Pieronek i Natanek. Wyborcza na straży podziału w Kościele

Bo o świętej Faustynie i nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego też gadało się niegdyś całkiem podobnie. I kpiono. A obraz Miłosierdzia Bożego wyśmiewano. I co?

Niesłychany jest ten podział w Narodzie i w Kościele zarazem. Kilku poważnych spośród moich znajomych (poważnych jak by się wydawało, ale najwyraźniej tylko mi się wydawało) zaczęło jakiś czas temu napomykać, że jeśli Kościół nie zmieni „proPiSowskiego” stanowiska, to wierni zaczną się masowo z „tej instytucji” wypisywać. A gdzie wiara, pytam? „No właśnie, gdzie wiara?” – zapytują Oni, po czym dorzucają – „ma być wiara, a jest polityka!”.

I wskazują na biskupa Pieronka jako jedynego sprawiedliwego. Czyżby był to idealny model apolitycznego biskupa? Ciekawe! Apolityczny biskup, który twierdzi, że episkopat jest „upolityczniony, zadymiony PiS-em”, po czym dorzuca, że „najbliższe wybory wygra Platforma Obywatelska. Bo nie ma innej alternatywy. Z takimi propozycjami, jakie są dziś po drugiej stronie, trudno chyba poważnie zakładać co innego”. Jakże czysto apolityczna wypowiedź! Oczywiście „zadymienie” PiSem potwierdza się przez fakt, że – jak mówi poszkodowany biskup – inni biskupi ostatnio go „wyrzucili […] ze stanowiska sekretarza episkopatu”. Wyrzucili, co za PiSowskie [-] ! Choć „zrobili to oczywiście w sposób legalny, były wybory”, no ale „było to związane z tym, że za dużo mówię” (cytaty z wywiadu w Newsweeku).

[link=http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9729586,Bp_Pieronek__Episkopat_jest_upolityczniony___zadymiony.html]

Wygłosowanie biskupa Pieronka ze stanowiska sekretarza episkopatu nie tylko nie dziwi, ale napawa pewnym optymizmem. Człowiek wypowiadający się tak dziwacznie, tak politycznie i tak nieodpowiedzialnie nie powinien chyba pełnić poważnej funkcji w organach zbiorowych polskiego episkopatu. Cóż, piszę: chyba, bo decyzja należy właśnie do episkopatu, świecki nie ma co nazbyt wiele komentować.

Ale „GazWybor”, stojąca na straży czystości poglądów naszych biskupów, najwyraźniej obarcza ich odpowiedzialnością za niesłuszne i nieodpowiedzialne zwalczanie politycznie poprawnego i odpowiedzialnego Pieronka.

Jest wszakże i druga strona medalu. Już nie cały episkopat (ważne zastrzeżenie!), tylko sama Kuria krakowska zdyscyplinowała ostatnio księdza Natanka (pismo Kurii w tej sprawie skomentował w „Gazecie Polskiej” ks. Isakowicz).

Tym razem „GazWybor” bez wątpienia Kurii krakowskiej sekunduje. Dlaczego?

Otóż ksiądz Natanek jest głosicielem idei uczynienia Chrystusa – Królem Polski. Swego czasu zaniepokoiło mnie w jego głoszeniu nie to, że głosi to, co głosi, ale to właśnie, że „GazWybor” zaczęła o tym pisać komentarze w stylu: „Chrystus królem Polski – profanacja i folklor polskiej pobożności”. W owej notce „GazWyboru” publikowano między innymi wypowiedzi Adama Szostkiewicza i księdza Wacława Oszajcy… jak nie urągające, to kpiące lub pobłażliwe…

[link=http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/12,93131,8402481,Chrystus_krolem_Polski___profanacja_i_folklor_polskiej.html]

I pomyślałem sobie: „skoro diabeł tak się biesi, to w działalności księdza Natanka musi tkwić jakaś prawda i świętość”. Tak sobie pomyślałem; od myśli do rzeczywistości droga daleka, zapewne, mogę też nie mieć teologicznego wyczucia. Niemniej… zważajmy na to, co się dzieje.

Otóż ksiądz Natanek, teoretycznie pozbawiony już możliwości publicznego przepowiadania Słowa Bożego, siedzi sobie na uboczu w podhalańskiej Grzechyni, gdzie prywatnie przyjmuje gości w zbudowanym przez swoją rodzinę i siebie ośrodku wakacyjnym dla biednych dzieci (mogę mylić się w szczegółach, ale tak jest generalnie). Z tego, co wiem, od momentu otrzymania kościelnego zakazu nie wypowiadał się publicznie, albo się „raczej” nie wypowiadał i działalność swą drastycznie ograniczył.

Wcześniej natomiast rzeczywiście ochoczo głosił po całej Polsce gwałtowną konieczność uznania Chrystusa za Króla Polski. Ten postulat wynikał z objawień Sługi Bożej Rozalii Celakówny, które to objawienia zostały jednak przez polski Kościół oficjalnie uznane za niesprzeczne z doktryną katolicką. Trzy lata temu zakończył się na szczeblu diecezjalnym proces beatyfikacyjny Rozalii – po czym akta tegoż procesu przekazano do Watykanu. Otóż wobec tych faktów ksiądz Natanek, badacz tychże objawień, zaczął nękać polskich biskupów żądaniem pozytywnej odpowiedzi na głoszone w nich postulaty. Wydawałoby się, że to chyba logiczne, skoro Kościół wypowiedział się o nich pozytywnie?

Ale procesja osób zaangażowanych w całą tę inicjatywę pojawiła się na Krakowskim Przedmieściu pod wiadomym Krzyżem – i prawdopodobnie to dopiero wywołało gwałtowne wypowiedzi, a nawet kpiny poszczególnych przedstawicieli tzw. elity katolickiej. No i jakoś trzeba się było do tego ustosunkować.

Kiedyś skomentowałem te krytyczne i prześmiewcze wobec księdza Natanka oraz idei intronizacji Chrystusa wypowiedzi, które nie prezentowały się nazbyt zbornie.

[link=http://korabita.salon24.pl/231370,gdy-szostkiewicz-smieje-sie-z-chrystusa-bo]

Bo sama idea głoszona przez księdza Natanka bynajmniej nie wydaje mi się szalona. On sam jest zaś żarliwym, pobożnym kapłanem. Jeśli można do czegoś żywić wątpliwości – to przede wszystkim do stylu jego wypowiedzi oraz do estetycznej (a raczej ostentacyjnie aestetycznej) oprawy jego działalności. Ksiądz Natanek należy rzeczywiście do zdecydowanie „ludowego” nurtu w polskim Kościele. Ma „niewyparzoną gębę”. Nie ma wyczucia estetyki w powszechnie rozumianym znaczeniu, a powołane przez niego bractwo przyodziało wątpliwego kroju „sukienki”.

Ale byłbym mimo wszystko ostrożny. Bo o świętej Faustynie i nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego też gadało się niegdyś całkiem podobnie. I kpiono. A obraz Miłosierdzia Bożego wyśmiewano. I co? Jest światowy kult, są cuda, jest sanktuarium. No i o świętym Maksymilianie Marii Kolbem też pisano, że aestetyczny był. I był. No i co? Jest święty. Pewno, że Faustyna była skromną dzieweczką, nie wypowiadającą się publicznie. Ale była podobnie upartą. A Maksymilian – oho, ten dopiero był uparty. Współbracia nazywali go „cholerny Maks!” (zapewne w znaczeniu także: „cholerny maksymalista”).

Więc właśnie: ostrożnie z tym potępianiem.

Zresztą zdaje się, że pod tym względem nie brak Kościołowi polskiemu ostrożności. I to zarówno w sprawie tak oczywistej, jak księdza Pieronka, co i w innych drażliwych sprawach. Wszędzie wyczuwa się daleko idący dystans. Po prostu tezy nowe i ostre nie bywają w Kościele mile widziane – co jest całkowicie zrozumiałe. Zatem ani się ich zdecydowanie nie odrzuca, ani zdecydowanie nie potępia. Bo a nuż…?

W oświadczeniu krakowskiej Kurii czytamy wprawdzie, że działalność księdza Natanka „jest pozbawiona kościelnej aprobaty, a wiele głoszonych przez niego treści jest teologicznie błędnych”, że „głosi fantazyjne i ocierające się o śmieszność tezy, które mają niewiele wspólnego z autentyczną wiarą katolicką i ze zdrową pobożnością. Kwestionuje przy tym autorytet Pasterzy Kościoła […]”

[link=http://www.www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,5805,oswiadczenie-kurii-w-sprawie-ks-piotra-natanka.html]

Wszystko to może być prawdą, ale zauważmy, że powyższe sformułowania mówią o „ocieraniu się” o śmieszność (a nie o samej śmieszności) tudzież o błędnych tezach (nie wszystkich jednak, lecz tylko „wielu”). Tych błędnych tez nie wskazuje się jednak palcem (jak podejrzewam, z teologicznej ostrożności).

Bo czy ksiądz Natanek rzeczywiście złamał kościelne zakazy? Jego potępienie nie wydaje się wcale zdecydowane (jak też nikt nie przywołał zdecydowanie do porządku biskupa Pieronka, a mógłby). Oświadczenie Kurii to jedno – a praktyczne funkcjonowanie zakazu to drugie. Wedle prawa kanonicznego ks. Natanek nie został ostatecznie pozbawiony możliwości pracy duszpasterskiej, jako że – jak się dowiaduję – nie dopełniono licznych wymogów formalnych takiego zakazu. O którym się jednak publicznie rozmawia. Tak więc ksiądz czuje się tym zakazem związany połowicznie, bo zakaz ów nie ma znamion kanonicznego fini. Z kolei w przypadku urzędowego przypieczętowania zakazu, ksiądz Natanek mógłby dochodzić swoich racji w odpowiednim sądzie duchownym i udowadniać, na przykład, teologiczną poprawność swoich nauk. I nie wiadomo, jak by się to skończyło – zwłaszcza, że, co wiem, pośród osób duchownych wcale nie ma jednomyślności co do „herezjarchicznego” charakteru jego działań, on sam zaś jest, jakby nie było, doktorem habilitowanym teologii i opiera się na objawieniach Celakówny oficjalnie uznanych za niesprzeczne z nauczaniem Kościoła…

– – – – – – – – – – – – –

Piszę o tym w nadziei, że ksiądz podporządkuje się arcybiskupowi i nie złamie kościelnego posłuszeństwa. Hydra herezji bierze się z porzucenia kościelnej obediencji. To jest probierz uczciwości i prawdziwości każdego proroka. Sam zaś zastanawiam się nad wagą głosu Natanka – tak jak Izraelici mieli prawdziwy powód zastanawiać się nad nauczaniem proroka Natana, który napominał samego natchnionego twórcę Psalmów, Dawida.

Jacek Kowalski



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz