Na kolana!

Odkąd w latach 80′ w okres pełnego uformowania się weszła tzw. polska opozycja demokratyczna (we wszystkich swoich specyficznych odcieniach), podstawowym hasłem, które stało się aż po dziś dzień wyznacznikiem funkcjonowania wszelkich środowisk „patriotyczno-patriotycznych”, jest potrzeba zmiany niepożądanego status quo.

I trudno się dziwić. Rzeczywistość priwislanska nie rozpieszczała, wyjątkowo zaś kopała tychże „sprawiedliwych”. Choć część „rewolucjonistów”, z właściwą dziejom cyklicznością, po jakimś czasie zdrowo i szczęśliwie wkomponowywała się co jakiś czas w tak mocno krytykowany „system”, zawsze na placu boju pozostawali ci „zdradzeni o świcie”. I mimo częstokroć groteskowego obrazu całości – Bogu dzięki! – bo kołem napędowym historii są właśnie oni: których „siłą czystość czyli lęk przed grzechem”, idący na plugawy Londyn, by ściąć głowę władcy – zdrajcy świętej sprawy. Problemem polskiej rzeczywistości nie jest jednak sam brak inicjatywnej grupy lobbującej za radykalnym przewrotem, a niekonsekwencja i „bajeczność” każdej z nich. Bierność jak z Dmowskiego przykryta „weselnym” Chochołem. Taki typowo polski sposób myślenia – że „obalić trzeba, no ale k… Ryśka zastrzelić?! No jak to tak?! Skur…syn, ale jednak człowiek!”.

Nienormalność, nierzeczywistość, nowoczesność.

Donald Tusk pisał niegdyś, że „polskość to nienormalność”. Wzbudził tym oczywiście całkiem niemałą falę oburzenia – zapewne słusznie. Warto jednak pochylić się nad samym sformułowaniem i dokonać pewnej reinterpretacji. Bo w istocie to nie tak, że „polskość to nienormalność”, ale ta maligna dziejowej „nienormalności” w której żyjemy to po prostu antypolskość – w sensie nowoczesnym (Dmowski). Funkcjonujemy na scenie „Teatru Świata” (choć w istocie – prowincjonalnej operetki) wiedząc, że to wszystko nie jest do końca na serio. Tu każdy udaje! Liberał udaje, że chce liberalizacji, socjalista zaś, że chce socjalizmu (czy jak tam zwał). Konserwatysta udaje, że zależy mu na ładzie, natomiast neofaszysta chyba już nawet nie udaje, że o coś mogłoby chodzić. Młodzi ludzie idą na studia udając, że będą mieli pracę, a po studiach – że nie wiedzieli, że żadnej nie będzie. A koniec końców wszyscy wespół udają, że są piękni, młodzi i bogaci, jak ulepione z gówna i plastiku telewizyjne gwiazdeczki. Oto razem, spleciona w radosnym tańcu – wspólnota masturbacyjnych fantazji. Od „okrągłego stołu” do Smoleńska. Wielka Łże-Polska.

Rewolucja

To byłoby jednak jeszcze nic, gdyby nie fakt, że i nawet Złoty Róg także zaginął gdzieś w czeluściach latryny i nikomu nieprędko, żeby go stamtąd wyławiać. Zmiana, rewolucja, rebelia – one wymagają oczywiście pewnej „teatralizacji” już po fakcie, by przekuć je w wielki, wspólnotowy mit. Rewolucja wymaga jednak aktu. Tak pięknie pisał o nim w kontekście polskiej rzeczywistości Szczepan Twardoch – w swojej eseistycznej, alternatywnej wizji przemian 89′ w Polsce (wspaniale dedykując utwór Rymkiewiczowi). Bardzo potrzeba nam dzisiaj momentu – jak niczego innego brakuje Polsce „Wieszania”! Takiego „Wieszania” jak to symboliczne w historii Polski z 1794 roku, które uwiecznił Norblin, a które tak głęboko tkwić musi w sercu każdego Polaka, wierzącego w elementarne zasady narodowej sprawiedliwości. Takiego, które przerywa sen, każe stanąć gołymi stopami na chłodnej ziemi historii i rozejrzeć się wokół siebie. Moment w którym „pustą pętlą wiatr kołysze – nie wiadomo kogo złowi” ma w sobie coś złowieszczego, ale wyzwala olbrzymią energię, ładunek narodowej determinacji. Czy istnieje przecież coś bardziej sprawiedliwego niż ukaranie winy i nagrodzenie zasługi? Śmierć Wrogom Ojczyzny – to za wiele?

Przepraszajcie naród!

Ten widok. Scena na „majdanie” w którymś z miast zachodniej Ukrainy. Na scenie grupa ok. 20 rosłych mężczyzn. I głos, bez wątpliwości: „Na kolana! Przepraszajcie naród!”. Klękają i przepraszają. Przysięgają na wierność. Nie klęczy tam ani Dugin, ani Szewczenko, ani Chruszczow, ani Doncow – to młode, szczere słowiańskie twarze, a jednak każdy z nich doskonale wie, co wobec rozgrzanego emocjami tłumu może oznaczać jeden nieostrożny ruch. I to w najmniejszym stopniu nie jest ocena sytuacji na Ukrainie, tego nie podejmuję się wcale. Ale cokolwiek by nie sądzić, było w tym rozkazującym głosie człowieka na „majdanowej” scenie coś wspaniałego. Oczyszczono ich przez upokorzenie, ale wspólnota pozwoliła im na odkupienie. Ludzie gwizdali i wiwatowali. Rewolucja to olbrzymi chaos, ale jest w nim jednak pewien nieubłagany porządek. To nie zemsta, lecz sprawiedliwość. Czy może jednak trochę zemsta? A może nie ma w tym sprzeczności?

Nie wołam o krew i przemoc. Wołam o żywą historię. I nas w tej historii. Historię, która przecież w istocie nie ma końca. Nie chodzi tu o śmierć. Chodzi o przebudzenie i stworzenie naturalnego, integralnego porządku rzeczy.

Mikołaj Kamiński

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz