STARSZA OD NAJNAJSTARSZEJ: gawęda kolędowo-adwentowa 8

Wśród niektórych funkcjonariuszy i ludzi kultury istnieje przekonanie, że wszystko, co średniowieczne, musi być ciemne, pokraczne i pogwizdliwe lub skrzypiaszcze.

Oświadczenie wstępne: w adwencie śpiewamy adwentowo, ale do kolęd się gotujemy. Co czyni autor, zapodając zawczasu płytkę swą właśnie wydaną, której można posłuchać we fragmentach [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=159&Itemid=87] którą można zakupić [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=128&Itemid=79] albo samemu pośpiewać ze śpiewnika staropolskawego, darmowo do wzięcia w pdf-ie [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=49&Itemid=73]

– – – – – – – – – – – – – –

A zatem niekiedy średniowieczne utwory grane na worku przy pomocy bata ze spleśniałego sznurka wydają się znacznie bardziej autentyczne, niż utwory średniowieczne wykonywane przez prawdziwych wirtuozów na wspaniale brzmiących prawdziwych (no, też „prawdziwych”) średniowiecznych instrumentach.

Przekonanie powyższe jest oczywiście fałszywe. Tym niemniej sam lubię czasem słuchać tego to, co „najstarsze, zamierzchłe, odległe” – w postaci surowej, która odległość w czasie sugeruje – choć w brzmieniu swym wcale nie jest „prawdziwie” stara. Bo średniowiecze nie było workowate, tylko właśnie rozbuchane i barwne. I nawet, jeśli grano wtedy na pierdzącym worku, to pewnie nie brzmiało to w sposób „ciemny”, raczej niesłychanie rozbuchany.

No, ale ja po prostu – jak wielu z nas – lubię, lubię, no lubię taką „ciemność” i „dawność’. Choć świadomym jest, że nie może byc autentyczna. Co poradzić, że miła mi czasem „pseudośredniowieczna” atmosferka.

Zatem – ciemny kościół przed roratami – porannymi, takimi prawdziwymi – u dominikanów poznańskich, potem pojedyncze świece, potem las świec, wreszcie śpiew Godzinek, potem surowe nabożeństwo z „gregorianką”, brzmiące jakby wsiąkało w ciszę, bez organów w tle (które w średniowieczu, przypominam, przecie istniały!!!).

Dlatego też lubię tę jedną z najstarszych polskich kolęd – z „Kancjonału Przeworszczyka”, z pierwszej połowy XV wieku – śpiewać na surowo, czy może przynajmniej w wersji ugotowanej „na miękko”. Wprawdzie nie przy akompaniamencie spleśniałego worka, ale w aranżacji oszczędnej (i bynajmniej nie ściśle, nie autentycznie średniowiecznej).

Przy okazji rozmyślając o dziejach polskiej pieśni. Kolędowej oczywiście. A dzieje te takie są. Najstarsza polską kolędą, jaką się powszechnie śpiewa – jest „Anioł pasterzom mówił”. Nie jest onże ani w ogóle najstarszą, ani polską: tekst jego łaciński jest ogólnoeuropejski, wywodzi się zaś od przewierszowanej, ewangelicznej opowieści o zwiastowaniu pasterzom.

I tak wyglądały w ogóle najstarsze polskie kolędy: polskojęzyczne wersje ogólnodostępnych śpiewanych kawałków, które powtarzały Ewangelię – z małymi tylko komentarzami, wplecionymi w przewierszowaną opowieść.

„Chrystus sie nam narodził” jest o sto przynajmniej lat starszy ( w wersji polskiej) od „Anioła”. I jak „Anioł” jest ujmujący, przeto próbuję przywracać go powszechnemu repertuarowi. I jak mi się zdaje – przynajmniej podczas naszych koncertów – to się jakoś udaje.

Jacek Kowalski

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

W załączeniu – tu obok do kliknięcia – empetrójka koledy osiemnastowiecznej z płyty naszej: „Chrystus sie nam narodził”.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz