Dum brzmienie

Nikt jakoś nie wziął się, jak dotąd, za reaktywację dum.

Kobza

W poetyckich wizjach sarmackiego muzykowania zapisano piękne świadectwa o śpiewaniu dum z akompaniamentem kobzy. Tak wedle Marcjana Kobiernickiego:

„Już precz odstąp ode mnie, wesoły lutnista,

A nastąp ku mnie z kobzą, żałosny kobzista.

Zagraj mi dumę smutną o Strusie zginionym,

Bym się z śmierci ucieszył sercem rozrzewnionym.

Zacznijże o nim pieśni, niechaj jego sława

Po wieczne czasy nigdy nie ustawa.”

O dekadę później, czyli w samym końcu XVI stulecia, Adam Czahrowski zapytywał: „Powiedz, wdzięczna kobzo moja, | Umie-li co duma twoja…?”

Nie ma zatem wątpliwości: dumom akompaniowano grając na kobzie (nie mylić z dudami!), która powstała jako skrzyżowanie zachodniej, renesansowej lutni (z lutni wziął się kształt kobzy) – z muzułmańskim sazem (z sazu pochodzi sposób strojenia i technika gry). Na kobzie nie gra się akordami, jak na lutni. Wypunktowując główną linię melodyczną na jednej ze strun, należy tylko trącać pozostałe, tak iżby dawały jednostajny, monotonny, burdonowy akompaniament.

Lutnia

To wszakże nie wszystko. Kobiernicki wprawdzie napisał, iż lutnia do dum nie pasuje („odstąp ode mnie, wesoły lutnista”!), ale jednak dumom na lutniach akompaniowano. I zapewne też dumy grywano na lutniach instrumentalnie, bez śpiewu. Dowodziłby takiego procederu, pomiędzy innymi świadectwami, także pyszny romans „Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady” (z końca wieku XVII). To wprawdzie fikcja literacka, lecz bazująca na rzeczywistości. Główny bohater, „Polak pewien”, uwodzi piękną Włoszkę, grając na niezwykłej lutni tak, że „słodka melodyja owa | Zdała się wraz i notę wyrażać, i słowa | Piosneczki”. Włoszka, zauroczona grą Polaka, stwierdza, że on „coś nadzwyczaj smutniej | Gra, niżeli sonaty i treny, na lutniej”. Bowiem Polak łączył w swojej grze „polską i włoską manijerę”, „przez co się wydawała wdzięczna melodyja | Na kształt owego, jako z ruska bywa czyja | Po polsku łagodniejsza niźli polska mowa | Sama przez się”. Co zaś do repertuaru, bohater nasz –

„Gdy złotoblaski Tytan zagasł, po kozacku

Grał zaporowskie dumy, ich żałobne trele

Wywodząc o wojennych ekspedycyj dziele,

O Sulimie, Neczaju, o Szachnowym Mostu –

Niesłychane we Włoszech mutety po prostu.”

A oto próbka technicznego opisu jego polsko-włosko-ukraińskiego, wieczornego koncertu:

„…A tak ciągłych po stronach palce wyćwiczone

Biegając, posyłały z tej na tamtę stronę

Wdzięcznodźwiękie mordenty, którem swemi czasy

Z dużym palcem tubalne poświadczały basy…”

…tu autor wyjaśnia w marginalnym dopisku: „dyszkanty z kwintą – basy”. Tym samym wiemy i zakonotujmy, że dumy – i to właśnie owe wojenno-żałosne, klasyczne („żałobne trele… o wojennych ekspedycyj dziele”) – można było z powodzeniem wygrywać także i na lutni.

Smyczki, surmy et consortes

Tymczasem jednak absolutnego monopolu nie miały pewnie ani lutnia, ani kobza, czyli instrumenty strunowe szarpane. Słyszymy bowiem także, iż jakowiś ludzie „rzezą w skrzypice wdzięczne dumy smykiem”, albo że „pacholęta małe | Na szczupłych dęły surmach dumy wiecznotrwałe”, słyszymy i o cytrze, i o bandurze. Zapewne można więc było śpiewać dumy z towarzyszeniem instrumentów rozmaitych. Tyle, że miały mieć, w porównaniu z innymi pieśniami „męskimi”, charakter bardziej „pieszczony”, brzmieć miękcej, „molliter”.

Finitur duma

Niestety, nie dysponujemy ani jednym pełnym zapisem staropolskiej dumy (to znaczy zapisem zarówno tekstu, jak melodii) z ich klasycznego okresu (czyli stuleci XVI i XVII). Sytuacja jest prawie równie dramatyczna w dziedzinie czysto muzycznej: podczas gdy tekstów dum znamy wiele, zapisów samej muzyki mamy jeden (i pół – bo jest jeszcze drugi, ale niekompletny). Chodzi o unikalny przykład nut do czterogłosowego utworu, zapewne z połowy wieku XVI, pochodzący ze zbiorów Czartoryskim w Warszawie, pod którym napisano: „finitur duma”, w znaczeniu: „tu kończy się duma”. Niektórzy muzykolodzy twierdzili, że chodzi o utwór wokalny na cztery głosy, a nawet o muzykę do „Dumy ukrainnej” Adama Czahrowskiego. Ale to chyba jednak pomyłka. Zapis pochodzi z tabulatury organowej i stanowi raczej instrumentalną, organową wariację na temat wzięty z jakiejś jednogłosowej dumy, niźli zapis dumy jako takiej. Wychodząc wyraźnie od prostej melodii – dodaje do niej typowo organowy akompaniament, zarazem przekształcając samą melodię tak, że przekreśla to możliwość wokalnego wykonania dumy wedle domniemanego, pierwotnego tekstu, który można by sobie tylko wyobrazić – jeśli melodia w ogóle do jakiegoś staropolskiego tekstu pasowała (choć uczciwie przyznać należy, że są praktykowane piękne wykonania tego utworu, jak na mój gust z dość sztucznie przykrojonym tekstem Czahrowskiego).

Dumy staropolskie: reaktywacja

Nikt jakoś nie wziął się, jak dotąd, za reaktywację dum. Pojedynczych – owszem; za spuściznę dziadowską – owszem; ale za dumy staropolskie en masse – nie. Postanowiliśmy więc uczynić to My, czyli niżej podpisany, tudzież nieoceniony Henryk Kasperczak. Tenże jest wirtuozem tudzież właścicielem rozmaitych lutni, teorb, rb’, sazu et caetera. Uczyniliśmy pierwsze przymiarki – odbyliśmy jeden koncert, a potem posiedzenie w podziemiach Zamku Kórnickiego, nagrywając rzeczone dumy wedle własnego pomysłu i dzięki uprzejmości Biblioteki Kórnickiej PAN. Te właśnie dumy będą się tutaj (to znaczy: na www.kresy.pl) seryjnie pojawiały w formie empetrójek, a ja będę je tutaj po kolei przedstawiał. Nasza praca – to po części praca rekonstruktorów-konstruktorów, czyli w równej mierze twórców, jak i odtwórców. Bo, jako się rzekło, zachowane teksty dum, tych rozumianych wąsko, pozbawione są nut – choc wiadomo, że śpiewane były. Ale są i melodie dziadowskie, które zanotowano w wieku XIX do tekstów od dum pochodzących lub od nich nieodległych. Są i melodie dziewiętnastowieczne (no, takie dziewietnastowieczne zdecydowanie) – ale widomie złaczone z tekstami o starszej proweniencji, nawet jeśli żołądek wieków przetrawił je i odkształcił.

Zanim do tych wszystkich dum przyjdziemy – załączam dumę pierwszą, ową instrumentalną, zagraną przez Henryka na lutni, w takim kształcie, w jakim została zanotowana – czyli bez słów, niepasującą do żadnego znanego tekstu, za to na pewno – zanotowaną jako duma.

To tymczasem.

Jacek Kowalski

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

W załączeniu: Henryk Kasperczak wykonuje na lutni renesansowej dumę instrumentalną wedle zapisu ze zbiorów Czartoryskich w Warszawie (rps 4173). Nagranie sporządzone specjalnie dla www.kresy.plw Zamku Kórnickim, zrealizował Robert Rekiel

Zobacz także:

Dum ukraińskich nie było!



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz