszelkie przestępstwa, jakie mogły być popełnione przez ludność cywilną „w strefie operacji wojennych na terytorium Polski”, której to strefy świadomie nie sprecyzowano.
Wsparcie dla zdrajców. NKWD miało jeszcze do wykonania w Polsce inne ważne zadania. Najistotniejszym z nich było wsparcie cieszących się minimalnym poparciem społecznym polskich komunistów w uchwyceniu i utrwaleniu władzy. Szczególną rolę miał odgrywać w tej operacji Resort Bezpieczeństwa PKWN, który miał być jego zbrojnym ramieniem. Jego rozbudowa rozpoczęła się na początku sierpnia 1944 r., z chwilą zorganizowania Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Lublinie. Początkowo wszystkie zadania realizowały jednostki wchodzące w skład Wojsk Wewnętrznych NKWD, ochraniających tyły wkraczającej do Polski Armii Czerwonej.
Po przybyciu do Lublina Sierow rozpoczął tworzenie specjalnych grup enkawudowskich: agenturalnej, śledczej, rozpoznawczo-dochodzeniowej oraz operacyjno-wojskowej, które niebawem zostały skierowane do realizacji zadań w powiatach. Utworzone zostały również areszty i obozy filtracyjne NKWD. W Lublinie usytuowany został specjalny batalion NKWD liczący 870 żołnierzy, którego celem miała być ochrona PKWN. Do dyspozycji NKWD w Lublinie były m.in. areszty przy ul. Chopina 18, Świętoduskiej 10 i Skłodowskiej 10, gdzie wszystkich zatrzymanych poddawano brutalnym przesłuchaniom, oraz obóz filtracyjny zorganizowany na III polu byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku. Potem NKWD mogło korzystać z więzienia na Zamku w Lublinie, więzienia w Siedlcach, aresztów w miastach powiatowych oraz dziesiątek prowizorycznych obozów filtracyjnych, w których przetrzymywano schwytanych członków AK.
(...)
Elity IIIRP ( do których należy również PiS) zadbały, aby było możliwie jak najmniej sił zdolnych doprowadzić do zmiany/ewolucji ustrojowej. Jedyną taką siła, która pozostała jest Armia IIIRP. Od lat niedoinwestowana, okrajana, gdzie bardzo trudno o karierę dla oficera czy podoficera. A do tego pewien "genialny" minister postanowił załadować szczytowe fotele młodymi, ambitnymi, "lojalnymi"oficerami ( po prostu pogratulować pomyślunku). Obawiam się, że rządzić 3 kadencji PiS nie będzie, ale kroi mu się bycie ostatnim beneficjentami korytka IIIRP.
Nie wiemy praktycznie nic o faktycznej działalności zbrojnej "partyzantów" sowiecko-żydowskich w Puszczy Nalibockiej. Wertheim też nie podaje bliższych szczegółów, poza jednym - dotyczącym codziennego życia w obozie: "Najweselsze wizyty spędzałem z Zorinem. Nasz komendant był bardzo kochliwy, za moich czasów miał już drugą czy trzecią żonę w oddziale, ale uważał, że to wcale nie dosyć. Codziennie rano zasiadał do stołu w towarzystwie aktualnej żony Geni. Pod stołem stała przygotowana zawczasu kadź z samogonem, który Zorin czerpał filiżanką: Wtedy pojawiała się kucharka sztabu Ethel i, głęboko patrząc szefowi w oczy, pytała go z przejęciem, czego sobie życzy na śniadanie. Zorin przesuwał czapkę w tył, drapał się przez chwilę w głowę i zamawiał zawsze takie samo "menu": „twarożek ze śmietanką na zakąskę, kawałeczek śledzia i kiełbasę naszego własnego wyrobu".
Nic dziwnego, że okoliczna ludność nienawidziła takich partyzantów, tym bardziej że posłusznie wykonywali oni polecenia sowieckich przełożonych. Wszak wrogiem dla nich byli nie tylko Niemcy (zresztą ci byli zbyt silni, aby ich zaczepiali mieszkańcy leśnych obozów z Puszczy Nalibockiej), lecz także miejscowe oddziały AK.
Polskie podziemie z niepokojem i goryczą obserwowało wydarzenia na Kresach. W jednym z raportów Delegatury Rządu można przeczytać: "Na terenie Nowogródczyzny Niemcy panują tylko nad ważniejszymi ośrodkami, węzłami kolejowymi, liniami kolejowymi biegnącymi ku wschodowi. (...) Teren, dokąd Niemcy nie docierają, a zwłaszcza Puszcza Nalibocka, jest siedliskiem przeważnie sowieckich oddziałów dywersyjnych. Są one dobrze uzbrojone w broń ręczną i maszynową. (...)
Najbardziej dają się we znaki, zwłaszcza w odniesieniu do ludności polskiej, tzw. oddziały rodzinne (siemiejnyje), składające się wyłącznie z Żydów i Żydówek w sile 2-ch batalionów".
Do czego jeszcze służyła im broń? Zorin, jak już wiemy, był bardzo kochliwy. Poza zdobywaniem żywności i produktów do pędzenia samogonu, broń mogła też służyć do... No właśnie. Była argumentem rozstrzygającym w takich sytuacjach, jakie opisuje Wertheim: "[Zorin] po śniadaniu, jeżeli był w dobrym humorze i nie miał akurat nic lepszego do roboty, wzywał mnie do siebie i proponował: „Nu dawaj, naczalnik sztaba, pajedziom żenitsia”! Na "ożenek" jechaliśmy zazwyczaj do jakiejś odległej wsi, gdzie Zorin miał z góry upatrzoną dziewuchę. Zajeżdżaliśmy z fasonem - pod eskortą przynajmniej trzydziestu konnych. Nasz watażka zwracał się wprost do ojca wybranki, oznajmiając mu, że właśnie ma zamiar ożenić się z jego córką. Partyzantom w ogóle trudno było odmówić, a co dopiero takiemu komendantowi jak Zorin! Dla większego efektu wyciągał z kieszeni skórzany woreczek, wysypywał z niego na stół "świnki", czyli złote carskie ruble, i bawił się nimi niby od niechcenia, dając do zrozumienia, że nie tylko z niego potężny komendant, ale też nie byle jaki bogacz! Ślub ciągnął się przez dwa, trzy dni, aż Zorin decydował, że pora wracać do oddziału i Geni - przynajmniej do czasu następnego ożenku".
Hersz Smolar za działalność w tej partyzantce otrzymał liczne komunistyczne odznaczenia: Krzyż Grunwaldu III klasy, Krzyż Partyzancki, order "Sztandaru Pracy" II klasy oraz Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski i Krzyż Walecznych!!! Po wojnie był przez wiele lat prominentem w Polsce Ludowej.
O sytuacji na Wileńszczyźnie polskie podziemie donosiło: "Żydzi dogorywają w ostatnich strzępach getta, wybijani są również w lasach Wileńszczyzny - w dużym stopniu skutkiem błędów własnych, mordów dokonywanych na ludności chrześcijańskiej - zarówno przez Niemców i Litwinow, jak i przez oddziały polskie, które muszą bronić ludność przed bandyckim terrorem różnych band ".
W lutym 1944 roku utworzony został w ZSRS z inicjatywy Centralnego Biura Komunistów Polskich Polski Sztab Partyzancki. Żydowscy komuniści nie ufali bowiem krajowym Polakom i dążyli do likwidacji wszelkich przejawów "nacjonalizmu" w kraju, dążąc do podporządkowania sobie krajowców lub ich eliminacji. Na czele PSzP stał Aleksander Zawadzki, faktycznie kierował nim jego zastępca, radziecki pułkownik S.O. Pritycki. Działał od kwietnia do października 1944 w składzie Armii Polskiej w ZSRR, później podporządkowany Naczelnemu Dowództwu WP. Podlegały mu m.in. Polski Samodzielny Batalion Specjalny (zalążek Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego), środki łączności i zaopatrzenia oraz jednostki partyzanckie działające na obszarze okupacji niemieckiej, dotychczas podporządkowane dowództwu sowieckiej partyzantki.
PSBS składał się z ludzi wielu narodowości, natomiast kadra była pochodzenia w większości żydowskiego. Stanowili ją m.in. dowódca H. Toruńczyk, jego zastępca J. Puertas, L. Rubinstein, J. Kratko, H. Lfeiman, Józef Krakowski i Zygmunt Gutman. W jego skład wchodzili działacze i dywersanci z byłej KPP, KPZU, KPZB ( Komunistyczna Partia Polski, Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, Komunistyczna Partia Zachodniej Białorusi).
Głównym zadaniem batalionu była fizyczna likwidacja polskiego podziemia niepodległościowego na ziemiach zajmowanych przez Armię Czerwoną. Swą działalność batalion rozpoczął w lipcu 1944 roku. Po przerzuceniu na ziemie polskie został podporządkowany resortowi bezpieki.
PSzP organizował, szkolił i przerzucał na tereny okupowane grupy rozpoznawczo-dywersyjne. W połowie 1944 brygady partyzanckie PSzP (ok. 2 tys. osób) walczyły na Lubelszczyźnie i Kielecczyźnie (nie podporządkowały się dowództwu AL). Oddziały te, podporządkowane politycznie żydowskim komunistom z CKPB, przeznaczone były do zwalczania opozycji wewnętrznej, zarówno niepodległościowej, jak i ewentualnie komunistycznej, gdyby przejawiać zaczęła odchylenie narodowe.
Zalążki oddziałów powstawały na wschodnich ziemiach polskich, na długo przed powołaniem Sztabu. Kadra rekrutowała się ze sprawdzonych komunistów różnych narodowości. Brygady te powstawały na bazie oddziałów sowieckich i dopiero potem były z nich wydzielane. Członkowie ich przysięgali na wierność Stalinowi i ZSRS. Po wejściu Armii Czerwonej były rozformowywane, a ich członkowie przechodzili do służb bezpieczeństwa lub armii.
Dzisiaj ci pospolici zbrodniarze wojenni. również ich potomkowie zgodnie z postanowieniami „okrągłego stołu” stanowią polską rację stanu.
Po pierwsze Żydzi nie mieli prawa wymierzać na ślepo własnej "sprawiedliwości". Ale posiadali legalnie broń. Pamiętajmy, że Polacy wówczas za jej przechowywanie zagrożeni byli karą śmierci. Po drugie, cieszyli się bezgranicznym zaufaniem Sowietów (widocznie były ku temu odpowiednie powody, ci bowiem nie byli naiwni i nie obdarzali swym zaufaniem kogokolwiek, w dodatku za nic). Po trzecie, takie zbrodnie nie były ścigane i karane, zresztą - kto wówczas miałby odwagę wystąpić z oskarżeniem?
Mordów i rabunków dokonywały też żydowskie lub kierowane przez żydów bandy wchodzące w skład Gwardii Ludowej. Jednym z pierwszych przypadków takich akcji był napad na Drzewicę. Późnym zimowym wieczorem 20 stycznia 1943 roku weszła do Drzewicy grupa "Lwy" dowodzona przez Izraela Ajzenmana ps. "Lew" i zamordowała siedem osób. Kilkanaście innych, które były na liście, zdołało ujść z życiem.
Żydzi swoje ofiary torturowali, kłuli bagnetami w brzuch i genitalia, w końcu dobijali strzałem w tył czaszki - wzorem z Katynia. Głowy i twarze zabitych miażdżono na dodatek kolbami.
Życie stracili wówczas: August Kobylański, współwłaściciel miejscowej fabryczki "Gerlacha" (działacz konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego i żołnierz NOW-AK), aptekarz Stanisław Makomaski, żołnierze NSZ: Józef Staszewski, Edward, Stanisław i Józef Suskiewiczowie oraz Józef Pierściński. Egzekucji dokonywano strzałami w głowy z bardzo bliskiej odległości, świadkowie mówią, że niektórym rozbijano głowy kolbami, dla oszczędności amunicji. Gwardziści poszukiwali również usilnie kilkunastu innych osób (m.in. księdza Józefa Pawlika, Mariana Klaty, Mariana i Wacława Suskiewiczów), ale ich na szczęście nie zastali, bo wtedy ofiar byłoby znacznie więcej.
Sprawcy na miejscu rozrzucili ulotki, w których ujawniali swe korzenie ideologiczne i przynależność organizacyjną. Mord miał podłoże nie tylko polityczne, albowiem gwardziści dokonali rutynowego przy takich "akcjach" rabunku wszystkiego, co wydało im się wartościowe, z fabryczną kasą na czele, ale też nie pogardzili rzeczami osobistymi i ubraniami zamordowanych. W jednym z rozliczeń po tej zbrodni czytamy: 3.300 zł w gotówce, futro, obrączka, jedno futro damskie, płaszcz męski, burka, 2 zegarki. Otrzymano 25.I.43. Trzy dni po "akcji" w rozkazie dziennym Ajzenman zanotował: "wyrażam moje uznanie dla oddziału GL "Lwy" za przeprowadzone czyszczenie terenu".
Do żydowskich dowódców "partyzanckich" w GL i poza nią należeli oprócz Ajzenmana tacy bandyci jak pułkownik Ignacy Robb-Rosenfarb "Narbutt", dowódca GL w regionie kieleckim; pułkownik Robert Satanowski - dowódca zgrupowania partyzanckiego "Jeszcze Polska nie zginęła" w Lubelskiem, po wojnie był komendantem Szkoły Oficerskiej Marynarki Wojennej na Oksywiu.
Zwalczał tam podziemie narodowe oraz oddziały BCh i AK. Rozkazy i zrzuty broni otrzymywał wyłącznie od Sowietów, był agentem sowieckiego wywiadu wojskowego; major Menasze Matywiecki - członek Sztabu Głównego GL; Aleksander Skotnicki "Zemsta" i Jechiel Grynszpan - na Lubelszczyźnie; Jekiel Brewerman - dowódca oddziału "Bartosz Głowacki"; kapitan Lucyna Herz; August Lange ("Stach"), Gustaw Alef (Bolkowiak), "Szymon" (NN).
Żydowskie bandy początkowo współpracowały z GL, następnie często wchodziły w jej skład. Dotyczyło to grup następujących: oddziału "Chłód" Jechiela Grynszpana, oddziału "Emilia Plater" Samuela Jegiera, oddziału "Kozietulski" Mieczysława Grubera, oddziału "Berek Joselewicz" Forsta, oddziału "Zygmunt" Zalmana Fajnsztata, oddziału "Iskra" Lejba Birmana, oddziału "Mordechaj Anielewicz" Adama Szwarcfusa, Mordechaja Growasa i Ignaca Podolskiego. Bandyci z białostockiego getta utworzyli oddział "Forojs" ("Naprzód"), podporządkowany sowietom. Niektóre bandy działały zupełnie niezależnie, jak banda Abrahama Amsterdama.
Na polskich Kresach sytuacja wyglądała następująco. W lasach białoruskich powstawały grupy żydowskich uciekinierów i byłych żołnierzy Armii Czerwonej. Żydzi z getta mińskiego stanowili znaczną liczbę oddziałów partyzanckich, takich jak oddziały Kutuzowa, Budionnego, Frunze, Parkomenko, 25-lecia Republiki Białoruskiej, Nr 106 Szolema Zorina i Nr 406.
W Brygadzie Lenina w okolicach Baranowicz - 202 z 695 bandytów i dowódców było Żydami - w oddziale "Wpiered" - 106 z 579 - w oddziale Czkałowa - 239 z 1140 - i w oddziale "Postęp" - 48 z 126. Żydzi stanowili więcej niż 1/3 partyzantów w rejonie Lidy. Banda Zorina liczyła 800 Żydów. W lasach nalibockich 3 tysiące z 20 tysięcy partyzantów było Żydami, wielu w funkcjach dowódczych. Niekompletne dane mówią o 150 żydowskich dowódcach, szefach sztabów i komisarzach brygad i oddziałów.
Niechęć polskiego społeczeństwa wobec Żydów miała wiele powodów, nie tylko bandytyzm. Wiązanie się z wrogami i sprowadzanie na cywilów niemieckiego odwetu również to powodowały. Powstawały grupy samoobrony przed tym bandytyzmem, z tego powodu Polacy byli i są nadal postrzegani przez Żydów jako antysemici i kolaboranci nazistowscy. Jak wyglądało życie nieszczęsnych ofiar niech posłuży chyba najbardziej znany przykład obozu bandytów Tuwii Bielskiego w lesie nalibockim:
W jednym z raportów Bielski podawał, iż udało mu się zgromadzić (czytaj zrabować Słowianom) 200 ton ziemniaków, 3 tony kapusty, 5 ton buraków, 5 ton zboża, 3 tony mięsa i tonę kiełbasy. Jeden z bandytów przyznał, że wysyłano nawet żywność do Moskwy!!!
Jednym z bardziej znanych po wojnie przywódców żydowskich w Polsce był Hersz Smolar. W czasie wojny bandyta w latach 1943-1944. W niektórych życiorysach podawał, że był członkiem Sztabu Zjednoczenia Partyzanckiego w południowej zonie Puszczy Białowieskiej. W rzeczywistości działał na terenie Puszczy Nalibockiej i w jej okolicach, a przekłamanie nie było świadome. Po prostu absolwent Sowieckiego Uniwersytetu w Moskwie nie znał w ogóle geografii. Dlatego też Puszcza Białowieska mogła mu się mylić z odległą o setki kilometrów Puszczą Nalibocką. Ukrywało się tam bardzo wielu Żydów i Sowieci usiłowali zrobić z nich swych partyzantów.
Smolar otrzymał stopień wojskowy lejtnanta i pod ps. "Jefim" został redaktorem naczelnym pięciu "gazet partyzanckich" wydawanych w języku rosyjskim i jidysz. Pisał później o sobie wprawdzie, że był uczestnikiem większej ilości bojów z hitlerowcami, ale trudno ustalić jakiekolwiek konkrety. Więcej informacji dostarcza z tego okresu wspomnienie Anatola Wertheima o żydowskiej partyzantce "na Białorusi". Wertheim był szefem sztabu oddziału Szolema Zorina, zwanego "Oddziałem nr 106 Iwienieckiego Centrum Rejonowego".
Cóż to byli za partyzanci? Wertheim tak opisuje ich życie: "jedzenia było pod dostatkiem, a nawet gromadziły się zapasy. Jeszcze w dniu połączenia się z Armią Czerwoną wyciągnęliśmy z jeziora kilkaset zatopionych worków z mąką (...). Nadwyżki jedzenia posyłaliśmy nawet do Moskwy. Raz w tygodniu lądował na polowym lotnisku w puszczy samolot: przywoził gazety i materiały propagandowe, a zabierał z powrotem samogon, słoninę i kiełbasy naszego własnego wyrobu". Jedzenia zatem nie brakowało, "zdobywano" je bowiem nie w niemieckich garnizonach i składach (bo to wymagałoby walki zbrojnej), ale w okolicznych polskich wsiach, uznanych w myśl komunistycznej propagandy za "współpracujące z Niemcami"! Były to wsie, współpracujące z Armią Krajową.
Wertheim dalej pisze: "Z powodu pijaństwa wydarzały się w oddziałach nieodwracalne tragedie - zbrojne konflikty, strzelaniny... Oddział Zorina był często odwiedzany przez lejtnanta Hersza Smolara z racji jego obowiązków propagandzisty. Nie wiemy, o czym on pisał w "partyzanckich" gazetkach, ale raczej nie o tym, że "chleba" (nieźle obłożonego smakołykami) i wódki nie brakowało naszym żydowskim ofiarom Holokaustu."
Także Martin Gilbert w książce "The Holocaust. The Jewish Tragedy" (Glasgow 1987) potępia likwidację przez polskie podziemie w 1943 roku takiej żydowskiej bandy w lasach wyszkowskich, dowodzonej przez Mordechaja Grobasa.
Polacy jednak nie mogli tolerować bandytyzmu skierowanego przeciwko polskim chłopom. Ostatecznie polski bandytyzm też był tępiony. Czy żydowski bandytyzm, kierowany przeciwko Polakom i na terenie Polski, miał być tolerowany przez polskie podziemie tylko dlatego, że bandytami byli Żydzi skazani przez hitleryzm na Zagładę? Bohaterska i cenna dla Aliantów walka 350 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej z Niemcami podczas okupacji Polski jest znana nie tylko polskim historykom II wojny światowej.
Tymczasem były partyzant żydowski Yitzchok Perlow w swej polakożerczej książce "The Partizaner" (New York-London 1969) pisze jakoby ich oddział walczył z oddziałami Armii Krajowej, wybijał wziętych do niewoli żołnierzy Armii Krajowej naganami w tył głowy, dobijał rannych. Rzekomo raz w piwnicy dworu wybili granatami dowódcę oddziału AK i jego trzech żołnierzy. Jeśli to wszystko prawda, to partyzantka żydowska nie walczyła z Niemcami, lecz z Armią Krajową i Polakami, bowiem Perlow chwali się także paleniem polskich wiosek. Żydowska partyzantka komunistyczna działająca na terenach polskich podczas wojny dokonywała więc także czystek etniczno-politycznych.
Podajmy jeden przykład. W okolicy Drohiczyna i Siemiatycz ukrywało się podczas okupacji niemieckiej sporo grup żydowskich. Były one na ogół uzbrojone, utrzymywały się z napadów rabunkowych, utrzymywały też sporadyczne kontakty z sowieckimi grupami wywiadowczymi.
Zbrodni na Polakach dokonywały bandy dowodzone przez Hersza Szebesa czy niejakich braci Grudów. Pierwsza z nich nocą z 30 na 31 marca 1944 roku dokonała zbrodni na rodzinach Wilińskich i Siemieniuków w kolonii Czartajew. Banda Szebesa (tak zwała tę grupę okoliczna ludność i nazwa ta utrwaliła się po dziś dzień) zamordowała wówczas, przy pomocy siekier i noży, siedem osób: Jana Siemieniuka z żoną Stanisławą, ich 3-letnie dziecko, a także Stanisława Wilińskiego i jego żonę Marię z synami - Adamem i Janem. Stanisława Siemieniuk była w zaawansowanej ciąży - nienarodzone dziecko było więc ósmą ofiarą. Sprawcy zrabowali cały dorobek zamordowanych (który załadowali na wozy, byli zatem dobrze przygotowani do "akcji"), a ich domostwa spalili.
Okoliczna ludność wspomina jeszcze podobne zdarzenia, mające miejsce w Miłkowicach i Tonkielach.
Grupy żydowskie nie zaprzestały podobnej działalności także już pod "władzą ludową". Nocą z 5 na 6 grudnia 1944 roku grupa żydów z bandy Grudów (ukrywających się podczas okupacji niemieckiej w okolicach Sieniewic i Kłyzówki) napadła na domostwo Maksymiuków z kolonii Miłkowice Maćki. Zginęli wówczas: Michalina i Stanisław Maksymiukowie, 11-letni Marian Bojara i trzy kobiety (prawdopodobnie uchodziły "zza Buga"), nocujące u Maksymiuków. Jakby sprawcom było mało, jeszcze tej samej nocy napadli na rodzinę Jarockich we wsi Kłyzówka. Tu zginęły: Halina i Maria Jarockie, uratowały się natomiast Maria i Felicja, które były ciężko ranne, ale udawały, że nie żyją. Ich dom również został obrabowany i spalony. Warto wspomnieć, że podczas okupacji niemieckiej Jaroccy ukrywali rodzinę żydowską z Drohiczyna.
"Raport sytuacyjny i wywiadowczo-polityczny nr 11 za miesiąc grudzień 1944 roku" Komendy Okręgu Białystok Armii Krajowej opisuje postawy drohiczyńskich Żydów w bardzo dla nich niepochlebnym świetle: "Należy zaznaczyć, że Żydzi prawie wszyscy wysługują się Sowietom. Całe szczęście, że jest ich niewielu. Ze szpitali (gniazdo żydowskie) usunięto wszystkich lekarzy Polaków. Chorzy leżą bez pościeli. Protekcja i przekupstwo. W dniu 8 listopada z inicjatywy żyda dr. Horbacewicza i ex-Volksdeutschki Toleczkowej - urządzono bal na cześć partyzantów sowieckich". Takie informacje - o współpracy Żydów z NKWD i sowieckimi strukturami władzy (podobnie jak w okresie 1939-1941), są w polskich dokumentach powszechne.
Przytoczony powyżej "Raport" nie pozostawia żadnych wątpliwości: "Żydzi współpracują z NKWD i prawie wszyscy posiadali broń krótką. Szpiegowali ludność miejscową i przyjezdną. W Drohiczynie Sowieci zabili przypadkowo Żyda. Żydzi sądząc, że to Polacy, zamordowali w odwecie 9 Polaków". Takich rzeczy nie usprawiedliwia nic. Nawet, gdyby ten "przypadkowy" Żyd zginął z polskiej ręki.
"Pewnego wieczoru stu dwudziestu partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w kierunku wsi. Było wśród nich około 50 Żydów, przewodzonych przez Jacoba Prennera. O północy przybyli oni na koniec wsi i zajęli odpowiednie pozycje. Rozkaz nakazywał, aby nie darować nikomu życia. Nawet zwierzęta domowe miały być wybite, a cała własność zniszczona... Sygnał dano tuż przed świtem. W ciągu niewielu minut okrążono wieś z trzech stron. Z czwartej była rzeka i jedyny most, który znajdował się w rękach partyzantów. Partyzanci, z zawczasu przygotowanymi pochodniami palili domy, stajnie i spichlerze, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie... Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali szukać drogi ratunku. Ale zewsząd czekały na nich śmiertelne pociski. Wielu wskakiwało do rzeki i płynęło nią ku drugiemu brzegowi, ale i ich również spotkał taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt".
Isaac Kowalski pisał: "Nasz oddział otrzymał rozkaz, aby zniszczyć wszystko, co się rusza i zamienić wieś w popioły. Dokładnie o ustalonej godzinie i minucie wszyscy partyzanci z czterech stron wsi otworzyli ogień z karabinów ręcznych i maszynowych, strzelając kulami zapalającymi w zabudowania wioski. Tym sposobem dachy gospodarstw zaczęły się palić (...) Gdy później przemaszerowaliśmy przez Koniuchy (...) był to jak gdyby przemarsz przez cmentarz" (I. Kowalski "A Secret Press in Nazi Europe. The Story of a Jewish United Partisan Organization", New York, Central Guide Publication, 1969, s. 333-334. Zob. także I. Kowalski, wybór i redakcja "Anthology on Armed Jewish Resistance, 1939-1945" t. IV, New York 1991, Jewish Combatants Publishers House, s. 390-391).
O rzezi polskich mieszkańców w Koniuchach pisze inny autor żydowski Rich Cohen w książce pod tytułem "Mściciele" ("The Avengers"): "Koniuchy były wioską o zakurzonych drogach i osiadłych w ziemi, nie pomalowanych domach” (...).
Partyzanci (...) zaatakowali Koniuchy od strony pól, a słońce świeciło im w plecy. (...) Partyzanci wrzucili granaty na dachy, a w domach wystrzeliły płomienie. Chłopi wybiegali drzwiami i biegli drogą. Partyzanci ich gonili strzelając do mężczyzn, kobiet i dzieci. (...) Setki chłopów zginęły w ogniu krzyżowym" (R. Cohen "The Avengers", New York, Alfred A. Knopf, 2000, s. 145).
W napadzie na wieś uczestniczyli partyzanci z oddziałów J. Prennera ("Śmierć faszystom") i Szmuela Kaplinskiego ("Ku zwycięstwu"), ponadto Zalman Wyłożny, który służył w oddziale "Śmierć faszystom". Stwierdził on, że "cała wieś została puszczona z dymem, a mieszkańcy wymordowani" (J. Gołota "Losy Żydów ostrołęckich w czasie II wojny światowej"; "Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego", nr 187 /1998/, s. 32).
Autor powoływał się na zeznania Z. Wyłożnego (Yad Vashem 1503-80-1). Sprawcy rzezi Polaków we wsi Koniuchy uzasadniali tę masakrę całej wioski tym, że była to wieś "reakcyjna". Wśród wymordowanych "reakcjonistów" była m.in. 1,5-roczna N. Molisówna, 4-letnia Marysia Tubisówna. Wśród zamordowanych były całe rodziny, np. Zygmunt Bandalewicz (8 lat), Mieczysław Bandalewicz (9 lat), Stanisław Bandalewicz (45 lat), Józef Bandalewicz (54 lata), Stefania Bandalewiczowa (48 lat).
Naoczny świadek wydarzeń Edward Tubin opisywał: "Nie było różnicy, kogo złapali, to wszystkich bili. Nawet kobietę jedną, uciekała tam w las ku cmentarzu, to nie strzelali, ale kamieniem zabili, kamieniem w głowę. Jak mamę zabili, to może z 8 kul po piersiach puścili” (...).
(…)Wojtkiewicza żona była w ciąży i był chłopak, nie miał nawet 2 latek. Zabili ją, a chłopak został żywy. Przynieśli słomę, na nią rzucili, zapalili. Temu chłopaczkowi nogi poopalało - paluszki jemu odpadły. Przeżył pod tą matką. Jak zapalili, to tylko nogi mu się spaliły. Było strasznie, było strasznie, nie przepuścili nikomu"(...)”.
Z relacji osoby, która zdołała się ukryć w czasie napadu, słyszał, iż wieś podpalono z obu stron, a potem strzelano do uciekających ludzi. Z zeznań wynika, iż część ofiar, zwłaszcza osoby stare i schorowane, zginęła, spalona we własnych domach. Natomiast do części mieszkańców, którzy starali się uciekać, strzelano. Żydowscy mordercy chcieli ukarać mieszkańców wsi, która chciała się bronić przed ciągłymi niszczącymi ją do cna rabunkami. Polscy chłopi zorganizowali jednostkę "samoobrony", aby ochronić wieś przed ciągłym rekwirowaniem żywności i grabieżą. Wieś w tym czasie nie miała już dosłownie środków do życia.
Zbiegli z gett i obozów niemieckich do lasów Żydzi tworzyli "oddziały partyzanckie", czyli mówiąc otwarcie żydowskie bandy, które zazwyczaj nie walczyły z Niemcami, lecz z polskimi chłopami, mordując ich i rabując.
Oskar Pinkus w książce "The House of Ashes" (Cleveland, USA) pisze o kilku takich bandach żydowskich na Podlasiu, utrzymujących się z grabieży okolicznych wiosek, także historyk Holocaustu w okupowanej przez Niemców Polsce Emanuel Ringelblum (patron Żydowskiego Instytutu Historycznego) pisze, że grupy takie "z bronią w ręku wywalczają sobie prawo do życia".
Często jednak owa "walka" była walką z polskim, zazwyczaj biednym chłopem, ograbianym przy tym ciągle przez Niemców. Byt to zwykły rozbój, chociaż z konieczności. Chłopi broniąc się przed rabunkiem chleba, kawałka słoniny czy pierzyny organizowali "straże wiejskie", które Ringelblum ostro potępia ("Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej", Warszawa 1988), nie chcąc zrozumieć sytuacji w jakiej znajdowali się chłopi polscy podczas okupacji niemieckiej.
Po agresji Niemiec na ZSRS 22 czerwca 1941 roku, na obszarze Litwy powstał tajny Tymczasowy Rząd Litewski, który powołał swoje agendy rządowe. Był wśród nich Departament Bezpieczeństwa Państwowego kierowany przez Vytautasa Reivytisa. W jego skład wchodziło wielu członków tej instytucji jeszcze z czasów niepodległej Litwy. Jednakże po zajęciu kraju przez wojska niemieckie Rząd Tymczasowy został rozwiązany 5 sierpnia. Niemcy zostawili natomiast jego agendy policyjne i bezpieczeństwa wewnętrznego, włączając je w system okupacyjnych władz. Departament Bezpieczeństwa Państwowego został przekształcony w litewską policję bezpieczeństwa (Saugumę), bezpośrednio podporządkowaną Kripo (niemiecka policja kryminalna).
Sauguma ściśle współpracowała z Sipo i SD (Sonderdienst – niemiecka policja pomocnicza), pełniąc różne zadania. Przede wszystkim dostarczała niemieckim strukturom bezpieczeństwa informacje wywiadowcze dotyczące polskiego i komunistycznego ruchu oporu oraz organizacji innych mniejszości narodowych zamieszkujących na obszarze okupowanej Litwy. Jej funkcjonariusze wchodzili także w skład antypartyzanckich jednostek, działających w północnej części Generalnego Gubernatorstwa i na Litwie. Specjalne sekcje (Komunistų-Žydų Skyrius) zwalczały komunistów i prowadziły prześladowania ludności żydowskiej, przygotowując listy proskrypcyjne osób przeznaczonych do eksterminacji.
Poszukiwały też Żydów zbiegłych z getta, a następnie przekazywały ich Niemcom lub litewskim formacjom kolaboracyjnym, jak np. Ypatingasis būrys (tzw. „strzelcy ponarscy”). Szczególną aktywność przejawiała taka sekcja w okręgu wileńskim, na czele której stał Juozas Bagdonis. Działalność skierowana przeciwko Żydom najbardziej była rozwinięta w II poł. 1941 roku, później na plan pierwszy wysunęła się walka z komunistami i polskim podziemiem, a pod koniec okupacji także z coraz silniejszą sowiecką partyzantką.
Na to wszystko nakłada się działalność żydowskich grup przetrwania i żydowskiej partyzantki. Była ona szczególnie silna na Kresach Północno-Wschodnich. Sowieci wcielali Żydów w skład swych brygad partyzanckich, traktując ich jak swoją „własność". Z publikacji historyków żydowskich w USA i w ogóle na Zachodzie oraz z bardzo licznych wspomnień wynika jednak, że Żydzi uważali się za partyzantów żydowskich a nie sowieckich. Z ich czynów społeczność żydowska w świecie jest dumna do dzisiaj.
Tak naprawdę nie jest znana dokładna data mordu w Koniuchach dokonanego na miejscowej ludności cywilnej. W Polsce nie prowadzono do 1989 roku żadnych badań tego typu i nie dbano o to także po 1989 r.
Armia Krajowa we wspomnieniach żydowskich (a nawet w opracowaniach naukowych) przedstawiana jest jako organizacja „nazistowska i faszystowska", a określenie „the nazi-AK" chyba już nikogo w nich nie szokuje. Ludność polska tych ziem określana jest językiem rewolucyjnym, jako „biali Polacy".
Ukraińcy (na Kresach Południowo-Wschodnich) mieli Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), a także stworzyli Dywizję SS Hałyczyna i liczne pułki policyjne. Litwini i Białorusini patrzą na to jeszcze inaczej.
Dopiero przez ten pryzmat należy śledzić los polskich Kresów pod okupacją: początkowo sowiecką, następnie niemiecką i ponownie (od 1944 roku) sowiecką.
W kolejnych publikacjach anglojęzycznych, były potwierdzenia popełnionej tam zbrodni. Okazuje się, że już w 1962 roku w księdze pamiątkowej Hrubieszowa zawarte są wspomnienia jednego z żydowskich partyzantów, Israela Weissa, który napisał wprost, że „wioska została całkowicie spalona". Ostatnio powrócił do tych wydarzeń Rich Cohen w popularnej książce „The Avengers", wydanej w Nowym Jorku.
O sprawie okrutnego wymordowania oddziału AK por. Stanisława Burzyńskiego „Kmicica" w sierpniu 1943 roku przez sowiecką brygadę Markowa, jeden z autorów żydowskich podkreślał z chlubą, że w tej brygadzie „służyło wielu żydowskich młodzieńców" i że „żona Markowa była Żydówką”.
O Koniuchach pisał Isaac Kowalski w swych monumentalnych, kompilacyjnych pracach oraz w pamiętniku o partyzantce żydowskiej, Chaim Lazar i wielu innych.
Najbardziej niezwykłe w tych publikacjach jest to, że zbrodnia - dla której trudno znaleźć odpowiedniki - nie tylko nie została przez tych autorów w jakikolwiek sposób potępiona czy nawet przemilczana (bo trudno przecież uwierzyć, że można chwalić się popełnioną zbrodnią). A jednak oni wprost szczycą się tym, jak jakąś prestiżową akcją przeciwko Niemcom.
Niepojętą rzeczą jest szczycenie się zbrodnią ludobójstwa . Jak to możliwe, że w Stanach Zjednoczonych - państwie demokratycznym - komuś w ogóle może przyjść do głowy coś takiego?
Decydują o tym przede wszystkim fałszywe stereotypy: Polacy byli źli, bo nie pomagali Żydom, a Żydzi przecież potrzebowali pomocy. Prawda jest taka, że żadna chyba inna społeczność nie pomagała tak Żydom, jak Polacy. Udowodnił to ostatnio historyk Gunnar S. Paulsson na podstawie dogłębnych studiów o Żydach ukrywających się w Warszawie. Oczywiście, nie wszyscy pomagali. Byli bowiem i „szmalcownicy", i degeneraci, rabujący i mordujący Żydów dla zysku. Ale ci sami ludzie mordowali i rabowali Polaków, a działo się to w tym samym czasie. Jeśli zaś Żydzi w miarę często padali ofiarą degeneratów (a każda wojna i okupacja sprzyja ich aktywności) to przede wszystkim, choć nie zawsze, dlatego, że byli bardziej bezbronni.
Znane są też przykłady, że Żydzi padali ofiarą innych Żydów (także dla zysku), a rola policji żydowskiej, czy żydowskich konfidentów to także rzecz haniebna.
Tę haniebną postawę żydowskich kolaborantów opisali już precyzyjnie wielcy żydowscy historycy, jak patron Żydowskiego Instytutu Historycznego Emanuel Ringelblum, czy o Judenratach (Judenrat - Żydowska Rada Starszych – forma sprawowania władzy przez przywódców żydowskich nad skupiskami żydowskimi (getta) wprowadzona przez Niemców w 1939 roku) - Hannah Arendt z pochodzenia Niemka pochodzenia żydowskiego, uważana za najsłynniejszą żydowską myślicielkę XX wieku. Nikt ich jednak nie nazwie... antysemitami.
Pamiętając o tym kontekście można zrozumieć, że pacyfikacja polskiej wsi, w której „partyzanci" zamordowali - według wspomnień - aż 300 osób, w tym kobiety i dzieci, może być ukazywana jako „akcja bojowa", jako kara wymierzona „polskim faszystom". A tym można się szczycić…
Kiedy w Jedwabnem potomek sowieckiego pułkownika NKWD Stolzmana już z polskim nazwiskiem Kwaśniewski zdejmował jarmułkę z głowy , przepraszał naród żydowski za to co stało się we wsi Jedwabne . Człowiek ten pochodzenia żydowskiego , przepraszał Żydów w imieniu Polaków.
Kiedy mijają kolejne rocznice zbrodni band żydowskich na obywatelach Polskich , żadna jarmułka , nigdzie i nigdy z żadnej nawet najmądrzejszej głowy nie została zdjęta w ramach przeprosin.
29 Stycznia przypada kolejna rocznica krwawego mordu na Polakach . Mordu którego dokonali Żydzi na Polakach w Koniuchach.
Aktem bestialstwa jest rzeź popełniona przez partyzantów Rosjan, Litwinów i Żydów na mieszkańcach we wsi Koniuchy 29 stycznia 1944 roku. Owa wieś leżała na skraju Puszczy Rudnickiej, która była siedliskiem partyzantki składającej się z Rosjan, Litwinów i Żydów.
Oddziałami żydowskimi, służącymi sowietom, kierowali Jacob Prenner ("Śmierć faszystom"), Awrasz Rasel ("Walka"), Szmuel Kaplinski ("Ku Zwycięstwu") i Abba Kowner ("Mściciele").
Wszystkie one tworzyły tzw. „Brygadę Żydowską” pod wodzą Abby Kownera.
Paru żydowskich partyzantów otwarcie chlubiło się swoimi zbrodniami w książkach opublikowanych w Stanach Zjednoczonych.
Chaim Lazar opisywał w książce "Destruction and Resistance" (New York, Schengold Publisher, 1985, s. 174-175):
POGROM POLAKÓW W NALIBOKACH I KONIUCHACH..... We wsi Koniuchy na Nowogródczyźnie w czasie II wojny światowej mieszkało kilkuset Polaków. Sprzeciwiali się oni cyklicznym rabunkom i napadom partyzantki komunistycznej. Według źródeł żydowskich, by zastraszyć okoliczną ludność, bojownicy z oddziałów Jacoba Prennera ("Śmierć faszystom") i Shmuela Kaplinsky'ego ("Ku zwycięstwu") tzw. Litewskiej Brygady wymordowali wszystkich mieszkańców Koniuch. Nie oszczędzili starców, kobiet i dzieci. Zabili wszystkich. Napad miał miejsce - według różnych źródeł - w styczniu lub kwietniu 1944 roku. Według autorów polskich, wieś była nieufortyfikowana, zaś chłopi dysponowali zaledwie kilkoma starymi karabinami. Mimo to napad został przedstawiony przez morderców jako „wybitna akcja bojowa". Prawo międzynarodowe pozostawia mieszkańcom możliwość samoobrony. Mordy na dzieciach, starcach, kobietach i nieuzbrojonych mężczyznach traktuje jako zbrodnię ludobójstwa (genocide) www.genocide.pl (link is external)
Zbrodnia dokonana 29 stycznia 1944 roku – masakra dokonana na co najmniej 38 polskich mieszkańcach (mężczyznach, kobietach i dzieciach; najmłodsze miało 2 lata) we wsi Koniuchy (dziś na terenie Litwy, dawniej w II Rzeczypospolitej, w województwie nowogródzkim w powiecie lidzkim) przez partyzantów sowieckich – Rosjan, Litwinów, Żydów. W czasie pogromu we wsi spalono większość domów, oprócz zamordowanych, co najmniej kilkunastu mieszkańców zostało rannych, a przynajmniej jedna osoba z nich zmarła następnie z ran. Przed atakiem wieś zamieszkana była przez około 300 polskich mieszkańców, istniało w niej około 60 zabudowań. Partyzanci sowieccy wcześniej często rekwirowali mieszkańcom wsi żywność, ubrania i bydło, dlatego też tutejsi mieszkańcy powołali niewielki ochotniczy oddział samoobrony.
W sprawie masakry w Koniuchach prowadzone jest śledztwo IPN, jednakże istnieje bardzo słaba historiografia tamtych dramatycznych wydarzeń.
Dotychczas ustalono, że napadu dokonały sowieckie oddziały partyzanckie stacjonujące w Puszczy Rudnickiej: „Śmierć faszystom” i „Margirio”, wchodzące w skład Brygady Wileńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego oraz „Śmierć okupantowi”, wchodzący w skład Brygady Kowieńskiej. Do oddziałów tych należeli Rosjanie i Litwini, większość oddziału „Śmierć okupantowi” tworzyli Żydzi i żołnierze Armii Czerwonej zbiegli z obozów jenieckich. Oddział żydowski liczył 50 ludzi zbiegłych z getta, a oddziały rosyjsko-litewskie około 70 osób. Dowódcami byli Jakub Penner i Samuel Kaplinsky. Według jednego z napastników, Chaima Lazara, celem operacji była zagłada całej ludności łącznie z dziećmi jako przykład służący zastraszeniu reszty wiosek.
Według ustaleń Kongresu Polonii Kanadyjskiej, będących podstawą wszczęcia śledztwa, liczba zabitych była większa (ok. 130).
Atak na Koniuchy i wymordowanie w niej ludności cywilnej był największą z szeregu podobnych akcji prowadzonych w latach 1943 i 1944 przez oddziały partyzantki sowieckiej w Puszczy Rudnickiej i Nalibockiej, w tym masakra ludności w miasteczku Naliboki.
W maju 2004 w Koniuchach odsłonięto pomnik pamięci ofiar, zawierający 34 ustalone nazwiska ofiar.
W powojennych opracowaniach, na podstawie m.in. relacji żydowskich uczestników ataku na wieś Koniuchy (np. Izaaka Chaima i Chaima Lazara) często podawano informacje o zamordowaniu wszystkich 300 mieszkańców, a także o walkach z oddziałem niemieckich żołnierzy (w innych źródłach litewskiej policji). Jednak późniejsze opracowania nie potwierdziły obecności Niemców czy policjantów w wiosce, a także zakwestionowały tezę, że zginęli wszyscy mieszkańcy wsi (część z mieszkańców uciekła z masakry i przeżyła wojnę). Informacja stwierdzająca, że wymordowani zostali wszyscy polscy mieszkańcy wsi Koniuchy pojawiała się również w ówczesnych meldunkach struktur Polskiego Państwa Podziemnego.
W puszczy Nalibockiej istniał żydowski oddział partyzancki zwany „Otriada Bielskich” ( braci Bielskich). Pod jego dowództwem oddział osiągnął liczebność prawie 1200 ludzi, w tym wiele kobiet i dzieci. Zgrupowanie braci Bielskich zasilali głównie żydowscy uciekinierzy z likwidowanych okolicznych gett. W partyzanckim obozie, zwanym „Jerozolimą”, panowały trudne warunki bytowe.
Początkowo oddział był samodzielny, od końca 1942 roku działał pod komendą sowiecką, toczył walki głównie z formacjami Białoruskiej Policji Pomocniczej. Od grudnia 1943 brał także udział w walkach partyzantki sowieckiej ze Zgrupowaniem Stołpce Okręgu Nowogródek AK.
W konfrontacji postaw i celów poszczególnych narodowości wychodzą konflikty. Dla Litwinów, części Białorusinów i Ukraińców AK była organizacją wrogą. My zaś wiemy, czym była litewska SAUGUMA (lit. "Saugumo") i jak krwawą kartę zapisała na Kresach UKRAIŃSKA POWSTAŃCZA ARMIA (UPA).
Wysługiwanie się żydów nowym władcom wyraziło się w dzielnicy tej nie tylko w zgiełkliwych manifestacjach, entuzjazmie, kwiatach etc. — lecz zapisało się haniebną listą szpiegostwa i denuncjacji, rzucanych na ludność polską w masie donosów, kierowanych na ręce władz Niemiec i Austrii. Było to tak masowe i namiętne, że zniecierpliwiło nawet austriackiego generała Rimmla, który ze wstrętem, publicznie wskazał we Lwowie na żydów, jako naganiaczy do prześladowań i wydania tysięcy dekretów śmierci i uwięzienia Polaków. Las szubienic szedł za krokami zwycięskich Austriaków przez ziemie polskie, bestialstwo postępowania władz Austrii, ich cynizm i okrucieństwo nie mają godnego porównania, chyba sięgniemy do najść, ongi krwawych Tatarów i Zaporożców. Zapisały się szczególnie haniebnie nazwiska generałów Austrii, jak Dankla i innych, rozbijanych i pędzonych w potyczkach wielu, zaś używających bezkarnie odwetu na ludność polskiej, w której widzieli wciąż zdradę. Prześcigali się w okrucieństwa zwłaszcza Madz iarzy, słynni Honwedzi Węgier i — niestety — w owczą skórkę przyjaźni długo przebierający się — Czesi. Pastwiono się nad ludnością wiejską, miejską, duchowieństwem, szlachtą, równając wszystkich masowo na szubienicach, na których, jak stwierdziła komisja prawnicza Koła Polskiego w Wiedniu powieszono za wyrokiem sądu doraźnego 34,000 skazańców w Galicji samej… Ile zgładzono bez sądu — tego obliczyć niepodobna. Rynki miast zapełniano nieraz tłumami nagich, powiązanych kobiet, otoczonych żołdactwem niemieckim i austriackim, z bronią gotową do strzału przy sprzeciwie najmniejszym wobec ich gwałtów…
Tak dziękował czarno-żółty rząd za przysłowiową wierność Galicji dla państwa i tronu. Do zbrodni 1846 roku, polityki Metternicha i całego wyzysku ekonomicznego Galicji dodawał jeszcze tę ostatnią czarną kartę swych rządów.
Żydzi specyficzną polityką swą, gnąc się nisko przed zwycięzcami i niosąc im służbę zdrady — potrafili zawsze nie tylko bronić siebie, ale stać się jeszcze protegowanymi w ręku wrogów Polski. Po zajęciu więc Królestwa Polskiego i podziale go na dwie okupacje — Germanii i Austrii — gdy zaborcy rzucili się do terroru nad ludnością kraju, urzędy wszystkie niemal w administracji oddane zostały w ręce wiernych żydów. Podjęli oni orgię drugą — dewastacji ekonomicznej, urągającej prawom wszelkim.
Gdy oficerowie austriaccy zdzierali ostatnie obrączki z palców kobiet polskich, mordowali i rabowali, zaś towarzysze germańscy dekorowali opuszczane sioła i wsie polskie rozkrzyżowanymi i przybitymi do wrót dzieci i kobiet z poobcinanymi piersiami, jednocześnie żydowscy urzędnicy, agenci, naganiacze wydzierali ostatni kęs chleba i kroplę mleka od ust polskiej, mrącej w konwulsjach głodu dziatwy bez liku. Grasowała zwłaszcza chciwość żydów ślepa, zuchwała, w części Polski austriackiej, skąd wszystko niemal skupowane za bezcen, lub wydzierane szło na rynki głodne Wiednia, niosąc drapieżnym handlarzom fortuny, czynione na poczekaniu. Niemcy — przemysłowi bardziej — demontowali sami fabryki polskie, niszczyli i wywozili maszyny, całe armie głodnych robotników polskich pędząc na roboty do Germanii, w straszliwe niewolnictwo XX wieku cywilizacji świata. Cyfra ta dosięgła 1,200,000 jarzmionych gwałtem Polaków-robotników.
Jednocześnie szły nieskończone procesy o zdradę” Polaków, sprowokowane donosicielstwem żydów na gospodarzy kraju, podczas gdy skargi polskie masowe na operujące szajki żydowskie zakupna i ukrywania żywności spotykały się z cynicznym lekceważeniem władz, kończących się najczęściej dla polskich oskarżycieli uwięzieniem, lub pobiciem. Grasowało i obrastało w złote pierze zwycięskie, panoszące się bezkarnie żydostwo. Na ulicach Warszawy paradowali arogancko w tym samym czasie wysłannicy żydów z Berlina — taki: Max Kohen, lub Moritz Pinebs i inni. którzy przyjeżdżali badać stosunki „uciemiężonych” żydów Wschodu. Dowodzili oni rządom Niemiec i Austrii, że chmary żydów w Polsce, wykarmionych chlebem i spasionych bogactwem kraju — stanowią fundament najpewniejszy pod panowanie Germanii, na którym ona głównie oprzeć się powinna. Czyniły też władze okupacyjne wszelkie udogodnienia żydom, dając im protekcję wyjątkową, obok zaufania bezwzględnego.
Prócz ruiny materialnej kraju uznano za konieczne objąć troskliwą pieczą drukowane słowo polskie. Tę służbę szpiclowską podjęli wyłącznie niemal żydzi w zaborach polskich. Dorównać w przenikliwości chwytania w lot wszystkiego, samego odcienia choćby myśli — nikt im nie mógł istotnie, to też dusili oni — obok pomocników swych godnych Rusinów — prasę polską tak, iż najlojalniejsze pisma świeciły przez pół nieskalaną białością, zaś inne zawiesić musiały swe wydawnictwa. Każdy wolniejszy oddech polskiej myśli ulegał bezlitośnemu ubiciu przez ręce, wdrożone od- dawna do trzymania w Polsce niewidzialnej, ostrej cenzury nad odruchem każdym wolnego słowa polskiego.
Wobec pokrewieństwa natur tak głębokiego i służby tak oddanej na polach wywiadowczych i rabunkowych nic dziwnego, że w stolicy Polski, w murach wielkiej synagogi, nastąpiło nareszcie uroczyste zbratanie dwóch potęg wrogich polskości i chrześcijańskiej cywilizacji. Miało to miejsce we wrześniu r. 1918 w uroczysty dla żydów ,,Dzień Sądny“, obchodzony rok rocznie, gdy w mury bożnicy wstąpiła manifestacyjnie cała generalicja najwyższych dygnitarzy Germanii, przyjmowanych uroczyście przez żydowskich rabinów. Jednocześnie z tem obowiązywał w Warszawie surowy zakaz dla armii Niemiec, by nikt z żołnierzy nie śmiał wstępować do katolickich świątyń polskich.
Jedność zresztą żydostwa z Germanią, przypieczętowana uroczyście w stolicy Polski, datuje się od lat dawnych, ujawniana stale w zatargach niemiecko-polskich. Dzieje powstania Polaków w r. 1848 pod Mirosławskim zapisują haniebne sceny pastwienia się żydów nad powaloną rewolucją polską. Dochodzili oni do gwałtowności takiej, iż rzucali się na prowadzonych jeńców polskich, bili ich, pluli i byliby mordowali, gdyby nie eskortujące władze niemieckie. Postawa ich wobec Polaków była tak nienawidząca i zdradziecka, że pułkownik niemiecki von Brandt w pamiętnikach swych piętnuje ją, jako ..głęboką, moralną nikczemność żydów. Wszelkie jednak glosy takie i sądy umieją żydzi uciszać szybko i zaprzepaszczać.
Co do objawów zdrady i denuncjacji, której występy haniebne przytaczamy z tej wojny świata, to zaznaczyć trzeba, iż nie są one bynajmniej nowością w charakterze dziejowym żydów. Fakt znikczemnienia ducha ich w wysłudze wiekowej przed każdą siłą, zapisuje polski- żyd Nussbaum w swych dziełach, podając cyfrę 1300 żydów, straconych na rozkaz znakomitego wodza polskiego Stefana Czarnieckiego za szpiegostwo i służbę na rzecz Szwedów podczas rozpaczliwych wojen polsko – szwedzkich. Drugi znany historyk polski doby obecnej, też żyd z pochodzenia — dr. Askenazy — szeroko pisze o wysłudze żydów w Polsce podczas wojen Napoleonowskich na rzecz wrogów cesarza i Polski, zaś H. Mościcki konstatuje- grasujące szpiegostwo żydów na Litwie w okresie panowania i prześladowań Katarzyny II. W czasach nowszych, w powstaniu roku 1831 cała prawie tajna policja rosyjskich katów w Polsce, niosąca dzieło prześladowań i męczeństwa składała się w ogromnej przewadze z żydów polskich, podszywających się jak zwykle pod przybrane polskie nazwiska. Mamy więc taki szereg: L. Hansztejn — vel Lewek Dybek; Wincenty Makowski — Mordka Szmulowicz; Kropiwko — przedtem Graf; J. Jakubowski
— vel H. Bajer; Rozengold — bruder Janikowski itd.
Zapytać wolno, co wobec tych taktów życia czyni i jak reaguje Polska i naród polski cały?
Co do przeszłości nie chcąc powtarzać się, przypomnieć tylko musimy, że pierwsze prawo w świecie, biorące w obronę żydów, wydane zostało w Polsce w r. 1096 przez króla Piasta, które uznaje zupełną odrębność żydów. Rozszerza je Kazimierz Wielki w r. 1347, gdy stosy i topór katowski, oraz pogromy masowe gnały znienawidzone żydowskie masy przez Europę zachodnią, pozbywającą się ich przezornie.
Następni królowie potwierdzali tylko i rozszerzali przywileje żydów, dając im faktycznie obronę praw o wiele lepszą, niż mieli polscy wieśniacy i mieszczanie, którzy wobec rosnącego obsadzenia miast przez żydów podnosili nieraz skargi, zawsze przebiegle przez żydów udaremniane. Z obsadzonych przez siebie gęsto miast polskich przenoszą się żydzi w wieku XVIII do wsi, dzierżawią karczmy, biorą w swe ręce monopol wódki, rozpajając i demoralizując lud wiejski, ciemnemi procederami, jak to : paserstwo, kradzież, lichwa, demoralizacja, rozpusta.
Konstytucja 3 Maja 1791 r. nie zapomina jednak o żydach, otacza ich nadal opieką prawa, planuje przytem skierowanie żydów na wieś do pracy na roli i w tym celu uwalnia ich od obowiązków wielu. Dzieło konstytucji zapadło się pod ciosami wrogów, mimo to wódz narodu Kościuszko pamięta o żydach w chwilach tragicznych walk Polski i mówi o nich w swym znanym manifeście, wzywając do szeregów.
Zaledwo powstałe po rozbiciu państwa Księstwo Warszawskie w r. 1807 zapewnia żydom prawa obywateli, które jednak wkrótce odbiera im car Aleksander I. Stojące na skraju przepaści Królestwo Polskie wobec gotującego się powstania korzysta z pierwszej możliwości stanowienia praw i przez usta dyktatora margr. Z. Wielopolskiego proklamuje równe prawa żydów-obywateli w r. 1862. Wspomniane uprzednio powstanie w Poznańskiem w r. 1848 złożyło na ratuszu miejskim deklarację praw, w której są słowa następujące: „braciom-izraelitom zapewnia się korzystanie z praw równych obywatelskich”. Zaś ci sami „bracia” pluli w twarz bojowników polskich o wolność i denuncjowali wodzów walki bohaterskiej.
Są to niezłomne — żelazną ręką dziejów zapisane — fakta. (...) http://www.gazetawarszawska.com/judaizm-islam/1023-zdrady-i-zbrodnie-zydow
ZDRADY I ZBRODNIE ŻYDÓW W OKRESIE ZABOROW ...... Konstatowaliśmy już w tomie pierwszym pracy tej głębokie przeciwieństwo duszy polskiej i żydowskiej, biegunowo różną ich etykę jak i charakter, gnący się zawsze niewolniczo przed kultem siły brutalnej.
Zmienne koleje wojny światowej przerzucały w Polsce żydostwo to na tę, to na drugą stronę, zależnie od chwiejącej się szali zwycięstw. Stali oni z oddaniem pozornem — jak wiemy — po stronie Rosji, lub manifestowali niby na cześć wyzwalającej się Polski, walcząc jednocześnie całą siłą przeciwko jej niepodległości, aż nareszcie spadły maski przybrane, zaś sympatie swe i służbę złożyli kornie po stronie jednej, dawno ukochanej — po stronie brutalnej Germanii. Radość ich, idąca zuchwale na spotkanie okrutnych zaborców Polski —- Niemiec i Austrii — wybuchnęła bez skrupułów żadnych po zajęciu Warszawy przez armię niemiecką, oraz Lwowa odebranego Rosji przez wojska Austrii pod wodzą Ks. Fryderyka Habsburga, nazwanego przez ludność ,,katem Polski”. Zdegenerowany Habsburg o jedną czarną kartę więcej zapisał w dziejach dynastii tej przez swą niewdzięczność i zbrodnie, popełnione na zawsze wiernej, lojalnej, szczerze oddanej ludności Galicji. (...)
Spokojne życie zbrodniarzy.... Komunistyczni zbrodniarze żydowskiego pochodzenia, odpowiedzialni za zamordowanie jednego z bohaterów Polskiego Państwa Podziemnego nigdy nie zostali ukarani, spokojnie żyli w dostatku dzięki swym zbrodniczym “zasługom” dla stalinizacji Polski. Główna winowajczyni sądowego mordu na gen. Fieldorfie – sędzia Maria Gurowska – cieszyła się różnymi zaszczytami i splendorami. Po 1952 r. została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Aż do 1970 r. pracowała jako dyrektor departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości. A później, na wniosek ministra sprawiedliwości, otrzymała “w drodze wyjątku” specjalną emeryturę dla szczególnie zasłużonych. Nigdy nie żałowała swej roli w popełnionej zbrodni. W “Życiu Warszawy” z 12 sierpnia 1995 r. pisano: “Gurowska nie poczuwa się do winy i utrzymuje, że decyzję o skazaniu Fieldorfa podejmowała w zgodzie z własnym sumieniem”. Po wszczęciu przeciwko niej w 1994 r. postępowania sądowego w związku ze zbrodnią sądową na gen. Fieldorie Gurowska konsekwentnie odmawiała zapoznania się z materiałami aktu oskarżenia i stawienia się na przesłuchanie, twierdząc, że dalej chroni ją immunitet jako sędziego. Zmarła na początku 1998 r. Śmierć uchroniła ją od publicznego przypomnienia jej haniebnej zbrodni i stanięcia oko w oko z rodziną zamordowanego.
Inny odpowiedzialny za sądowy mord na gen. Fieldorfie – przewodniczący składu Sądu Najwyższego, który zatwierdził wyrok śmierci na generale – sędzia Emil Merz orzekał w Sądzie Najwyższym aż do osiągnięcia wieku emerytalnego na początku lat 60. Później wyjechał do Izraela, gdzie zmarł na początku lat 90. Kolejny współwinny mordu sądowego – sędzia Gustaw Auscaler w styczniu 1958 r. wyjechał do Izraela, gdzie zmarł w 1988 r. Jeden ze współsprawców zbrodniczego wyroku – prokurator Benjamin Wajsblech (zatwierdzał ostateczną wersję wyroku) zmarł w 1991 r. w Warszawie. Współodpowiedzialna za zatwierdzenie zbrodniczego wyroku w Sądzie Najwyższym prokurator Paulina Kernowa zmarła w 1980 r. w Izraelu. Ze współwinnych zbrodni żyje dziś tylko (w Londynie) prokurator Helena Wolińska-Brus.
Gdy po śmierci Bieruta i zmianach październikowych 1956 r. w Polsce pod naciskiem rodziny generała i presją opinii publicznej wznowiono śledztwo w sprawie gen. Fieldorfa, szybko zaczęły się próby jego zastopowania ze strony żydowskich komunistów mocno usadowionych na bardzo wpływowych stanowiskach w sądownictwie i prokuraturze. Jak pisał w “Gazecie Polskiej” z 8 września 1994 r. Stanisław Duczymiński: “W toku nowego postępowania, o utrzymanie zbrodniczego wyroku w mocy zajadle zabiegał m.in. Leon Prenner, jeszcze jeden z funkcjonariuszy Prokuratury Generalnej. Jego zdaniem, mimo stosowania ‘niedozwolonych metod śledztwa’ i innych ‘wadliwości’ procesu, jeden zarzut utrzymać się musi, a mianowicie ten, że dowodzony przez Generała Kedyw AK zwalczał sowieckie bandy i likwidował je wraz z działającymi w tych bandach Żydami” (S. Duczymiński: Skazany na śmierć i zapomnienie. Gen. August Emil Fieldorf “Nil”, “Gazeta Polska” z 8 września 1994 r.). Ostatecznie w lipcu 1958 r. śledztwo przeciwko zamordowanemu generałowi umorzono z powodu braku dowodów, że popełnił zarzucane mu czyny. Do rehabilitacji generała Fieldorfa doszło dopiero w 1989 r. Warto przypomnieć, że czołowy nadzorca stalinowskiego syndykatu zbrodni w Polsce Jakub Berman konsekwentnie wypierał się jakiejkolwiek odpowiedzialności za sądowy mord na gen. Fieldorfie. Indagowany w tej sprawie przez Teresę Torańską twierdził, że w ogóle nie przypomina sobie sprawy gen. Fieldorfa. Dodał, że “jeśli Fieldorf należał do czołówki AK-owskiej, z pewnością jego sprawa nie została załatwiona na niskim szczeblu. Musiała mnie jednak akurat ominąć” (T. Torańska: “Oni”, Warszawa 1989, s. 153). Biedny pominięty Berman! Komunistyczny wielkorządca, odpowiedzialny za nadzór nad bezpieką w Biurze Politycznym KC PZPR “nie wiedział” o tak ważnej sprawie, jak proces b. szefa Kedywu AK gen. Fieldorfa. “Nieposłuszni” podwładni “ośmielili się” nie poinformować go o takiej sprawie. (...) http://www.bibula.com/?p=29026
Zamordowanie bohatera Podziemia.... Niezliczonych oficerów UB, sędziów i prokuratorów pochodzenia żydowskiego obciąża nie tylko fakt prześladowań najlepszych polskich patriotów, lecz i to, że uczestniczyli w nich w sposób wyjątkowo okrutny, nie okazując nawet cienia litości dla całkowicie niewinnych Polaków. Nieprzypadkowy jest fakt nagromadzenia żydowskich komunistów w przypadkach katowań, mordów sądowych i egzekucji wielu osób szczególnie zasłużonych dla Narodu Polskiego, a nawet jego bohaterów. Powrócę znów w tym kontekście do sławetnej wypowiedzi katolewicowego “autorytetu” ks. Michała Czajkowskiego z 16-17 września 2000 r. na łamach “Gazety Wyborczej”, w której zapewniał, iż rzekomo żaden Polak nie zginął z powodu żydowskiego antypolonizmu. Domorosły znawca historii jakoś nie zauważył zamordowania tysięcy polskich patriotów na skutek zbrodni kierowanych przez żydowskich komunistów, w tym zbrodni na generale “Nilu” – Emilu Fieldorfie.
“Czerwoną” prokurator, która zadecydowała o bezprawnym aresztowaniu gen. Fieldorfa, a później równie bezprawnie przedłużała czas jego aresztowania, torując drogę do mordu sądowego, była Helena Wolińska (Fajga Mindlak Danielak). W 1952 roku odbył się trwający zaledwie jeden dzień proces gen. Fieldorfa. Bohaterski generał, należący niegdyś do najusilniej tropionych przez hitlerowców dowódców AK, został oskarżony o rzekomą współpracę z Niemcami i wydawanie rozkazów mordowania sowieckich partyzantów, członków PPR, AL i Żydów. Były to całkowicie sfingowane zarzuty, jak później, po dziesięcioleciach udowodniono na rozprawie rehabilitacyjnej. Rozprawę prowadziła sędzia – komunistka żydowskiego pochodzenia Maria Gurowska z domu Sand, córka Moryca i Frajdy z domu Einsenman. W rozprawie pierwszej instancji oskarżał gen “Nila” jeden z najbezwzględniejszych prokuratorów żydowskiego pochodzenia Benjamin Wajsblech. Przewodnicząca rozprawie 16 kwietnia 1952 r. sędzia Gurowska bez wahania wydała wyrok śmierci. Wyrok oparła na art. 1 pkt 1 Dekretu z 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy. Sąd Najwyższy w składzie: sędzia dr Emil Merz (przewodniczył rozprawie), sędzia Gustaw Auscaler, prokurator Paulina Kern (cała trójka później dożywała ostatnich lat swego życia w Izraelu) i sędzia Igor Andriejew zatwierdzili wyrok śmierci na polskiego bohatera.
Bezowocne okazało się odwołanie gen. Fieldorfa od wyroku i prośby o łaskę skierowane do komunistycznego prezydenta Bolesława Bieruta przez żonę generała i jego ojca. Pisał on do Bieruta w rozpaczliwej próbie ratowania życia syna: “Jestem starcem liczącym 87 lat życia – emerytowanym maszynistą kolejowym pochodzenia czysto robotniczego. W okresie okupacji straciłem syna Jana, lotnika, który został zamordowany w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen. Żona moja Agnieszka zmarła w 1941 r., do czego przyczyniła się sytuacja i losy aresztowanego przez hitlerowców syna. Obecna wiadomość o grozie śmierci, która zawisła nad głową drugiego z mych dzieci, jest z kolei dla mnie ciosem nie do zniesienia”. Dnia 12 grudnia 1952 r. sędziowie Emil Merz, Gustaw Auscaler i Igor Andriejew negatywnie zaopiniowali prośbę o łaskę dla generała. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wykonaniu wyroku bieg nadała prokurator Alicja Graff. W dniu 24 lutego 1953 roku wyrok śmierci na gen. Fieldorfie został wykonany przez powieszenie. (...)
Szefowie syndykatu zbrodni.... W czasie gdy usilnie próbuje się zaniżać procentową liczbę Żydów w UB, warto przypomnieć jedną niezaprzeczalną sprawę. To żydowscy komuniści stanowili co najmniej 90 procent kierowniczych kadr w stalinowskiej bezpiece, tych, którzy faktycznie nią rządzili: od Bermana i Romkowskiego po Brystygierową i Fejgina. Niemal wszyscy dyrygenci terroru ubeckiego w Polsce, który pochłonął tysiące ofiar z polskich środowisk patriotycznych, byli Żydami z pochodzenia. (*) Symboliczna wprost pod tym względem była rola Jakuba Bermana, przez lata członka Biura Politycznego KC PPR, a później KC PZPR, odpowiedzialnego za nadzór nad bezpieką. Był to najbardziej niebezpieczny morderca zza biurka, faktyczny zbrodniarz numer jeden, którego nigdy nie ukarano. Towarzyszyła mu cała rzesza bezpieczniaków żydowskiego pochodzenia. Jak wyznawał jeden z byłych prominentów stalinowskich Wiktor Kłosiewicz w rozmowie z Teresą Torańską – wszyscy dyrektorzy departamentów w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego byli żydowskiego pochodzenia. Spośród najbardziej skompromitowanych bezpieczniaków żydowskiego pochodzenia można przypomnieć choćby nazwiska takich osób, jak wiceministrowie Bezpieczeństwa Publicznego: Mieczysław Mietkowski, Mojżesz Bobrowicki i Roman Romkowski (Grunspan-Kikiel), dyrektor Departamentu Śledczego w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) Józef Różański (Goldberg), jego zastępca Józef Światło (Fleichfarb), dyrektor V Departamentu MBP Luna Brystygierowa (“krwawa Luna”), dyrektor X Departamentu MBP Anatol Fejgin, dyrektor VII Departamentu, a później dyrektor III Departamentu MBP Józef Czaplicki, zwany “Akowerem”, od roli odegranej w prześladowaniu AK-owców. Dodajmy do tego, że decydującą rolę w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego odgrywał Leon Chajn, przy figurancie ministrze polskiego pochodzenia. Dodajmy winnych represji tak licznych sędziów i prokuratorów żydowskiego pochodzenia typu Heleny Wolińskiej, bezpośrednio odpowiedzialnej za mord na generale “Nilu” E. Fieldorfie sędzi Marii Gurowskiej, zastępcy szefa Najwyższego Sądu Wojskowego, Oskara Szyi Karlinera, szefa Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego, płk. Stefana Kuhla, zwanego “krwawym Kuhlem”, prokuratora Benjamina Wajsblecha, prokurator Pauliny Kern, sędziego Emila Merza, płk. Józefa Feldmana, płk. Maksymiliana Lityńskiego, płk. Mariana Frenkiela, płk. Nachuma Lewandowskiego, sędziego Stefana Michnika, etc. Dodajmy do tego rolę odgrywaną przez żydowskich komunistów jako szefów terenowych UB (por. szerzej J.R. Nowak: “Zbrodnie UB”, Warszawa 2001, s. 22-25). (od red. NW: patrz też QUIZ: Zbrodnie UB)
Zdumiewa szczególna skłonność żydowskich adeptów stalinizmu do gromadzenia się w aparacie okrutnego terroru, przede wszystkim w resorcie bezpieczeństwa. I to nie tylko w Polsce, ale i w sowieckim NKWD czy w Służbie Bezpieczeństwa, opanowanych przez Rosję krajów Europy Środkowej. Dość wskazać takie nazwiska, jak przypomnianego przez Sołżenicyna twórcę całego systemu sowieckich “gułagów” Frenkla czy szefa sowieckiej bezpieki Jagodę. (*) Znany pisarz izraelski Amos Oz mówił w wywiadzie dla “Wprost” z 2 października 1994 r., że w dzisiejszym Izraelu w rezultacie emigracji z ZSRS znalazło się co najmniej dwadzieścia tysięcy byłych oficerów KGB (!!!). Na Węgrzech, którymi przez cały okres stalinizmu rządziła czwórka działaczy żydowskiego pochodzenia (Rákosi, Gerö, Farkas i Revai), bezpieka była całkowicie zdominowana przez żydowskich aparatczyków. (*) Jak pisał jeden z najwybitniejszych we współczesnym świecie badaczy historii Węgier Charles Gati w książce wydanej z posłowiem amerykańskiego ambasadora w Budapeszcie Marka Palmera: “Trzon policji politycznej, znienawidzonej AVO, potem AVH składał się w 70-80 procentach z Żydów” (*) (C. Gati: Magyarország a Kreml arnyékában, Budapest 1990, s. 103). (...)
Rozmiary zbrodni popełnionych na Polakach w czasie stalinizmu przez zbolszewizowanych Żydów były i są w pełni dostrzegane przez wszystkich obiektywnych badaczy naukowych, zarówno polskich, jak i zagranicznych.
I tak np. najsłynniejszy zagraniczny historyk badający historię Polski prof. Norman Davies pisał wprost o “tysiącach polskich Żydów, którzy stracili twarz przez związanie się z okrutnym powojennym reżimem stalinowskim” (por. tekst N. Daviesa w “The New York Reviwe of Books” z 20 listopada 1986 r.). Już na początku stalinizacji Polski mamy wiele jakże wymownych, strasznych przykładów dążeń niektórych żydowskich komunistów do maksymalnego nasilenia represji na polskich patriotach, łącznie z ich egzekucjami. Jednym z najbardziej fanatycznych rzeczników intensyfikacji takiego terroru był Leon Kasman, później przez wiele lat zajmujący wpływowe stanowisko redaktora naczelnego organu KC PZPR “Trybuny Ludu”. To on najgwałtowniej gardłował podczas obrad Biura Politycznego KC PPR w październiku 1944 roku za zaostrzeniem represji. “Wsławił się” wówczas powiedzeniem: “Przerażenie ogarnia, że w tej Polsce, która jest hegemonem, nie spadła nawet ani jedna głowa” (cyt. za tekstem P. Lipińskiego: Bolesław Niejasny, “Magazyn Gazety Wyborczej” z 25 maja 2000 r.). I głowy polskich patriotów, głównie AK-owców, zaczęły spadać w przyspieszonym tempie na skutek rozpętanej wówczas wielkiej fali terroru przeciw Narodowi. Terroru dyrygowanego i realizowanego głównie przez targowiczan o żydowskim rodowodzie, na czele z Bermanem, Różańskim i Światło. (...)
To gdzie teraz będziemy srali na ten grób? Jakiś adres?
Pasują ludzie Petru do niego, on naprawdę jest szefem (czyli najbystrzejszym z nich).
tagore
Przeciętny zablokowany VAT wypada ok 600 tyś PLN ,te zatrzymania raczej w niewielu przypadkach są nietrafione. Zobaczymy za miesiąc ,ile będzie odblokowane i ile wszczętych postępowań.
tagore
Byle tylko nie przewozili tego ścierwa przez terytorium Polski!
re: Kojoto..... ja mialem zastrzezenia do Twojego poprzedniego komentarza z data (16.12.2016 23:23) , w ktorym napisales, ze..... cytat: "...było po prostu realizowanie polityki Endeckiej. W tym przypadku rzeczywiście jednak chybionej". Moje wyjasnienie znajduje sie w odpowiedzi do tagore z data (15.12.2016 18:45) oraz w odpowiedzi do Ciebie z data (17.12.2016 16:55).
Sytuacja z kolei wygladala nastepujaco, a mianowicie w czasie odradzajacej sie Rzeczpospolitej rzad Endecji nie dysponowal milionowa armia uzbrojona po zeby i nie byl w stanie przywrocic wschodnich granic RP z okresu przedrozbiorowego, ktore znajdowaly sie w zaborze rosyjskim, a pozniej pod rzadami ZSRR, wiec byl skazany na laske i nielaske ZSRR, pomimo podpisanego Traktatu Ryskiego w 1921r - vide analogiczna sytuacja dotycza Polski podczas konferencji w Wersalu w 1919, gdzie Anglia ustalala granice II RP. Artykul 7 Traktatu Ryskiego z 1921r gwarantowal autonomie dla Polakow z obszaru I RP, ale w granicach ZSRR i byl wystarczajacy. A poniewaz tamtejsi Polacy byli u siebie i na swojej ziemi oraz mieli gwarancje prawne, wiec nie czuli sie zagrozeni.
Zagrozenie przyszlo dopiero w 1929r , kiedy Stalin rozpoczal kolektywizacje i zaczal odbierac Polakom ich ziemie, a opornych mordowal i wywozil na Syberie co trwalo do 1934r - ofiara padlo ponad 250 tysiecy Polakow.
Rowniez w czasie odradzania sie panstwa polskiego po 1918r agent niemiecki J.Pilsudski oddal Slask, Wielkopolske i Pomorze pod wplywy niemieckie i nawet zaniechal obrony Lwowa przed zbrojna napascia Ukraincow. Czy tam nie bylo Polakow, ktorych nalezalo bronic ?
Otoz Polacy mieszkajacy na Slasku, w Wielkopolsce i na Pomorzu tez byli u siebie od wiekow i gdyby chcieli to tez mogli masowo uciekac do Polski, ale nie uciekali, bo kochali swoja ziemie i miejsca gdzie byli wychowywani, wiec tam zostali i podobnie jest z Polakami zyjacymi obecnie na Ukrainie, na Bialorusi i na Litwie, ktorzy nie chcieli porzucic swojej ziemi po zakonczeniu II w.s. i wiedzieli o tym, ze beda nowe granice oraz mieli nawet mozliwosc wyjechac do Polski, bo Stalin wydal nakaz pozwalajacy na ich przesiedlenie, a mimo tego Polacy pozostali u siebie (na Litwie, na Bialorusi i na Ukrainie).
Na tych praktycznych przykladach wyraznie widac, ze teoria "tagore" o przesiedleniu Polakow z obszarow I RP nie odzwierciedla zyciowej rzeczywistosci.
Tymczasem "tagore" na podstawie swojej teorii o przesiedleniu probuje oskarzyc Endecje o brak troski o losy Polakow na obszarze dawnej I RP, ale milczy n/t swojego litewskiego idola J.Pilsudskiego, ktory nie udzielil pomocy Polakom na Slasku, w Wielkopolsce i we Lwowie, ktorzy musieli sami z bronia w reku walczyc o polskosc swojej ziemi. Poza tym problem w I RP stanowil rowniez analfabetyzm posrod warstwy najubozszej, ktora stanowila wiekszosc w narodzie i byla sila robocza przywiazana do folwarku lub dworu i stad wynika rzadkosc przemieszczania sie z miejsca na miejsca, bo dookola bylo podobnie.
W 1919r Litwin i lewak J.Pilsudski podpisal tajny uklad z Leninem w sprawie przerwania wojny z bolszewikami i umozliwil przez to przerzucenie wojsk bolszewickich na front do walki z bialymi (gen.Denikin i spolka), a w 1920r litewski idiota uzyl polskiego wojska do obrony ukrainskich interesow w Kijowie i wytracil dziesiatki tysiecy polskich zolnierzy w walce z bolszewikami.
W zwiazku z tym kolega Pilsudskiego W.Lenin rozpoczal pochod na Warszawe.
Idiota Pilsudski widzac, ze jego polityka przyniosla szkody Polsce i osmieszyla jego samego, zlozyl rezygnacje na rece premiera W.Witosa i wyjechal do swojej zydowskiej kochanki w okolice Krakowa.
Gdyby Pilsudski nie przerywal wojny z bolszewikami w 1919r, wowczas bolszewicy nie byliby w stanie wygrac z bialymi i nastapilby upadek bolszewizmu, a tak to bolszewizm obrocil sie przeciw Polsce - vide 1920r, 1939r i 1945r i do dzis zydostwo rzadzi w Polsce i nawet wprowadzili na stale swoje obyczaje zapalania menory w sejmie czego nie bylo w okresie istnienia I-sze i II-giej RP.
Tak wygladaja efekty blednej i zgubnej polityki prowadzonej przez litwaka i niemieckiego agenta J.Pilsudskiego
Podsumowujac, polityka wschodnia J.Pilsudskiego byla bledna podobnie jak bledne bylo odrzucenie przez Pilsudskiego sojuszu wojskowego i wspolpracy gospodarczej z Francja.
Ponadto ten litwak i agent byl otoczony zydami, masonami i zdrajcami i prowadzil wredne zakulisowe dzialania przeciw Endecji i polskim interesom narodowym.
Teraz zydy z PiS nasladuja pro-UPA-inska polityke litewskiego idioty J.Pilsudskiego, ktora jest skazana na przegrana, a kosztami obciazaja NAROD POLSKI i wielu Polakow temu przyklaskuje.
Znów wyległeś z kojociej nory,wróciłeś by smrodzić,szczekać,kąsać ,forumowiczów obrażać.By ciulowatymi i pedalskimi chimerami,obyczajami porażać,by prowokacyjnie swe pedziociągotki obnażać.
żałosne. nagle sobie przypomnieli, choć w międzyczasie niszczą
re: Iszczuk.... BANDEROWCY to sprzymierzency BERLINA , a wczesniej AUSTRII, ale nie Moskwy. Litewscy szowinisci to tez sprzymierzency BERLINA, a wczesniej sprzymierzency GERMANSKIEJ ZARAZY, ktora rozpanoszyla sie na Pomorzu, az po Krolewiec, ktory jest obecnie w lapach ZSRR"bis".
Przez ostatnie 71 lat Polska rzadzi POLSKOJEZYCZNE ZYDOSTWO, ktore realizuje zydowskie interesy lokalne i globalne w pierwszej kolejnosci kosztem Polski i Polakow.
Zydo-lewacki propagandysta "mop" napisal - cytat: Tzw. "żołnierze wyklęci" nie byli żołnierzami ponieważ 19.01.1945 roku na polecenie Rządu Polskiego w Londynie Armia Krajowa została rozkazem dowódcy "Bora" Komorowskiego rozwiązana a jej żołnierze wezwani do zaprzestania walki i włączenia się do odbudowy zniszczonego kraju rządzonego nie przez jakichś tam "komunistów" tylko przez Rząd Jedności Narodowej uznany przez 4 wielkie mocarstwa"........
ODPOWIEDZ od fiesta:..... gen.T.Komorowski "Bor" przebywal w niemieckiej niewoli miedzy 5 pazdziernika 1944 az do poczatku maja 1945r, wiec nie mogl wydawac rozkazow, gdyz przebywal w calkowitym odosobnieniu pod nadzorem niemieckim. Jesli chodzi o nie-rzad tzw. "jednosci narodowej" to zostal powolany przez zyda i agenta Moskwy Boleslawa Bieruta, ktory stal na czele tzw. "krajowej rady narodowej", ktora z kolei powstala w MOSKWIE w nocy z 31 grudnia 1943 na 1 stycznia 1944 z polecenia J.Stalina i nie miala nic wspolnego z Polska, Polakami i polskimi interesami narodowymi, i w rzeczywistosci byla to zydo-komunistyczna agentura Moskwy reprezentujaca interesy nowego okupanta Polski jakim byl ZSRR i w zadnym wypadku obca agentura i agenci Moskwy nie maja prawa ingerowac w wewnetrzne sprawy Polski i ustalac swoich wladz w Polsce. Z kolei jedynym i prawowitym rzadem Polski byl Rzad RP na uchodztwie w Londynie, na czele ktorego stal prezydent W.Raczkiewicz.
Podobnie sprawa wyglada z zatwierdzeniem STALINOWSKIEJ AGENTURY jaka byl nie-rzad "jednosci narodowej" przez przedstawicieli 3 mocarstw (Churchilla, Roosevelta i Stalina) jako legalnej wladzy w okupowanej przez sowietow Polsce, poniewaz to jest niezgodne z polska racja stanu i w tej sprawie rzad RP w Londynie wydal oswiadczenie nastepujacej tresci: "W obliczu tych tragicznych realiów tworzenie legalnego i niezależnego rządu jedności narodowej, opartego na woli ludzi swobodnie wyrażonej, praktycznie jest niemożliwe jak długo Republika Polska jest okupowana przez sowiecką armię i sowiecką policję polityczną (NKWD) oraz jak długo Polska jest odcięta od swych Zachodnich Sprzymierzeńców i całego cywilizowanego świata". Ambasador RP E.Raczynski okreslil narzucony Polsce nie-rzad "jednosci narodowej" przez przywodcow 3 panstw (Anglii, USA i ZSRR) jako dzialania wladz niemieckich, ktore ustalaly wladze na terenach przez siebie podbitych i wydal note protestacyjna nastepujacej tresci: "W obecnej sytuacji źródłem władzy rządu z p. Osóbką-Morawskim na czele jest decyzja powzięta nie przez naród polski, lecz przez trzy obce mocarstwa, z których jedno przy pomocy swej armii i policji włada de facto całą administracją Polski. Podstawę prawną takiego rządu można jedynie porównać z podstawą prawną tzw. rządów ustanawianych w krajach okupowanych przez Niemcy w czasie wojny".
Czytelnikom chce wyjasnic, ze tzw. nie-rzad "jednosci narodowej" nie tylko, ze byl zydo-komunistyczna agentura Stalina narzucona Polsce w 1945r to rowniez zdecydowana wiekszosc tej stalinowskiej agentury stanowili ZYDZI.
Z tresci komentarza zydo-lewaka "mop" wynika, ze propaguje zydo-komunistyczna propagande z podrecznikow szkolnych okresu PRL, ktorymi polskojezyczne zydy u wladzy zatruwaly umysly Polakow i Polek, zeby im wmowic klamstwa, ktore obecnie przy kazdej okazji zamieszcza ich zydo-lewacki wychowanek "mop".
ZAPAMIETAJCIE TO RODACY POLACY !
Pisząc o realizowaniu Endeckiej polityki - nie mam przecież na myśli rządzenia II RP, tylko ten jeden konkretny przypadek Traktatu Ryskiego (tu Endecy akurat mieli coś do powiedzenia). Co do oceny Piłsudskiego to z grubsza się zgadzam z tym co napisałem. Napisałem krótko, ale chyba dość jasno.
To że MOPs pierdzieli od rzeczy wiemy juz od dawna, teraz też widać, że nie rozumie tego co czyta. W poprzednim wpisie pisałem oczywiście o Cat-Mackiewiczu.
Nie ma czegoś takiego jak Chiny/Rosja - to tylko parawan użyty do zasłonięcia prawdziwych motywacji tego uPadliniastego ścierwa. Trwające od niedawna rozmaite wspólne ćwiczenia Chińczyków z Rosjanami to póki co jedynie taktyczne porozumienie mające wpłynąć na pozycję przetargową względem Usraela. Relacje Chin i Rosji mogą się w każdej chwili diametralnie zmienić w przypadku, gdy jeden z graczy dogada się z Waszyngtonem, a raczej tymi którzy pociągają tam za sznurki.
błehhhh... może na rowerach też przyjadą... połączenie kolejowe z Chinami istnieje. Armia nie potrzebuje aż tak bardzo dużej przepustowości. Tu chodzi o towary i czas ich dostarczenia. linie kolejowe to łatwy cel na niekontrolowanym, lub słabo kontrolowanym obszarze. To co robi Tagore to sianie paniki - nie wiem, czy cynicznie, czy ze szczerego uwielbienia dla PiSuaru...
Tagore... jak przystało na wiernego wyznawcę PiSuaru - bredzisz od rzeczy, do tego półsłówkami... Bo masz nadzieję, że to kogoś zmyli i wydasz się nieco mądrzejszy. Przecież to normalne, że Chiny chcą realizować własne interesy. To samo powinna robić Polska, ale pod zaRządem zdrajców i agentów "międzynarodowych" z USA niestety za wszelką cenę wspiera interesy Izraela, Ukrainy i wciąż wzmaga walkę z antysemityzmem.
Ciekawe jak się będą gimnastykować wyznawcy PiSu, żeby przekonać wszystkich, jak to świetnie, że Chińczycy mogą dogadać się z Niemcami za plecami Polski.
Banderowcy mają ten sam interes co niemieccy zdrajcy ze Śląska. Osłabienie Polski i jej unicestwienie. Wszystko to finansowane z kieszeni polskiego podatnika i z rozmaitych niemieckich i "międzynarodowych" fundacji. Tego raka trzeba wyciąć. Co ciekawe te banderowskie ściery nie wspominają o licznej reprezentacji mniejszości ukraińskiej w komunistycznych organach terroru.
Ciekawe skąd to zainteresowanie? Czy może to nowy szlak przemytu?
nie jestem wierzący, ale nie mogę się powstrzymać. Czy ty wiesz co to znaczy "mop"? To coś jak "szmata".
UPAdlina – ja olewam wygłupy Jóżwiaka – kojota – kshyhu – putina1953 - zboka pedzia sodomiaka wariata – pizd*mi i kurw*mi rzuca - nic mu za to nie robią – jemu wolno – u redakcji jakieś chody ma jak nikt ---
ZYDOWSKA PIATA KOLUMNA W POLSCE - KOLABORACJA ZYDOW Z SOWIECKIM OKUPANTEM I ROLA ZYDOW W LIKWIDACJI POLSKI ORAZ ZWALCZANIU I ZNIEWALANIU NARODU POLSKIEGO.
Historyk wojskowosci dr L.Kowalski
https://www.youtube.com/watch?v=dALFFm3lMT4
prawda jest taka ,że i jeden i drugi to bandyci,agenci Austrii i zdrajcy swoich narodów. Z tym że Bandera dodatkowo to masowy morderca i ludobójca,sodomita i pedofil,zwyrodnialec jakich mało. Ale pies mu mordę lizał chachłacko-hazarski cyrk to i ich małpy. Obaj pracowali dla Austrii obaj mieli za zadanie antagonizowanie Rusinów z Polakami. Jeden mówił o swych rodakach ,,kraj piękny tylko ludzie kurwy" drugi zaś ,,Świadomi Ukraińcy są tępi i debilni. Jeśli świadomi Ukraińcy nie są głupi i debilni, to automatycznie stają się Żydami lub Rosjanami... Ukraińcy są tak głupi i prymitywni, że uwierzą w każdy nonsens, aby tylko nie czuć się bezwartościowymi. Przykładem jest ukraiński nacjonalizm, na którym dobrze zarobiłem a nawet stałem się bohaterem! ... W trosce o ideę narodową zabijemy połowę mieszkańców Ukrainy...'' Jeden obracał się w kręgach żydo masońskich,miał żonę żydówkę.Dziś mamy po tym pamiątkę w postaci parszywego sprofanowanego godła stworzonego przez masona. Drugi wręcz wywodził się z żydostwa. We wczesnych latach Józek miał konszachty z takimi personami jak brat Lenina, z którym dokonywał rozbojów. On i jego sanacka świta cackali się z banderowcami zamiast ich się raz na zawsze pozbyć,za to nie omieszkali prześladować Rusinów,zwykłą wiejską ludność tym samym budząc ich niechęć. Zamykanie i niszczenie cerkwi,zamiany na kościoły,spychanie Rusinów do roli drugorzędnego obywatela,zresztą naszym chłopom też się dostało bo jaśnie pan Józek ludność wiejską w ogóle nie uznawał za naród,najlepiej żeby tyrali jak za pańszczyzny. Więc nie dziwota że nie rozprawił się ostatecznie ze stepankiem i jego zbokami,skoro mieli tego samego mocodawcę może nawet razem siedzieli w ławce na zajęciach ze szpiegostwa u cesarsko królewskich. Jeden i drugi tępił swój naród i mordował. Pan Piłsudski nie dość ,że zwąchał się później z adim to wcześniej kazał zlikwidować oddziały Huzarów śmierci,które uformowały się po I w. św. na kresach aby walczyć z bolszewikami i ukrami,zaś twórcę tych formacji kazał uwięzić i zabić,poczytajcie sobie o nich dlaczego w szkołach o nich nikt nie słyszał. Ich sukcesy mocno go wpieniły zwłaszcza ,że gdy jego legiony wkraczały do miast nie witano ich zbyt mile, z zaciągiem do nich też był problem,po prostu ludność Polska traktowała ich jak bandytów bo tak się zachowywali napadali ,kradli. Natomiast gdy trwałą bitwa Warszawska Józek był daleko szykując się do ucieczki,dopiero wieści o zmianie sytuacji na korzyść polaków powrócił. Bandera był o tyle większym bandytą ponieważ był amoralnym zwyrodniałym sukinsynem ,zaś Józio był bandytą w białych rękawiczkach. Stiepan trafił na dogodną okazję jego zwyrole kolaborujący z niemiaszkami mieli możliwość na swej zapadlinie robić co chcą,łącznie z ludobójstwem. Józik był bardziej wyrachowany. Kto wie czy gdy by żył nie poszedł by z adim na Moskwę,ramie w ramię z udziałami ss i sotniami upowców wyrżnąć trochę Rosjan, a wówczas ludność cywilna spłynęła by krwią z rąk nazioli, a może i Polaków. To tylko dywagacje,wszyscy wiemy ,że tak się nie stało józik zszedł,a stefek widząc nadarzającą się okazję zrobił co umiał robić najlepiej wyrżnął każdego kto mu nie przypasił,kto nie wpisywał się w jego wizję samosiejnej zapadliny,Polaków,Żydów,Czechów i przy okazji Rusinów.
Po co trzymać w więzieniu ścierwo, które gotowe było zaszlachtować innego człowieka z tak niskich pobudek. Dla takich powinna być jedna kara.
Jeszcze niedawno sam był przyjacielem islamskich bandziorów, a teraz zgrywa świętoszka :)
To oczywiste, że taki psychopata powinien nie wyjść już z pierdla, chyba że worku.
Szkoda dziewczyn... za zabicie kogoś podczas jazdy po pijaku powinno sie karać jak za zabójstwo z premedytacją. Tu jest to podwójne morderstwo.
Czy jest gdzieś muzeum SS, albo NKWD? A w każdym razie muzeum poświęcone ich pamięci? Trzeba być nieludzkim i nienawidzącym dobra ciulem, żeby płakać po kryjówce tych zbrodniarzy.
Niby mało tej hołoty, ale póki ich zbiegowiska są legalne, póty należy nękać ukraińskie władze. Tylko to chyba nie za zaRządu PiS...
Warcholska PO w polityczny niebyt odpływa,...jak pijany płotu,jak małpa brzytwy się chwyta....Jak trzoda świń,któremu ubywa z koryta,....kwiczy,o wsparcie błaga,jak każdy lewacki oszust,kapuś i bandyta
Zydo-bolszewickie KBW, a zolnierze wykleci....
https://www.youtube.com/watch?v=F5P17y0KryI
Wywalenie na "zbity pysk" wojsk Turcji z okupowanego przez nie Cypru nieco otrzeźwi Erdogana.
tagore
Transakcja dotycząca "niebiańskich rumaków" doskonale ilustruje sposób postrzegania przez Chiny
realizacji własnych interesów.
tagore
Ciekawe co opowiadał by Kukiz gdyby marszałek Sejmu "wyprosił" opozycję z Sejmu?
Pewnie coś zaczynające się od słów : partyjna tyrania.
tagore
Droga do wladzy zydokomunistow z PPR (zydowska agentura utworzona w Moskwie na polecenie Stalina)....... cytat: "Pierwsza grupa sowieckich agentów majacych tworzyc podwaliny komunizmu w Polsce zostala zrzucona pod koniec 1941 r. Wsród nieproszonych gosci spadajacych z nieba znajdowali sie: Marceli Nowotko, Pawel Finder, Boleslaw Molojec, Czeslaw Skoniecki, Pinkus Kartin i Maria Rutkiewicz. Komunistom nielatwo bylo budowac struktury Polskiej Partii Robotniczej i Gwardii Ludowej w okupowanej Polsce. Po pierwsze, przedwojenni czlonkowie ruchu komunistycznego w Polsce byli rozbici przez likwidacje Komunistycznej Partii Polski w 1938 r. Po drugie, wiekszosc chcacych walczyc z niemieckim okupantem byla juz zrzeszona w podziemnych organizacjach niepodleglosciowych. Po trzecie, formacje te przejrzaly na wylot „partie robotnicza” i od razu rozpoznali w nich sowieckich agentów". ZRODLO: Piotr Gontarczyk, Polska Partia Robotnicza. Droga do wladzy 1941-1944, Warszawa 2003.
Szybko jednak się okazało, że realizacja wyznaczonych NKWD zadań wymaga znacznie większych sił niż te, które znalazły się na Lubelszczyźnie w pierwszych tygodniach po wkroczeniu Armii Czerwonej. Właśnie dlatego 13 października 1944 r. Beria wydał rozkaz 001266 o sformowaniu 64. Zbiorczej Dywizji NKWD. Wykonanie rozkazu Beria powierzył wspomnianemu gen. Gorbatiukowi, który dzień później przybył do Lublina, aby nadzorować proces formowania dywizji. Na dowódcę 64. dywizji wyznaczono gen. mjr. Borisa Sieriebriakowa, którego w lutym 1945 r. zastąpił na tym stanowisku gen. mjr Paweł Browkin. O gigantycznym tempie formowania dywizji mogło świadczyć to, że już 20 października 1944 r., gdy zasiliły ją kolejne przybyłe jednostki, dywizja liczyła 9574 żołnierzy, a w grudniu 1944 r. jej stan osobowy przekroczył 14 tys. W tym samy czasie cały aparat bezpieczeństwa PKWN liczył zaledwie 2,5 tys. funkcjonariuszy. W Lublinie stacjonował sztab 64. dywizji oraz wchodzące w jej skład 145. Pułk Strzelecki, 198. Samodzielny Batalion Piechoty Zmotoryzowanej i 107. Samodzielna Grupa Manewrowa, które były utrzymywane w stałej gotowości do wyruszenia w teren. Miejscem dyslokacji pozostałych jednostek dywizji były Piaski koło Lublina, Kraśnik, Zamość, Siedlce, Rzeszów, Przemyśl, a także Białystok. 4 stycznia 1945 r. na mocy rozkazu Berii nr 004 sformowano dodatkowe dwie dywizje NKWD – 62. i 63., które również miały operować na terenie Polski.
Od lutego 1945 r. działalność jednostek NKWD w Polsce uległa pewnej zmianie. Jednostki składowe poszczególnych dywizji zostały przypisane do określonego rejonu działania, za który odpowiadały. Tylko jedna z nich miała nieco inne zadanie. 2. Pułk Pograniczny, wchodzący w skład 64. dywizji NKWD, w lutym 1945 r. został przerzucony z Lubelszczyzny do podwarszawskich Włoch, a potem na Pragę. Tam otrzymał zadanie ochrony Rządu Polskiego (Rząd Tymczasowy powstały 31 grudnia 1944 r. na bazie PKWN). Gdy wiosną 1945 r. oddziały podziemia rozpoczęły walkę z władzą komunistyczna, jednostki NKWD wzięły na siebie główny ciężar jej obrony. Na początku maja 1945 r. siły NKWD na terenie wyzwolonej Polski liczyły już 35 tys. ludzi, a w końcu lata osiągnęły stan prawie 45 tys. W listopadzie i grudniu 1946 r. 62., 63. i 64. Dywizja NKWD zostały formalnie rozformowane. Jednak ich pojedyncze jednostki stacjonowały w Polsce aż do wiosny 1947 r., kiedy swoje dotychczasowe zadnia mogły w końcu przekazać UB, MO i KBW.
Już w momencie wkraczania Armii Czerwonej na ziemie polskie zaczęły się aresztowania akowców. 22 lipca 1944 r. rozbrojono oddziały AK Obwodu Hrubieszów na Zamojszczyźnie. Siły NKWD dowodzone przez mjr. Fokonowa w rejonie Kocka, Firleja i Lubartowa na Lubelszczyźnie rozbroiły oddziały 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Większość jej żołnierzy znalazła się w obozie w Skrobowie, zarządzanym przez NKWD. 29 lipca 1944 r. w Zamościu i Chełmie zlikwidowano oddziały 3. Dywizji Piechoty Legionów AK dowodzonej przez płk. Adama Świtalskiego „Dąbrowę”. 8 sierpnia 1944 r., po zdobyciu przez Sowietów Łukowa i Radzynia Podlaskiego, NKWD otoczyło i rozbroiło 34. i 35. Pułk Piechoty 9. Dywizji Piechoty AK, dowodzonej przez płk. Ludwika Bittnera „Halkę”. Rozbrajano również lubelskie oddziały AK idące na pomoc Warszawie, gdzie trwało wówczas powstanie. Taki los spotkał m.in. liczące prawie 5000 ludzi oddziały puławskiego 15. Pułku Piechoty AK, które zostały zatrzymane przez Sowietów w rejonie Garwolina.
Dramatyczny los spotkał także oddziały AK Obwodu Hrubieszów. W rejonie miejscowości Trzeszczany zostały otoczone przez siły sowieckie, a następnie ostrzelane z czołgów, w wyniku czego poniosły bardzo duże straty. W ręce NKWD trafiła drużyna dziewcząt z Wojskowej Służby Kobiet, które zostały potem wielokrotnie zgwałcone. W kierunku Warszawy usiłowały się także przedostać z Rzeszowszczyzny oddziały zgrupowania AK „San”, które wcześniej przybyło tam z Lwowskiego Okręgu AK. Zostały rozbite w rejonie Sarzyny i Rudnika.
Aresztowanych żołnierzy AK NKWD umieszczało w prowizorycznych obozach, których były dziesiątki. Wielu z zatrzymanych było więzionych w strasznych warunkach. Tak było m.in. na lubelskim Majdanku, przekształconym w obóz zbiorczy NKWD, oraz w jego filiach w Poniatowej i Krzesimowie. W sierpniu i wrześniu 1944 r. ruszyły transporty żołnierzy AK do obozów pracy w Związku Sowieckim. Z Lublina w ośmiu transportach wywieziono wówczas 400 oficerów AK i osób funkcyjnych w organizacji. W tym samym czasie w czterech transportach z Białegostoku wywieziono 3700 akowców, a w dwóch transportach z Przemyśla prawie 1300. W październiku i listopadzie 1944 r. deportacje się nasiliły, a transporty deportowanych były większe. 30 listopada 1944 r. z obozu NKWD w Sokołowie Podlaskim wysłano do obozu pracy nr 270 w Borowiczach 1510 akowców. O skali zjawiska może świadczyć raport gen. Sierowa do Berii z 11 stycznia 1945 r., w którym wymienia on liczbę 13 142 aresztowanych od 15 października 1944 r. i podaje liczbę zdemaskowanych członków AK – 9101. Deportacje odbywały się aż do kwietnia 1945 r. Jako ostatnich wywieziono oficerów i żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji AK z obozu w Skrobowie koło Lubartowa. Żołnierze AK trafiali do obozów pracy m.in. w Stalinogorsku, Charkowie, Borowiczach, Riazaniu i Tule, a czasami nawet tam, gdzie już wcześniej stanęła polska stopa, jak np. do obozu w Ostaszkowie. Część z nich dopiero po kilku latach morderczej pracy wróciła do kraju, inni na zawsze pozostali na „nieludzkiej ziemi”.
Aresztowania objęły również ludność cywilną. NKWD wyodrębniło aż 21 kategorii wśród zatrzymywanych Polaków. Profesor Andrzej Skrzypek, który przez wiele lat badał problem sowieckich deportacji z lat 1944–1945, szacuje liczbę wywiezionych wówczas polskich obywateli na 51 tys. Ale represje NKWD nie zakończyły się w kwietniu 1945 r. wraz z zaniechaniem deportacji. Trwały one nadal. Bardzo często jednostki NKWD prowadzące pościg za oddziałami podziemia dopuszczały się mordów na ludności cywilnej.
W kwietniu 1945 r. w Łabuniach w powiecie zamojskim jeden z oddziałów 64. Dywizji NKWD zamordował rodzinę, którą podejrzewał o ukrywanie partyzantów. W Putnowicach Górnych i w Aurelinie w powiecie hrubieszowskim w czerwcu 1945 r. enkawudziści aresztowali jako zakładników kilkanaście osób. Ich ciała ze śladami tortur znaleziono potem na skraju pobliskiego lasu. Z kolei po walkach z oddziałami NSZ pod Opokami i Kuryłówką na Rzeszowszczyźnie Sowieci podpalili obie wsie. (...) https://polskiedzieje.wordpress.com/2014/06/12/tak-wygladalo-wyzwolenie-polski-jak-nkwd-pacyfikowalo-polskie-podziemie-gdyby-nie-my-wystrzelaliby-was-jak-kuropatwy/
O tym jak NKWD i zydokomuna "wyzwalala" Polske w 1945r...... Bez pomocy NKWD komuniści nie utrzymaliby się w Polsce u władzy. Czekiści zwalczali polskie podziemie, przeprowadzali aresztowania i deportacje do łagrów, terroryzowali ludność cywilna.
Był koniec września 1944 r., gdy Stalin, Beria i Mołotow dyskutowali o sytuacji na zajętych przez Armię Czerwona terenach Polski. Stalin ostrożnie oceniał perspektywy utrzymania się przy władzy PKWN. Dla sowieckiego dyktatora najważniejszym problemem było to, czy sowieckim organom uda się zajęte tereny oczyścić z „kontrrewolucyjnego elementu”, zanim Armia Czerwona ruszy do kolejnej ofensywy, a jej siły przesuną się na Zachód.
Stalin postanowił wezwać na konsultacje do Moskwy kierownictwo PPR z Bolesławem Bierutem na czele. Podczas jednej z rozmów, jakie odbył z polską delegacją, 3 października 1944 r. zarzucił stronie polskiej, że PKWN jest zbyt miękki i nie stosuje w pełni „technik rewolucyjnych”. W pewnym momencie stwierdził:
„Jak tak patrzę na waszą pracę, to – gdyby nie było Czerwonej Armii – to przez tydzień i was by nie było. (…) Wystrzelaliby was jak kuropatwy!”.
Stalin wiedział, co mówi. Zainstalowany w Polsce przez Sowietów PKWN był nadal iluzorycznym rządem, a urzędy bezpieczeństwa – jego zbrojne ramię – wciąż były w zalążku i nie były jeszcze zdolne do samodzielnego działania. Z kolei w rozrastającym się polskim wojsku znalazło się sporo akowców i innego „kontrrewolucyjnego elementu”. Wszystko zatem nadal musiało się opierać na sowieckich organach represji. Dla Sowietów było jasne, że przesunięcie linii frontu sprawi, iż pozbawiony wystarczającego sowieckiego wsparcia PKWN nie utrzyma się przy władzy. Właśnie te obawy spowodowały, że Stalin polecił Berii jak najszybsze wzmocnienie stacjonujących w Polsce sił NKWD. Kilkanaście dni później, 13 października 1944 r., Beria rozkazem nr 001266/44 utworzył 64. Zbiorczą Dywizję NKWD. Tydzień później jej sztab zainstalował się w Lublinie.
Początek represji. Jednostki NKWD pojawiły się na terenach Polski Lubelskiej w lipcu 1944 r. wraz z wkraczającą Armią Czerwoną. Dowodził nimi generał Iwan Sierow, zastępca Ławrentija Berii, ludowego komisarza spraw wewnętrznych . Podlegały mu również wszystkie oddziały kontrwywiadu wojskowego Smiersz, jakie operowały w tym rejonie.
Sierow specjalizował się w „polskiej problematyce” już od czasu sowieckiej napaści na Polskę we wrześniu 1939 r. Miał więc spore rozeznanie w sytuacji. Cele, jakie NKWD miało realizować w Polsce, zostały określone, zanim jeszcze Armia Czerwona wkroczyła w granice naszego kraju. Już w maju 1944 r. dowódca wojsk NKWD do Ochrony Tyłów gen. Iwan Gorbatiuk oraz wspomniany gen. Sierow wydali dyrektywę, w której przestrzegali jednostki NKWD, że na terenach, które mają być niebawem wyzwolone, istnieją „wrogo nastawione do nas grupy ludności, które będą dążyć do tego, by w dogodnym momencie uderzyć nam w plecy”. Za takie grupy uznawane były wszystkie polskie organizacje zbrojne podległe polskiemu rządowi w Londynie. Generalną strategię Sowietów w Polsce określił dwa miesiące później sam Stalin, który w dyrektywie z 14 lipca 1944 r. skierowanej do dowódców 1., 2. i 3. Frontu Białoruskiego oraz 1. Frontu Ukraińskiego nakazał, aby
„w żadne stosunki i porozumienie z polskimi oddziałami nie wchodzić. Niezwłocznie po ujawnieniu składu osobowego tych oddziałów rozbroić i odstawić je do specjalnie zorganizowanych punktów”, a w przypadku oporu ze strony polskich oddziałów „zastosować siłę zbrojną”.
Sześć dni później, 20 lipca 1944 r., Beria w notatce do Stalina zawarł propozycję Sierowa, aby „kadrę oficerską (poza tymi, którzy zgłoszą się do służby w armii polskiej) skierować do obozów NKWD”, ponieważ „zawsze będą oni konspirować przeciwko Sowietom”. Sugestia ta została natychmiast zaakceptowana przez Stalina. Aby zapewnić lepsze warunki do realizacji tych celów, 26 lipca 1944 r. w Moskwie członkowie PKWN, jeszcze przed przybyciem do Polski, zostali zmuszeni do podpisania porozumienia „O stosunkach między dowództwem radzieckim a polską administracją na wyzwolonych terenach Polski”. Porozumienie to poddawało sowieckiej jurysdykcji wszelkie przestępstwa, jakie mogły być popełnione przez ludność cywilną „w strefie operacji wojennych na terytorium Polski”, której to strefy świadomie nie sprecyzowano.
Wsparcie dla zdrajców. NKWD miało jeszcze do wykonania w Polsce inne ważne zadania. Najistotniejszym z nich było wsparcie cieszących się minimalnym poparciem społecznym polskich komunistów w uchwyceniu i utrwaleniu władzy. Szczególną rolę miał odgrywać w tej operacji Resort Bezpieczeństwa PKWN, który miał być jego zbrojnym ramieniem. Jego rozbudowa rozpoczęła się na początku sierpnia 1944 r., z chwilą zorganizowania Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Lublinie. Początkowo wszystkie zadania realizowały jednostki wchodzące w skład Wojsk Wewnętrznych NKWD, ochraniających tyły wkraczającej do Polski Armii Czerwonej.
Po przybyciu do Lublina Sierow rozpoczął tworzenie specjalnych grup enkawudowskich: agenturalnej, śledczej, rozpoznawczo-dochodzeniowej oraz operacyjno-wojskowej, które niebawem zostały skierowane do realizacji zadań w powiatach. Utworzone zostały również areszty i obozy filtracyjne NKWD. W Lublinie usytuowany został specjalny batalion NKWD liczący 870 żołnierzy, którego celem miała być ochrona PKWN. Do dyspozycji NKWD w Lublinie były m.in. areszty przy ul. Chopina 18, Świętoduskiej 10 i Skłodowskiej 10, gdzie wszystkich zatrzymanych poddawano brutalnym przesłuchaniom, oraz obóz filtracyjny zorganizowany na III polu byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku. Potem NKWD mogło korzystać z więzienia na Zamku w Lublinie, więzienia w Siedlcach, aresztów w miastach powiatowych oraz dziesiątek prowizorycznych obozów filtracyjnych, w których przetrzymywano schwytanych członków AK.
(...)
niech poszukają w usraelskiej ambasadzie...
Elity IIIRP ( do których należy również PiS) zadbały, aby było możliwie jak najmniej sił zdolnych doprowadzić do zmiany/ewolucji ustrojowej. Jedyną taką siła, która pozostała jest Armia IIIRP. Od lat niedoinwestowana, okrajana, gdzie bardzo trudno o karierę dla oficera czy podoficera. A do tego pewien "genialny" minister postanowił załadować szczytowe fotele młodymi, ambitnymi, "lojalnymi"oficerami ( po prostu pogratulować pomyślunku). Obawiam się, że rządzić 3 kadencji PiS nie będzie, ale kroi mu się bycie ostatnim beneficjentami korytka IIIRP.
A tymczasem Chiny puszczą transport południową stroną Karpat, co tylko wzmocni portfel Putina.
Nie wiemy praktycznie nic o faktycznej działalności zbrojnej "partyzantów" sowiecko-żydowskich w Puszczy Nalibockiej. Wertheim też nie podaje bliższych szczegółów, poza jednym - dotyczącym codziennego życia w obozie: "Najweselsze wizyty spędzałem z Zorinem. Nasz komendant był bardzo kochliwy, za moich czasów miał już drugą czy trzecią żonę w oddziale, ale uważał, że to wcale nie dosyć. Codziennie rano zasiadał do stołu w towarzystwie aktualnej żony Geni. Pod stołem stała przygotowana zawczasu kadź z samogonem, który Zorin czerpał filiżanką: Wtedy pojawiała się kucharka sztabu Ethel i, głęboko patrząc szefowi w oczy, pytała go z przejęciem, czego sobie życzy na śniadanie. Zorin przesuwał czapkę w tył, drapał się przez chwilę w głowę i zamawiał zawsze takie samo "menu": „twarożek ze śmietanką na zakąskę, kawałeczek śledzia i kiełbasę naszego własnego wyrobu".
Nic dziwnego, że okoliczna ludność nienawidziła takich partyzantów, tym bardziej że posłusznie wykonywali oni polecenia sowieckich przełożonych. Wszak wrogiem dla nich byli nie tylko Niemcy (zresztą ci byli zbyt silni, aby ich zaczepiali mieszkańcy leśnych obozów z Puszczy Nalibockiej), lecz także miejscowe oddziały AK.
Polskie podziemie z niepokojem i goryczą obserwowało wydarzenia na Kresach. W jednym z raportów Delegatury Rządu można przeczytać: "Na terenie Nowogródczyzny Niemcy panują tylko nad ważniejszymi ośrodkami, węzłami kolejowymi, liniami kolejowymi biegnącymi ku wschodowi. (...) Teren, dokąd Niemcy nie docierają, a zwłaszcza Puszcza Nalibocka, jest siedliskiem przeważnie sowieckich oddziałów dywersyjnych. Są one dobrze uzbrojone w broń ręczną i maszynową. (...)
Najbardziej dają się we znaki, zwłaszcza w odniesieniu do ludności polskiej, tzw. oddziały rodzinne (siemiejnyje), składające się wyłącznie z Żydów i Żydówek w sile 2-ch batalionów".
Do czego jeszcze służyła im broń? Zorin, jak już wiemy, był bardzo kochliwy. Poza zdobywaniem żywności i produktów do pędzenia samogonu, broń mogła też służyć do... No właśnie. Była argumentem rozstrzygającym w takich sytuacjach, jakie opisuje Wertheim: "[Zorin] po śniadaniu, jeżeli był w dobrym humorze i nie miał akurat nic lepszego do roboty, wzywał mnie do siebie i proponował: „Nu dawaj, naczalnik sztaba, pajedziom żenitsia”! Na "ożenek" jechaliśmy zazwyczaj do jakiejś odległej wsi, gdzie Zorin miał z góry upatrzoną dziewuchę. Zajeżdżaliśmy z fasonem - pod eskortą przynajmniej trzydziestu konnych. Nasz watażka zwracał się wprost do ojca wybranki, oznajmiając mu, że właśnie ma zamiar ożenić się z jego córką. Partyzantom w ogóle trudno było odmówić, a co dopiero takiemu komendantowi jak Zorin! Dla większego efektu wyciągał z kieszeni skórzany woreczek, wysypywał z niego na stół "świnki", czyli złote carskie ruble, i bawił się nimi niby od niechcenia, dając do zrozumienia, że nie tylko z niego potężny komendant, ale też nie byle jaki bogacz! Ślub ciągnął się przez dwa, trzy dni, aż Zorin decydował, że pora wracać do oddziału i Geni - przynajmniej do czasu następnego ożenku".
Hersz Smolar za działalność w tej partyzantce otrzymał liczne komunistyczne odznaczenia: Krzyż Grunwaldu III klasy, Krzyż Partyzancki, order "Sztandaru Pracy" II klasy oraz Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski i Krzyż Walecznych!!! Po wojnie był przez wiele lat prominentem w Polsce Ludowej.
O sytuacji na Wileńszczyźnie polskie podziemie donosiło: "Żydzi dogorywają w ostatnich strzępach getta, wybijani są również w lasach Wileńszczyzny - w dużym stopniu skutkiem błędów własnych, mordów dokonywanych na ludności chrześcijańskiej - zarówno przez Niemców i Litwinow, jak i przez oddziały polskie, które muszą bronić ludność przed bandyckim terrorem różnych band ".
W lutym 1944 roku utworzony został w ZSRS z inicjatywy Centralnego Biura Komunistów Polskich Polski Sztab Partyzancki. Żydowscy komuniści nie ufali bowiem krajowym Polakom i dążyli do likwidacji wszelkich przejawów "nacjonalizmu" w kraju, dążąc do podporządkowania sobie krajowców lub ich eliminacji. Na czele PSzP stał Aleksander Zawadzki, faktycznie kierował nim jego zastępca, radziecki pułkownik S.O. Pritycki. Działał od kwietnia do października 1944 w składzie Armii Polskiej w ZSRR, później podporządkowany Naczelnemu Dowództwu WP. Podlegały mu m.in. Polski Samodzielny Batalion Specjalny (zalążek Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego), środki łączności i zaopatrzenia oraz jednostki partyzanckie działające na obszarze okupacji niemieckiej, dotychczas podporządkowane dowództwu sowieckiej partyzantki.
PSBS składał się z ludzi wielu narodowości, natomiast kadra była pochodzenia w większości żydowskiego. Stanowili ją m.in. dowódca H. Toruńczyk, jego zastępca J. Puertas, L. Rubinstein, J. Kratko, H. Lfeiman, Józef Krakowski i Zygmunt Gutman. W jego skład wchodzili działacze i dywersanci z byłej KPP, KPZU, KPZB ( Komunistyczna Partia Polski, Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, Komunistyczna Partia Zachodniej Białorusi).
Głównym zadaniem batalionu była fizyczna likwidacja polskiego podziemia niepodległościowego na ziemiach zajmowanych przez Armię Czerwoną. Swą działalność batalion rozpoczął w lipcu 1944 roku. Po przerzuceniu na ziemie polskie został podporządkowany resortowi bezpieki.
PSzP organizował, szkolił i przerzucał na tereny okupowane grupy rozpoznawczo-dywersyjne. W połowie 1944 brygady partyzanckie PSzP (ok. 2 tys. osób) walczyły na Lubelszczyźnie i Kielecczyźnie (nie podporządkowały się dowództwu AL). Oddziały te, podporządkowane politycznie żydowskim komunistom z CKPB, przeznaczone były do zwalczania opozycji wewnętrznej, zarówno niepodległościowej, jak i ewentualnie komunistycznej, gdyby przejawiać zaczęła odchylenie narodowe.
Zalążki oddziałów powstawały na wschodnich ziemiach polskich, na długo przed powołaniem Sztabu. Kadra rekrutowała się ze sprawdzonych komunistów różnych narodowości. Brygady te powstawały na bazie oddziałów sowieckich i dopiero potem były z nich wydzielane. Członkowie ich przysięgali na wierność Stalinowi i ZSRS. Po wejściu Armii Czerwonej były rozformowywane, a ich członkowie przechodzili do służb bezpieczeństwa lub armii.
Dzisiaj ci pospolici zbrodniarze wojenni. również ich potomkowie zgodnie z postanowieniami „okrągłego stołu” stanowią polską rację stanu.
Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/2218/pogrom-polakow-w-nalibokach-i-koniuchach
©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.
Po pierwsze Żydzi nie mieli prawa wymierzać na ślepo własnej "sprawiedliwości". Ale posiadali legalnie broń. Pamiętajmy, że Polacy wówczas za jej przechowywanie zagrożeni byli karą śmierci. Po drugie, cieszyli się bezgranicznym zaufaniem Sowietów (widocznie były ku temu odpowiednie powody, ci bowiem nie byli naiwni i nie obdarzali swym zaufaniem kogokolwiek, w dodatku za nic). Po trzecie, takie zbrodnie nie były ścigane i karane, zresztą - kto wówczas miałby odwagę wystąpić z oskarżeniem?
Mordów i rabunków dokonywały też żydowskie lub kierowane przez żydów bandy wchodzące w skład Gwardii Ludowej. Jednym z pierwszych przypadków takich akcji był napad na Drzewicę. Późnym zimowym wieczorem 20 stycznia 1943 roku weszła do Drzewicy grupa "Lwy" dowodzona przez Izraela Ajzenmana ps. "Lew" i zamordowała siedem osób. Kilkanaście innych, które były na liście, zdołało ujść z życiem.
Żydzi swoje ofiary torturowali, kłuli bagnetami w brzuch i genitalia, w końcu dobijali strzałem w tył czaszki - wzorem z Katynia. Głowy i twarze zabitych miażdżono na dodatek kolbami.
Życie stracili wówczas: August Kobylański, współwłaściciel miejscowej fabryczki "Gerlacha" (działacz konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego i żołnierz NOW-AK), aptekarz Stanisław Makomaski, żołnierze NSZ: Józef Staszewski, Edward, Stanisław i Józef Suskiewiczowie oraz Józef Pierściński. Egzekucji dokonywano strzałami w głowy z bardzo bliskiej odległości, świadkowie mówią, że niektórym rozbijano głowy kolbami, dla oszczędności amunicji. Gwardziści poszukiwali również usilnie kilkunastu innych osób (m.in. księdza Józefa Pawlika, Mariana Klaty, Mariana i Wacława Suskiewiczów), ale ich na szczęście nie zastali, bo wtedy ofiar byłoby znacznie więcej.
Sprawcy na miejscu rozrzucili ulotki, w których ujawniali swe korzenie ideologiczne i przynależność organizacyjną. Mord miał podłoże nie tylko polityczne, albowiem gwardziści dokonali rutynowego przy takich "akcjach" rabunku wszystkiego, co wydało im się wartościowe, z fabryczną kasą na czele, ale też nie pogardzili rzeczami osobistymi i ubraniami zamordowanych. W jednym z rozliczeń po tej zbrodni czytamy: 3.300 zł w gotówce, futro, obrączka, jedno futro damskie, płaszcz męski, burka, 2 zegarki. Otrzymano 25.I.43. Trzy dni po "akcji" w rozkazie dziennym Ajzenman zanotował: "wyrażam moje uznanie dla oddziału GL "Lwy" za przeprowadzone czyszczenie terenu".
Do żydowskich dowódców "partyzanckich" w GL i poza nią należeli oprócz Ajzenmana tacy bandyci jak pułkownik Ignacy Robb-Rosenfarb "Narbutt", dowódca GL w regionie kieleckim; pułkownik Robert Satanowski - dowódca zgrupowania partyzanckiego "Jeszcze Polska nie zginęła" w Lubelskiem, po wojnie był komendantem Szkoły Oficerskiej Marynarki Wojennej na Oksywiu.
Zwalczał tam podziemie narodowe oraz oddziały BCh i AK. Rozkazy i zrzuty broni otrzymywał wyłącznie od Sowietów, był agentem sowieckiego wywiadu wojskowego; major Menasze Matywiecki - członek Sztabu Głównego GL; Aleksander Skotnicki "Zemsta" i Jechiel Grynszpan - na Lubelszczyźnie; Jekiel Brewerman - dowódca oddziału "Bartosz Głowacki"; kapitan Lucyna Herz; August Lange ("Stach"), Gustaw Alef (Bolkowiak), "Szymon" (NN).
Żydowskie bandy początkowo współpracowały z GL, następnie często wchodziły w jej skład. Dotyczyło to grup następujących: oddziału "Chłód" Jechiela Grynszpana, oddziału "Emilia Plater" Samuela Jegiera, oddziału "Kozietulski" Mieczysława Grubera, oddziału "Berek Joselewicz" Forsta, oddziału "Zygmunt" Zalmana Fajnsztata, oddziału "Iskra" Lejba Birmana, oddziału "Mordechaj Anielewicz" Adama Szwarcfusa, Mordechaja Growasa i Ignaca Podolskiego. Bandyci z białostockiego getta utworzyli oddział "Forojs" ("Naprzód"), podporządkowany sowietom. Niektóre bandy działały zupełnie niezależnie, jak banda Abrahama Amsterdama.
Na polskich Kresach sytuacja wyglądała następująco. W lasach białoruskich powstawały grupy żydowskich uciekinierów i byłych żołnierzy Armii Czerwonej. Żydzi z getta mińskiego stanowili znaczną liczbę oddziałów partyzanckich, takich jak oddziały Kutuzowa, Budionnego, Frunze, Parkomenko, 25-lecia Republiki Białoruskiej, Nr 106 Szolema Zorina i Nr 406.
W Brygadzie Lenina w okolicach Baranowicz - 202 z 695 bandytów i dowódców było Żydami - w oddziale "Wpiered" - 106 z 579 - w oddziale Czkałowa - 239 z 1140 - i w oddziale "Postęp" - 48 z 126. Żydzi stanowili więcej niż 1/3 partyzantów w rejonie Lidy. Banda Zorina liczyła 800 Żydów. W lasach nalibockich 3 tysiące z 20 tysięcy partyzantów było Żydami, wielu w funkcjach dowódczych. Niekompletne dane mówią o 150 żydowskich dowódcach, szefach sztabów i komisarzach brygad i oddziałów.
Niechęć polskiego społeczeństwa wobec Żydów miała wiele powodów, nie tylko bandytyzm. Wiązanie się z wrogami i sprowadzanie na cywilów niemieckiego odwetu również to powodowały. Powstawały grupy samoobrony przed tym bandytyzmem, z tego powodu Polacy byli i są nadal postrzegani przez Żydów jako antysemici i kolaboranci nazistowscy. Jak wyglądało życie nieszczęsnych ofiar niech posłuży chyba najbardziej znany przykład obozu bandytów Tuwii Bielskiego w lesie nalibockim:
W jednym z raportów Bielski podawał, iż udało mu się zgromadzić (czytaj zrabować Słowianom) 200 ton ziemniaków, 3 tony kapusty, 5 ton buraków, 5 ton zboża, 3 tony mięsa i tonę kiełbasy. Jeden z bandytów przyznał, że wysyłano nawet żywność do Moskwy!!!
Jednym z bardziej znanych po wojnie przywódców żydowskich w Polsce był Hersz Smolar. W czasie wojny bandyta w latach 1943-1944. W niektórych życiorysach podawał, że był członkiem Sztabu Zjednoczenia Partyzanckiego w południowej zonie Puszczy Białowieskiej. W rzeczywistości działał na terenie Puszczy Nalibockiej i w jej okolicach, a przekłamanie nie było świadome. Po prostu absolwent Sowieckiego Uniwersytetu w Moskwie nie znał w ogóle geografii. Dlatego też Puszcza Białowieska mogła mu się mylić z odległą o setki kilometrów Puszczą Nalibocką. Ukrywało się tam bardzo wielu Żydów i Sowieci usiłowali zrobić z nich swych partyzantów.
Smolar otrzymał stopień wojskowy lejtnanta i pod ps. "Jefim" został redaktorem naczelnym pięciu "gazet partyzanckich" wydawanych w języku rosyjskim i jidysz. Pisał później o sobie wprawdzie, że był uczestnikiem większej ilości bojów z hitlerowcami, ale trudno ustalić jakiekolwiek konkrety. Więcej informacji dostarcza z tego okresu wspomnienie Anatola Wertheima o żydowskiej partyzantce "na Białorusi". Wertheim był szefem sztabu oddziału Szolema Zorina, zwanego "Oddziałem nr 106 Iwienieckiego Centrum Rejonowego".
Cóż to byli za partyzanci? Wertheim tak opisuje ich życie: "jedzenia było pod dostatkiem, a nawet gromadziły się zapasy. Jeszcze w dniu połączenia się z Armią Czerwoną wyciągnęliśmy z jeziora kilkaset zatopionych worków z mąką (...). Nadwyżki jedzenia posyłaliśmy nawet do Moskwy. Raz w tygodniu lądował na polowym lotnisku w puszczy samolot: przywoził gazety i materiały propagandowe, a zabierał z powrotem samogon, słoninę i kiełbasy naszego własnego wyrobu". Jedzenia zatem nie brakowało, "zdobywano" je bowiem nie w niemieckich garnizonach i składach (bo to wymagałoby walki zbrojnej), ale w okolicznych polskich wsiach, uznanych w myśl komunistycznej propagandy za "współpracujące z Niemcami"! Były to wsie, współpracujące z Armią Krajową.
Wertheim dalej pisze: "Z powodu pijaństwa wydarzały się w oddziałach nieodwracalne tragedie - zbrojne konflikty, strzelaniny... Oddział Zorina był często odwiedzany przez lejtnanta Hersza Smolara z racji jego obowiązków propagandzisty. Nie wiemy, o czym on pisał w "partyzanckich" gazetkach, ale raczej nie o tym, że "chleba" (nieźle obłożonego smakołykami) i wódki nie brakowało naszym żydowskim ofiarom Holokaustu."
(...)
Także Martin Gilbert w książce "The Holocaust. The Jewish Tragedy" (Glasgow 1987) potępia likwidację przez polskie podziemie w 1943 roku takiej żydowskiej bandy w lasach wyszkowskich, dowodzonej przez Mordechaja Grobasa.
Polacy jednak nie mogli tolerować bandytyzmu skierowanego przeciwko polskim chłopom. Ostatecznie polski bandytyzm też był tępiony. Czy żydowski bandytyzm, kierowany przeciwko Polakom i na terenie Polski, miał być tolerowany przez polskie podziemie tylko dlatego, że bandytami byli Żydzi skazani przez hitleryzm na Zagładę? Bohaterska i cenna dla Aliantów walka 350 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej z Niemcami podczas okupacji Polski jest znana nie tylko polskim historykom II wojny światowej.
Tymczasem były partyzant żydowski Yitzchok Perlow w swej polakożerczej książce "The Partizaner" (New York-London 1969) pisze jakoby ich oddział walczył z oddziałami Armii Krajowej, wybijał wziętych do niewoli żołnierzy Armii Krajowej naganami w tył głowy, dobijał rannych. Rzekomo raz w piwnicy dworu wybili granatami dowódcę oddziału AK i jego trzech żołnierzy. Jeśli to wszystko prawda, to partyzantka żydowska nie walczyła z Niemcami, lecz z Armią Krajową i Polakami, bowiem Perlow chwali się także paleniem polskich wiosek. Żydowska partyzantka komunistyczna działająca na terenach polskich podczas wojny dokonywała więc także czystek etniczno-politycznych.
Podajmy jeden przykład. W okolicy Drohiczyna i Siemiatycz ukrywało się podczas okupacji niemieckiej sporo grup żydowskich. Były one na ogół uzbrojone, utrzymywały się z napadów rabunkowych, utrzymywały też sporadyczne kontakty z sowieckimi grupami wywiadowczymi.
Zbrodni na Polakach dokonywały bandy dowodzone przez Hersza Szebesa czy niejakich braci Grudów. Pierwsza z nich nocą z 30 na 31 marca 1944 roku dokonała zbrodni na rodzinach Wilińskich i Siemieniuków w kolonii Czartajew. Banda Szebesa (tak zwała tę grupę okoliczna ludność i nazwa ta utrwaliła się po dziś dzień) zamordowała wówczas, przy pomocy siekier i noży, siedem osób: Jana Siemieniuka z żoną Stanisławą, ich 3-letnie dziecko, a także Stanisława Wilińskiego i jego żonę Marię z synami - Adamem i Janem. Stanisława Siemieniuk była w zaawansowanej ciąży - nienarodzone dziecko było więc ósmą ofiarą. Sprawcy zrabowali cały dorobek zamordowanych (który załadowali na wozy, byli zatem dobrze przygotowani do "akcji"), a ich domostwa spalili.
Okoliczna ludność wspomina jeszcze podobne zdarzenia, mające miejsce w Miłkowicach i Tonkielach.
Grupy żydowskie nie zaprzestały podobnej działalności także już pod "władzą ludową". Nocą z 5 na 6 grudnia 1944 roku grupa żydów z bandy Grudów (ukrywających się podczas okupacji niemieckiej w okolicach Sieniewic i Kłyzówki) napadła na domostwo Maksymiuków z kolonii Miłkowice Maćki. Zginęli wówczas: Michalina i Stanisław Maksymiukowie, 11-letni Marian Bojara i trzy kobiety (prawdopodobnie uchodziły "zza Buga"), nocujące u Maksymiuków. Jakby sprawcom było mało, jeszcze tej samej nocy napadli na rodzinę Jarockich we wsi Kłyzówka. Tu zginęły: Halina i Maria Jarockie, uratowały się natomiast Maria i Felicja, które były ciężko ranne, ale udawały, że nie żyją. Ich dom również został obrabowany i spalony. Warto wspomnieć, że podczas okupacji niemieckiej Jaroccy ukrywali rodzinę żydowską z Drohiczyna.
"Raport sytuacyjny i wywiadowczo-polityczny nr 11 za miesiąc grudzień 1944 roku" Komendy Okręgu Białystok Armii Krajowej opisuje postawy drohiczyńskich Żydów w bardzo dla nich niepochlebnym świetle: "Należy zaznaczyć, że Żydzi prawie wszyscy wysługują się Sowietom. Całe szczęście, że jest ich niewielu. Ze szpitali (gniazdo żydowskie) usunięto wszystkich lekarzy Polaków. Chorzy leżą bez pościeli. Protekcja i przekupstwo. W dniu 8 listopada z inicjatywy żyda dr. Horbacewicza i ex-Volksdeutschki Toleczkowej - urządzono bal na cześć partyzantów sowieckich". Takie informacje - o współpracy Żydów z NKWD i sowieckimi strukturami władzy (podobnie jak w okresie 1939-1941), są w polskich dokumentach powszechne.
Przytoczony powyżej "Raport" nie pozostawia żadnych wątpliwości: "Żydzi współpracują z NKWD i prawie wszyscy posiadali broń krótką. Szpiegowali ludność miejscową i przyjezdną. W Drohiczynie Sowieci zabili przypadkowo Żyda. Żydzi sądząc, że to Polacy, zamordowali w odwecie 9 Polaków". Takich rzeczy nie usprawiedliwia nic. Nawet, gdyby ten "przypadkowy" Żyd zginął z polskiej ręki.
(...)
"Pewnego wieczoru stu dwudziestu partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w kierunku wsi. Było wśród nich około 50 Żydów, przewodzonych przez Jacoba Prennera. O północy przybyli oni na koniec wsi i zajęli odpowiednie pozycje. Rozkaz nakazywał, aby nie darować nikomu życia. Nawet zwierzęta domowe miały być wybite, a cała własność zniszczona... Sygnał dano tuż przed świtem. W ciągu niewielu minut okrążono wieś z trzech stron. Z czwartej była rzeka i jedyny most, który znajdował się w rękach partyzantów. Partyzanci, z zawczasu przygotowanymi pochodniami palili domy, stajnie i spichlerze, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie... Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali szukać drogi ratunku. Ale zewsząd czekały na nich śmiertelne pociski. Wielu wskakiwało do rzeki i płynęło nią ku drugiemu brzegowi, ale i ich również spotkał taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt".
Isaac Kowalski pisał: "Nasz oddział otrzymał rozkaz, aby zniszczyć wszystko, co się rusza i zamienić wieś w popioły. Dokładnie o ustalonej godzinie i minucie wszyscy partyzanci z czterech stron wsi otworzyli ogień z karabinów ręcznych i maszynowych, strzelając kulami zapalającymi w zabudowania wioski. Tym sposobem dachy gospodarstw zaczęły się palić (...) Gdy później przemaszerowaliśmy przez Koniuchy (...) był to jak gdyby przemarsz przez cmentarz" (I. Kowalski "A Secret Press in Nazi Europe. The Story of a Jewish United Partisan Organization", New York, Central Guide Publication, 1969, s. 333-334. Zob. także I. Kowalski, wybór i redakcja "Anthology on Armed Jewish Resistance, 1939-1945" t. IV, New York 1991, Jewish Combatants Publishers House, s. 390-391).
O rzezi polskich mieszkańców w Koniuchach pisze inny autor żydowski Rich Cohen w książce pod tytułem "Mściciele" ("The Avengers"): "Koniuchy były wioską o zakurzonych drogach i osiadłych w ziemi, nie pomalowanych domach” (...).
Partyzanci (...) zaatakowali Koniuchy od strony pól, a słońce świeciło im w plecy. (...) Partyzanci wrzucili granaty na dachy, a w domach wystrzeliły płomienie. Chłopi wybiegali drzwiami i biegli drogą. Partyzanci ich gonili strzelając do mężczyzn, kobiet i dzieci. (...) Setki chłopów zginęły w ogniu krzyżowym" (R. Cohen "The Avengers", New York, Alfred A. Knopf, 2000, s. 145).
W napadzie na wieś uczestniczyli partyzanci z oddziałów J. Prennera ("Śmierć faszystom") i Szmuela Kaplinskiego ("Ku zwycięstwu"), ponadto Zalman Wyłożny, który służył w oddziale "Śmierć faszystom". Stwierdził on, że "cała wieś została puszczona z dymem, a mieszkańcy wymordowani" (J. Gołota "Losy Żydów ostrołęckich w czasie II wojny światowej"; "Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego", nr 187 /1998/, s. 32).
Autor powoływał się na zeznania Z. Wyłożnego (Yad Vashem 1503-80-1). Sprawcy rzezi Polaków we wsi Koniuchy uzasadniali tę masakrę całej wioski tym, że była to wieś "reakcyjna". Wśród wymordowanych "reakcjonistów" była m.in. 1,5-roczna N. Molisówna, 4-letnia Marysia Tubisówna. Wśród zamordowanych były całe rodziny, np. Zygmunt Bandalewicz (8 lat), Mieczysław Bandalewicz (9 lat), Stanisław Bandalewicz (45 lat), Józef Bandalewicz (54 lata), Stefania Bandalewiczowa (48 lat).
Naoczny świadek wydarzeń Edward Tubin opisywał: "Nie było różnicy, kogo złapali, to wszystkich bili. Nawet kobietę jedną, uciekała tam w las ku cmentarzu, to nie strzelali, ale kamieniem zabili, kamieniem w głowę. Jak mamę zabili, to może z 8 kul po piersiach puścili” (...).
(…)Wojtkiewicza żona była w ciąży i był chłopak, nie miał nawet 2 latek. Zabili ją, a chłopak został żywy. Przynieśli słomę, na nią rzucili, zapalili. Temu chłopaczkowi nogi poopalało - paluszki jemu odpadły. Przeżył pod tą matką. Jak zapalili, to tylko nogi mu się spaliły. Było strasznie, było strasznie, nie przepuścili nikomu"(...)”.
Z relacji osoby, która zdołała się ukryć w czasie napadu, słyszał, iż wieś podpalono z obu stron, a potem strzelano do uciekających ludzi. Z zeznań wynika, iż część ofiar, zwłaszcza osoby stare i schorowane, zginęła, spalona we własnych domach. Natomiast do części mieszkańców, którzy starali się uciekać, strzelano. Żydowscy mordercy chcieli ukarać mieszkańców wsi, która chciała się bronić przed ciągłymi niszczącymi ją do cna rabunkami. Polscy chłopi zorganizowali jednostkę "samoobrony", aby ochronić wieś przed ciągłym rekwirowaniem żywności i grabieżą. Wieś w tym czasie nie miała już dosłownie środków do życia.
Zbiegli z gett i obozów niemieckich do lasów Żydzi tworzyli "oddziały partyzanckie", czyli mówiąc otwarcie żydowskie bandy, które zazwyczaj nie walczyły z Niemcami, lecz z polskimi chłopami, mordując ich i rabując.
Oskar Pinkus w książce "The House of Ashes" (Cleveland, USA) pisze o kilku takich bandach żydowskich na Podlasiu, utrzymujących się z grabieży okolicznych wiosek, także historyk Holocaustu w okupowanej przez Niemców Polsce Emanuel Ringelblum (patron Żydowskiego Instytutu Historycznego) pisze, że grupy takie "z bronią w ręku wywalczają sobie prawo do życia".
Często jednak owa "walka" była walką z polskim, zazwyczaj biednym chłopem, ograbianym przy tym ciągle przez Niemców. Byt to zwykły rozbój, chociaż z konieczności. Chłopi broniąc się przed rabunkiem chleba, kawałka słoniny czy pierzyny organizowali "straże wiejskie", które Ringelblum ostro potępia ("Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej", Warszawa 1988), nie chcąc zrozumieć sytuacji w jakiej znajdowali się chłopi polscy podczas okupacji niemieckiej.
(...)
Po agresji Niemiec na ZSRS 22 czerwca 1941 roku, na obszarze Litwy powstał tajny Tymczasowy Rząd Litewski, który powołał swoje agendy rządowe. Był wśród nich Departament Bezpieczeństwa Państwowego kierowany przez Vytautasa Reivytisa. W jego skład wchodziło wielu członków tej instytucji jeszcze z czasów niepodległej Litwy. Jednakże po zajęciu kraju przez wojska niemieckie Rząd Tymczasowy został rozwiązany 5 sierpnia. Niemcy zostawili natomiast jego agendy policyjne i bezpieczeństwa wewnętrznego, włączając je w system okupacyjnych władz. Departament Bezpieczeństwa Państwowego został przekształcony w litewską policję bezpieczeństwa (Saugumę), bezpośrednio podporządkowaną Kripo (niemiecka policja kryminalna).
Sauguma ściśle współpracowała z Sipo i SD (Sonderdienst – niemiecka policja pomocnicza), pełniąc różne zadania. Przede wszystkim dostarczała niemieckim strukturom bezpieczeństwa informacje wywiadowcze dotyczące polskiego i komunistycznego ruchu oporu oraz organizacji innych mniejszości narodowych zamieszkujących na obszarze okupowanej Litwy. Jej funkcjonariusze wchodzili także w skład antypartyzanckich jednostek, działających w północnej części Generalnego Gubernatorstwa i na Litwie. Specjalne sekcje (Komunistų-Žydų Skyrius) zwalczały komunistów i prowadziły prześladowania ludności żydowskiej, przygotowując listy proskrypcyjne osób przeznaczonych do eksterminacji.
Poszukiwały też Żydów zbiegłych z getta, a następnie przekazywały ich Niemcom lub litewskim formacjom kolaboracyjnym, jak np. Ypatingasis būrys (tzw. „strzelcy ponarscy”). Szczególną aktywność przejawiała taka sekcja w okręgu wileńskim, na czele której stał Juozas Bagdonis. Działalność skierowana przeciwko Żydom najbardziej była rozwinięta w II poł. 1941 roku, później na plan pierwszy wysunęła się walka z komunistami i polskim podziemiem, a pod koniec okupacji także z coraz silniejszą sowiecką partyzantką.
Na to wszystko nakłada się działalność żydowskich grup przetrwania i żydowskiej partyzantki. Była ona szczególnie silna na Kresach Północno-Wschodnich. Sowieci wcielali Żydów w skład swych brygad partyzanckich, traktując ich jak swoją „własność". Z publikacji historyków żydowskich w USA i w ogóle na Zachodzie oraz z bardzo licznych wspomnień wynika jednak, że Żydzi uważali się za partyzantów żydowskich a nie sowieckich. Z ich czynów społeczność żydowska w świecie jest dumna do dzisiaj.
Tak naprawdę nie jest znana dokładna data mordu w Koniuchach dokonanego na miejscowej ludności cywilnej. W Polsce nie prowadzono do 1989 roku żadnych badań tego typu i nie dbano o to także po 1989 r.
Armia Krajowa we wspomnieniach żydowskich (a nawet w opracowaniach naukowych) przedstawiana jest jako organizacja „nazistowska i faszystowska", a określenie „the nazi-AK" chyba już nikogo w nich nie szokuje. Ludność polska tych ziem określana jest językiem rewolucyjnym, jako „biali Polacy".
Ukraińcy (na Kresach Południowo-Wschodnich) mieli Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), a także stworzyli Dywizję SS Hałyczyna i liczne pułki policyjne. Litwini i Białorusini patrzą na to jeszcze inaczej.
Dopiero przez ten pryzmat należy śledzić los polskich Kresów pod okupacją: początkowo sowiecką, następnie niemiecką i ponownie (od 1944 roku) sowiecką.
W kolejnych publikacjach anglojęzycznych, były potwierdzenia popełnionej tam zbrodni. Okazuje się, że już w 1962 roku w księdze pamiątkowej Hrubieszowa zawarte są wspomnienia jednego z żydowskich partyzantów, Israela Weissa, który napisał wprost, że „wioska została całkowicie spalona". Ostatnio powrócił do tych wydarzeń Rich Cohen w popularnej książce „The Avengers", wydanej w Nowym Jorku.
O sprawie okrutnego wymordowania oddziału AK por. Stanisława Burzyńskiego „Kmicica" w sierpniu 1943 roku przez sowiecką brygadę Markowa, jeden z autorów żydowskich podkreślał z chlubą, że w tej brygadzie „służyło wielu żydowskich młodzieńców" i że „żona Markowa była Żydówką”.
O Koniuchach pisał Isaac Kowalski w swych monumentalnych, kompilacyjnych pracach oraz w pamiętniku o partyzantce żydowskiej, Chaim Lazar i wielu innych.
Najbardziej niezwykłe w tych publikacjach jest to, że zbrodnia - dla której trudno znaleźć odpowiedniki - nie tylko nie została przez tych autorów w jakikolwiek sposób potępiona czy nawet przemilczana (bo trudno przecież uwierzyć, że można chwalić się popełnioną zbrodnią). A jednak oni wprost szczycą się tym, jak jakąś prestiżową akcją przeciwko Niemcom.
Niepojętą rzeczą jest szczycenie się zbrodnią ludobójstwa . Jak to możliwe, że w Stanach Zjednoczonych - państwie demokratycznym - komuś w ogóle może przyjść do głowy coś takiego?
Decydują o tym przede wszystkim fałszywe stereotypy: Polacy byli źli, bo nie pomagali Żydom, a Żydzi przecież potrzebowali pomocy. Prawda jest taka, że żadna chyba inna społeczność nie pomagała tak Żydom, jak Polacy. Udowodnił to ostatnio historyk Gunnar S. Paulsson na podstawie dogłębnych studiów o Żydach ukrywających się w Warszawie. Oczywiście, nie wszyscy pomagali. Byli bowiem i „szmalcownicy", i degeneraci, rabujący i mordujący Żydów dla zysku. Ale ci sami ludzie mordowali i rabowali Polaków, a działo się to w tym samym czasie. Jeśli zaś Żydzi w miarę często padali ofiarą degeneratów (a każda wojna i okupacja sprzyja ich aktywności) to przede wszystkim, choć nie zawsze, dlatego, że byli bardziej bezbronni.
Znane są też przykłady, że Żydzi padali ofiarą innych Żydów (także dla zysku), a rola policji żydowskiej, czy żydowskich konfidentów to także rzecz haniebna.
Tę haniebną postawę żydowskich kolaborantów opisali już precyzyjnie wielcy żydowscy historycy, jak patron Żydowskiego Instytutu Historycznego Emanuel Ringelblum, czy o Judenratach (Judenrat - Żydowska Rada Starszych – forma sprawowania władzy przez przywódców żydowskich nad skupiskami żydowskimi (getta) wprowadzona przez Niemców w 1939 roku) - Hannah Arendt z pochodzenia Niemka pochodzenia żydowskiego, uważana za najsłynniejszą żydowską myślicielkę XX wieku. Nikt ich jednak nie nazwie... antysemitami.
Pamiętając o tym kontekście można zrozumieć, że pacyfikacja polskiej wsi, w której „partyzanci" zamordowali - według wspomnień - aż 300 osób, w tym kobiety i dzieci, może być ukazywana jako „akcja bojowa", jako kara wymierzona „polskim faszystom". A tym można się szczycić…
http://niepoprawni.pl/blog/7324/bacznosc-jarmulki-z-glow
Kiedy w Jedwabnem potomek sowieckiego pułkownika NKWD Stolzmana już z polskim nazwiskiem Kwaśniewski zdejmował jarmułkę z głowy , przepraszał naród żydowski za to co stało się we wsi Jedwabne . Człowiek ten pochodzenia żydowskiego , przepraszał Żydów w imieniu Polaków.
Kiedy mijają kolejne rocznice zbrodni band żydowskich na obywatelach Polskich , żadna jarmułka , nigdzie i nigdy z żadnej nawet najmądrzejszej głowy nie została zdjęta w ramach przeprosin.
29 Stycznia przypada kolejna rocznica krwawego mordu na Polakach . Mordu którego dokonali Żydzi na Polakach w Koniuchach.
Aktem bestialstwa jest rzeź popełniona przez partyzantów Rosjan, Litwinów i Żydów na mieszkańcach we wsi Koniuchy 29 stycznia 1944 roku. Owa wieś leżała na skraju Puszczy Rudnickiej, która była siedliskiem partyzantki składającej się z Rosjan, Litwinów i Żydów.
Oddziałami żydowskimi, służącymi sowietom, kierowali Jacob Prenner ("Śmierć faszystom"), Awrasz Rasel ("Walka"), Szmuel Kaplinski ("Ku Zwycięstwu") i Abba Kowner ("Mściciele").
Wszystkie one tworzyły tzw. „Brygadę Żydowską” pod wodzą Abby Kownera.
Paru żydowskich partyzantów otwarcie chlubiło się swoimi zbrodniami w książkach opublikowanych w Stanach Zjednoczonych.
Chaim Lazar opisywał w książce "Destruction and Resistance" (New York, Schengold Publisher, 1985, s. 174-175):
(...)
POGROM POLAKÓW W NALIBOKACH I KONIUCHACH..... We wsi Koniuchy na Nowogródczyźnie w czasie II wojny światowej mieszkało kilkuset Polaków. Sprzeciwiali się oni cyklicznym rabunkom i napadom partyzantki komunistycznej. Według źródeł żydowskich, by zastraszyć okoliczną ludność, bojownicy z oddziałów Jacoba Prennera ("Śmierć faszystom") i Shmuela Kaplinsky'ego ("Ku zwycięstwu") tzw. Litewskiej Brygady wymordowali wszystkich mieszkańców Koniuch. Nie oszczędzili starców, kobiet i dzieci. Zabili wszystkich. Napad miał miejsce - według różnych źródeł - w styczniu lub kwietniu 1944 roku. Według autorów polskich, wieś była nieufortyfikowana, zaś chłopi dysponowali zaledwie kilkoma starymi karabinami. Mimo to napad został przedstawiony przez morderców jako „wybitna akcja bojowa". Prawo międzynarodowe pozostawia mieszkańcom możliwość samoobrony. Mordy na dzieciach, starcach, kobietach i nieuzbrojonych mężczyznach traktuje jako zbrodnię ludobójstwa (genocide) www.genocide.pl (link is external)
Zbrodnia dokonana 29 stycznia 1944 roku – masakra dokonana na co najmniej 38 polskich mieszkańcach (mężczyznach, kobietach i dzieciach; najmłodsze miało 2 lata) we wsi Koniuchy (dziś na terenie Litwy, dawniej w II Rzeczypospolitej, w województwie nowogródzkim w powiecie lidzkim) przez partyzantów sowieckich – Rosjan, Litwinów, Żydów. W czasie pogromu we wsi spalono większość domów, oprócz zamordowanych, co najmniej kilkunastu mieszkańców zostało rannych, a przynajmniej jedna osoba z nich zmarła następnie z ran. Przed atakiem wieś zamieszkana była przez około 300 polskich mieszkańców, istniało w niej około 60 zabudowań. Partyzanci sowieccy wcześniej często rekwirowali mieszkańcom wsi żywność, ubrania i bydło, dlatego też tutejsi mieszkańcy powołali niewielki ochotniczy oddział samoobrony.
W sprawie masakry w Koniuchach prowadzone jest śledztwo IPN, jednakże istnieje bardzo słaba historiografia tamtych dramatycznych wydarzeń.
Dotychczas ustalono, że napadu dokonały sowieckie oddziały partyzanckie stacjonujące w Puszczy Rudnickiej: „Śmierć faszystom” i „Margirio”, wchodzące w skład Brygady Wileńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego oraz „Śmierć okupantowi”, wchodzący w skład Brygady Kowieńskiej. Do oddziałów tych należeli Rosjanie i Litwini, większość oddziału „Śmierć okupantowi” tworzyli Żydzi i żołnierze Armii Czerwonej zbiegli z obozów jenieckich. Oddział żydowski liczył 50 ludzi zbiegłych z getta, a oddziały rosyjsko-litewskie około 70 osób. Dowódcami byli Jakub Penner i Samuel Kaplinsky. Według jednego z napastników, Chaima Lazara, celem operacji była zagłada całej ludności łącznie z dziećmi jako przykład służący zastraszeniu reszty wiosek.
Według ustaleń Kongresu Polonii Kanadyjskiej, będących podstawą wszczęcia śledztwa, liczba zabitych była większa (ok. 130).
Atak na Koniuchy i wymordowanie w niej ludności cywilnej był największą z szeregu podobnych akcji prowadzonych w latach 1943 i 1944 przez oddziały partyzantki sowieckiej w Puszczy Rudnickiej i Nalibockiej, w tym masakra ludności w miasteczku Naliboki.
W maju 2004 w Koniuchach odsłonięto pomnik pamięci ofiar, zawierający 34 ustalone nazwiska ofiar.
W powojennych opracowaniach, na podstawie m.in. relacji żydowskich uczestników ataku na wieś Koniuchy (np. Izaaka Chaima i Chaima Lazara) często podawano informacje o zamordowaniu wszystkich 300 mieszkańców, a także o walkach z oddziałem niemieckich żołnierzy (w innych źródłach litewskiej policji). Jednak późniejsze opracowania nie potwierdziły obecności Niemców czy policjantów w wiosce, a także zakwestionowały tezę, że zginęli wszyscy mieszkańcy wsi (część z mieszkańców uciekła z masakry i przeżyła wojnę). Informacja stwierdzająca, że wymordowani zostali wszyscy polscy mieszkańcy wsi Koniuchy pojawiała się również w ówczesnych meldunkach struktur Polskiego Państwa Podziemnego.
W puszczy Nalibockiej istniał żydowski oddział partyzancki zwany „Otriada Bielskich” ( braci Bielskich). Pod jego dowództwem oddział osiągnął liczebność prawie 1200 ludzi, w tym wiele kobiet i dzieci. Zgrupowanie braci Bielskich zasilali głównie żydowscy uciekinierzy z likwidowanych okolicznych gett. W partyzanckim obozie, zwanym „Jerozolimą”, panowały trudne warunki bytowe.
Początkowo oddział był samodzielny, od końca 1942 roku działał pod komendą sowiecką, toczył walki głównie z formacjami Białoruskiej Policji Pomocniczej. Od grudnia 1943 brał także udział w walkach partyzantki sowieckiej ze Zgrupowaniem Stołpce Okręgu Nowogródek AK.
W konfrontacji postaw i celów poszczególnych narodowości wychodzą konflikty. Dla Litwinów, części Białorusinów i Ukraińców AK była organizacją wrogą. My zaś wiemy, czym była litewska SAUGUMA (lit. "Saugumo") i jak krwawą kartę zapisała na Kresach UKRAIŃSKA POWSTAŃCZA ARMIA (UPA).
Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/2218/pogrom-polakow-w-nalibokach-i-koniuchach
©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę. (...)
Wysługiwanie się żydów nowym władcom wyraziło się w dzielnicy tej nie tylko w zgiełkliwych manifestacjach, entuzjazmie, kwiatach etc. — lecz zapisało się haniebną listą szpiegostwa i denuncjacji, rzucanych na ludność polską w masie donosów, kierowanych na ręce władz Niemiec i Austrii. Było to tak masowe i namiętne, że zniecierpliwiło nawet austriackiego generała Rimmla, który ze wstrętem, publicznie wskazał we Lwowie na żydów, jako naganiaczy do prześladowań i wydania tysięcy dekretów śmierci i uwięzienia Polaków. Las szubienic szedł za krokami zwycięskich Austriaków przez ziemie polskie, bestialstwo postępowania władz Austrii, ich cynizm i okrucieństwo nie mają godnego porównania, chyba sięgniemy do najść, ongi krwawych Tatarów i Zaporożców. Zapisały się szczególnie haniebnie nazwiska generałów Austrii, jak Dankla i innych, rozbijanych i pędzonych w potyczkach wielu, zaś używających bezkarnie odwetu na ludność polskiej, w której widzieli wciąż zdradę. Prześcigali się w okrucieństwa zwłaszcza Madz iarzy, słynni Honwedzi Węgier i — niestety — w owczą skórkę przyjaźni długo przebierający się — Czesi. Pastwiono się nad ludnością wiejską, miejską, duchowieństwem, szlachtą, równając wszystkich masowo na szubienicach, na których, jak stwierdziła komisja prawnicza Koła Polskiego w Wiedniu powieszono za wyrokiem sądu doraźnego 34,000 skazańców w Galicji samej… Ile zgładzono bez sądu — tego obliczyć niepodobna. Rynki miast zapełniano nieraz tłumami nagich, powiązanych kobiet, otoczonych żołdactwem niemieckim i austriackim, z bronią gotową do strzału przy sprzeciwie najmniejszym wobec ich gwałtów…
Tak dziękował czarno-żółty rząd za przysłowiową wierność Galicji dla państwa i tronu. Do zbrodni 1846 roku, polityki Metternicha i całego wyzysku ekonomicznego Galicji dodawał jeszcze tę ostatnią czarną kartę swych rządów.
Żydzi specyficzną polityką swą, gnąc się nisko przed zwycięzcami i niosąc im służbę zdrady — potrafili zawsze nie tylko bronić siebie, ale stać się jeszcze protegowanymi w ręku wrogów Polski. Po zajęciu więc Królestwa Polskiego i podziale go na dwie okupacje — Germanii i Austrii — gdy zaborcy rzucili się do terroru nad ludnością kraju, urzędy wszystkie niemal w administracji oddane zostały w ręce wiernych żydów. Podjęli oni orgię drugą — dewastacji ekonomicznej, urągającej prawom wszelkim.
Gdy oficerowie austriaccy zdzierali ostatnie obrączki z palców kobiet polskich, mordowali i rabowali, zaś towarzysze germańscy dekorowali opuszczane sioła i wsie polskie rozkrzyżowanymi i przybitymi do wrót dzieci i kobiet z poobcinanymi piersiami, jednocześnie żydowscy urzędnicy, agenci, naganiacze wydzierali ostatni kęs chleba i kroplę mleka od ust polskiej, mrącej w konwulsjach głodu dziatwy bez liku. Grasowała zwłaszcza chciwość żydów ślepa, zuchwała, w części Polski austriackiej, skąd wszystko niemal skupowane za bezcen, lub wydzierane szło na rynki głodne Wiednia, niosąc drapieżnym handlarzom fortuny, czynione na poczekaniu. Niemcy — przemysłowi bardziej — demontowali sami fabryki polskie, niszczyli i wywozili maszyny, całe armie głodnych robotników polskich pędząc na roboty do Germanii, w straszliwe niewolnictwo XX wieku cywilizacji świata. Cyfra ta dosięgła 1,200,000 jarzmionych gwałtem Polaków-robotników.
Jednocześnie szły nieskończone procesy o zdradę” Polaków, sprowokowane donosicielstwem żydów na gospodarzy kraju, podczas gdy skargi polskie masowe na operujące szajki żydowskie zakupna i ukrywania żywności spotykały się z cynicznym lekceważeniem władz, kończących się najczęściej dla polskich oskarżycieli uwięzieniem, lub pobiciem. Grasowało i obrastało w złote pierze zwycięskie, panoszące się bezkarnie żydostwo. Na ulicach Warszawy paradowali arogancko w tym samym czasie wysłannicy żydów z Berlina — taki: Max Kohen, lub Moritz Pinebs i inni. którzy przyjeżdżali badać stosunki „uciemiężonych” żydów Wschodu. Dowodzili oni rządom Niemiec i Austrii, że chmary żydów w Polsce, wykarmionych chlebem i spasionych bogactwem kraju — stanowią fundament najpewniejszy pod panowanie Germanii, na którym ona głównie oprzeć się powinna. Czyniły też władze okupacyjne wszelkie udogodnienia żydom, dając im protekcję wyjątkową, obok zaufania bezwzględnego.
Prócz ruiny materialnej kraju uznano za konieczne objąć troskliwą pieczą drukowane słowo polskie. Tę służbę szpiclowską podjęli wyłącznie niemal żydzi w zaborach polskich. Dorównać w przenikliwości chwytania w lot wszystkiego, samego odcienia choćby myśli — nikt im nie mógł istotnie, to też dusili oni — obok pomocników swych godnych Rusinów — prasę polską tak, iż najlojalniejsze pisma świeciły przez pół nieskalaną białością, zaś inne zawiesić musiały swe wydawnictwa. Każdy wolniejszy oddech polskiej myśli ulegał bezlitośnemu ubiciu przez ręce, wdrożone od- dawna do trzymania w Polsce niewidzialnej, ostrej cenzury nad odruchem każdym wolnego słowa polskiego.
Wobec pokrewieństwa natur tak głębokiego i służby tak oddanej na polach wywiadowczych i rabunkowych nic dziwnego, że w stolicy Polski, w murach wielkiej synagogi, nastąpiło nareszcie uroczyste zbratanie dwóch potęg wrogich polskości i chrześcijańskiej cywilizacji. Miało to miejsce we wrześniu r. 1918 w uroczysty dla żydów ,,Dzień Sądny“, obchodzony rok rocznie, gdy w mury bożnicy wstąpiła manifestacyjnie cała generalicja najwyższych dygnitarzy Germanii, przyjmowanych uroczyście przez żydowskich rabinów. Jednocześnie z tem obowiązywał w Warszawie surowy zakaz dla armii Niemiec, by nikt z żołnierzy nie śmiał wstępować do katolickich świątyń polskich.
Jedność zresztą żydostwa z Germanią, przypieczętowana uroczyście w stolicy Polski, datuje się od lat dawnych, ujawniana stale w zatargach niemiecko-polskich. Dzieje powstania Polaków w r. 1848 pod Mirosławskim zapisują haniebne sceny pastwienia się żydów nad powaloną rewolucją polską. Dochodzili oni do gwałtowności takiej, iż rzucali się na prowadzonych jeńców polskich, bili ich, pluli i byliby mordowali, gdyby nie eskortujące władze niemieckie. Postawa ich wobec Polaków była tak nienawidząca i zdradziecka, że pułkownik niemiecki von Brandt w pamiętnikach swych piętnuje ją, jako ..głęboką, moralną nikczemność żydów. Wszelkie jednak glosy takie i sądy umieją żydzi uciszać szybko i zaprzepaszczać.
Co do objawów zdrady i denuncjacji, której występy haniebne przytaczamy z tej wojny świata, to zaznaczyć trzeba, iż nie są one bynajmniej nowością w charakterze dziejowym żydów. Fakt znikczemnienia ducha ich w wysłudze wiekowej przed każdą siłą, zapisuje polski- żyd Nussbaum w swych dziełach, podając cyfrę 1300 żydów, straconych na rozkaz znakomitego wodza polskiego Stefana Czarnieckiego za szpiegostwo i służbę na rzecz Szwedów podczas rozpaczliwych wojen polsko – szwedzkich. Drugi znany historyk polski doby obecnej, też żyd z pochodzenia — dr. Askenazy — szeroko pisze o wysłudze żydów w Polsce podczas wojen Napoleonowskich na rzecz wrogów cesarza i Polski, zaś H. Mościcki konstatuje- grasujące szpiegostwo żydów na Litwie w okresie panowania i prześladowań Katarzyny II. W czasach nowszych, w powstaniu roku 1831 cała prawie tajna policja rosyjskich katów w Polsce, niosąca dzieło prześladowań i męczeństwa składała się w ogromnej przewadze z żydów polskich, podszywających się jak zwykle pod przybrane polskie nazwiska. Mamy więc taki szereg: L. Hansztejn — vel Lewek Dybek; Wincenty Makowski — Mordka Szmulowicz; Kropiwko — przedtem Graf; J. Jakubowski
— vel H. Bajer; Rozengold — bruder Janikowski itd.
Zapytać wolno, co wobec tych taktów życia czyni i jak reaguje Polska i naród polski cały?
Co do przeszłości nie chcąc powtarzać się, przypomnieć tylko musimy, że pierwsze prawo w świecie, biorące w obronę żydów, wydane zostało w Polsce w r. 1096 przez króla Piasta, które uznaje zupełną odrębność żydów. Rozszerza je Kazimierz Wielki w r. 1347, gdy stosy i topór katowski, oraz pogromy masowe gnały znienawidzone żydowskie masy przez Europę zachodnią, pozbywającą się ich przezornie.
Następni królowie potwierdzali tylko i rozszerzali przywileje żydów, dając im faktycznie obronę praw o wiele lepszą, niż mieli polscy wieśniacy i mieszczanie, którzy wobec rosnącego obsadzenia miast przez żydów podnosili nieraz skargi, zawsze przebiegle przez żydów udaremniane. Z obsadzonych przez siebie gęsto miast polskich przenoszą się żydzi w wieku XVIII do wsi, dzierżawią karczmy, biorą w swe ręce monopol wódki, rozpajając i demoralizując lud wiejski, ciemnemi procederami, jak to : paserstwo, kradzież, lichwa, demoralizacja, rozpusta.
Konstytucja 3 Maja 1791 r. nie zapomina jednak o żydach, otacza ich nadal opieką prawa, planuje przytem skierowanie żydów na wieś do pracy na roli i w tym celu uwalnia ich od obowiązków wielu. Dzieło konstytucji zapadło się pod ciosami wrogów, mimo to wódz narodu Kościuszko pamięta o żydach w chwilach tragicznych walk Polski i mówi o nich w swym znanym manifeście, wzywając do szeregów.
Zaledwo powstałe po rozbiciu państwa Księstwo Warszawskie w r. 1807 zapewnia żydom prawa obywateli, które jednak wkrótce odbiera im car Aleksander I. Stojące na skraju przepaści Królestwo Polskie wobec gotującego się powstania korzysta z pierwszej możliwości stanowienia praw i przez usta dyktatora margr. Z. Wielopolskiego proklamuje równe prawa żydów-obywateli w r. 1862. Wspomniane uprzednio powstanie w Poznańskiem w r. 1848 złożyło na ratuszu miejskim deklarację praw, w której są słowa następujące: „braciom-izraelitom zapewnia się korzystanie z praw równych obywatelskich”. Zaś ci sami „bracia” pluli w twarz bojowników polskich o wolność i denuncjowali wodzów walki bohaterskiej.
Są to niezłomne — żelazną ręką dziejów zapisane — fakta. (...) http://www.gazetawarszawska.com/judaizm-islam/1023-zdrady-i-zbrodnie-zydow
ZDRADY I ZBRODNIE ŻYDÓW W OKRESIE ZABOROW ...... Konstatowaliśmy już w tomie pierwszym pracy tej głębokie przeciwieństwo duszy polskiej i żydowskiej, biegunowo różną ich etykę jak i charakter, gnący się zawsze niewolniczo przed kultem siły brutalnej.
Zmienne koleje wojny światowej przerzucały w Polsce żydostwo to na tę, to na drugą stronę, zależnie od chwiejącej się szali zwycięstw. Stali oni z oddaniem pozornem — jak wiemy — po stronie Rosji, lub manifestowali niby na cześć wyzwalającej się Polski, walcząc jednocześnie całą siłą przeciwko jej niepodległości, aż nareszcie spadły maski przybrane, zaś sympatie swe i służbę złożyli kornie po stronie jednej, dawno ukochanej — po stronie brutalnej Germanii. Radość ich, idąca zuchwale na spotkanie okrutnych zaborców Polski —- Niemiec i Austrii — wybuchnęła bez skrupułów żadnych po zajęciu Warszawy przez armię niemiecką, oraz Lwowa odebranego Rosji przez wojska Austrii pod wodzą Ks. Fryderyka Habsburga, nazwanego przez ludność ,,katem Polski”. Zdegenerowany Habsburg o jedną czarną kartę więcej zapisał w dziejach dynastii tej przez swą niewdzięczność i zbrodnie, popełnione na zawsze wiernej, lojalnej, szczerze oddanej ludności Galicji. (...)
Spokojne życie zbrodniarzy.... Komunistyczni zbrodniarze żydowskiego pochodzenia, odpowiedzialni za zamordowanie jednego z bohaterów Polskiego Państwa Podziemnego nigdy nie zostali ukarani, spokojnie żyli w dostatku dzięki swym zbrodniczym “zasługom” dla stalinizacji Polski. Główna winowajczyni sądowego mordu na gen. Fieldorfie – sędzia Maria Gurowska – cieszyła się różnymi zaszczytami i splendorami. Po 1952 r. została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Aż do 1970 r. pracowała jako dyrektor departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości. A później, na wniosek ministra sprawiedliwości, otrzymała “w drodze wyjątku” specjalną emeryturę dla szczególnie zasłużonych. Nigdy nie żałowała swej roli w popełnionej zbrodni. W “Życiu Warszawy” z 12 sierpnia 1995 r. pisano: “Gurowska nie poczuwa się do winy i utrzymuje, że decyzję o skazaniu Fieldorfa podejmowała w zgodzie z własnym sumieniem”. Po wszczęciu przeciwko niej w 1994 r. postępowania sądowego w związku ze zbrodnią sądową na gen. Fieldorie Gurowska konsekwentnie odmawiała zapoznania się z materiałami aktu oskarżenia i stawienia się na przesłuchanie, twierdząc, że dalej chroni ją immunitet jako sędziego. Zmarła na początku 1998 r. Śmierć uchroniła ją od publicznego przypomnienia jej haniebnej zbrodni i stanięcia oko w oko z rodziną zamordowanego.
Inny odpowiedzialny za sądowy mord na gen. Fieldorfie – przewodniczący składu Sądu Najwyższego, który zatwierdził wyrok śmierci na generale – sędzia Emil Merz orzekał w Sądzie Najwyższym aż do osiągnięcia wieku emerytalnego na początku lat 60. Później wyjechał do Izraela, gdzie zmarł na początku lat 90. Kolejny współwinny mordu sądowego – sędzia Gustaw Auscaler w styczniu 1958 r. wyjechał do Izraela, gdzie zmarł w 1988 r. Jeden ze współsprawców zbrodniczego wyroku – prokurator Benjamin Wajsblech (zatwierdzał ostateczną wersję wyroku) zmarł w 1991 r. w Warszawie. Współodpowiedzialna za zatwierdzenie zbrodniczego wyroku w Sądzie Najwyższym prokurator Paulina Kernowa zmarła w 1980 r. w Izraelu. Ze współwinnych zbrodni żyje dziś tylko (w Londynie) prokurator Helena Wolińska-Brus.
Gdy po śmierci Bieruta i zmianach październikowych 1956 r. w Polsce pod naciskiem rodziny generała i presją opinii publicznej wznowiono śledztwo w sprawie gen. Fieldorfa, szybko zaczęły się próby jego zastopowania ze strony żydowskich komunistów mocno usadowionych na bardzo wpływowych stanowiskach w sądownictwie i prokuraturze. Jak pisał w “Gazecie Polskiej” z 8 września 1994 r. Stanisław Duczymiński: “W toku nowego postępowania, o utrzymanie zbrodniczego wyroku w mocy zajadle zabiegał m.in. Leon Prenner, jeszcze jeden z funkcjonariuszy Prokuratury Generalnej. Jego zdaniem, mimo stosowania ‘niedozwolonych metod śledztwa’ i innych ‘wadliwości’ procesu, jeden zarzut utrzymać się musi, a mianowicie ten, że dowodzony przez Generała Kedyw AK zwalczał sowieckie bandy i likwidował je wraz z działającymi w tych bandach Żydami” (S. Duczymiński: Skazany na śmierć i zapomnienie. Gen. August Emil Fieldorf “Nil”, “Gazeta Polska” z 8 września 1994 r.). Ostatecznie w lipcu 1958 r. śledztwo przeciwko zamordowanemu generałowi umorzono z powodu braku dowodów, że popełnił zarzucane mu czyny. Do rehabilitacji generała Fieldorfa doszło dopiero w 1989 r. Warto przypomnieć, że czołowy nadzorca stalinowskiego syndykatu zbrodni w Polsce Jakub Berman konsekwentnie wypierał się jakiejkolwiek odpowiedzialności za sądowy mord na gen. Fieldorfie. Indagowany w tej sprawie przez Teresę Torańską twierdził, że w ogóle nie przypomina sobie sprawy gen. Fieldorfa. Dodał, że “jeśli Fieldorf należał do czołówki AK-owskiej, z pewnością jego sprawa nie została załatwiona na niskim szczeblu. Musiała mnie jednak akurat ominąć” (T. Torańska: “Oni”, Warszawa 1989, s. 153). Biedny pominięty Berman! Komunistyczny wielkorządca, odpowiedzialny za nadzór nad bezpieką w Biurze Politycznym KC PZPR “nie wiedział” o tak ważnej sprawie, jak proces b. szefa Kedywu AK gen. Fieldorfa. “Nieposłuszni” podwładni “ośmielili się” nie poinformować go o takiej sprawie. (...) http://www.bibula.com/?p=29026
Zamordowanie bohatera Podziemia.... Niezliczonych oficerów UB, sędziów i prokuratorów pochodzenia żydowskiego obciąża nie tylko fakt prześladowań najlepszych polskich patriotów, lecz i to, że uczestniczyli w nich w sposób wyjątkowo okrutny, nie okazując nawet cienia litości dla całkowicie niewinnych Polaków. Nieprzypadkowy jest fakt nagromadzenia żydowskich komunistów w przypadkach katowań, mordów sądowych i egzekucji wielu osób szczególnie zasłużonych dla Narodu Polskiego, a nawet jego bohaterów. Powrócę znów w tym kontekście do sławetnej wypowiedzi katolewicowego “autorytetu” ks. Michała Czajkowskiego z 16-17 września 2000 r. na łamach “Gazety Wyborczej”, w której zapewniał, iż rzekomo żaden Polak nie zginął z powodu żydowskiego antypolonizmu. Domorosły znawca historii jakoś nie zauważył zamordowania tysięcy polskich patriotów na skutek zbrodni kierowanych przez żydowskich komunistów, w tym zbrodni na generale “Nilu” – Emilu Fieldorfie.
“Czerwoną” prokurator, która zadecydowała o bezprawnym aresztowaniu gen. Fieldorfa, a później równie bezprawnie przedłużała czas jego aresztowania, torując drogę do mordu sądowego, była Helena Wolińska (Fajga Mindlak Danielak). W 1952 roku odbył się trwający zaledwie jeden dzień proces gen. Fieldorfa. Bohaterski generał, należący niegdyś do najusilniej tropionych przez hitlerowców dowódców AK, został oskarżony o rzekomą współpracę z Niemcami i wydawanie rozkazów mordowania sowieckich partyzantów, członków PPR, AL i Żydów. Były to całkowicie sfingowane zarzuty, jak później, po dziesięcioleciach udowodniono na rozprawie rehabilitacyjnej. Rozprawę prowadziła sędzia – komunistka żydowskiego pochodzenia Maria Gurowska z domu Sand, córka Moryca i Frajdy z domu Einsenman. W rozprawie pierwszej instancji oskarżał gen “Nila” jeden z najbezwzględniejszych prokuratorów żydowskiego pochodzenia Benjamin Wajsblech. Przewodnicząca rozprawie 16 kwietnia 1952 r. sędzia Gurowska bez wahania wydała wyrok śmierci. Wyrok oparła na art. 1 pkt 1 Dekretu z 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy. Sąd Najwyższy w składzie: sędzia dr Emil Merz (przewodniczył rozprawie), sędzia Gustaw Auscaler, prokurator Paulina Kern (cała trójka później dożywała ostatnich lat swego życia w Izraelu) i sędzia Igor Andriejew zatwierdzili wyrok śmierci na polskiego bohatera.
Bezowocne okazało się odwołanie gen. Fieldorfa od wyroku i prośby o łaskę skierowane do komunistycznego prezydenta Bolesława Bieruta przez żonę generała i jego ojca. Pisał on do Bieruta w rozpaczliwej próbie ratowania życia syna: “Jestem starcem liczącym 87 lat życia – emerytowanym maszynistą kolejowym pochodzenia czysto robotniczego. W okresie okupacji straciłem syna Jana, lotnika, który został zamordowany w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen. Żona moja Agnieszka zmarła w 1941 r., do czego przyczyniła się sytuacja i losy aresztowanego przez hitlerowców syna. Obecna wiadomość o grozie śmierci, która zawisła nad głową drugiego z mych dzieci, jest z kolei dla mnie ciosem nie do zniesienia”. Dnia 12 grudnia 1952 r. sędziowie Emil Merz, Gustaw Auscaler i Igor Andriejew negatywnie zaopiniowali prośbę o łaskę dla generała. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wykonaniu wyroku bieg nadała prokurator Alicja Graff. W dniu 24 lutego 1953 roku wyrok śmierci na gen. Fieldorfie został wykonany przez powieszenie. (...)
Szefowie syndykatu zbrodni.... W czasie gdy usilnie próbuje się zaniżać procentową liczbę Żydów w UB, warto przypomnieć jedną niezaprzeczalną sprawę. To żydowscy komuniści stanowili co najmniej 90 procent kierowniczych kadr w stalinowskiej bezpiece, tych, którzy faktycznie nią rządzili: od Bermana i Romkowskiego po Brystygierową i Fejgina. Niemal wszyscy dyrygenci terroru ubeckiego w Polsce, który pochłonął tysiące ofiar z polskich środowisk patriotycznych, byli Żydami z pochodzenia. (*) Symboliczna wprost pod tym względem była rola Jakuba Bermana, przez lata członka Biura Politycznego KC PPR, a później KC PZPR, odpowiedzialnego za nadzór nad bezpieką. Był to najbardziej niebezpieczny morderca zza biurka, faktyczny zbrodniarz numer jeden, którego nigdy nie ukarano. Towarzyszyła mu cała rzesza bezpieczniaków żydowskiego pochodzenia. Jak wyznawał jeden z byłych prominentów stalinowskich Wiktor Kłosiewicz w rozmowie z Teresą Torańską – wszyscy dyrektorzy departamentów w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego byli żydowskiego pochodzenia. Spośród najbardziej skompromitowanych bezpieczniaków żydowskiego pochodzenia można przypomnieć choćby nazwiska takich osób, jak wiceministrowie Bezpieczeństwa Publicznego: Mieczysław Mietkowski, Mojżesz Bobrowicki i Roman Romkowski (Grunspan-Kikiel), dyrektor Departamentu Śledczego w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) Józef Różański (Goldberg), jego zastępca Józef Światło (Fleichfarb), dyrektor V Departamentu MBP Luna Brystygierowa (“krwawa Luna”), dyrektor X Departamentu MBP Anatol Fejgin, dyrektor VII Departamentu, a później dyrektor III Departamentu MBP Józef Czaplicki, zwany “Akowerem”, od roli odegranej w prześladowaniu AK-owców. Dodajmy do tego, że decydującą rolę w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego odgrywał Leon Chajn, przy figurancie ministrze polskiego pochodzenia. Dodajmy winnych represji tak licznych sędziów i prokuratorów żydowskiego pochodzenia typu Heleny Wolińskiej, bezpośrednio odpowiedzialnej za mord na generale “Nilu” E. Fieldorfie sędzi Marii Gurowskiej, zastępcy szefa Najwyższego Sądu Wojskowego, Oskara Szyi Karlinera, szefa Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego, płk. Stefana Kuhla, zwanego “krwawym Kuhlem”, prokuratora Benjamina Wajsblecha, prokurator Pauliny Kern, sędziego Emila Merza, płk. Józefa Feldmana, płk. Maksymiliana Lityńskiego, płk. Mariana Frenkiela, płk. Nachuma Lewandowskiego, sędziego Stefana Michnika, etc. Dodajmy do tego rolę odgrywaną przez żydowskich komunistów jako szefów terenowych UB (por. szerzej J.R. Nowak: “Zbrodnie UB”, Warszawa 2001, s. 22-25). (od red. NW: patrz też QUIZ: Zbrodnie UB)
Zdumiewa szczególna skłonność żydowskich adeptów stalinizmu do gromadzenia się w aparacie okrutnego terroru, przede wszystkim w resorcie bezpieczeństwa. I to nie tylko w Polsce, ale i w sowieckim NKWD czy w Służbie Bezpieczeństwa, opanowanych przez Rosję krajów Europy Środkowej. Dość wskazać takie nazwiska, jak przypomnianego przez Sołżenicyna twórcę całego systemu sowieckich “gułagów” Frenkla czy szefa sowieckiej bezpieki Jagodę. (*) Znany pisarz izraelski Amos Oz mówił w wywiadzie dla “Wprost” z 2 października 1994 r., że w dzisiejszym Izraelu w rezultacie emigracji z ZSRS znalazło się co najmniej dwadzieścia tysięcy byłych oficerów KGB (!!!). Na Węgrzech, którymi przez cały okres stalinizmu rządziła czwórka działaczy żydowskiego pochodzenia (Rákosi, Gerö, Farkas i Revai), bezpieka była całkowicie zdominowana przez żydowskich aparatczyków. (*) Jak pisał jeden z najwybitniejszych we współczesnym świecie badaczy historii Węgier Charles Gati w książce wydanej z posłowiem amerykańskiego ambasadora w Budapeszcie Marka Palmera: “Trzon policji politycznej, znienawidzonej AVO, potem AVH składał się w 70-80 procentach z Żydów” (*) (C. Gati: Magyarország a Kreml arnyékában, Budapest 1990, s. 103). (...)
Rozmiary zbrodni popełnionych na Polakach w czasie stalinizmu przez zbolszewizowanych Żydów były i są w pełni dostrzegane przez wszystkich obiektywnych badaczy naukowych, zarówno polskich, jak i zagranicznych.
I tak np. najsłynniejszy zagraniczny historyk badający historię Polski prof. Norman Davies pisał wprost o “tysiącach polskich Żydów, którzy stracili twarz przez związanie się z okrutnym powojennym reżimem stalinowskim” (por. tekst N. Daviesa w “The New York Reviwe of Books” z 20 listopada 1986 r.). Już na początku stalinizacji Polski mamy wiele jakże wymownych, strasznych przykładów dążeń niektórych żydowskich komunistów do maksymalnego nasilenia represji na polskich patriotach, łącznie z ich egzekucjami. Jednym z najbardziej fanatycznych rzeczników intensyfikacji takiego terroru był Leon Kasman, później przez wiele lat zajmujący wpływowe stanowisko redaktora naczelnego organu KC PZPR “Trybuny Ludu”. To on najgwałtowniej gardłował podczas obrad Biura Politycznego KC PPR w październiku 1944 roku za zaostrzeniem represji. “Wsławił się” wówczas powiedzeniem: “Przerażenie ogarnia, że w tej Polsce, która jest hegemonem, nie spadła nawet ani jedna głowa” (cyt. za tekstem P. Lipińskiego: Bolesław Niejasny, “Magazyn Gazety Wyborczej” z 25 maja 2000 r.). I głowy polskich patriotów, głównie AK-owców, zaczęły spadać w przyspieszonym tempie na skutek rozpętanej wówczas wielkiej fali terroru przeciw Narodowi. Terroru dyrygowanego i realizowanego głównie przez targowiczan o żydowskim rodowodzie, na czele z Bermanem, Różańskim i Światło. (...)