Polesie romantyczne

„Jeśli jaki kraj cichy, jeśli jaki spokojny, to Polesie nasze”.

Kraszewski, a zapałki

Czytając literaturę piękną poświęconą Polesiu, przyzwyczailiśmy się do dominującego w niej wizerunku tej części Kresów, jako ziem zacofanych i biednych. Do rangi symbolu życia Poleszuków urósł literacki obrazek dzielenia zapałki na cztery części. Owszem, ta niegdysiejsza część Polski wyróżniała się wyjątkowo słabym poziomem rozwoju gospodarczego, jak i ciężkimi warunkami materialnymi, panującymi wśród miejscowej ludności.

Powyższe problemy, jak już wspomniałem, były szeroko opisywane w polskiej literaturze. Z jednej strony przedstawianie bolączek polskiego życia społeczno-gospodarczego było zjawiskiem pozytywnym, nie pozostającym bez wpływu na walkę o unowocześnienie kraju; z drugiej zaś, przyczyniło się do utrwalania istniejących już stereotypów na temat nie tylko Polesia, ale także całości byłych ziem I Rzeczypospolitej.

Powieść romantyczna o Polesiu

Tym ciekawsza jest, w obliczu powyższego niemal jednolitego, a zarazem negatywnego obrazu Polesia w literaturze polskiej, powieść Józefa Ignacego Kraszewskiego, pt. „Ulana”. Wydana po raz pierwszy w Wilnie, w 1843 r. książka, jest dziełem typowym dla rozkwitającego wówczas polskiego romantyzmu. Napisana została podczas i na podstawie doświadczeń z podróży Autora, po ziemiach, na których rozgrywa. Taki sposób pozyskiwania inspiracji i materiału do sporządzenia pracy literackiej, był popularny wśród romantycznych pisarzy i poetów. Można wspomnieć chociażby lorda Georga Byrona, czy Juliusza Słowackiego. Twórca dzieła powstałego w taki właśnie sposób, obierał najchętniej krainę mało znaną, a obfitującą w legendy, ciekawe zwyczaje miejscowych, bądź też będące swego rodzaju symbolem (np. Grecja jawiąca się jako kolebka kultury i cywilizacji europejskiej). Podobnie postąpił Kraszewski. Udał się na Polesie – słabo znane nie tylko w świecie, ale i w Polsce, skupiające zarazem, niczym soczewka, stereotypy, jak i ciekawe zwyczaje, czy urokliwą przyrodę.

Jednak „Ulana”, choć wpisuje się stylistycznie w główny nurt epoki, pod względem treściowym zasługuje na miano dzieła nietuzinkowego.

Charakter polesia

Już w pierwszych zdaniach powieści Kraszewski zawarł swoje, jakże indywidualne podejście do Polesia. Krainę tę opisał jako cichą i piękną. Uroczy krajobraz obfituje w lasy i jeziora, rzeki i bagna, które w znacznym stopniu oddzieliły Polesie od reszty świata. Jednakże izolacja nie wpędziła tego swoistego królestwa bagien i puszczy w skrajności, czy chaos. Poleszucy żyją w harmonii, ale i w różnorodności. Symbolami ich są: dwór, karczma, cerkiew i kościół. One właśnie są świadkami głównych wydarzeń zawartych w „Ulanie”.

Oczy Ulany

Głównymi bohaterami są osoby, zdawałoby się, całkowicie sobie przeciwstawne: mężczyzna i kobieta, szlachcic i wieśniaczka, katolik i prawosławna, Polak i Ukrainka. Ów mężczyzna na imię ma Tadeusz, a kobieta – Ulana. Postacie te w zaskakujący sposób zbliżają się do siebie. Dzielące ich różnice początkowo wstrzymują i onieśmielają tych młodych ludzi (zwłaszcza Ulanę). Po przełamaniu wewnętrznych barier, chęć poznania obcego człowieka, pochodzącego z „innego świata”, motywuje do działania.

Tadeusz Mrozoczyński natknął się na zwyczajną, na pierwszy rzut oka chłopkę, kiedy to był w nastroju wcale do zawierania znajomości z kobietami nie zachęcającym. Doznawszy znacznej przykrości, od pewnej wysoko urodzonej niewiasty, postanowił zaszyć się w swym rodzinnym dworze.

Oto jak wyglądała Ulana w dniu, który odmienił jej życie: „Tadeusz obejrzał się i zobaczył… Prostą wsi swojej kobietę – boso, w siwej świtce, w białej chustce na głowie (…)”. Zwyczajna mieszkanka poleskiej wsi. Ubogo ubrana, butów nie posiadająca… A jednak zwróciła uwagę ziemianina. „Spojrzał i mimowolnie zatrzymał na niej oczy (…) nie mógł pojąć, jakim sposobem tak piękna kobieta była tylko prostą wieśniaczką. (…) Twarz była biała, usta tak świeże, włosy tak gładko uczesane pod białą chustką, ruch tak zręczny. Skądże to na wsi! W Polesiu” (str. 43).

Jak widzimy, Ulana zwróciła na siebie uwagę Tadeusza. Młodzieniec wyrzucał to sobie, odczuwał wstyd, przypominał swoje postanowienie o odcięciu się od świata i kobiet. A jednak po paru dniach, skierował się na wieś, a szedł drogą, wiodącą do chaty garncarza (męża Ulany, Oksenia Honczara). Co więcej, wybrał porę, kiedy to chłopi pracowali na polu. Dalsze przedstawianie wydarzeń musi zostać w tym punkcie, na czas pewien wstrzymane, ponieważ dochodzimy do ważnego szczegółu, wiele mówiącego o charakterze „Ulany”. Tadeusz zawahał się, gdy stanął przed drzwiami chaty Honczarycy. Pytał się w duchu: co go tu przywiodło? „- Cóż to? Pokochałeś Honczarycę? Prostą wieśniaczkę? -mówił szyderca. (podkreślenia moje – A. K.) – Szkarada! Zgorszenie! Wstyd!” (str. 54). Ów szyderca, to nie postronny człowiek, udzielający przestróg. Jest on uosobieniem wewnętrznego rozdarcia Mrozoczyńskiego. W psychice mężczyzny dochodzi w tym punkcie do dwugłosu. Stoi przed podjęciem decyzji, bez wątpienia mającej wpływ na jego życie. W Tadeuszu odzywają się rozsądek i uczucie. Trudno je jeszcze nazwać miłością, lecz faktem jest, że popycha w stronę mężatki niższego stanu. W kontrze do powyższego uczucia jest rozum, podający wiele argumentów przeciwko takiej znajomości.

Ile z Kordiana w Tadeuszu?

Mamy więc do czynienia z typowo romantycznym rozdarciem wewnętrznym bohatera. Analogiczne sytuacje możemy odnaleźć np. w „Kordianie” J. Słowackiego, czy „Nie-Boskiej komedii” Z. Krasińskiego. Jaką decyzją podjął Tadeusz nie trudno się domyślać. I choć niespodziewany gość w chacie Ulany, swoją wizytę usprawiedliwił prośbą o odrobinę wody, to kobieta dostrzegła, że zainteresował się nią sam właściciel wsi.

Powyższe wydarzenie było tylko początkiem. Mrozoczyński, pod błahym pretekstem wysłał męża Ulany, Oksenia Honczara do miasteczka. Jego nieobecność wykorzystał do oswojenia Ulany ze sobą. W ciągu tygodnia udało się Tadeuszowi rozbudzić w pożądanej kobiecie gorące uczucie.

Chłop poleski jest…

Wbrew pozorom, nie tylko żona Oksenia ryzykowała wdając się w romans z Mrozoczyńskim. Również sam Tadeusz narażał się dość poważnie. Dowodem tego jest fragment, mogący również posłużyć za częściową charakterystykę Poleszuka:

„Chłop poleski mimo codziennych przykładów niewiary żon i córek drażliwy jest na to; nie mogąc mścić się na panu, będzie się mścił na żonie; a bieda nawet i panu, jeśli go do ostateczności przywiedzie. Wówczas zrozpaczony podłoży ogień pod tok i dwór, a sam uciecze” (str. 75).

Nie bacząc na gniew Honczara w wypadku ujawnienia faktycznych relacji między Tadeuszem, a Ulaną, kochankowie spotykali się potajemnie nocami. Miłość pochłonęła ich bez reszty, a każde porzuciło dawny tryb życia i uległo głębokim zmianom. Mrozoczyński zrezygnował z ulubionych górnolotnych, poetycznych zachowań, na rzecz urokliwej prostoty swej kochanki. Natomiast Ulana utraciła spokój i równowagę. Obawiała się, że ludzie, z całą pewnością domyślający się dlaczego tak dużo czasu spędza na dworze, doniosą mężu o jej niewierności.

Błogi okres swobody minął bardzo szybko. Okseń Honczar powrócił, a o tym, co cała wieś już wiedziała, niezwłocznie poinformowali go ojciec i brat. Niesiony gniewem zdradzony mąż chciał od razu wymierzyć niewiernej żonie sprawiedliwość, ale stary ojciec doradził, by udać się wpierw do karczmy i całą sprawę tam szczegółowo omówić.

„Stolica” poleskiej wsi

W tym miejscu warto zagłębić się w opis karczmy sporządzony przez Kraszewskiego:

„Karczma to serce wsi, tak jak cerkiew jej głową a żołądkiem jej dwór; ręce i nogi tego ciała to chaty wieśniacze. W tej długiej, walącej się budowie, w której mieszka Żyd z familią, bydło, kozy, gęsi i kury przez ścianę tylko od niego, a czasem żelazne klamki, jeśli nie pierwotne zasuwki drewniane”.

Jak widzimy z powyższego, karczma jest centralnym punktem wsi, nie dziw więc, żę to tam miała miejsce narada.

Bicie, śpiewanie i podpalanie

Okseń chciał jak najszybciej ukarać Ulanę, poprzez pobicie jej. Natomiast jego ojciec radził powściągliwość. Swoje stanowisko argumentował tym, że „z panem nie warto zadzierać”, a i można się wzbogacić nieco dzięki żonie-kochance szlachcica. W dyskusji tej widać echo romantycznego konfliktu pokoleń: „starzy” są doświadczeni i rozważni, ale jednocześnie cyniczni; „młodzi” – porywczy i nierozważni.

Okseń nie powstrzymał swego gniewu i popędził za Ulaną, by ją ukarać. Niewierna żona, mocno przestraszona, znalazła kryjówkę w domu siostry. Rozgrywająca się tam scena odsyła do początku tego artykułu, gdzie wspomniałem o ciekawych zwyczajach poleskiej ludności. Należały do nich pieśni ludowe, której fragment przytacza J. Kraszewski (str. 90):

Bieda nam, bieda – jak kosy ostrzygą.

Szkoda wianka – kosy szkoda,

Z nimi pójdzie wesele, przepadnie swoboda.

Póty tobie życia – póty twojej doli,

Póki z ojcem, z matką, a mąż nie pozwoli.

Ulana uniknęła bójki z mężem, który jakby dał się przekonać ojcu, by przymknąć oko na niewierność żony. Jednak nie wszystko wróciło do normy. Tadeusz uległ wrażeniu awantury w rodzinie kochanki i utracił część dotychczasowego zapału miłosnego. Ulana łudziła się, że to stan chwilowy, nie wiedząc, że najgorsze dopiero nadejdzie.

„Tadeusz porwał się z krzykiem.

– Pali się! Pali!

(…) rzucił się ku drzwiom. Drzwi były drągiem od podwórza podparte. Silnym uderzeniem wybił je Tadeusz i wybiegł na ogród.

Obejrzał się, na domu cały dach był w ogniu, za dziedzińcem świeciła łuna od toku. Wszyscy spali! Potężnym krzykiem rozległo się podwórze: kilka głów wychyliło się z okien folwarku, kilku ludzi wybiegło. Tadeusz wołał ratunku” (str. 115-116).

To była zemsta Oskenia Honczara. Nikt, na szczęście nie zginął. Podpalacz przyznał się do winy, ale zanim został skazany popełnił samobójstwo.

Tadeusz bardzo te wydarzenia przeżył. Ulana – wręcz przeciwnie. Zdawało się, że cieszy się, iż krępujący jej swobodę mąż nie żyje. Choć główna przeszkoda na drodze do szczęścia w związku kochanków odeszła, wyrosły niespodziewanie nowe.

Co ogień potrafi zgasić?

Jak wspomniałem, Mrozoczyński uległ wręcz załamaniu nerwowemu po wypadkach z pożarem i śmiercią Oksenia. Czuł się winny śmierci mężczyzny, któremu odebrał żonę. Zaczął podupadać na zdrowiu i okazywać Ulanie coraz mniej zainteresowania jej osobą. Ku rozpaczy Honczarycy, nic nie pomagało, a tragiczny już stan, coraz bardziej się pogłębiał.

Sytuację odmieniła niespodziewana wizyta dawnego, szkolnego przyjaciela Tadeusza. Początkowo mający zabawić tylko przez wieczór, pozostał przez szereg dni. Gość zrozumiał, co trapi jego druha i namówił go, aby wysłał Ulanę poza dwór. Następnie wyjechał z Tadeuszem niby do miasteczka, na krótko. Tak zapewniał kochankę. A nie wracał przez szereg tygodni.

W końcu, gdy dziewczyna była bliska rozpaczy, posłaniec powiedział, że wraca pan. Dodał także, że nie życzy sobie jej obecności na dworze, ponieważ przyjedzie z gośćmi. Gdy z domku przy dwornego okienka, w którym Ulana mieszkała, zobaczyła z kim powrócił, powiedziała sama do siebie:

” – Powrócił, ożenił się – wypędził. Na co mnie żyć?”(str. 141)

„(…) odbiegła od dworu i puściła się ku jezioru ściskając w ręku swój pas czerwony. Zasypaną liśćmi suchymi ścieżką pędziła ku brzegowi, gdzie stały topole i znajoma ławka. Jeszcze raz obejrzała się na błyszczący ogniami dwór świecący ze wzgórza, żegnała się wzrokiem, potem chwyciła za topolę i objąwszy ją rękoma zapłakała. (…)

Wstąpiła na ławkę i spojrzała jeszcze, i jeszcze zapłakała zakładając węzeł na szyję.

Ostatnia chwila życia oblała się łzami.

– A ja go tak kochałam, jam dla niego wszystko porzuciła, a on… a on! (…)

Za chwilę wiatr szumiał gałęźmi topoli, a na gałęzi zimne ciało Ulany wisiało. Dwie łzy zamarzły na powiekach”. (str. 142)

Tak tragicznie zakończyła się historia Ulany. Co prawda nie jedynej tragicznej bohaterki utworu. Podobny tragizm spotyka jej męża, Oksenia. Mało brakowało, a i Tadeusz, niesiony poczuciem winy skończyłby podobnie, gdyby nie pomoc przyjaciela. Szkoda tylko, że ratując siebie, zapomniał o Ulanie.

Kraina inna niż ją znamy

Obraz Polesia zamieszczony w „Ulanie” został przedstawiony w sposób wybijający się na tle innych, podobnych pozycji literackich. Józef Kraszewski nie negując znanych faktów, wyeksponował jednocześnie mało znane, pomijane, a przecież tworzące specyficzny klimat ziem poleskich. Mozaika narodowa, zwyczaje indywidualne dla poszczególnych grup społecznych, a na tle tego wszystkiego romantyczna miłość (przedstawiona bynajmniej nie w płaski, schematyczny sposób) – to wszystko przekonuje, że Polesie to coś więcej niż zacofana prowincja.

Albert Kwiatkowski

———————–

Cytaty pochodzą z warszawskiego wydania tejże książki, z roku 1985.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz